Polska wciąż będzie budować — członek zarządu FAKRO o kulisach strategii, eksporcie, globalnej konkurencji, rynku mieszkań i kosztach budowy

  • Janusz Komurkiewicz. Fot. FAKRO
    Janusz Komurkiewicz. Fot. FAKRO

*Janusz Komurkiewicz, członek zarządu FAKRO, mówi o strategii eksportowej firmy, fabrykach w USA i wyzwaniach, jakie dla europejskiego przemysłu budowlanego tworzą regulacje klimatyczne i rosnąca konkurencja z Azji.

*Globalna ekspansja nie zawsze oznacza przenoszenie produkcji dla niższych kosztów. Czasem kluczowa jest bliskość rynku, logistyka i zdolność konkurowania z lokalnymi producentami.

*Polityka klimatyczna Unii Europejskiej zmienia sposób projektowania i budowy domów. To kierunek, który ma poprawić efektywność energetyczną budynków — ale jednocześnie zwiększa koszty produkcji i presję konkurencyjną ze strony producentów spoza UE.

*Młodsze pokolenie coraz częściej wybiera wynajem zamiast własności, a jednocześnie zapotrzebowanie na mieszkania pozostaje wysokie. Jak zmienia się polski rynek nieruchomości i budownictwa — i co to oznacza dla inwestorów oraz producentów?

Z Januszem Komurkiewiczem rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Rozmawiamy przy okazji trzydziestopięciolecia FAKRO, ale trudno patrzyć na historię tej firmy pomijając pana kontekst — jest pan z nią związany od trzydziestu dwóch lat. Przez całe lata słyszeliśmy, że warunkiem udanej kariery są częste zmiany pracy. A jednak to pan jest dziś jednym z kluczowych menedżerów w kraju. Z czego wynika przebieg pana działalności zawodowej — z osobowości, warunków pracy, czy z jakiegoś szczególnego splotu okoliczności?

Janusz Komurkiewicz: Dziękuję za to osobiste pytanie. Tak — jestem emocjonalnie związany z tą firmą od trzydziestu dwóch lat i myślę, że klucz leży właśnie w tym napięciu między moją naturą, a specyfiką samej firmy. Ja lubię nowości, szukam nowych wyzwań. A jednak to, że pracuję w FAKRO od tak dawna nie stoi w sprzeczności z moimi cechami — firma zmieniała się tak intensywnie, że praktycznie co dwa lata czułem się, jakbym trafiał do nowej pracy.

Trzeba pamiętać, gdzie byliśmy trzy dekady temu: w Polsce marketing praktycznie nie istniał, wychodziliśmy z okresu przejściowego i wchodziliśmy w nową, kapitalistyczną strukturę gospodarki. Ja byłem młodym inżynierem — skończyłem studia na wydziale elektrotechniki — i po roku pracy w zawodzie trafiłem na spotkanie z panem Florkiem: założycielem i prezesem. To było spotkanie z wizjonerem. Od razu mu się spodobała moja energia i zaproponował: „twórz dział marketingu”. Wtedy nie bardzo było wiadomo, co to jest ten marketing. Ja, absolwent studiów technicznych, musiałem się go uczyć od podstaw.

Już na tamtym etapie odczytałem złożoną mi propozycję, jako wezwanie do niezwykłej wyprawy. Lubię żeglować i powiem to wprost: wyobraziłem sobie małą łódkę, która jeszcze nie jest gotowa na wielki rejs — a prezes Florek wskazywał na horyzont i mówił: „płyniemy na Atlantyk”. To była obietnica przyspieszenia, ryzyka i intensywnej nauki. I ta wizja mnie porwała: możliwość tworzenia, wprowadzania na rynek nowych produktów, docierania do nowych klientów, zdobywanie rynków — wszystko to odpowiadało mojej naturze.

Rolety wewnętrzne do okien dachowych APF. Fot. FAKRO

KB: Czy są jeszcze jakieś inne anegdoty założycielskie, z początków działalności, które krążą w firmie przy okazji spotkań jubileuszowych?

