Szczepłek, Bralczyk, Przybył, Person o kobietach i sporcie

Fot. Kamil Broszko/Broszko.com
Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

Czy mała Polka mogła zakpić z Hitlera? Czy można zdobyć olimpijskie złoto i o tym nie wiedzieć? I czy na Księżycu da się zagrać w golfa? Na te i wiele innych pytań odpowiadają prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca, specjalista z zakresu języka mediów, reklamy i polityki, sympatyk sportu; Andrzej Person, były senator RP i dziennikarz sportowy; Stefan Szczepłek, dziennikarz i komentator sportowy; oraz Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, redaktor naczelny kwartalnika „Teraz Polska”.

 

Krzysztof Przybył: Celem dzisiejszego kameralnego spotkania jest poszukiwanie ciekawych historii, niezwykłych biografii i inspirujących przykładów, dla których wspólnym mianownikiem będą kobiety i sport. Oczywiście raczcie, panowie, swoim zwyczajem, nie stronić od dygresji…

Stefan Szczepłek: Już mam pierwsze skojarzenie – Maria Kwaśniewska, oszczepniczka, nazywana małą Polką, która zakpiła z Hitlera. Otóż podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie, w sierpniu 1936 r., w trakcie wręczania medali oszczepniczkom dwie z nich pozdrowiły Hitlera charakterystycznym gestem uniesionej dłoni. Trzecia, z polskim godłem na piersi, tylko się uśmiechnęła. Kiedy Führer zwrócił się do niej słowami: „Gratuluję małej Polce”, odpowiedziała: „Pan też niezbyt wysoki”. Jej medalowy rzut na 41,8 m można zobaczyć w słynnym filmie Leni Riefenstahl „Olimpiada”. Z Berlina wróciła także z tytułem miss olimpiady. Ale to słynne zdjęcie z Hitlerem przydało jej się szczególnie, kiedy w 1944 r. pomagała wydostać się z obozu w Pruszkowie więźniom zatrzymanym po Powstaniu Warszawskim. W wywiadach mówiła: „Pokazywałam przy bramie tę moją fotografię z Hitlerem. Żandarmi traktowali ją jak auswajs. Bili w czapę i przepuszczali transport chorych. Wyprowadzałam ludzi na zewnątrz do Pruszkowa, potem brałam do Podkowy do domu. W moim domu miałam obóz przejściowy, w którym mieszkał m.in. Stanisław Dygat”. Być może jego powieść „Pożegnania” odnosi się do tamtych wydarzeń z Podkowy.

Maria Kwaśniewska-Maleszewska urodziła w 1913 r. w Łodzi. Była wszechstronną sportsmenką, trenującą gimnastykę, koszykówkę i siatkówkę. W 1927 r. postanowiła skupić się na lekkoatletyce i rozpoczęła treningi w Łódzkim Klubie Sportowym. Już w 1930 r. została mistrzynią Polski w skoku w dal. Razem z drużyną zdobyła mistrzostwo Polski w hazenie oraz brąz w koszykówce na III Światowych Igrzyskach Kobiet w Pradze. Po wojnie Maria Kwaśniewska wróciła do sportu i w 1946 r. po raz piąty została mistrzynią Polski w rzucie oszczepem. Nadal grała też w koszykówkę. W 1949 r. zakończyła sportową karierę i zaczęła pracować w Polskim Komitecie Olimpijskim oraz Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Do końca życia bardzo dbała o aktywność fizyczną. Można było ją spotkać w dresie w ogrodzie Saskim. Zmarła w 2007 r.

Andrzej Person: W starożytności kobietom nie wolno było nawet wejść na stadion. Kiedy w 1896 r. baron de Coubertin powoływał do życia igrzyska olimpijskie, również początkowo nie widział w nich miejsca dla kobiet. Ale już cztery lata później kobiety wystartowały po raz pierwszy w turnieju golfowym w Compiègne pod Paryżem, który zaliczał się do rozgrywek olimpijskich. Brało w nim udział 10 zawodniczek z Francji i USA, a zwyciężyła Amerykanka Margaret Abbott, która przyjechała z córką do Paryża, by zwiedzić wystawę światową. Przy okazji panie postanowiły zagrać turniej golfa, po czym wróciły do domu, nie dowiedziawszy się, że Margaret go wygrała i została mistrzynią olimpijską.

