Jeśli druga strona sporu politycznego postrzegana jest jako ucieleśnienie zła, rozmowa wydaje się stratą czasu

  • Prof. Krystyna Skarżyńska. Fot. KAKA.media
    Prof. Krystyna Skarżyńska. Fot. KAKA.media

*Nasilają się antagonizmy międzygrupowe, rośnie obojętność na los tych, którzy są od nas słabsi. Często stają się kozłami ofiarnymi – na nich skupia się niechęć i wrogość, zamiast na tych, którzy są źródłem frustracji, stresów i lęków.

*Badania pokazują wyraźny związek stresu politycznego z siłą nieufności interpersonalnej, negatywnym schematem świata społecznego jako coraz bardziej zagrażającego, a także z niską społeczną legitymizacją całego systemu społeczno-politycznego.

*Agresja wobec przeciwników nie jest już domeną wyłącznie polityków. Coraz wyraźniej widać ją także w relacjach między obywatelami – sympatykami obozu rządzącego i opozycji.

*Dane wyborcze potwierdzają wysoką stabilność preferencji elektoratów. W 2025 r. na Karola Nawrockiego zagłosowało 94 proc. wyborców Dudy z 2020 r.

*Polaryzacja ogranicza również swobodę debaty wewnątrz poszczególnych obozów. Nie toleruje się ani wewnętrznej krytyki, ani prób docenienia inicjatyw przeciwników.

Z prof. Krystyną Skarżyńską rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Czy takie emocje jak niechęć, nienawiść i pogarda nasilają się w społeczeństwie i czy są coraz silniej adresowane do przeciwników politycznych?

Krystyna Skarżyńska: Żyjemy w coraz bardziej niepewnym świecie. O kolejnych zagrożeniach, bliższych i dalszych, dowiadujemy się szybciej niż jeszcze kilka lat temu. Dzięki Internetowi „na żywo” obserwujemy wojny i ataki terrorystyczne, oglądamy bezpośrednie transmisje z burzliwych obrad Sejmu i wysłuchujemy wystąpień czołowych polityków, które rzadko przynoszą opinii publicznej ukojenie. Zamiast tego coraz częściej eskalują napięcie – są pełne ostrzeżeń i gróźb, także bezpośrednio artykułowanej wrogości czy pogardy wobec przeciwników, a nawet tych, którzy jedynie ośmielają się krytykować proponowane rozwiązania. W Polsce nasilają się konflikty między rządem a prezydentem i jego politycznym środowiskiem. Badania psychologiczne dowodzą, że obserwacja agresji jest źródłem stresu, czasem długotrwałego, oraz prowadzi do zwiększenia gotowości do agresywnego zachowania i postawy wrogości. Ekonomiści wskazują natomiast bezpośrednie skutki polityki dla naszych obywatelskich kieszeni i stanu gospodarki krajowej czy światowej. Wojna USA z Iranem spowodowała wzrost ceny benzyny i obawy o drożyznę czy brak dostępu do wielu towarów codziennego użytku. Stres ekonomiczny wiąże się z osłabieniem więzi społecznych oraz chęci do współpracy i pomagania innym. Nasilają się antagonizmy międzygrupowe, rośnie obojętność na los tych, którzy są od nas słabsi. Często stają się kozłami ofiarnymi – na nich skupia się niechęć i wrogość, zamiast na tych, którzy są źródłem frustracji, stresów i lęków. Swoiste przeniesienie złości, gniewu, pogardy zachodzi także z oddalonych od nas, niedostępnych bezpośrednio decydentów i ważnych polityków, którzy podejmują krzywdzące nas decyzje, na ich zwolenników, których znamy i spotykamy bezpośrednio lub tylko sobie ich wyobrażamy. Przybywa więc osób i grup uznawanych za wrogów.

KB: Czy obojętność i niechęć do innych ludzi i grup ma związek z różnicami poglądów, opisywanych na osi lewica–prawica?