JK: Najpierw trzeba przywołać korzenie. Pan Florek zaczynał od zakładu stolarskiego Florad w Tymbarku — to było w połowie lat osiemdziesiątych. Razem ze wspólnikiem, Jackiem Radkowiakiem, robili klasyczne stolarskie produkty: drzwi, schody, okna. Florek, z wykształcenia budowlaniec — skończył Politechnikę Krakowską — często podczas studiów bywał na praktykach w Niemczech i widział rozwijające się rozwiązania dachowe. Ale nieraz wspominał nam, że jeszcze jako dziecko, gdy bawił się na poddaszu, spoglądał w górę, na światło wpadające przez archaiczne okienka dachowe, mające postać takiej przeszklonej dachówki — i to wspomnienie pozostało z nim na zawsze.

Z czasem — już w 1991 roku — założył kolejną firmę, w Nowym Sączu, wraz ze swoją żoną i drugim wspólnikiem, Krzysztofem Kronenbergerem. Nazwa powstała z inicjałów współwłaścicieli, i w styczniu 1991 roku FAKRO pokazało pierwsze okno dachowe na targach Budma — to był moment, który w firmowej mitologii funkcjonuje jako premiera: nowy produkt, nowy segment, nowy start.

Warto podkreślić coś technicznego, co ma znaczenie strategiczne: branża okien dachowych nie była wtedy „sklepową” branżą — nie można było po prostu kupić gotowych ram, uszczelek czy zawiasów i złożyć „okna jak z klocków”. Trzeba było skonstruować wszystko od zera — materiały, rozwiązania, narzędzia. To z kolei wymuszało innowacyjność i samodzielność, które miały fundamentalny wpływ na kulturę firmy: jeśli chcesz wprowadzić produkt na rynek, musisz go sam zaprojektować i wykonać. Ten czynnik techniczny był jednym z powodów, dla których praca w FAKRO nigdy nie była nudna.

Dom jednorodzinny w Szerokim Borze z oknami tarasowymi FAKRO INNOVIEW. Fot. FAKRO

KB: Wspaniała historia z tą przeszkloną dachówką – szczególnie do mnie trafia, bo sam mieszkam w tzw. poniemieckim domu z 1936 roku, w którym jest jeszcze oryginalny dach z takimi właśnie szybkami. Jednak sądzę, że za decyzją, by nie wchodzić na szeroki rynek okien fasadowych, a skupić się na oknach dachowych, stała również głębsza myśl strategiczna.

JK: Myślę, że to pytanie trafia w sedno. Faktycznie — za wyborem specjalizacji stały zarówno osobiste motywacje, jak i chłodna analiza rynku. W Polsce jest bardzo dużo producentów stolarki — mówimy o ponad dwóch tysiącach zakładów robiących okna i drzwi pionowe — to produkcja masowa, dostępna niemal w każdym większym mieście. Tymczasem producentów okien dachowych było niewielu, na naszym rynku wyróżniały się cztery istotne firmy. Różnica skali między rynkiem okien fasadowych i dachowych jest duża — mówić można orientacyjnie o relacji jednego do kilkuset — ale nawet „nisza” w tej skali bywa gigantyczna.

Proszę też pamiętać o kontekście historycznym: wejście Polski do Unia Europejska i boom budowlany lat 2000 otworzyły potężny popyt na poddasza użytkowe, więc okna dachowe miały swój sezon silnego wzrostu. Architektura następnie ewoluowała — nastała moda na dachy płaskie, nowe materiały. I choć popyt się przesuwał, to udało się stworzyć w Polsce imponujący sektor produkcyjny a jako kraj staliśmy się liderem w eksporcie stolarki budowlanej w skali świata.

KB: W reklamach i katalogach FAKRO widzę dziś inną narrację niż przed laty: okno nie jest już wyłącznie „oknem” — staje się częścią coraz bardziej zawansowanego systemu. To, co kiedyś było pojedynczym elementem, dziś jest ogniwem większego układu, obejmującego energooszczędność, wentylację, sterowanie, bezpieczeństwo. Jak zmieniał się trend?

JK: To jeden z moich ulubionych tematów — częściowo dlatego, że z wykształcenia jestem inżynierem elektrotechnikiem. Już mniej więcej od czasu silnego wejścia Polski na rynki międzynarodowe, od momentu wejścia do Unii Europejskiej, okno w coraz mniejszym stopniu traktuje się jako „samodzielny” wyrób, a bardziej – jako część większej całości. Traktujemy je dziś jako element systemu budowlanego i systemów domowych: musi współgrać z izolacją, z wentylacją, z systemem grzewczym, a nawet z alarmem czy automatyką.