Zmarła w 1955 r., nie zdając sobie sprawy, że turniej w Compiègne został uznany za część igrzysk. Długo nie wiedziały o tym także jej dzieci, dopiero w latach 60. rodzina wystąpiła do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego po należny matce tytuł pierwszej złotej medalistki.

Od kilkunastu lat obowiązuje zasada, że liczba zawodników i zawodniczek na igrzyskach olimpijskich musi być taka sama. Istnieją jednakże dyscypliny olimpijskie, w których występują tylko kobiety, są to softball (w latach 1996–2008), gimnastyka artystyczna, pływanie synchroniczne i siedmiobój. Jedyną dyscypliną, w której nie ma osobnych konkurencji dla kobiet i mężczyzn, jest jeździectwo.

W 1900 r. w igrzyskach w Paryżu wystartowały kobiety. Jako pierwsze na olimpijskie boisko wyszły dwie francuskie zawodniczki uprawiające krokiet: pani Jeanne Filleaul-Brohy i panna Marie Ohnier. Pierwszą mistrzynią olimpijską została brytyjska tenisistka Charlotte Cooper. W Paryżu swój debiut olimpijski miały następujące dyscypliny: golf, jeździectwo, łucznictwo, piłka nożna, piłka wodna, rugby, żeglarstwo, wioślarstwo, pelota baskijska, krokiet i krykiet. W stolicy Francji odbyły się „igrzyska bez medali” – wybito je dopiero po zakończeniu zawodów i rozesłano pocztą. Wielu olimpijczyków nigdy swych medali nie otrzymało.

Stefan Szczepłek: Szczególnie podziwiam odporność i wytrwałość kobiet. Na igrzyskach olimpijskich kobiety wystartowały po raz pierwszy w 1900 r. w Paryżu, a lekkoatletki – w 1928 r. w Amsterdamie. Maraton kobiet został włączony do programu igrzysk olimpijskich dopiero w 1984 r. w Los Angeles. Szczególnie pamiętne są sceny z udziałem Szwajcarki Gabrieli Andersen-Schiess, która wpadła na metę (na 37. miejscu) półżywa, nie wiedząc, co się z nią dzieje. Dzisiaj kobiety startują w zawodach Ironmana, a niepokonana Szwajcarka Daniela Ryf cztery razy z rzędu zdobyła mistrzostwo świata kobiet w triathlonie na dystansie 70,3 mil (1,9 km pływania, 90 km trasy kolarskiej, 21,1 km biegu). Jej wyniki są lepsze od tysiąca mężczyzn.

Andrzej Person: Warto zwrócić uwagę na fenomen sióstr Polgár. Ojciec szachistek László Polgár uważał, że „kiedy dziecko rodzi się, już jest potencjalnym geniuszem”. Dlatego postawił na naukę domową języków, matematyki i gry w szachy, którą uważał za obiektywną i łatwą do zmierzenia. Zamiast chodzić do szkoły Zsuzsa, Judit i Zsófia trenowały grę w szachy po 10 godzin dziennie. Do Zsuzsy należy rekord świata w grze symultanicznej. Podczas 16 godzin i 30 minut udało jej się rozegrać 326 partii (309 wygrała, 14 zremisowała, 3 przegrała). W 1991 r. jako pierwsza kobieta wywalczyła tytuł „męskiego” arcymistrza. Obecnie mieszka w Nowym Jorku, gdzie prowadzi swoją szkołę szachową. Zmieniła obywatelstwo i teraz nazywa się Susan Polgar.

Judit Polgár, najmłodsza siostra, osiągnęła największe sukcesy. Już w wieku 15 lat zdobyła tytuł mistrza Węgier seniorów, stając się najmłodszym arcymistrzem szachowym w historii. Jest pierwszą kobietą, której udało się osiągnąć próg 2700 punktów rankingowych. Dla porównania: Garri Kasparow ma 2830 punktów, najlepszy Polak – 2650, a najlepsza (poza nią) kobieta – 2550. W 2003 r. awansowała do elitarnego grona superarcymistrzów. W latach 1989–2015 nieprzerwanie znajdowała się na pierwszym miejscu na światowej liście rankingowej Międzynarodowej Federacji Szachowej. Judit zakończyła karierę w 2014 r., po olimpiadzie szachowej w Tromso. Jako jedyna z rodziny nie wyprowadziła się z Węgier.

