Od stygmatu do dumy. O sile kaszubskiej muzyki
*Przez całe życie kaszubski był dla mnie językiem „prywatnym”, zarezerwowanym dla rodzinnego zacisza. Językiem, którym nie mówiło się na zewnątrz, bo był postrzegany jako gorszy.
*Śpiewając po kaszubsku, odkryłem w sobie zupełnie inny głos – pełen emocji i czułości, których nie wyrażę w żadnym innym języku.
*Kiedy po próbie generalnej w Operze Narodowej przyszli do garderoby Kaszubi i nagle cały korytarz rozbrzmiewał tylko naszym językiem, to było nieziemskie przeżycie.
*Zacząłem czytać o historii Kaszubów. O prześladowaniach ze strony niemieckiej, a potem polskiej. I zrozumiałem, że czytam nie o jakichś obcych ludziach, ale o sobie.
*Praca nad „Wolo Bosko” była dla mnie procesem wewnętrznego poznania i akceptacji. Jestem dumny z mojego pochodzenia oraz tego, kim jestem tu i teraz.
*Ten spektakl pozwala mi wrócić do korzeni, do wartości, które wyniosłem z domu: szacunku, uporu i potrzeby bycia sobą mimo wszystko.
Z Damianem Wilmą rozmawia Anna Siedlińska.
Anna Siedlińska: Wychowywałeś się w sercu Kaszub, jednak nie mówisz płynnie po kaszubsku. Dlaczego?
Damian Wilma: Przyczyny tego są dość złożone. Moja mama na etapie szkoły podstawowej nie znała języka polskiego. Dzieci rozmawiały między sobą po kaszubsku. Nauczyciele, używając różnych metod – czasem, niestety, także kar fizycznych – próbowali je nauczyć polskiego. Mieli za zadanie „spolonizować kaszubski lud”, jakbyśmy to dziś nazwali.
Gdy ja chodziłem do szkoły, sytuacja była już inna. Dojeżdżałem do sąsiedniej miejscowości, gdzie stacjonowało wojsko. Liczyła ona około dwóch tysięcy mieszkańców, ale była to ludność napływowa z całej Polski. My, przyjeżdżający z mniejszej wioski i do tego Kaszubi, byliśmy naturalnym obiektem żartów.
Zatem rodzice celowo unikali mówienia do nas po kaszubsku. Jednak gdy tylko przyszła sąsiadka czy ciocia, od razu wszyscy dorośli przechodzili na kaszubski. Powstała więc specyficzna sytuacja: dorośli rozmawiali po kaszubsku, a my, dzieci, odpowiadaliśmy im po polsku.
AS: Kiedy pojawiła się potrzeba, by język kaszubski stał się językiem rozmów z najbliższymi?
DW: W czasie pandemii przeprowadziłem się do mamy na wieś. Mieszkałem tylko z nią, więc pomyślałem: „Świetnie! Wreszcie się nauczę”. Postanowiłem, że będziemy rozmawiać tylko po kaszubsku. Mama nieustannie się ze mnie śmiała. Myślałem, że chodzi o moje błędy, ale to nie było śmianie się ze mnie, tylko z sytuacji. Nagle budowaliśmy naszą relację w zupełnie nowym języku. A ja czułem, że tym moim spolszczonym kaszubskim nie jestem w stanie przekazać jej tego, co naprawdę czuję. Z kolei kiedy ona mówiła do mnie swoim autentycznym, gęstym kaszubskim – „terhyle, knepie” i tak dalej – brzmiało to dla mnie tak obco, że niemal komicznie.

Wolo Bosko. Fot. Krzysztof Bieliński
I wtedy zdałem sobie sprawę z czegoś jeszcze: nigdy nie odważyłbym się mówić po kaszubsku na rodzinnym spotkaniu. Wujostwo rozmawia swoim naturalnym językiem, a ja? Przecież to brzmiałoby jak parodia.
AS: Jak wobec tego możliwe jest, że nie mówiąc po kaszubsku, śpiewasz w tym języku?
DW: No cóż, to właśnie jest paradoks. Nie mówię, ale śpiewam.