Istotna jest kwestia montażu: jeżeli się ją zaniedba i powstaną mostki termiczne, nawet najlepsze parametry szyb czy ram nic nam dadzą. Wokół okna trzeba zrobić „ciepły montaż” — warstwowy i szczelny — tak, żeby wilgoć nie kondensowała się w ociepleniu i żeby nie powstawały zimne sfery powodujące pleśń czy degradację konstrukcji. To pierwszy wątek.

Drugi to funkcjonalność: nowoczesne okno dachowe to szyba i rama, ale także osłona przeciwsłoneczna (rolety, markizy), napęd elektryczny, czujniki i algorytm zarządzający — wszystko to można zintegrować. Dzięki temu okno bierze udział w wentylacji (może być elementem systemu mechanicznego lub wspomagać naturalną wymianę powietrza), w zabezpieczeniach (czujniki antypodważeniowe), w oszczędzaniu energii (wpuszczanie słońca zimą, blokowanie nadmiaru promieniowania latem). Coraz częściej te funkcje są automatyzowane: rolety opuszczają się według harmonogramu lub odczytu z czujników, okno otwiera się w określonych warunkach — wszystko zaś sterowane jest przez aplikację czy smart-home.

Okna tarasowe GREENVIEW to innowacyjne, duże okna dachowe, które po otwarciu umożliwiają swobodne wyjście na balkon lub taras. Fot. FAKRO

KB: To nie jest futurystyka? Jeśli ktoś uda się do salonu FAKRO i powoła się na naszą rozmowę, uzyska dostęp do wspomnianych rozwiązań?

JK: To jak najbardziej teraźniejszość. Nasze okna są wyposażone w siłowniki elektryczne i systemy sterowania — aplikacje, które pozwalają zarządzać nimi z telefonu, przez Wi-Fi, niezależnie od tego, gdzie fizycznie się znajdujemy. Projektujemy tak, żeby rozwiązania były otwarte i dostępne — nie zamknięte, trudne do integracji. Sterowanie zdalne, harmonogramy, połączenia z systemami ogrzewania czy wentylacji — są już dostępne na rynku. To jest nasza rzeczywistość.

KB: Kiedy słucham pana opowieści o historii firmy i o sposobie myślenia prezesa Florka, widzę wyraźnie jedną zasadę: strategia zawsze wyprzedza teraźniejszość. Zawsze jest krok — a czasem kilka kroków — przed rynkiem. Ale skoro dziś okno jest już elementem systemu energetycznego, może być sterowane aplikacją, współpracuje z wentylacją, reaguje na pogodę, to co dalej? Czy istnieje jakiś technologiczny „sufit”? Czy może w dobie obecnego przyspieszenia to pytanie o przyszłość nie ma sensu?

JK: Nie, to bardzo dobre pytanie. I odpowiem wprost: my o tym myślimy — i myślą o tym nasi partnerzy, dostawcy, całe zaplecze technologiczne. Okno to nie jest jeden element, to złożony organizm. A jego sercem jest szyba.

Szyba to największa powierzchnia okna, to ona w największym stopniu decyduje o parametrach. I to wokół niej dokonuje się dziś prawdziwa rewolucja. Warto powiedzieć jasno: Polska ma jedne z najbardziej rygorystycznych wymagań dotyczących parametrów termicznych okien w Europie. Klimat jest surowszy, normy ostrzejsze — musieliśmy się do nich dostosować.

Przeszliśmy drogę od pakietów jednokomorowych — dwóch szyb z przestrzenią wypełnioną argonem — do pakietów dwukomorowych, czyli trzech szyb z gazem szlachetnym pomiędzy nimi. To już zmieniło standard. Ale prace trwają dalej: rozwijane są szyby o parametrach zbliżonych do próżniowych — z podciśnieniem w przestrzeni międzyszybowej, co znacząco poprawia izolacyjność. To kierunek czysto fizyczny: walka o każdy ułamek współczynnika przenikania ciepła.

Ale szyba przestaje być wyłącznie barierą termiczną. Może być refleksyjna, może mieć walory dekoracyjne, może zmieniać przezierność pod wpływem napięcia — stawać się matowa lub przejrzysta w zależności od potrzeb. Technologicznie możliwe jest nawet wykorzystanie jej jako powierzchni wyświetlającej — jako ekranu. Może być elementem grzewczym: wystarczy odpowiednia powłoka, by zachowywała się jak promiennik ciepła, wspomagała ogrzewanie wnętrza albo topiła śnieg na zewnątrz. Szyba zaczyna pełnić wiele funkcji naraz.