KS: Jeśli oś podziałów politycznych rozumiemy jako różnice w systemach wartości współtworzących tożsamość społeczną jednostki – to zdecydowanie tak jest. Ale jeżeli chodzi o odmienność realnych interesów, a przynajmniej o świadomość programów poszczególnych partii, dotyczącą realizacji grupowych interesów elektoratów, to moim zdaniem jest ona czynnikiem słabo wpływającym na siłę konfliktu w Polsce. Politolodzy i socjolodzy polityki dowodzą, że różnice programowe między obozem rządzącym a opozycją nie są skrajne, zwłaszcza na osi ekonomicznej nie ma ostrych różnic. Znacznie silniejsze są na osi kulturowo-tożsamościowej, dotyczą roli Kościoła w państwie, praw kobiet i mniejszości etnicznych, związków nieheteroseksualnych.

KB: Co w takim razie powoduje tak silny, nasycony wrogością konflikt i polaryzuje opinie Polaków?

KS: Wrogość, pogarda i nieufność wobec osób przypisywanych do odmiennych preferencji politycznych nie mają jednego źródła, tym bardziej że takie przypisania, dokonywane na oko, często okazują się nietrafne. Na eskalację napięć składają się zarówno narastające frustracje, rozumiane jako trwałe przeszkody w realizacji istotnych celów, jak i opisane wcześniej stresory polityczne. Obciążają one procesy poznawcze i wzmagają lęk, zwłaszcza w kontekście polityki międzynarodowej: wojen, realnych i zapowiadanych kryzysów gospodarczych, sporów wokół migracji czy brutalizacji kampanii wyborczych. Skutki wykraczają poza sferę debaty publicznej – oznaczają nie tylko spadek jakości życia obywateli, ale także wzrost liczby pacjentów z rozpoznanym lękiem lub depresją. Co więcej, ostatnie nasze badanie (z lata 2025 r.) pokazuje wyraźny związek stresu politycznego z siłą nieufności interpersonalnej, negatywnym schematem świata społecznego jako coraz bardziej zagrażającego, a także z niską społeczną legitymizacją całego systemu społeczno-politycznego (Skarżyńska, Ziółek i Kulicki, 2026). Z kolei te oczekiwania i opinie wobec innych ludzi i systemu silnie wiążą się z akceptacją agresji i wykluczaniem „obcych grup”, m.in. emigrantów i osób LGBT+. „Obcym”, a nawet „wrogiem”, łatwo staje się też ten, kto nie popiera w wyborach „naszego” kandydata.

KB: Czy są jakieś stałe indywidualne różnice w sposobie reagowania agresją i pogardą na stres czy odmienność?

KS: Tak, są to różnice temperamentalne, związane z łatwością pobudzenia, z tzw. ugodowością czy z zapotrzebowaniem na stymulację. Siła ich wpływu na gotowość do wyrażania negatywnych emocji zależy jednak od trwałych schematów świata. Tak zwane reaktywne, łatwo pobudzające się osoby są zdolne do hamowania agresji po doznanej frustracji, gdy mają pozytywny obraz świata i utrwaloną normę zakazującą wyrażania złości i pogardy. Tolerowanie odmienności jest wyższe wśród osób z dość stabilną otwartością na różne doświadczenia. W ostatniej dekadzie przeprowadzono dużo badań nad rolą narcyzmu w relacjach z innymi ludźmi i grupami. Okazuje się, że osoby i grupy narcystyczne, mające nadmiernie wysoką, ale niepewną samoocenę, domagają się szczególnej pozytywnej uwagi i bardzo źle znoszą krytykę. Roy Baumeister, amerykański badacz agresji i źródeł wrogości interindywidualnej i międzygrupowej, pokazał charakterystyczne dla osób narcystycznych zjawisko agresji „wyprzedzającej krytykę”, polegające na werbalnym ataku – dewaluacji, oczernianiu, wyrażaniu pogardy – na osoby, od których spodziewają się odmiennego niż ich własne stanowiska lub oczekują krytyki. Roszczeniowość, domaganie się szczególnego traktowania jako osoby lub grupy, czyli narcyzm kolektywny, są także powodem konfliktów międzygrupowych. Narcystyczni politycy prowadzą wojny, rujnują swoje państwa i inne narody, myśląc głównie o swojej sławie. Nie szanują żadnych zasad.

