Tajemnice Okrągłego Stołu

Fot. Kamil Broszko/Broszko.com
Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

Ilu Polaków było zaangażowanych w działalność podziemną? Czy cała opozycja chciała rozmawiać z władzą? O co toczyła się gra przy Okrągłym Stole? I czy to papież zdecydował o tym, kto przy nim usiadł? Przedstawiamy zapis debaty, która odsłania kulisy najnowszej historii Polski.

Z okazji 30-lecia obrad Okrągłego Stołu i rocznicy wyborów czerwcowych odbyła się debata, dla której punktem wyjścia była najnowsza książka prof. Jana Skórzyńskiego „Okrągły Stół. Wynegocjowany koniec PRL”. Udział w niej wzięli: dr hab. Jan Skórzyński, prof. Andrzej Friszke, prof. Włodzimierz Borodziej i prof. Antoni Dudek. Spotkanie poprowadziła Aleksandra Boćkowska.

Nastroje społeczne przed obradami Okrągłego Stołu

Andrzej Friszke: W społeczeństwie przede wszystkim dominował nastrój zmęczenia. Od ponad 10 lat trwał kryzys gospodarczy. Niedobory w gospodarce powodowały, że ludzie codziennie borykali się z podstawowymi problemami egzystencjalnymi. W sklepach brakowało produktów żywnościowych i artykułów przemysłowych. Trudno było gdziekolwiek dojechać ze względu na fatalną komunikację, sytuacja w szpitalach też była dramatyczna. Ludzie pod koniec lat 80. są zmęczeni i nie bardzo wierzą, że może być lepiej, a z drugiej strony narasta niezadowolenie. W rezultacie wiele osób, zwłaszcza młodych, chce wyjechać z Polski. Niektórzy wyjeżdżają na krótko, inni na dłużej. W patologicznej gospodarce nikt normalny nie oszczędza w złotówkach, zatem wielu kombinuje, obracając dolarami, mamy więc dwuwalutowość, która powoduje ciągły wzrost inflacji. Generalnie życie ludzi określają sprawy bytowe. Ci, którzy myślą kategoriami wielkich zmian, wielkiej polityki, wielkiej idei, są w mniejszości. W drugiej połowie lat 80. władza już wie, że nie ma sposobu, by zatrzymać bieg wydarzeń. W rezultacie również po jej stronie następuje rozkład, np. oficerowie bezpieki sprzedają na czarnym rynku skonfiskowane nakłady zakazanych książek. Dochodzi do rozproszenia postaw, które wynika z poczucia beznadziejności, z przekonania, że już nic nie da się zrobić. Obie strony grzęzną w bagnie. A świat się zmienia, właśnie wchodzi w fazę rewolucji informatycznej.

Antoni Dudek: Zgadzam się z oceną prof. Friszkego, że generalnie społeczeństwo było zmęczone. Ale jedna grupa nie zdążyła się zmęczyć, a mianowicie ludzie młodzi. W strajkach w 1988 r. uczestniczyli głównie 20-latkowie – ludzie, którzy w czasach pierwszej Solidarności, czyli w latach 1980–1981, byli dziećmi bądź młodszymi nastolatkami. Po paru latach dorośli i strasznie się zradykalizowali. To jasno wynikało z badań przeprowadzonych przez CBOS i OBOP. Kontestowali nie tylko Jaruzelskiego, ale też elity opozycyjne. Tak było w Krakowie – co sam miałem okazję obserwować – ale też w Warszawie i Trójmieście, gdzie bardzo źle oceniano Wałęsę i jego otoczenie. Jeszcze przed Okrągłym Stołem mawiało się, że elity opozycyjne się zużyły, skompromitowały i trzeba szukać nowych metod działania i nowego przywództwa. To się zaczyna dziać zwłaszcza na przełomie lat 1988 i 1989. Oczywiście zasoby kontestujących są ograniczone, działają oni w kilku głównych ośrodkach akademickich, wokół głównych uczelni, natomiast ich aktywność jest zagrożeniem dla obu stron zasiadających przy Okrągłym Stole, co jasno wynika z dokumentów. Proszę zwrócić uwagę, że przy Okrągłym Stole nie udaje się zalegalizować Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Strona solidarnościowa niby do tego dąży, ale jednak bez rezultatu. Dlaczego? Bo to oznaczałoby dopuszczenie do głosu grup najbardziej radykalnych.