Równolegle rozwijają się profile — drewniane, PVC, aluminiowe. Klienci chcą coraz większych przeszkleń, więcej światła, mniej ramy. Konstrukcja musi być cieńsza, a jednocześnie cieplejsza i bardziej wytrzymała. To paradoks inżynierski: redukować materiał, zwiększając jego parametry.

Jak będzie wyglądało okno za dziesięć lat? Myślę, że dążymy do okna, które będzie wyglądało jak czysta tafla szkła, rama zostanie zminimalizowana. Coraz więcej okien będzie nieotwieranych — wentylację przejmą systemy mechaniczne, inteligentne i sterowane automatycznie. Oczywiście podstawowa funkcja — dostarczenie widoku i światła — pozostanie. Ale sposób korzystania z okna może się zmienić radykalnie. Technologia idzie właśnie w tym kierunku.

KB: Chciałbym przejść ze sfery technologii do biznesu. Jak ocenia pan dzisiejszą koniunkturę? Mamy czasy, które wielu uznaje za mniej stabilne — geopolityka, gospodarka, niepewność. Jak pan widzi rynek i jak na tę sytuację odpowiadacie?

JK: Ostatnie dwa lata to okres dekoniunktury — trzeba to powiedzieć otwarcie. Natomiast w tej ocenie odnosimy się do lat 2020–2022, które były absolutnym szczytem. Paradoksalnie pandemia okazała się złotym czasem dla branży stolarki budowlanej. Na początku był chwilowy spadek, ale bardzo krótki. Potem nastąpił gwałtowny wzrost popytu. Ludzie zostali w domach. Zaczęli remontować, wymieniać okna, kupować nowe mieszkania, przenosić się z centrów miast na obrzeża. Budownictwo przeżywało boom. To były rekordowe wyniki sprzedaży.

Potem przyszła wojna w Ukrainie. I choć front jest za granicą, poczucie bezpieczeństwa w Polsce osłabło. Jesteśmy krajem przyfrontowym — to czynnik psychologiczny i ekonomiczny. Wielu Polaków zaczęło inwestować w nieruchomości za granicą: w Hiszpanii, we Włoszech. Do tego doszła wysoka inflacja i drogie kredyty hipoteczne. Młodzi ludzie tracili zdolność kredytową, koszty budowy rosły. Rynek się schłodził. W porównaniu ze szczytem produkujemy dziś niemal 20 procent mniej okien. Firmy musiały dostosować moce produkcyjne, czasem ograniczyć zatrudnienie. Obroty spadły. Uważamy jednak, że trudne czasy kreują liderów. Polska jest potęgą w eksporcie stolarki. My jako FAKRO ponad 70 procent produkcji sprzedajemy za granicę. Niedawno otworzyliśmy fabrykę w Stanach Zjednoczonych — to sygnał, że nawet w okresie spowolnienia można się rozwijać.

Inflacja spada, kredyty stają się dostępniejsze, rynek powoli się odbudowuje. Wszyscy czekamy na zakończenie wojny — nie tylko z powodów handlowych, choć odbudowa Ukrainy będzie ogromnym projektem, ale przede wszystkim dlatego, że powrót poczucia bezpieczeństwa uruchamia inwestycje.

Dekoniunktura to test odporności. A jednocześnie — moment, w którym powstają nowe rozwiązania. My tych rozwiązań aktywnie szukamy.

KB: Czy przewiduje pan w Polsce odbicie w budownictwie, czy raczej czeka nas stagnacja z chwilowymi wahaniami?

JK: Przede wszystkim analizuję potrzeby. A one w Polsce wciąż są ogromne. Przez ostatnie lata wielu młodych ludzi zwyczajnie nie było stać na własne mieszkanie. Mieszkają z rodzicami, odkładają decyzje, czekają na poprawę warunków. I gdy tylko sytuacja gospodarcza zaczyna się stabilizować — gdy inflacja spada, kredyty stają się dostępniejsze — ten odłożony popyt natychmiast wraca.