--

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Rynki w stanie napięcia: wybitny analityk o polskiej gospodarce, globalnym kryzysie zadłużeniowym, wpływie algorytmów na pieniądze, fundusze, banki

Czy Unia Europejska może się rozpaść? Politolożka zdecydowanie o perspektywach głębszej integracji, wspólnym długu, presji USA i Chin

Tusk jak Mentzen, Konfederacja jak Razem? Kulisy decyzji, napięcia w koalicji i prawdziwa stawka sporów o aborcję, UE i wybory 2027 r.

Biznes w 2026 roku: 12 trendów, które zmieniają gospodarkę – od autonomicznej sztucznej inteligencji i robotyki po regionalizację produkcji, nowe modele pracy i rewolucję energetyczną

Przedsiębiorca i badacz AI o odpowiedzialności za algorytmy, dzieciach bez social mediów i kraju, który zniechęca przyszłe jednorożce

--

KB: Coraz częściej komentatorzy polityki mówią i piszą o „dwóch Polskach”. Czy to tylko opowieść o dwóch politycznych narracjach rywalizujących o władzę polityków głównych partii, czy także konflikt społeczny między zwolennikami tych politycznych obozów?

KS: Właśnie, zjawisko identyfikacji z jedną ze stron rywalizujących o władzę jest kolejną – obok obiektywnych zagrożeń, niepewności i odczuwanych frustracji – przyczyną międzygrupowej wrogości. Agresja wobec przeciwników nie jest już domeną wyłącznie polityków. Coraz wyraźniej widać ją także w relacjach między obywatelami – sympatykami obozu rządzącego i opozycji. Im więcej przejawów wrogości, mowy nienawiści i totalnej dewaluacji przeciwnika pojawia się „na górze”, w oficjalnych wystąpieniach i przekazach medialnych, tym silniej rezonują one w społeczeństwie, pogłębiając niechęć wobec drugiej strony. Co istotne, emocje te wykraczają poza sferę sporów politycznych sensu stricto, obejmują już nie tylko poglądy i działania, lecz także ocenę samych ludzi. Mamy więc do czynienia z rozległym, głęboko zakorzenionym konfliktem społecznym, który nauki społeczne określają mianem polaryzacji afektywnej. Dla wielu badaczy obserwowany konflikt jest bardziej tożsamościowo-afektywny niż związany z wyraźną i uświadamianą różnicą interesów i programów politycznych każdej ze stron. Spora część najbardziej zaangażowanych zwolenników rywalizujących ugrupowań nie tylko nie zna programu partii, którą popiera, ale także spostrzega go selektywnie, tak by pasował do ich wyobrażeń i życzeń.

Źródłem polaryzacji afektywnej jest mechanizm kategoryzacji społecznej: podział na „my” (swoi) i „oni” (obcy). Taki uproszczony obraz świata ułatwia orientację w złożonej rzeczywistości społecznej, zwłaszcza gdy towarzyszy mu pełna zgodność afektywna po obu stronach konfliktu. W jej ramach wszystko, co „nasze”, skłonni jesteśmy lubić, cenić i często przeceniać; zaś wszystko, co „obce” – deprecjonować, odrzucać i traktować z niechęcią, przypisując negatywne cechy grupie, z którą się nie identyfikujemy. Ta emocjonalna spójność bywa pozornie funkcjonalna, bowiem zwalnia z wysiłku poznawczego i potrzeby weryfikacji sądów. Z góry wiemy więc o innych tyle, ile chcemy wiedzieć, niezależnie od faktów. Choć punktem wyjścia dla ocen i emocji bywa różnica w preferencjach partyjnych czy akceptowanej polityce, kategoryzacja szybko obrasta w niepolityczne atrybuty przypisywane „swoim” i „obcym”. Skoro „nasi” słuchają muzyki poważnej i jazzu, to „oni” – jak zakładamy – wybierają disco polo; „my” chodzimy na filmy Almodóvara, „oni” rzekomo ich nie znoszą. W ten sposób tworzymy wygodne stereotypy, które czasem się potwierdzają, a gdy zawodzą – uruchamiamy mechanizmy redukcji dysonansu poznawczego. Podział polityczny przekształca się w trwały element tożsamości, dodatkowo wzmacniany przez media społecznościowe: dostarczają one poczucia słuszności własnych opinii i emocji, a zarazem izolują użytkowników w informacyjnych bańkach. Swoją rolę odgrywają tu także algorytmy, a politycy po obu stronach chętnie utrwalają te uproszczone obrazy przeciwników.