Stefan Szczepłek: Chciałbym wrócić na rodzimy grunt i podkreślić, że polski sport sukcesami kobiet stoi. Zwróciłbym uwagę na Halinę Konopacką, która w 1928 r. w Amsterdamie zdobyła pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski, ustanawiając jednocześnie rekord świata w rzucie dyskiem z wynikiem 39,62 m. Przez całą karierę reprezentowała AZS Warszawa. Uprawiała rzut dyskiem, rzut oszczepem, pchnięcie kulą, skok wzwyż i skok w dal. Do końca swojej kariery nie została pokonana w rzucie dyskiem w żadnych zawodach. W 1931 r. wycofała się z czynnego życia sportowego. Złoto olimpijskie przyniosło jej rozgłos, czyniąc z niej pierwszą polską celebrytkę, jak byśmy dzisiaj powiedzieli. Dopomogły w tym niezwykła uroda oraz talent w takich dziedzinach sztuki, jak poezja i malarstwo. A także odwaga i męstwo. Gdy wybuchła II wojna światowa, we wrześniu 1939 r., towarzyszyła mężowi, Ignacemu Matuszewskiemu, ministrowi skarbu, przy ewakuacji złota Banku Polskiego, którą ten zorganizował i nadzorował. Była kierowcą jednej z ciężarówek na trasie przez Rumunię nad Morze Czarne i dalej do Francji. Po klęsce Francji wyjechała z mężem przez Hiszpanię do USA, gdzie mieszkała do końca swych dni. Zmarła w 1989 r.

Andrzej Person: Stanisława Walasiewicz już takiej pozycji nie osiągnęła, choć zdobyła olimpijskie złoto (w Los Angeles w 1932 r.) i srebro (w Berlinie w 1936 r.). Urodziła się w Polsce, ale jej rodzina wyemigrowała do USA, kiedy miała zaledwie trzy miesiące. Już jako nastolatka była uzdolnioną biegaczką i startowała w wielu zawodach lekkoatletycznych. Bez obywatelstwa amerykańskiego nie mogła wziąć udziału w igrzyskach w 1928 r. Przyjechała zatem do Polski i trenowała w klubie Warszawianka. Na olimpiadzie w Los Angeles okazała się najszybszą biegaczką na 100 m, wyrównując rekord świata czasem 11,9 s. Tego samego dnia zajęła szóste miejsce w rzucie dyskiem. W ciągu swojej kariery 14 razy poprawiała rekordy świata. Walasiewiczówna zginęła w 1980 r. podczas napadu na sklep, postrzelona przez napastnika. Zgodnie z amerykańskim prawem ciało zostało poddane sekcji zwłok i wtedy okazało się, że była osobą interseksualną. W Polsce zawrzało. Wielu chciało odebrać jej wywalczone medale i anulować ustanowione rekordy.

Stanisława Walasiewicz w latach 1933–1946 zdobyła 24 razy tytuł mistrzyni Polski – w biegach na 60 m, 100 m, 200 m, 80 m przez płotki, skoku w dal, skoku w dal z miejsca, rzucie oszczepem, trójboju, pięcioboju. Była 54-krotną rekordzistką Polski. Pod koniec lat 30. Walasiewiczówna powróciła do Stanów Zjednoczonych, gdzie startowała i wielokrotnie wygrywała amerykańskie mistrzostwa, mimo że nadal nie była oficjalnie obywatelką tego kraju. W 1947 r. wyszła za mąż za boksera Harry’ego Neila Olsona, dzięki czemu uzyskała obywatelstwo amerykańskie i odtąd nazywała się Stella Walsh Olson. Po zakończeniu kariery sportowej była trenerką i działaczką polonijną, współpracowała z PKOl.

Jerzy Bralczyk: W okresie międzywojnia sława sportsmenek była co najmniej równa sławie sportowców. I ich liczba też. Popatrzmy choćby na kariery Jadwigi Wajsówny, Marii Kwaśniewskiej czy Jadwigi Jędrzejowskiej. Podobnie było po wojnie. Warto wspomnieć Elżbietę Duńską-Krzesińską. W kraju wywiązała się narodowa dyskusja na temat jej warkocza, którego ślad na piasku przeszkodził w zdobyciu srebrnego medalu w skoku w dal na olimpiadzie w Helsinkach w 1952 r. Mimo znakomitego skoku sędziowie sklasyfikowali ją dopiero na 12. miejscu. Przyczyną degradacji naszej zawodniczki był długi warkocz, który przy lądowaniu pierwszy dotknął piasku i zostawiał na nim ślad. Sędziowie długo zastanawiali się, co jest śladem zawodnika: ślad ciała czy warkocza.