Oczywiście mamy problem demograficzny. Gdybyśmy rozmawiali dwadzieścia lat temu, powiedziałbym, że potencjał wzrostu jest jeszcze większy. Polska się wyludnia — to fakt. Ale w tę lukę wchodzą nowi mieszkańcy, przede wszystkim ze wschodu. Ukraińcy są dziś wyraźnie obecni na rynku nieruchomości — kupują mieszkania, osiedlają się, planują przyszłość tutaj. To realna grupa klientów.

Zmienia się też struktura własności. Młodsze pokolenie straciło — przynajmniej częściowo — imperatyw posiadania. Częściej wybiera wynajem niż zakup. W ich miejsce wchodzą inwestorzy: firmy i osoby prywatne, które budują z myślą o rynku najmu. To przetasowanie, nie zanik popytu.

Dlatego nie obawiam się utraty impetu rozwojowego. Rynek będzie się zmieniał, model własności będzie ewoluował, ale mieszkania są i będą potrzebne.

KB: FAKRO jest przykładem firmy globalnej o polskim rodowodzie, która zachowuje centrum decyzyjne, R&D i większość produkcji w Polsce. Kiedy otwieracie fabrykę w Stanach Zjednoczonych, wygląda to raczej na strategię obsługi lokalnych rynków niż na skrajną optymalizację. Proszę wyjaśnić, ile w takim podejściu „gospodarczego patriotyzmu” i czy może jest on również wpisany w DNA marki?

JK: Trzeba twardo stąpać po ziemi — po ziemi ekonomicznej. To ekonomia decyduje, gdzie produkujemy i gdzie sprzedajemy. Napędza nas eksport. Mam na myśli całą branżę, w tym oczywiście FAKRO. Polski rynek jest dojrzały, uporządkowany. Rozwój oznacza ekspansję zagraniczną.

Nasza strategia jest stopniowa. W przypadku eksportu działa następująco: najpierw szukamy partnerów, budujemy sprzedaż. Jeśli rynek rośnie — inwestujemy mocniej. Logika jest prosta: żeby być konkurencyjnym, trzeba ograniczać koszty, zwłaszcza logistyczne. W Europie to jeszcze działa. Ale wożenie produktu z Polski do Chin czy do USA jest drogie. A jeśli chcemy konkurować ceną i czasem dostawy — musimy produkować lokalnie. To daje szybkość, elastyczność, możliwość realizacji indywidualnych zamówień bez wielotygodniowego oczekiwania. I, co najważniejsze, pozwala wygrywać cenowo.

Pierwsze doświadczenia zdobywaliśmy na Ukrainie. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych Rosja była dla nas dużym rynkiem. W pewnym momencie wprowadzono embargo na produkty pochodzenia roślinnego — i o dziwo, drewniane okna dachowe zostały nim objęte. Otworzyliśmy więc montownię we Lwowie. Elementy przyjeżdżały z Polski, na miejscu były składane i jako „Made in Ukraine” trafiały na rynki Europy Wschodniej. To była legalna i skuteczna odpowiedź na barierę handlową. Podobnie było w Chinach. Weszliśmy tam nie po to, by produkować tanio i wysyłać do Europy — to nie miałoby sensu — lecz po to, by konkurować na rynku chińskim z chińskimi producentami.

W przypadku USA decyzję o uruchomieniu produkcji podjęliśmy ponad dwa lata temu, zanim powróciła administracja Trumpa i wprowadzono nowe cła. Otworzyliśmy fabrykę w czerwcu zeszłego roku — dokładnie w momencie, gdy presja celna była największa. Czas zadziałał na naszą korzyść.

Produkujemy tam głównie schody strychowe, które świetnie przyjęły się na rynku amerykańskim, mimo silnej konkurencji z Meksyku. Nie było wyjścia — trzeba było być na miejscu. Dodatkowym impulsem były trudności inwestycyjne w Nowym Sączu, gdzie napotkaliśmy bariery administracyjne przy rozbudowie hal. To także wpłynęło na decyzję.

Czy to patriotyzm gospodarczy? To raczej pragmatyzm oparty na długofalowym myśleniu. Polska pozostaje centrum decyzyjnym i technologicznym. Ale żeby być globalnym graczem, trzeba działać globalnie.