KB: Czy te identyfikacje są rzeczywiście trwałe? Przecież wyborcy zmieniają swoje preferencje, odpływają w różne strony.

KS: Otóż daleko nie odpływają. Dane wyborcze potwierdzają wysoką stabilność preferencji elektoratów. Niemal wszyscy wyborcy Jarosława Kaczyńskiego z 2010 r., którzy wzięli udział w wyborach prezydenckich w 2015 r., w drugiej turze poparli Andrzeja Dudę. Z kolei w 2025 r. na Karola Nawrockiego zagłosowało 94 proc. wyborców Dudy z 2020 r. Podobną trwałość widać po stronie obozu anty-PiS: w 2025 r. aż 95 proc. wyborców Rafała Trzaskowskiego powtórzyło swój wybór z 2020 r. (IPSOS, sondaże exit poll).

Również w wyborach parlamentarnych z ostatnich lat obserwujemy znaczną stabilność po obu stronach sceny politycznej. Elektorat PiS w praktyce nie przepływa do obozu anty-PiS (PO/KO), a wyborcy Koalicji Obywatelskiej, jeśli zmieniają preferencje, pozostają w jego obrębie, wybierając ugrupowania takie jak Polska 2050 czy Nowa Lewica, które w tym okresie współtworzyły szeroko rozumiany blok anty-PiS.

Podobne wnioski przynoszą analizy Dominika Batorskiego (2026), które pokazują, że już od 2005 r. w Polsce funkcjonują dwie przeciwstawne tożsamości polityczne: pro-PiS i anty-PiS. Jacek Raciborski (2024) przekonuje, że mamy do czynienia z trwałym podziałem, porównywalnym z wieloletnią identyfikacją Amerykanów z Partią Republikańską i Partią Demokratyczną. Jak podkreśla Raciborski, zarówno w USA, jak i w Polsce przeciwstawne tożsamości polityczne nie są jedynie efektem stabilnych preferencji wyborczych czy wzajemnych stereotypów. Odzwierciedlają głębokie różnice kulturowe, wyraźnie silniejsze niż podziały ekonomiczne. Utrwalają je odmienne doświadczenia środowiskowe i pokoleniowe, a także działania aktorów politycznych po obu stronach konfliktu.

Tożsamość obozu pro-PiS współtworzy silny antyelitaryzm, przy czym „elity” są w zależności od kontekstu redefiniowane przez liderów politycznych – od „liberałów-aferałów”, przez środowiska lekarskie, po protestujące kobiety czy nauczycieli. Istotnymi komponentami tej tożsamości pozostają również tradycjonalizm obyczajowy i religijny, etnicznie rozumiany nacjonalizm (wyrażający się m.in. w niechęci wobec imigrantów czy Niemców) oraz przekonanie o potrzebie silnego państwa narodowego, egzekwującego normy społeczne. W latach 2011–2014 ważnym elementem tej narracji było także akcentowanie, że „Polska powinna być dobrym krajem dla Polaków” oraz że „Polacy zasługują na większy szacunek na świecie, ponieważ doświadczyli więcej niż inne narody” (Skarżyńska, 2012, 2023).