Dlaczego opozycja chce rozmawiać z władzą

Piotr Skórzyński: To jest całkowicie naturalne – historia Solidarności to droga od jednego porozumienia do drugiego. Solidarność nigdy nie miała w planach obalenia władzy komunistycznej na drodze rewolucyjnej, zawsze starała się uzyskać legalny status działania. Dlaczego tak było? Bo istniał Związek Radziecki. Zanim polityczne elity Solidarności zrozumiały, że groźba ingerencji militarnej ZSRR jest już nieaktualna, minęło sporo czasu. Musiał nadejść rok 1988. Solidarność nawet w najgorszych latach stanu wojennego nie odstąpiła od proponowania dialogu. Wzywała władze do rozmów, oczywiście nie bezwarunkowo. Solidarność nie przystąpiłaby do negocjacji z komunistami, gdyby jej działacze nadal siedzieli w więzieniu. Jaruzelski wyszedł naprzeciw tym oczekiwaniom. W 1986 r. odbyła się ostatnia duża amnestia, na mocy której wszyscy działacze Solidarności – m.in. Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, Bogdan Borusewicz, Adam Michnik czy Henryk Wujec – odzyskali wolność. Zresztą władzy też zależało na uwolnieniu więźniów politycznych, ponieważ było to warunkiem nawiązania normalnych relacji dyplomatycznych i handlowych z Zachodem. Postawa Zachodu miała ogromne znaczenie dla zmiany nastawienia obozu władzy do ewentualnego kompromisu z Solidarnością. Polska była jednym z najbardziej zadłużonych krajów świata, potrzebne były kolejne kredyty, aby rozpocząć spłacanie długu w wysokości ponad 40 mld dolarów. Europa i USA nie zamierzały oferować nowych kredytów, dopóki nie zostanie rozwiązana kwestia Solidarności. Kolejnym czynnikiem wpływającym na postawę Solidarności była polityka Michaiła Gorbaczowa, który podjął próbę reformy systemu w Związku Radzieckim. Dla ZSRR skończyło się to katastrofą, ale krajom bloku wschodniego reforma otworzyła drogę do niezależności. Jaruzelski dostał od Moskwy wolną rękę, mógł więc przeprowadzić nawet tak rewolucyjne zmiany, jak ponowna legalizacja Solidarności.

Antoni Dudek: Nie cała opozycja chciała rozmawiać z władzą. Opozycja to nie tylko Solidarność, a ta ostatnia też była podzielona wewnętrznie. Istniało wiele innych ugrupowań, oczywiście mniejszych i słabszych. Większość popierała dialog i była skupiona wokół Lecha Wałęsy. Warto jednak pamiętać również o Solidarności Walczącej Kornela Morawickiego oraz o innych organizacjach, w tym o Konfederacji Polski Niepodległej, które różniły się poziomem negacji systemu komunistycznego, były wśród nich również organizacje skrajne. Krytyka Okrągłego Stołu miała dwa nurty. Część wykluczonych uważała, że powinni się znaleźć przy Okrągłym Stole, ale ich przy nim nie ma, bo Wałęsa wszystko zmonopolizował. Druga grupa twierdziła, że z komunistami się nie należy układać, bo i tak oszukają, a jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie w pełni wolnych wyborów. Wałęsowska Solidarność była najsilniejsza, ale nie tworzyła całego ruchu solidarnościowego, a na pewno nie była całą opozycją.