AS: Czujesz różnicę między śpiewaniem w języku polskim i kaszubskim?
DW: Ogromną. Przede wszystkim język kaszubski jest po prostu bardziej melodyjny. Ma w sobie inny flow. Ale to nie wszystko. Śpiewając po kaszubsku, odkryłem w sobie zupełnie inny głos – pełen emocji i czułości, których nie wyrażę w żadnym innym języku.
AS: To bardzo silne doświadczenie.
DW: Wyobraź sobie taką sytuację: ja w garniturze, przed koncertem, w tym całym napięciu, orkiestra się stroi. Nagle z korytarza dobiega mnie… kaszubski. Zwykła rozmowa. I to mnie totalnie rozbraja. Nie dziwi to w małej miejscowości pod Kartuzami. Ale kiedy po próbie generalnej w Operze Narodowej przyszli do garderoby Kaszubi i nagle cały korytarz rozbrzmiewał tylko naszym językiem, to było nieziemskie przeżycie.
---
---
AS: Dlaczego?
DW: Przez całe życie kaszubski był dla mnie językiem „prywatnym”, zarezerwowanym dla rodzinnego zacisza. Językiem, którym nie mówiło się na zewnątrz, bo był postrzegany jako gorszy. A tu nagle w jednej z najważniejszych instytucji kultury w kraju rozbrzmiewa w całej swojej sile i urodzie. To był moment, w którym coś się we mnie przestawiło.
AS: Co musiało się wydarzyć, żeby kaszubskość stała się dla ciebie źródłem siły?
DW: To była długa droga. Na początku kaszubskość była powodem do wstydu. Wynikało to z prostego faktu: do szkoły podstawowej jeździłem do miejscowości, która niby leżała na Kaszubach, ale była mało kaszubska. Tam moja kaszubskość była postrzegana jako coś obcego, a przez to gorszego. Tamtejsze środowisko wymuszało konieczność udowadniania, że nie jestem gorszy. Dlatego kaszubskość chowałem głęboko w sobie. Zresztą ona w domu też powoli zanikała. Potem wręcz uciekałem od Kaszub, bo bycie Kaszubą oznaczało dodatkowy stygmat – „ze wsi”.
AS: Kiedy nastąpił przełom?
DW: Stosunkowo niedawno, podczas pisania doktoratu. Wtedy zacząłem czytać o historii Kaszubów. O prześladowaniach ze strony niemieckiej, a potem polskiej. I zrozumiałem, że czytam nie o jakichś obcych ludziach, ale o sobie. Te historyczne traumy wciąż rezonują we współczesności. Ja sam ich doświadczyłem, a na pewno doświadczyli ich moi bliscy: rodzice, dziadkowie…
Dziadek był analfabetą. Umiał tylko się podpisać. Całe życie spędził w gospodarstwie. Najdalej był może 20 kilometrów od domu – i to był cały jego świat. Gdy to zrozumiałem, coś we mnie pękło. Zacząłem postrzegać Kaszubów nie jako gorszą mniejszość, ale jako społeczność, która przetrwała mimo wszystko. Która pomimo przeciwności zachowała swojego ducha. I wtedy poczułem misję: przyczynić się do tego, by Kaszubi wstali z kolan i dumnie podnieśli głowy.
AS: Wspomniałeś, że chciałbyś, żeby Kaszuby przestały być postrzegane przez pryzmat stereotypów.
DW: Niestety, większość Polaków wciąż wie o Kaszubach bardzo niewiele. Ale mam wrażenie, że to się powoli zmienia.
AS: Gdzie widzisz tę zmianę?
DW: Chociażby w ruchu turystycznym. Sam od lat jeżdżę na wakacje na Kaszuby, zawsze wynajmuję ten sam domek w lesie. I wiesz, co jest teraz największym problemem? Żeby w ogóle ten domek złapać! Trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Zainteresowanie Kaszubami eksplodowało, zwłaszcza po pandemii.
AS: A czy zaszła zmiana w relacjach między ludźmi?