Okno kolankowe GREENVIEW przeznaczone jest do montażu w ścianie pionowej na poddaszu jako dodatkowy element okna dachowego. Zapewnia lepsze doświetlenie pomieszczenia. Fot. FAKRO

KB: A jak pan ocenia rosnącą regulację rynku — zwłaszcza w kontekście polityki klimatycznej Unii Europejskiej? To wymogi i obciążenia, czy również szanse?

JK: Idea jest piękna: domy energooszczędne, neutralne klimatycznie, komfortowe, zdrowe. Jesteśmy za tym. Chcemy mieszkać w ciepłych domach, płacić mniej za ogrzewanie, emitować mniej CO₂.

Problem zaczyna się przy kosztach i konkurencyjności. Polityka klimatyczna wymusza stosowanie coraz bardziej zaawansowanych technologii, szczelniejszych systemów, lepszych materiałów. To podnosi cenę produktu i koszt budowy domu. Owszem — obniża koszty eksploatacji w przyszłości, ale próg wejścia rośnie.

Największym wyzwaniem jest konkurencja spoza Unii. Producenci z Chin, Turcji czy Ukrainy nie mają tak restrykcyjnych norm, tak wysokich kosztów energii, nie obowiązują ich liczne certyfikaty. Dzięki temu ich produkty są tańsze i coraz śmielej wchodzą na nasz rynek. Europa musi uważać, by w imię ambitnych celów nie utracić przewagi przemysłowej.

KB: Na koniec — kwestia systemowa. Prezes Florek często mówi o potrzebie wsparcia przedsiębiorczości i budowy kapitału społecznego. Czy widzi pan dziś realne oznaki dialogu między biznesem a państwem?

JK: Prezes Florek jest wizjonerem, ale też ideowcem. Z tego zrodziła się działalność fundacji Pomyśl o Przyszłości — skoncentrowanej na budowie kapitału społecznego. Chodzi o zrozumienie, że urzędnik — czy to prezydent miasta, czy pracownik skarbówki — nie jest wyłącznie strażnikiem przepisów. Może być integratorem, inspiratorem rozwoju gospodarczego. Kapitał społeczny to świadomość, że wspólne działanie przynosi wspólne korzyści. Widzimy pewne pozytywne sygnały. Badania pokazują, że Polacy coraz chętniej wybierają krajowe produkty, rozumiejąc, że pieniądz zostaje w kraju, buduje drogi, szkoły, ochronę zdrowia.

Prezes jest również współzałożycielem Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych przy Prezydencie RP — ciała doradczego, które ma reagować na niekorzystne regulacje i zabiegać o warunki sprzyjające rodzimym firmom działającym globalnie. Chodzi o to, by Polska nie była wyłącznie rynkiem zbytu czy zapleczem produkcyjnym, ale krajem decyzyjnym.

Idea musi poprzedzać działanie. Wizja musi zapalać ludzi — współpracowników, liderów, partnerów. A potem trzeba ją przekuć w konkret: inwestycje, miejsca pracy, rozwój.

Bo ostatecznie chodzi o coś więcej niż o okno czy fabrykę. Chodzi o poziom życia w Polsce.

Dom jednorodzinny, w którym zamontowano okna pionowe FAKRO INNOVIEW. Fot. FAKRO

---

Janusz Komurkiewicz, Członek Zarządu FAKRO Sp. z o.o.

Absolwent Politechniki Krakowskiej oraz Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Po studiach pracował jako inżynier w firmie POLGRAPH w Nowym Sączu, a od 1994 r. zatrudniony jest w firmie FAKRO. Należy do ścisłego zespołu jej twórców. Zaczynał jako kierownik działu Promocji i Reklamy,  a w 2008 r. został Dyrektorem Marketingu Polska. Obecnie jest Członkiem Zarządu FAKRO sp. z o.o.

Od 2008 r. pełni  funkcję Prezesa Zarządu Związku Polskie Okna i Drzwi  - organizacji zrzeszającej producentów, dostawców i dystrybutorów stolarki budowlanej. Dzięki wspólnym staraniom firmy FAKRO oraz Związku Polskie Okna i Drzwi pod jego kierownictwem, branża stolarki budowlanej uznana została za polską specjalność eksportową i objęta została specjalnym programem Ministerstwa Gospodarki - Branżowym Programem Promocji.

www.fakro.pl

Czytaj także

Najciekawsze artykuły i wywiady wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.