Andrzej Friszke: Skoro mowa o skrzydle radykalnym, to wypada też powiedzieć o skrzydle bardziej umiarkowanym. Ono cieszyło się poparciem Kościoła, zwłaszcza prymasa Glempa. W jego skład wchodziły różne duszpasterstwa, prowincjonalne Kluby Inteligencji Katolickiej, ale także grupa Dziekania, która twierdziła, że Solidarności nie da się odbudować i w związku z tym trzeba szukać nowych dróg kompromisu. Pytanie, czy silniejsi byli radykałowie, czy stronnictwa bardziej umiarkowane. Wałęsowska Solidarność mieściła się w centrum i była oczywiście najsilniejsza. Natomiast strategia Jaruzelskiego między 1986 a 1988 r. polegała na tym, żeby umiarkowane skrzydło, niezwiązane z Wałęsą, jakoś inkorporować do systemu. Szereg osób zaproszono do Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa, dano koncesje stowarzyszeniom przemysłowym, umożliwiono działalność umiarkowanej prasie – wtedy między innymi pojawiła się „Res Publica”. Władza próbowała „wyssać” trochę umiarkowanych grup z Solidarności skupionej wokół Wałęsy, a jednocześnie uzyskać poparcie Kościoła, co nie było bez znaczenia. Kościół z aprobatą przyglądał się temu projektowi, realizowanemu do lata 1988 r. Kres położyły mu wspomniane wcześniej strajki oraz fakt, że w Kościele zwyciężyła frakcja optująca za poparciem Wałęsy i Solidarności.

Włodzimierz Borodziej: W pierwszym kwartale 1989 r. w Krakowie byłem świadkiem jak najbardziej legalnej publicznej dyskusji między Janem Marią Rokitą a Leszkiem Moczulskim, który reprezentował odłam bardzo radykalny, jak na ówczesne standardy. Na spotkaniu dominowali młodzi ludzie, ja sam miałem wtedy 33 lata i zawyżałem średnią wieku. Rokita w tej dyskusji rozniósł Moczulskiego. Tamto wydarzenie pokazywało, że przewaga centrum nie wynikała wyłącznie z zaangażowania Zachodu, ale również z poparcia młodzieży. Mimo że cechował ją pewien radykalizm, uznała przewagę argumentacyjną centrum.

Zaangażowanie Polaków w działalność opozycyjną

Jan Skórzyński: Nie mamy oczywiście konkretnych danych, ale na podstawie analiz prowadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa możemy sądzić, że w całej działalności podziemnej – nie wliczając strajkujących – brało udział nie więcej niż 50 tys. osób. To była grupa nieduża, ale wystarczająco liczna. Podtrzymywała idee Solidarności, a co ważniejsze, była kontrelitą, która proponowała alternatywny program dla Polski. A mógł on ujrzeć światło dzienne przy okazji rozmów Okrągłego Stołu, który zapewnił opozycji audytorium. Dzięki Okrągłemu Stołowi po raz pierwszy od czasów stanu wojennego opozycjoniści pojawili się w radiu, w telewizji i prasie kontrolowanej przez państwo. Mogli się wypowiadać i przedstawiać swoje stanowisko. Dzięki temu ogromnie wzrosła akceptacja dla postulatów Solidarności.

Antoni Dudek: Jest jeden ewidentny i policzalny wskaźnik aktywności opozycyjnej – liczba wydawanych czasopism niezależnych. Ten wskaźnik jest najwyższy w latach 1981–1982. Później spada, a najniższą wartość osiąga w latach 1985–1986. Od 1987 r. zaczyna się lekki wzrost, a od 1988 r. szybszy wzrost liczby nowych czasopism wydawanych przez stronnictwa opozycyjne, nie osiąga ona jednak poziomu z początku lat 80. Z raportów SB wynika, że od jesieni 1988 r. gwałtownie wzrasta napływ ludzi do struktur opozycyjnych. To dotyczy głównie największych ośrodków, kilkunastu województw. Wnioski są szalenie niepokojące dla SB, okazuje się bowiem, że napięcie zaczyna narastać i trzeba szukać politycznych metod jego rozładowania.