DW: Ogromna. Pamiętam, gdy kiedyś, przy jakiejś okazji, wspomniałem, że jestem Kaszubą i rozmówca po prostu zamilkł. Zupełnie nie wiedział, jak zareagować. To było bardzo krępujące. Dziś takie sytuacje praktycznie się nie zdarzają. Wręcz przeciwnie – ludzie są ciekawi, pytają: „A jak tam jest na Kaszubach? Jak się żyje?”. To żywe, autentyczne zainteresowanie.
AS: Gdybyś miał wskazać fundamenty współczesnej tożsamości kaszubskiej, co by to było?
DW: Przede wszystkim język. To nasz największy skarb. Ale z mojej perspektywy coraz silniejszym filarem staje się też kultura muzyczna. To właśnie był jeden z głównych celów „Wolo Bosko” – pokazać siłę i głębię kaszubskiej muzyki. I muszę powiedzieć, że na tym polu Kaszubi są naprawdę prężni. Tworzą, eksperymentują, budują mosty poprzez swoją sztukę. To daje nam ogromną siłę.
---
---
AS: Wydaje mi się, że to wszystko przyczynia się do budowania nowoczesnej kultury kaszubskiej. Ale czy ona jest już obecna w mainstreamie, w kulturze popularnej?
DW: Niestety nie, wciąż jest niszowa. Myślę, że przyczyna jest dwojaka. Po pierwsze, ograniczony dostęp do edukacji kulturalnej. W mojej wiosce o lekcjach muzyki mogłem tylko pomarzyć. Po drugie, nasz główny filar – język kaszubski – jest w muzyce wciąż słabo reprezentowany. To paradoks: mamy tak melodyjny język, a wciąż tak mało go w popularnych piosenkach.
AS: Ale chyba coś się zmienia?
DW: Tak, i to jest niezwykle budujące. Mamy teraz takie artystki, jak Natalia Szroeder, która zaczynała od śpiewania po kaszubsku, czy Weronika Korthals, która dwa lata temu nagrała płytę w języku kaszubskim i trafia do coraz szerszej publiczności. To są iskierki nadziei. Pokazują, że kaszubska muzyka może wyjść z cienia i dotrzeć do większego grona odbiorców. To bardzo ważne.
AS: Skąd w ogóle wziął się pomysł na „Wolo Bosko”? To dość odważny projekt.
DW: Pomysł zrodził się zupełnie przypadkiem, podczas przygotowań do doktoratu. Początkowo miałem znacznie mniej ambitny plan – po prostu zlecić kompozytorowi napisanie cyklu współczesnych pieśni kaszubskich. Jednak gdy zagłębiłem się w archiwalia, przeglądając stare zapisy pieśni, moja perspektywa diametralnie się zmieniła.

Wolo Bosko. Fot. Krzysztof Bieliński
AS: Co takiego znalazłeś w tych archiwach?
DW: Byłem absolutnie zaskoczony i zafascynowany. Dotąd postrzegałem muzykę kaszubską przez pryzmat jej „ładnej”, weselnej odsłony – skocznych przyśpiewek, muzyki do tańca. Tymczasem te stare teksty ukazały zupełnie inną rzeczywistość. Były tam opowieści o ciałach zmarłych kochanków dryfujących w morzu, o liliach krwawiących po zerwaniu…
AS: Brzmi mrocznie.
DW: Bo takie właśnie jest! Weźmy na przykład pieśń „Pod borem chojna gorała”. Śpiewana jest do wesołej, durowej melodii, więc wydaje się niewinną piosenką. A tak naprawdę to opowieść o dziewczynie, która stoi przy płonącym drzewie. Iskry padają na jej suknię, ona sama zaczyna płonąć, ale zupełnie tego nie zauważa, bo jest całkowicie zatopiona w myślach o swoim ukochanym. To jest stan skrajnego upojenia miłosnego!
AS: To zupełnie zmienia postrzeganie kaszubskiego folkloru.
DW: Otóż to. Ta warstwa literacka całkowicie mnie zaskoczyła i urzekła. Właśnie podczas lektury tych tekstów wpadłem na pomysł, by nie tworzyć zwykłego zbioru pieśni, ale ułożyć z nich prawdziwe libretto – spójną opowieść o nieszczęśliwej, tragicznej miłości dwojga kochanków. Tak narodziło się „Wolo Bosko”.
