Władysław Hasior – mistrz skojarzeń i wyobraźni

Włądysław Hasior podczas
Włądysław Hasior podczas "Pochodu sztandarów" zorganizowanego z okazji Święta Kwitnącej Jabłoni w 1973 r. w Łącku (performance obserwowało 35 tys. osób) Fot. Muzeum Tatrzańskie/ Galeria Władysława Hasiora

 „Wszystkie wielkie zjawiska artystyczne (Cimabue, sakralna sztuka ludowa, stare zegary, zbroje, rzeźba…) to źródła, z których kradnę wszystko, co może wzbogacić moją pracę, tak by z kolei moje prace miały wartość szczerego, intymnego listu miłosnego i najtrwalsze ma być samo wrażenie z odczytania, a nie ich moc fizyczna”.

Do Zakopanego Władysław Hasior przyjechał w 1947 r. z zamiarem nauczenia się konkretnego zawodu. Tymczasem okazało się, że zakopiańska Szkoła Przemysłu Drzewnego po raz kolejny przechodzi reformę, tym razem za sprawą Antoniego Kenara. (Kenar był uczniem Karola Stryjeńskiego, który reformował szkołę w latach 20. XX w., co zaowocowało sukcesem na Wystawie Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu w 1925 r.). Zamiast uczyć się stolarki, Hasior rozpoczął przygodę ze sztuką. Nie było to łatwe, bowiem szkoła borykała się z trudnościami lokalowymi, finansowymi i administracyjnymi. Mimo to jej uczniowie stanowili wyjątkową wspólnotę. 

W 1952 r. młody artysta podjął studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W tamtych latach dzielił swój czas między dwie pasje: rzeźbę i biegi. W pamiętnikach z lat 50. skrupulatnie notował, w jaki sposób, gdzie i jak długo trenuje. Pomiędzy szczegółowymi zapisami, ile kilometrów przebiegł, pojawiają się informacje o zajęciach, w których uczestniczył, trudnościach ze znalezieniem w zburzonej Warszawie przyzwoitego lokum czy kłopotach z otrzymaniem butów lub dresów do treningów. Każda przeciwność była dla Hasiora motywacją do zostania „dobrym rzeźbiarzem”, jak zapisał na jednej ze stron dziennika. Nawet jego praca dyplomowa stanowiła wyjątkowy przypadek. Na socrealistycznej uczelni młody adept sztuki wykonał ceramiczne stacje drogi krzyżowej do nowosądeckiego kościoła pw. św. Kazimierza. Komisja miała kłopot z oceną pracy, ale ostatecznie Hasior otrzymał dyplom – bez oceny, z samym tylko zaliczeniem. 

Jeszcze zanim to nastąpiło, podjął pracę w Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem jako nauczyciel rzeźby. Na przełomie lat 50. i 60. otrzymał stypendium francuskiego ministerstwa kultury. Późną jesienią wyruszył na czerwonym motocyklu Java do Paryża. W zabranym bagażu znalazło się miejsce na dwa zeszyty. W jednym młody artysta opisywał to, co zobaczył, w drugim rysował to, co go zainteresowało. 

Pierwsze wystawy Hasiora, m.in. w Teatrze Żydowskim w Warszawie, odbyły się na początku lat 60. Później przyszły kolejne – w Polsce i za granicą. Już w 1963 r. powstał pierwszy film na temat artysty (reż. Maria Kwiatkowska), wkrótce pojawiło się pierwsze monograficzne opracowanie autorstwa Andrzeja Banacha. Hasior szybko stał się kimś w rodzaju „celebryty sztuki”. Jego twórczość gościła w pismach branżowych i „lifestyle’owych”. Komentowali ją zarówno odbiorcy, jak i krytycy. On sam chętnie udzielał wywiadów i świadomie kreował swój medialny wizerunek. Kiedy dziennikarze i krytycy porównywali jego działania z publicznością do zabiegów niemal magicznych, ze spokojem odpowiadał, że nie może być magiem, bo ma maturę. Podkreślał, że to codzienność i otoczenie są dla niego inspiracją. 

Historia, mity, literatura czy sztuki plastyczne były dla Hasiora swego rodzaju słownikiem, ale też zasobem, który służył do interpretacji i do „ćwiczenia wspólnoty wyobraźni” z odbiorcą. Jak stwierdził, „sztuka powinna być fenomenem, powołanym przez człowieka i nieznajdującym żadnych odniesień do przyrody”. W innym miejscu dopowiadał: „Naturalizm sprowadza sztukę do pojęć i zagadnień czysto technicznych i rzemieślniczych”. 