O co toczyła się gra przy Okrągłym Stole

Jan Skórzyński: Wydaje się, że dla uczestników Okrągłego Stołu ze strony solidarnościowej, jak Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki czy Lech Kaczyński, perspektywa przejęcia władzy była bardzo odległa. Raczej nastawiali się na powolne budowanie obszarów demokracji w państwie nadal rządzonym przez komunistów. Opozycji zależało, żeby jak najwięcej wolności uzyskać dla społeczeństwa, zaś komuniści chcieli jak najmniej tej wolności oddać, czyli zmienić system, ale w taki sposób, żeby wszystko zostało po staremu w sensie politycznym, w sensie sprawowania władzy. Początkowe propozycje obozu władzy ulegały daleko idącym zmianom. Pierwsza konkretna propozycja, wysunięta przez generała Kiszczaka na początku marca, dotyczyła prezydenta powoływanego na kadencję siedmioletnią przez ówczesny Sejm wspólnie z przewodniczącymi rad narodowych, czyli krótko mówiąc, przez aparat władzy komunistów. Ta propozycja w ogóle nie została przyjęta jako punkt wyjścia do dyskusji – Wałęsa stwierdził, że taki prezydent mógłby odejść tylko przez rozstrzelanie. Po następnych trzech tygodniach obrad zdecydowano, że prezydenta wybierze nowy parlament, czyli częściowo demokratyczny Sejm i całkowicie demokratyczny Senat, który w pierwotnej koncepcji komunistów w ogóle nie był rozpatrywany. W rezultacie Polska uzyskała większy zakres wolności, niż chciała władza.

Andrzej Friszke: Istotę dążeń komunistów przy Okrągłym Stole ukazuje tzw. lista krajowa. Władza wymyśliła, że w wyniku kontraktu przywódcy partii i przywódcy Solidarności wejdą na jedną krajową listę wyborczą, która będzie znakiem ogólnopaństwowego porozumienia. Miało to skłonić obywateli do zaakceptowania zaproponowanego przez władzę kształtu przyszłej elity. Oczywiście wszyscy czołowi przedstawiciele strony opozycyjnej odrzucili tę propozycję. Uznali, że listy należy rozdzielić, bo ludzie powinni mieć szansę wyrażenia swojego stanowiska, więc muszą wiedzieć, na kogo głosują. W związku ze sprzeciwem strony opozycyjnej na liście krajowej zostali sami dygnitarze komunistyczni, którzy przegrali wybory z kretesem. Przez to w Sejmie nie znaleźli się liderzy PZPR, co mogło mieć znaczenie dla dalszego rozwoju wypadków.

Antoni Dudek: Senat i prezydent to dwie najważniejsze pamiątki instytucjonalne po Okrągłym Stole. Większość ludzi z obozu solidarnościowego, z ekipy Wałęsy, wyobrażała sobie, że celem tych wszystkich obrad jest poszerzenie strefy wolności. Oni raczej nie zakładali, że znajdą się w nowym rządzie. Druga strona – ekipa Jaruzelskiego – chciała, żeby generał dalej rządził Polską, ale zrozumiała, że jest raczej nierealne, by mógł to robić jako pierwszy sekretarz KC PZPR, ponieważ partia była totalnie skompromitowana i należało dać jej odpocząć. Trzeba było zbudować nowy mechanizm, który umożliwi generałowi dalsze rządzenie Polską. Tym mechanizmem miał być urząd prezydenta wyposażonego w ogromnie szerokie uprawnienia. Główna część sporu, który toczył się w Magdalence, dotyczyła tego, co opozycja dostanie w zamian za zgodę na tak silnego prezydenta, a dla obu stron było jasne, kto nim zostanie. Mimo że nie ma ani jednego zapisanego zdania po Okrągłym Stole wskazującego, że będzie nim Jaruzelski. Miało go wybierać na sześć lat Zgromadzenie Narodowe, 100-osobowy Senat i 460-osobowy Sejm. Ekipie Jaruzelskiego udało się osiągnąć strategiczny cel, jakim było utworzenie urzędu niezwykle silnego prezydenta, ale musiała za to zapłacić cenę w postaci wolnych wyborów do Senatu, co okazało się źródłem jej późniejszej klęski.