Ponieważ wcześniej nie odnosiliśmy sukcesów w grach zespołowych (poza brązowymi medalami olimpijskimi naszych siatkarek w latach 1964 i 1968), zawodników lekkoatletycznych traktowaliśmy jako cudowną drużynę – wunderteam. Film „Mąż swojej żony” Barei, nakręcony na podstawie sztuki „Mąż Fołtasiówny” Jerzego Jurandota, najlepiej pokazuje, jak wielka była popularność lekkoatletyki i sportsmenek w latach 60.

Stefan Szczepłek: Nie bez przyczyny można mówić o niezwykłej urodzie naszych pań. Wspomnę w tym momencie choćby Barbarę Janiszewską. Specjalizowała się w biegach krótkich, szczególnie w biegu na 200 m. Trzykrotnie startowała w igrzyskach olimpijskich, a w 1960 r. w Rzymie zdobyła brązowy medal w sztafecie 4 × 100 m. Wielkie sukcesy odniosła podczas mistrzostw Europy – zdobyła dwa złote i dwa brązowe medale. Nie każdy wie, że jest matką aktora Łukasza Nowickiego.

Andrzej Person: Jeżeli już jesteśmy przy aktorstwie, to wspomnę o Apolonii Chałupiec, którą świat zna jako Polę Negri. Urodziła się w Lipnie, gdzie osiedlił się jej ojciec pochodzący ze Słowacji i noszący nazwisko Chalupec. On spolszczył je na Chałupiec, natomiast jego brat, który zamieszkał w Warszawie, pozostał przy oryginalnym brzmieniu. Nawiasem mówiąc, krewny słynnej ciotki Poli Negri Igor Chalupec, finansista, były prezes PKN Orlen, Banku Pekao SA, ale też brydżysta, pochodzi właśnie z linii warszawskiej. Pola Negri to pierwsza aktorka w historii Europy, która zrobiła wielką karierę w Hollywood, stając się najjaśniejszą gwiazdą kina niemego.

Stefan Szczepłek: Zastanawiam się, czy są aktorki wywodzące się ze świata sportu. Przypomniał mi się Johnny Weissmuller, aktor znany z ról Tarzana, który w latach 20. XX w. był jednym z najlepszych pływaków, olimpijczykiem, zdobywcą pięciu złotych medali w pływaniu i jednego brązowego w piłce wodnej.

Jerzy Bralczyk: Nie przypominam sobie takiego transferu wśród kobiet. Choć sport to rodzaj aktorstwa. Przychodzą mi na myśl w tej chwili bokserzy Kulej i Szczepański, którzy wystąpili w filmie „Przepraszam, czy tu biją?”, oczywiście w roli pięściarzy. Sport uczy pokory, pracowitości, wytrwałości i szacunku. Ale też daje sławę, a ten atrybut szczególnie przydaje się pragnącym wejść do świata polityki. Znajomość ze sportowcem czy spotkanie z nim wielu uważa za przywilej. Sława pomaga zaistnieć w nowym środowisku, stąd wielu byłych sportowców wśród polityków, posłów, senatorów, dyplomatów.


Kazimiera Muszałówna i Stanisława Walasiewicz (Fot. NAC)

Andrzej Person: Nie jest to może szczególnie związane z tematem rozmowy, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Według Brytyjczyków największym wydarzeniem XX w. było lądowanie na Księżycu. 21 lipca 1969 r. dowódca Apollo Neil Armstrong jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu i wypowiedział słynne zdanie: „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Jednak chcę przypomnieć innego astronautę, mianowicie Alana Sheparda, który na Księżycu… zagrał w golfa. Zrobił to w lutym 1971 r. Zamontował główkę swojego kija golfowego do instrumentu służącego do nabierania księżycowego gruntu. Gra w golfa miała na celu zbadanie odległości, na jaką powędruje piłeczka w sześciokrotnie słabszym polu grawitacyjnym. Pierwsze uderzenie było nieudane. Po drugim strzale piłeczka, według Sheparda, szybowała kilometrami. W rzeczywistości długość lotu wyniosła około 15 m. Co ciekawe, po wylądowaniu na Ziemi Shepard otrzymał pismo od Royal and Ancient Golf Club of St Andrews z uwagą, że ponieważ nie zagrabił po swoim uderzeniu powierzchni Księżyca, powinien dopisać sobie dwa punkty karne.