Tożsamość anty-PiS jest nasycona podkreślaniem przywiązania do zasad demokracji, praworządności, praw człowieka, tolerancji, świeckości państwa, wolności mediów. Badania Piotra Radkiewicza (2019), odwołujące się do kategoryzacji wartości osobistych, proponowanej przez Shaloma Schwartza, wskazują, że przeciwnicy PiS deklarują, jak ważne są dla nich wartości „podwyższania Ja”, czyli osobiste ambicje, osiągnięcia, skuteczność, oraz „otwartość na świat” – ciekawość świata i niezależność myślenia. Natomiast zwolennicy (wyborcy) PiS wyżej cenili „wartości zachowawcze”, takie jak posłuszeństwo, dbałość o porządek, skromność, lojalność, a także dwie wartości „przekraczające Ja”: współczucie dla innych i sprawiedliwość. Oba obozy dzielą wyraźne różnice w wykształceniu, średniej wieku, miejscu zamieszkania.

KB: Co mogło być początkiem politycznej polaryzacji w Polsce?

KS: Socjolodzy (m.in. Batorski, 2026; Cześnik i Grabowska, 2017; Zagała, 2023) wskazują, że historycznej genezy konfliktu należy szukać w rozpadzie obozu postsolidarnościowego po wyborach parlamentarnych w 2005 r. Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość – wówczas nowe ugrupowania wywodzące się z Solidarności – szły do wyborów z relatywnie zbliżonymi programami i deklarowały gotowość utworzenia wspólnego, centroprawicowego rządu. Dziś brzmi to jak polityczna fantazja, lecz wówczas było realnym scenariuszem. Obie partie, zabiegając o szerokie poparcie, unikały ostrej ideologizacji i wyraźnych różnic programowych.

Sytuacja zmieniła się wraz z konsolidacją sceny politycznej po osłabieniu lewicy i wyłonieniu się Donalda Tuska jako głównego konkurenta Jarosława Kaczyńskiego. PiS, poszukując szerszego zaplecza, także wśród wyborców o bardziej populistycznych postawach, zaostrzył retorykę, przesuwając ją w stronę wyraźnie antyliberalną. Po podwójnym zwycięstwie w 2015 r. linia podziału stawała się coraz wyraźniejsza, a kolejne fazy konfliktu ogniskowały się wokół różnych kwestii: praworządności, praw kobiet, migracji, rozumienia suwerenności, relacji z Unią Europejską, a ostatnio także stosunków z USA.

Z czasem spór objął niemal wszystkie obszary działania państwa. Różnice między obozem pro-PiS (w tym prezydentem) a szeroko rozumianym obozem anty-PiS (Koalicją Obywatelską, Nową Lewicą, częścią PSL i Polski 2050) dotyczą dziś większości decyzji rządu i projektów legislacyjnych. Wyborcy dostrzegają te napięcia i często odczuwają ich konsekwencje, także ekonomiczne, w codziennym życiu. Nic więc dziwnego, że logika „totalnej” opozycji i coraz twardszej odpowiedzi rządzących wzmacnia poczucie odrębności obu elektoratów.

Jak zauważa Dominik Batorski, społeczne oceny działań politycznych są filtrowane przez ukształtowaną już „megatożsamość”, która tworzy emocjonalnie naładowaną przepaść mentalną między obozami (opisywaną m.in. przez Jacka Raciborskiego). Z perspektywy rywalizacji wyborczej sprzyja to utrzymaniu lojalnego elektoratu, lecz utrudnia jego poszerzanie. Wyborcy spoza twardych rdzeni obu stron częściej oceniają sporne kwestie mniej emocjonalnie, bardziej analitycznie i z dystansem. Jednocześnie narastająca ostrość konfliktu i otwarta wrogość mogą zniechęcać część obywateli zarówno do klasy politycznej, jak i do udziału w wyborach.

KB: Może dla części społeczeństwa polaryzacja afektywna jest wygodnym uproszczeniem skomplikowanego świata polityki. A w jaki sposób wpływa na stan konfliktu i kompromisu w społeczeństwie?