Jan Skórzyński: Może warto przypomnieć program, z jakim Solidarność przystępowała do Okrągłego Stołu. Poza kluczowym żądaniem, czyli legalizacją NSZZ „Solidarność”, w programie znalazły się cztery postulaty: niezależność sądownictwa, pluralizm w mediach i wolność słowa, wolność stowarzyszania się i niezależny samorząd terytorialny. Udało się sporo osiągnąć w trzech dziedzinach, natomiast prawie niczego Solidarność nie zdołała załatwić w kwestii samorządu terytorialnego. Zespół gospodarczy, którego obrady pozornie powinny zakończyć się łatwym kompromisem – bo obie strony uważały, że niezbędne są reformy w tej sferze – również wiele nie osiągnął. Solidarność wymusiła jedynie obietnicę niewielkiego ograniczenia kontroli partii nad gospodarką. Natomiast udało się przyjąć zasadę niezawisłości sędziów i niezależności sądownictwa. Wtedy wymyślono Krajową Radę Sądowniczą jako przeciwieństwo dotychczasowej praktyki nominowania sędziów przez partię. Dużo więcej osiągnięto w sprawie mediów, dlatego że Solidarność nie tylko odzyskała prawo do wydawania ogólnopolskiego tygodnika, ale uzyskała również zgodę na wydawanie ogólnopolskiego dziennika. Udało się przyjąć zasadę pluralizmu stowarzyszeń, choć partia nie zgodziła się na legalizację drugiego związku harcerskiego. Jednak parę miesięcy później również ten cel został osiągnięty. Najważniejsze były główne filary porozumienia politycznego, które dawały Solidarności szansę na przejęcie władzy.

Kobiety i Kościół

Antoni Dudek: Kwestia kobiet nie znalazła szerokiego odzwierciedlenia w obradach okrągłostołowych ze względu na kontrowersyjny punkt, a mianowicie aborcję. Sprawa ta wróciła w kampanii wyborczej, ponieważ jednym z głównych pomysłów specjalistki ze Służby Bezpieczeństwa na to, jak dezintegrować opozycję, było zadawanie kandydatom Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” pytania o stosunek właśnie do kwestii aborcji.

Jan Skórzyński: Ta kwestia nie mogła wybrzmieć mocno z uwagi na rolę Kościoła, która była bez wątpienia pierwszoplanowa, w tym sensie, że poparcie polskich biskupów i papieża Jana Pawła II było bardzo istotne dla Solidarności. Kościół całkowicie akceptował negocjacje i kompromis Okrągłego Stołu, zaś o wszystkim, co się przy nim i wokoło niego działo, był informowany bardzo dokładnie i na bieżąco. Solidarność nie mogła wnosić kwestii, które sympatię Kościoła w jakiś sposób mogłyby osłabić.

Andrzej Friszke: Bardzo rzadko się wspomina, że zanim doszło do rozmów Okrągłego Stołu, toczyły się kuluarowe rozmowy partii z Kościołem i ekspertami kościelnymi skoncentrowane na ustawie o stowarzyszeniach. Kościół na to nalegał, negocjatorem z jego strony był m.in. Wiesław Chrzanowski. Pertraktacje przynosiły rezultaty. Zresztą nazwa Okrągły Stół pierwszy raz pojawiła się właśnie w kontekście negocjacji dotyczących ustawy o stowarzyszeniach. Natomiast po zamknięciu obrad Okrągłego Stołu władza przedłożyła ogromny projekt ustawy o stosunku państwa do Kościoła, oczywiście był on wcześniej negocjowany. Ustawa ta została przyjęta przez Sejm PRL w maju 1989 r. i obowiązuje do dziś. O tym się rzadko mówi, ale rozmaite przywileje Kościoła, m.in. związane z możliwością nadawania audycji radiowych, nieopodatkowaniem przychodów czy ogólnie z uprzywilejowanym statusem prawnym, zostały uchwalone przez Sejm PRL przed wyborami czerwcowymi w nadziei, że to skłoni Kościół do neutralności. I jego niewątpliwa potęga w III RP jest wynikiem owego PRL-owskiego prawa.