To wyobraźnia jest katalizatorem. Zdaniem Hasiora można swobodnie korzystać z kapitału tradycji, lecz należy to czynić w sposób kreatywny. Artysta tworzył asamblaże (prace składane z gotowych, często starych, zużytych przedmiotów), pomniki i realizacje plenerowe (które możemy oglądać w Zakopanem, Szczecinie, na przełęczy Snozka czy w Koszalinie), projektował także scenografie dla Teatru Polskiego we Wrocławiu. Z wielką pasją gromadził zbiór przezroczy, który w momencie jego śmierci liczył ponad 20 tys. obiektów. Służył on artyście jako swoisty notatnik, dokumentacja otaczającej go kultury wizualnej, ale też jako narzędzie do ilustrowania opowieści o sztuce, które Hasior chętnie serwował odbiorcom podczas spotkań na wystawach lub we własnym mieszkaniu. 

Często opowiadał, w jaki sposób postrzega dzieło sztuki i w jaki sposób może ono zostać wykonane. Jego zdaniem to nie wartości estetyczne czy warsztatowe są wartościami nadrzędnymi. Obiekt jest „miejscem”, gdzie wyobraźnia artysty spotyka się z wyobraźnią odbiorcy. Dzięki niemu można uaktywniać „swój prywatny kapitał poezji”. Hasior tłumaczył: „Używam materiałów, które znaczą, podszeptują. (…) To, że używam do moich rzeźb mydła czy chleba, nie jest demonstracją zuchwałości, lecz fachowo uzasadnioną potrzebą”. Tym samym negował zdanie krytyków, przyczepiających mu etykietkę artysty awangardowego. Tematyka jego prac odnosi się do tradycji, przetwarzanie gotowych elementów – również. Uważał, że posługiwanie się gotowymi przedmiotami w celu tworzenia nowych obiektów o zupełnie innej funkcji jest bardzo tradycyjną metodą, stosowaną zwłaszcza przez artystów ludowych.

Sztuka była dla Hasiora w pewnym sensie służbą społeczną, musiała mieć jakiś cel. Mawiał: „Moją argumentacją jest wiara w to, że człowiek oglądający moje prace ma w sobie uśpioną dotychczas energię poetycką, którą może uda mi się obudzić. Taka jest po prostu moja funkcja”. 

Konstruując upragnioną własną galerię, Hasior wykorzystał wszystkie swoje przemyślenia i doświadczenia artystyczne. Galeria Władysława Hasiora, filia Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, jest monumentalnym asamblażem. Asamblażem, który podobnie jak inne prace artysty odnosi się do kanonu naszej kultury, ale został skonstruowany na bazie obserwacji tego, co znajome i bliskie. 

Od początku lat 70. kwestia lokum dla światowej sławy artysty stawała się coraz istotniejsza dla zakopiańskiego środowiska. Hasior mieszkał w internacie Liceum Technik Plastycznych. Zajmował trzy pokoje, które były jednocześnie mieszkaniem i pracownią. To, co nie mieściło się w mieszkaniu, np. sztandary, składowano w pobliskiej szopie. Jak łatwo się domyślić, nie były to właściwe warunki do przechowywania dzieł, które przyniosły artyście sławę i światowy rozgłos. Dodatkowo obecność Hasiora w internacie przestała mieć uzasadnienie w 1968 r., kiedy zrezygnował z posady nauczyciela w zakopiańskiej szkole. 
W roku 1978 pojawiły się oficjalne pisma Muzeum Tatrzańskiego, kierowanego wówczas przez Tadeusza Szczepanka, do władz miejskich o przekazanie „werandy-leżakowni” sanatorium Warszawianka na galerię dla Hasiora, którą opiekować się będzie muzeum. W ślad za nimi pojawiły się apele zakopiańskiej Solidarności. W efekcie leżakownia została w lutym 1981 r. zajęta przez Muzeum Tatrzańskie, o czym Tadeusz Szczepanek informował w oficjalnym liście zarówno władze Zakopanego, jak i ówczesnego właściciela budynku, czyli Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Gospodarki Turystycznej. 

Za projekt aranżacji dawnej sanatoryjnej leżakowni odpowiadał architekt Zenon Remi. To, co zaproponował, powstało w ścisłej konsultacji z Hasiorem. Remi wspomina, że artysta chciał uzyskać efekt najbliższy małopolskim drewnianym kościołom lub cerkwiom. Hasior wielokrotnie podkreślał, że atmosfera świątyń jest niezwykła, ponieważ na wiernych oddziałują zarówno wystrój, jak i światło, muzyka czy zapach. Pragnął takiego totalnego doświadczenia również w zetknięciu z galerią sztuki, jego sztuki. 


Wnętrza Galerii Władysława Hasiora w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem

Drewnianą konstrukcję z dwudziestolecia międzywojennego – leżakownię sanatorium Warszawianka, powstałą w 1936 r. według projektu Wacława Nowakowskiego, krakowskiego architekta – dostosowano do potrzeb ekspozycji dzieł Hasiora. Z ciemnego przedsionka wchodzimy do otwartej wysokiej nawy, w której znajdujemy sztandary (chorągwie), obrazy w złotych ramach (asamblaże na południowej ścianie galerii) i rzeźby wolnostojące (asamblaże rozstawione w przestrzeni). Nad wszystkim unosi się tajemnicza muzyka. Skojarzenie z drewnianymi kościołami w Małopolsce, gęsto wypełnionymi malowidłami i różnymi artefaktami, jest oczywiste.