KS: Utrudnia porozumienie skonfliktowanych stron i poszukiwanie rozwiązań kompromisowych. Nie tylko z powodu złych emocji wobec przeciwników politycznych. Oczywiście trudno o szukanie kontaktu i podejmowanie poważnej rozmowy, gdy oczekuje się wrogości drugiej strony, gdy nie widzi się nic interesującego u przeciwników, a własne propozycje uznaje się za genialne. Megatożsamość polityczna działa w podobny sposób na polityków, jak i na ich zwolenników. Wbrew nazwie afektywna polaryzacja wpływa także na procesy poznawcze. Przede wszystkim filtruje, dokonuje selekcji i oceny stopnia wiarygodności informacji. Powoduje odrzucanie treści rozbieżnych ze schematem „nas” i „obcych”, a szybkie zauważanie i dalsze przekazywanie informacji zgodnych z naszą megatożsamością polityczną. Moje badania pokazały też, jak afektywna polaryzacja wpływa na sposób wyjaśniania istotnych wydarzeń. Za negatywne zdarzenia i złe decyzje odpowiedzialność przypisuje się politycznym przeciwnikom, za pozytywne – oczywiście „naszym” politykom.

Było to szczególnie widoczne w końcowej fazie pandemii COVID-19. W 2020 r. odpowiedź na pytanie, na kogo głosowało się w wyborach prezydenckich: na Andrzeja Dudę czy Rafała Trzaskowskiego, okazywała się jednym z najlepszych predyktorów tego, komu przypisywano odpowiedzialność za ponadnormatywne zgony. Zwolennicy Dudy najczęściej wskazywali na właściwości samego wirusa, natomiast wyborcy Trzaskowskiego obarczali winą rządzącą wówczas koalicję.

Podobny mechanizm ujawnił się w kwietniu bieżącego roku, gdy w reakcji na gwałtowny wzrost cen paliw przyjęto ustawę obniżającą akcyzę (określaną jako CPN), co przełożyło się na spadek cen benzyny. Rząd i środowiska anty-PiS uznawały to za „zasługę rządu i naszych posłów”. Z kolei opozycja i elektorat pro-PiS przypisywały sobie autorstwo projektu, jednocześnie krytykując działania rządu jako spóźnione i niewystarczające.

Analogicznie oceniane są prognozowane skutki decyzji politycznych. Działania „naszych” polityków – tych, z którymi się identyfikujemy – postrzegane są jako przynoszące korzyści, podczas gdy inicjatywy przeciwników obarczane są ryzykiem i negatywnymi konsekwencjami. Projekt SAFE był przez stronę rządową i środowiska anty-PiS oceniany niemal wyłącznie pozytywnie, natomiast opozycja i elektorat pro-PiS dostrzegały w nim przede wszystkim zagrożenia: od utraty suwerenności, przez wieloletnie obciążenia finansowe, po zwiększenie zależności od Niemiec czy instytucji unijnych.

Konsekwencją tych procesów poznawczych i emocjonalnych jest osłabienie zdolności do stopniowego łagodzenia konfliktu. Megatożsamościowe różnice utrwalają niechęć do komunikacji między zwaśnionymi stronami. Różnice o charakterze tożsamościowym przybierają taką skalę, że przestrzeń negocjacji i porozumienia przestaje być dostrzegalna. Jeśli druga strona postrzegana jest jako ucieleśnienie zła, trudno oczekiwać od niej czegokolwiek dobrego, rozmowa wydaje się więc stratą czasu.

Polaryzacja ogranicza również swobodę debaty wewnątrz poszczególnych obozów. Nie toleruje się ani wewnętrznej krytyki, ani prób docenienia inicjatyw przeciwników. Przykładem może być zawieszenie w klubie parlamentarnym PiS posła, który publicznie skrytykował prezydenta Nawrockiego za decyzję o dopuszczeniu do złożenia ślubowania jedynie dwojga z sześciu sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego.