Antoni Dudek: Jest jeszcze jeden ciekawy wątek dotyczący roli Kościoła. Nie wszystko w tej sprawie zostało wyjaśnione, pewnie więcej się dowiemy, gdy historykom zostaną udostępnione dokumenty wymieniane między Stolicą Apostolską i Episkopatem Polski. Rzecz dotyczy wydarzeń poprzedzających Okrągły Stół, które miały miejsce na przełomie lat 1986 i 1987. Otóż pod koniec 1986 r. generał Jaruzelski tworzy – już dawno zapomnianą – Radę Konsultacyjną przy Przewodniczącym Rady Państwa. Ona ostatecznie nie odegrała większej roli, ale według zamysłu ówczesnej władzy była to prefiguracja Okrągłego Stołu, jednak z zupełnie innymi osobami niż te, które później przy nim faktycznie zasiadły. Plan ten wynikał z zamiaru zawarcia jakiegoś kompromisu z najbardziej umiarkowaną częścią opozycji skupionej wokół episkopatu Polski. Podjęcie rozmów z opozycją było niezbędne, by zmotywować Zachód do udzielenia wsparcia ekonomicznego. Pomysł Jaruzelskiego był taki: prymas Glemp wykreuje grupę świeckich, którzy wejdą do Rady Konsultacyjnej, zaś ona stopniowo wyewoluuje albo w kierunku chrześcijańskich związków zawodowych, albo partii chrześcijańsko-demokratycznej, która zostanie zalegalizowana i zastąpi Solidarność. Dlaczego do tego nie doszło? Tego do końca nie wiemy, a sprawa jest bardzo ciekawa. Wydaje się, że odpowiedź tkwi w stanowisku papieża Jana Pawła II. Jeżeli faktycznie nie wyraził on zgody na ten projekt, pozostaje pytanie, czy stało się to jeszcze w styczniu 1987 r., gdy przyjechał do niego generał Jaruzelski, czy dopiero latem 1987 r., w czasie trzeciej pielgrzymki do ojczyzny, kiedy to podczas mszy powiedział o Solidarności przez małe „s” i przez duże „S”. I to był sygnał – nie tylko dla zgromadzonych wiernych, ale przede wszystkim dla prymasa Glempa i części episkopatu – że bez Solidarności przez duże „S” on nie widzi możliwości porządkowania polskich spraw.

Okrągły Stół – negocjacje prowadzone od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r. przez przedstawicieli władz Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, demokratycznej opozycji oraz strony kościelnej (przedstawiciele Kościoła katolickiego i Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego). Rozpoczęcie i zakończenie negocjacji odbyło się w siedzibie Urzędu Rady Ministrów PRL w Pałacu Namiestnikowskim (obecnie Pałac Prezydencki) w Warszawie. W obradach wszystkich zespołów, podzespołów i grup roboczych brało udział ok. 717 osób (uczestników, ekspertów i obserwatorów). W wyniku negocjacji w kraju nastąpiły zmiany ustrojowe, zaś bezpośrednim rezultatem uzgodnień były częściowo wolne wybory do Sejmu PRL, tzw. wybory czerwcowe.

Wybory parlamentarne w Polsce w 1989 r. (tzw. wybory czerwcowe, wybory kontraktowe, wybory do Sejmu kontraktowego) przeprowadzone zostały 4 i 18 czerwca. Odbyły się na zasadach uzgodnionych w trakcie rozmów Okrągłego Stołu. Wybrano 460 posłów na Sejm PRL oraz 100 senatorów do nowo utworzonego Senatu PRL. Były to pierwsze częściowo wolne wybory w historii Polski po II wojnie światowej. Przedstawiciele niedemokratycznych władz komunistycznych Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zagwarantowali rządzącej „koalicji”, obejmującej PZPR i jej satelitów, co najmniej 299 (65 proc.) miejsc w Sejmie. Pozostałe 161 mandatów poselskich (35 proc.) przeznaczono dla kandydatów bezpartyjnych. Walka o te miejsca oraz o wszystkie mandaty senatorskie (100) miała charakter otwarty i demokratyczny. Z kandydatami wywodzącymi się ze środowisk opozycji demokratycznej konkurowali kandydaci jawnie lub nieoficjalnie wspierani przez obóz władzy, reprezentanci różnych organizacji społecznych i zawodowych, osoby niezależne. Wybory zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem opozycji solidarnościowej, zorganizowanej wokół Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Kandydaci wspierani przez KO zdobyli wszystkie mandaty przeznaczone dla bezpartyjnych, a także objęli 99 miejsc w Senacie. Obóz PRL-owskiej władzy poniósł porażkę, a największym ciosem była przegrana niemal wszystkich kandydatów z tzw. listy krajowej, obejmującej większość przywódców reżimu. W wyniku wyborów czerwcowych Polska stała się pierwszym państwem bloku wschodniego, w którym przedstawiciele opozycji demokratycznej uzyskali realny wpływ na sprawowanie władzy. Wybory te są uznawane za moment przełomowy dla procesu przemian politycznych w Polsce, zapoczątkowały zdecydowane przyspieszenie transformacji ustrojowej.

 

Czytaj także