AS: Czyli taka kaszubska wersja „Romea i Julii”, tylko że kochankowie od początku są martwi. Chciałeś oddać hołd kaszubszczyźnie?
DW: Muszę przyznać, że nie miałem żadnych wielkich, założonych z góry celów. To trochę tak, jak postępuję w życiu: nie mam zbyt wysokich oczekiwań, dzięki czemu później mogę sam siebie pozytywnie zaskakiwać. I tak właśnie było w tym przypadku. Na początku myślałem po prostu o odnowieniu tych starych melodii i tekstów, które mnie głęboko poruszyły. Chciałem wydobyć na światło dzienne ich ukrytą dramaturgię i siłę.
AS: Jesteś zadowolony z efektu?
DW: Zdecydowanie. Kompozytor Łukasz Godyla napisał muzykę, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Byłem pozytywnie zaskoczony. I nie tylko ja – reakcja środowiska akademickiego, a potem szerokiej publiczności była niezwykła. Gdziekolwiek prezentowaliśmy te pieśni, budziły ogromne, żywe zainteresowanie, które przerosło wszystkie moje wyobrażenia.
AS: A jaki jest odbiór po premierze w Warszawie?
DW: Na razie słyszę wyłącznie pozytywne głosy. Trzeba przyznać, że to był dość odważny projekt. Najbardziej jednak zależało mi na odbiorze samych Kaszubów. I tu reakcje są naprawdę budujące. Mówią, że spektakl działa na ich uczucia, że jest dla nich muzycznym pomnikiem. Że daje to, o czym wcześniej mówiłem – poczucie, że wstajemy z kolan. Nie zakładałem, że „Wolo Bosko” będzie aż tak dużą sprawą. A jednak jest czymś ważnym. Nie tylko dla mnie, również dla całej kaszubskiej społeczności.
AS: Trudno było przekonać innych twórców do tego projektu?
DW: Sprawy potoczyły się nadzwyczaj pomyślnie. Najpierw zwróciłem się do kompozytora, Łukasza Godyli. Dałem mu tylko oryginalne teksty i zapisy melodyczne jako inspirację. On genialnie to przekształcił. Chcieliśmy stworzyć coś nowoczesnego. Jedyny wyjątek to „Hej, żeglujże, żeglarzu” – tę melodię przemyciliśmy celowo, jako punkt odniesienia. Choć i jej nadaliśmy mroczny, zupełnie inny charakter niż w tradycyjnym wykonaniu. Sami Kaszubi po spektaklu mówili: „Tak, to była ta pieśń, ale brzmiała zupełnie inaczej. Była bardziej niepokojąca”. Dokładnie o to nam chodziło.
Gdy powstała muzyka, nie musiałem już nikogo przekonywać. Kompozycje Łukasza zrobiły to za mnie. Kiedy tych utworów posłuchał Jarosław Kilian, był nimi absolutnie oczarowany. Waldemar Dąbrowski, dyrektor Opery Narodowej, usłyszawszy te pieśni, sam nalegał, aby spektakl był w całości po kaszubsku, uznając język za jego największą wartość.
AS: Dość ryzykowne posunięcie.
DW: Owszem, niemniej celowe. Chcieliśmy, żeby publiczność w pełni zanurzyła się w melodyce języka kaszubskiego, żeby poczuła jego rytm i emocje.
AS: Nie obawiałeś się tego?
DW: Przyznaję, że tak! Bałem się, że język kaszubski odstraszy widzów, a okazał się największym atutem spektaklu. No i oczywiście Danuta Stenka, która te kaszubskie teksty interpretuje z niezwykłym pięknem i autentyzmem.
AS: To twoje pierwsze zawodowe spotkanie z Danutą Stenką?
DW: Nie znaliśmy się wcześniej, choć pochodzi z moich okolic – mieszkała tylko dwie wioski dalej.
AS: W „Wolo Bosko” sprawiasz wrażenie, jakbyś całkowicie poddał się emocjom i energii spektaklu. Czy właśnie ta wolność odróżnia twój projekt od typowego doświadczenia operowego?