Podobne mechanizmy działają po drugiej stronie sceny politycznej. Rządząca koalicja oraz związane z nią środowiska anty-PiS również niechętnie patrzą na prywatne kontakty z przeciwnikami. Szymon Hołownia został ostro skrytykowany po nocnym, nieformalnym spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, a niedawne rozmowy Władysława Kosiniaka-Kamysza z byłym premierem Mateuszem Morawieckim także nie spotkały się z aprobatą jego zaplecza politycznego.

KB: Polaryzacja polityczna jest widoczna nie tylko w Polsce. Jak te podziały rzutują na politykę międzynarodową? Czy i jak rządy „silnych chłopców”, na czele z Putinem i Trumpem, determinują naszą przyszłość?

KS: Widoczny jest wyraźny związek między autorytarnym stylem przywództwa a poziomem polaryzacji społecznej. Politycy o takich skłonnościach konsekwentnie stosują zasadę „dziel i rządź”, traktując przeciwników – wraz z ich elektoratem – jako wrogów. Dominują wówczas przekazy oparte na krytyce i oskarżeniach, nierzadko przesadzonych lub fałszywych, o poważne przestępstwa, niemoralność, zdradę narodu czy niekompetencję.

Strony przeciwne autorytarnym tendencjom odpowiadają obronnie, często jednak odpłacając pięknym za nadobne. W ich narracji pojawiają się zarzuty pod adresem rządzących dotyczące złego zarządzania państwem, permanentnego kłamstwa, nadużywania środków publicznych, łamania prawa i konstytucji, prowadzenia kraju ku destabilizacji. Taki język wzmacnia wcześniej opisane mechanizmy kształtowania tożsamości politycznej.

W efekcie podziały tożsamościowe osiągają poziom, przy którym społeczeństwa rozdzielają się niemal na dwie równe części, a wyniki wyborów stają się trudne do przewidzenia. Zwycięstwa odnoszone niewielką przewagą oznaczają słabszą legitymizację zwycięzców i ograniczoną satysfakcję ich zwolenników, podczas gdy przegrani częściej doświadczają poczucia krzywdy, straty, a niekiedy gniewu, prowadzącego do podważania uczciwości procedur wyborczych.

Polskie doświadczenie wpisuje się w szerszy kontekst. Podobne emocje towarzyszyły niemal połowie amerykańskiego społeczeństwa po wyborach w 2016 r., gdy zwyciężył Donald Trump, a następnie w 2020 r. – gdy jego zwolennicy nie chcieli uznać przegranej z Joe Bidenem. Kulminacją była przemoc skierowana przeciwko Kongresowi. Retoryka przegranych polityków, polegająca na deprecjonowaniu zwycięzców i obrażaniu ich elektoratu, dodatkowo zaostrza polaryzację afektywną i pogłębia wzajemną wrogość między obiema stronami.

Wracając do konsekwencji rządów „silnych chłopców” – dziś są to raczej starsi mężczyźni z silną potrzebą maksymalizacji władzy, sprawowanej bez realnych ograniczeń prawnych i moralnych. Łączy ich nacjonalizm, deklaratywne przywiązanie do tradycji i religii oraz podkreślanie znaczenia suwerenności państwa, rozumianej jednak wyłącznie jako suwerenność własnego kraju. Według tej logiki inne państwa można atakować zbrojnie, pozbawiać terytorium, porywać ich przywódców czy przywłaszczać ich zasoby.

Putin grozi Polsce z bliska: prowadzi wojnę hybrydową, szerzy dezinformację, rosyjskie drony spadają na nasze terytorium, a jego ludzie dokonują aktów dywersji. Nic dziwnego, że wielu Polaków obawia się wojny z Rosją. Po wiekach doświadczeń nie ma też podstaw, by ufać rosyjskiej polityce. Tym bardziej że na Ukrainie widać dziś jej prawdziwe oblicze.