W pierwszych latach po otwarciu galerii w Zakopanem frekwencja na ekspozycji sięgała 30–40 tys. osób rocznie. Z pewnością również sam artysta przyciągał publiczność. Co ciekawe, stał się swego rodzaju eksponatem w tej przestrzeni. Budynek leżakowni mieścił bowiem nie tylko ekspozycję prac, ale także pracownię i mieszkanie Hasiora. Pierwsze projekty przewidywały przeszkloną ścianę oddzielającą wystawę od mieszkania. Ostatecznie zdecydowano się na przesłaniane drewnianym ekranem okno, które otwierane było na czas wernisaży czy spotkań organizowanych przez gospodarza. Artysta nieustannie zaznaczał swoją obecność w galerii – nie tylko przez autorską aranżację ekspozycji. 

Tuż przed oficjalnym otwarciem galerii w lutym 1985 r. mówił: „Ta placówka, zdaje mi się, wreszcie skończy nieproduktywne, mało ambitne w naszym zakopiańskim środowisku wspomnienia o byłych tradycjach Zakopanego w dziedzinie kultury. Po prostu ta placówka powinna nowe tradycje stwarzać”. I rzeczywiście w galerii znalazło się miejsce na prezentację wystaw czasowych, ale bardzo często pokazywali tu swoje prace artyści nieznani czy nieprofesjonalni. Galeria bywała też miejscem, gdzie wystawiano spektakle teatrów amatorskich.

Dziś Galeria Władysława Hasiora, filia Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, łączy w sobie kilka funkcji. Poza wystawą stałą, zaaranżowaną przez artystę, mieści ekspozycje czasowe oraz archiwum twórczości zakopiańczyka: dokumenty, listy, unikatowe pamiętniki, wycinki prasowe, wspomniane przezrocza. Kolekcja asamblaży przekazana przez artystę do Muzeum Tatrzańskiego liczy ponad 230 obiektów, ponadto Hasior podarował zbiór szkiców i rysunków z czasów studiów, projekty scenografii i pomników. Ten ogromny zasób jest systematycznie analizowany i opracowywany. Dzięki niemu możemy patrzeć na twórczość Hasiora z nowej perspektywy i odkrywać jej złożoność, ale również aktualność. 

W ramach realizowanego obecnie projektu, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej – Ochrona dziedzictwa kulturowego i rozwój zasobów kultury, w Galerii Władysława Hasiora trwają prace remontowe, które mają przede wszystkim charakter konserwatorski. Wszystko po to, żeby spełnić marzenie artysty o zagwarantowaniu bezpiecznego i godnego miejsca do przechowywania i prezentowania jego prac. Spuścizna, którą pozostawił, będzie prowokować wyobraźnię kolejnych pokoleń odbiorców.

Julita Dembowska, Muzeum Tatrzańskie im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem
Cytaty zawarte w tekście pochodzą z archiwów Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem.

 

Czytaj także

  • Fot. Galeria Opera

    Wystawa prac Władysława Hasiora w Galerii Opera

    Władysław Hasior – jak sam twierdził – „nigdy nie chorował na nowoczesność”. To jeden z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich twórców współczesnych. Prowokujący indywidualista, przyrównywany do Rauschenberga i Warhola, uznawany za prekursora polskiego pop-artu. Od 19 grudnia 2019 r. do 8 marca 2020 r. w Galerii Opera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej prezentowano prace Władysława Hasiora z kolekcji Muzeum Tatrzańskiego. Wystawiono około 50 asamblaży oraz rysunków i szkiców scenograficznych, wypożyczonych na czas ekspozycji do stolicy.

    WIĘCEJ
  • Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

    Obrazy, które opowiadają o polskości

    O niezwykłej wystawie, która w oryginalny sposób prezentowała Europie najważniejsze dzieła polskiego malarstwa, z Iwoną Danielewicz i Wojciechem Głowackim rozmawiają Marzena Tataj i Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
  • Fot. TOMASZ MARKOWSKI

    Dama ponownie zaprasza

    Przy ul. Pijarskiej w Krakowie znów możemy podziwiać „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. W 26 salach ekspozycyjnych na dwóch piętrach wyremontowanego Pałacu Muzeum Książąt Czartoryskich ponownie znalazła swoje miejsce najcenniejsza polska kolekcja sztuki. 

    WIĘCEJ
  • ARCHIWUM KAROLINY PILARCZYK

    Chcę być najlepsza. Taki mam plan na życie

    O trudnych początkach i latach wyrzeczeń, osiągnięciu mistrzostwa w drifcie i o tym, że w motosporcie nigdy nie można osiąść na laurach, z Karoliną Pilarczyk rozmawia Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
Najbardziej aktualne informacje o nowościach i promocjach
w naszym sklepie wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.