DW: W operze często musimy mieć gorące serce, ale chłodny rozum – kontrolować technikę, słuchać dyrygenta, pilnować wielu elementów naraz. W „Wolo Bosko” po raz pierwszy mogę sobie pozwolić, by ten rozum czasami wyłączyć i dać się ponieść wyłącznie sercu.
AS: Czujesz, że poprzez „Wolo Bosko” opowiadasz też własną historię?
DW: W pewnym sensie tak. „Wolo Bosko” to opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca, o wolności – tej zewnętrznej i tej wewnętrznej – która nie zawsze przychodzi łatwo, i o cenie, jaką czasem trzeba za nią zapłacić. Myślę, że każdy z nas ma w sobie coś z tych bohaterów – pragnienie, by być sobą mimo oczekiwań świata, pragnienie miłości mimo przeciwności losu. Uważam, że wiele z tego rezonuje ze mną osobiście, bo jako Kaszuba od dziecka czułem, jak ważne jest pielęgnowanie własnej tożsamości i mówienie swoim głosem, nawet jeśli jest on inny od reszty. Ten spektakl pozwala mi wrócić do korzeni, do wartości, które wyniosłem z domu: szacunku, uporu i potrzeby bycia sobą mimo wszystko.
AS: Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że „Wolo Bosko” to opowieść o pogodzeniu się z samym sobą…
DW: Tak, myślę, że to bardzo trafne spostrzeżenie. Praca nad „Wolo Bosko” rzeczywiście była dla mnie procesem wewnętrznego poznania i akceptacji. Jestem dumny z mojego pochodzenia oraz tego, kim jestem tu i teraz.
---

Fot. Simona Skrebutėnaitė
Damian Wilma – absolwent Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. F. Nowowiejskiego w Bydgoszczy w klasie śpiewu prof. Wojciecha Maciejowskiego. W latach 2018–2020 kształcił się pod opieką wokalną prof. Heleny Łazarskiej. W 2013 r. ukończył Podyplomowe Międzywydziałowe Studium Pieśni na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. W roku 2021 uzyskał stopień naukowy doktora sztuk muzycznych na Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu. W latach 2014–2017 uczestnik Akademii Operowej Teatru Wielkiego –Opery Narodowej w Warszawie .
Współpracuje z Teatrem Wielkim – Operą Narodową, Warszawską Operą Kameralną, Polską Operą Królewską w Warszawie, Operą Krakowską oraz Mazowieckim Teatrem Muzycznym w Warszawie. Wykonywał partie: hrabiego Almaviva („Wesele Figara” Mozarta), Forda („Falstaff” Verdiego), tytułową w „Eugeniuszu Onieginie” Czajkowskiego, Papageno („Czarodziejski Flet” Mozarta), Malatesty („Don Pasquale” Donizettiego), Guglielma („Cosi fan tutte” Mozarta), Walentego („Faust” Gounoda), Franka („Zemsta nietoperza” Straussa), Eneasza („Dydona i Eneasz” Purcella), Pimpinone („Pimpinone” Telemanna), Bardosa („Cud albo Krakowiaki i Górale” Stefaniego), Janusza („Halka” wileńska Moniuszki).
Współpracuje również m.in. z Filharmonią Narodową w Warszawie, Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy, Filharmonią Bałtycką w Gdańsku, Filharmonią Częstochowską, Filharmonią Lubelską, Sinfonią Varsovią, Polskim Chórem Kameralnym. Wiosną 2022 r. na zakończenie sezonu artystycznego Orkiestry Polskiego Radia 2022/2023 wykonał tytułową partię w operze „Kynolog w rozterce” H. Czyża (Studio Polskiego Radia, dyr. Michał Klauza).
Śpiewak pochodzi z Kaszub i czynnie angażuje się w promocję tradycyjnej muzyki tego regionu. W sezonie artystycznym 2024/2025 śpiewał w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w premierowej inscenizacji cyklu pieśni kaszubskich „Wòlô Bòskô”. Dwukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz laureat Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla najlepszych studentów w roku akademickim.