Wydawałoby się, że wobec Rosji i Ukrainy powinna panować w Polsce zgoda ponadpartyjna. Tak jednak nie jest – afektywna polaryzacja sięga również polityki międzynarodowej. Część obozu pro-PiS coraz wyraźniej przechyla się ku postawie antyukraińskiej, czego wyrazem stają się nieustanne powroty do przeszłości, żądania natychmiastowych ekshumacji, przeprosin za dawne zbrodnie oraz wdzięczności za bieżącą pomoc.

W lutym Donald Trump publicznie upokorzył prezydenta Ukrainy, obwiniając go o wojnę, opór wobec zawieszenia broni i zestawiając z kremlowskim agresorem, rzekomo skłonnym do rozejmu. Wtedy część środowisk bliskich PiS jeszcze mocniej przesunęła się w stronę narracji prorosyjskiej i antyukraińskiej. Późniejsze, znacznie bardziej ceremonialne potraktowanie Putina tylko ten obraz dopełniło.

Ponieważ pro-PiS widzi w Trumpie ideologicznego sojusznika, skłonny jest bezrefleksyjnie naśladować jego antydemokratyczne gesty, a nawet usprawiedliwiać decyzje niekorzystne dla Polski, jak podwyżki ceł czy zapowiedzi ograniczania roli USA w NATO. Podobnie politycy PiS, a także prezydent Nawrocki, coraz częściej przyjmują wobec dziennikarzy postawę arogancką, naśladując Trumpa. Na razie nie składają jeszcze pozwów o milionowe odszkodowania za krytykę, ale już odmawiają ślubowania legalnie wybranym sędziom Trybunału Konstytucyjnego.

Formalnie prezydent nie ma uprawnień do oceniania sędziów, a mimo to analizuje ich przeszłość. Zgodnie z prawem nie powinien tego robić, ale robi – bo tak chce. To także element dążenia do maksymalizacji własnej władzy. A przecież to dopiero początek jego pierwszej kadencji. Z czasem i wraz z wiekiem tendencje autorytarne zwykle się nasilają, więc w razie kolejnej kadencji przyszłość prodemokratycznych obywateli nie zapowiada się pogodnie.

Im więcej „silnych chłopców”, dążących do sławy i pieniędzy po trupach słabszych państw i ich przywódców, znajdzie się u władzy w ważnych lub bliskich nam geograficznie częściach świata, tym gorzej dla demokracji w Polsce. Politycy, którzy przekraczają swoje kompetencje i prawa, odgrywając role monarchów, przyciągają uwagę i stają się wzorem do naśladowania dla innych przywódców o wielkościowych skłonnościach.

--

Prof. zw. dr hab. Krystyna Skarżyńska – psycholog społeczny, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie wykłada w Uniwersytecie SWPS. Zajmuje się analizą zachowań oraz postaw społecznych i politycznych, zwłaszcza w kontekście zadowolenia z życia i ze społeczno-politycznego status quo. W latach 2014–2016 kierowała projektem badawczym pt. „Akceptacja agresji w życiu społecznym i politycznym. Rola struktur poznawczych, indywidualnej agresywności i czynników sytuacyjnych”. Autorka ponad 200 publikacji naukowych i kilkunastu książek (m.in. „Spostrzeganie ludzi”, „Konformizm i samokierowanie jako wartości”, „Człowiek a polityka. Zarys psychologii politycznej”, „My. Portret psychologiczno-społeczny Polaków z polityką w tle”). Ostatnio opublikowała dwie monografie: „Młodzi dorośli: identyfikacje, postawy, aktywizm i problemy życiowe” (2021) oraz „Nieufność: źródła i konsekwencje” (2023), a także artykuły: „Faszyzacja. Społeczne przyzwolenie na nacjonalizm i przemoc” (2025), „Obywatele w politycznym stresie” (2025). Jest członkiem Rady Naukowej Instytutu Psychologii PAN i Rady Programowej Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego (MISO).

Czytaj także

Najciekawsze artykuły i wywiady wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.