Drugim najważniejszym wydarzeniem ubiegłego wieku według Brytyjczyków był przeszczep serca, którego dokonał Christiaan Barnard 3 grudnia 1967 r. w klinice w Kapsztadzie. Zabieg się udał. Niestety, po 18 dniach pacjent zmarł na zapalenie płuc.

I proszę sobie wyobrazić, że na trzecim miejscu w tym rankingu – najważniejszych wydarzeń dla ludzkości w XX w. – znalazł się wyczyn brytyjskiego biegacza Rogera Bannistera, który w 1958 r. przebiegł milę w czasie poniżej 4 minut.

Andrzej Person: Zbigniew Boniek, niegdyś świetny piłkarz, a dziś prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, zasłynął ostatnio niefortunnym stwierdzeniem na Twitterze: „ja gdy z @Piechocinski rozmawiamy o piłce, to nam baba niepotrzebna”. Ową „babą” była Karolina Hytrek-Prosiecka, ówcześnie jedna z ważniejszych menedżerek polskiej Ekstraklasy. Obraził nie tylko panią Karolinę, ale także kilkaset tysięcy kibicek, zawodniczek, działaczek, komentatorek, sędzi, prezesek klubów oraz żon, partnerek, matek i córek piłkarzy, które właśnie futbolowi chciały lub musiały podporządkować swoje życie.

Stefan Szczepłek: W latach 70. mówiło się, że dziewczyny idą do piłki nożnej kobiet, aby pozbyć się kompleksów. Dzisiaj idą, bo są ambitne i chcą osiągnąć sukces na miarę Lewandowskiego. Albo zostać drugą Agnieszką Winczo. To polska piłkarka grająca na pozycji napastnika. Swoją profesjonalną karierę zaczynała w Golu Częstochowa, a pierwszy Puchar Polski zdobyła w 2002 r. z Czarnymi Sosnowiec. W latach 2008–2011 grała w Unii Racibórz, z którą trzykrotnie zdobyła mistrzostwo Polski i dwukrotnie sięgnęła po puchar kraju. W reprezentacji rozegrała 21 spotkań, w których trzykrotnie zapisała się na liście strzelców. W 2011 r. postanowiła sprawdzić się w niemieckim klubie BV Cloppenburg. Już siódmy rok Agnieszka gra u naszych zachodnich sąsiadów, osiągnęła status gwiazdy kobiecego futbolu i zdobyła dwukrotnie tytuł królowej strzelczyń 2. Bundesligi.

Krzysztof Przybył: Nie ma jednak żadnej Polki, która osiągnęłaby taką pozycję w sporcie światowym, jak Robert Lewandowski. Nawet Agnieszce Radwańskiej się to nie udało. Chociaż kiedy szła jako chorąży polskiej reprezentacji olimpijskiej w 2012 r. na stadionie w Londynie – a było to dwa tygodnie po meczu z Williams o finał Wimbledonu – rozpoznawalność miała stuprocentową. Trzeba też docenić jej niepowtarzalny styl gry, pełen finezji i inteligencji. Warto również przyznać, że jest o wiele bardziej znana na świecie niż Irena Szewińska, Justyna Kowalczyk czy Otylia Jędrzejczak, które mogą pochwalić się zdobyciem trzech medali podczas jednych igrzysk olimpijskich. Justyna Kowalczyk jest także pierwszą i, jak do tej pory, jedyną Polką, która zdobyła złoto na zimowych igrzyskach.

Andrzej Person: To wszystko prawda, ale jestem przekonany, że gdyby nie tragiczny w skutkach wypadek Roberta Kubicy, który na pewien czas przekreślił jego karierę w Formule 1, to właśnie on biłby teraz wszelkie rekordy popularności i rozpoznawalności, choć w naszym kraju nikt poza nim tego sportu nie uprawia.

Krzysztof Przybył: Wracając do kobiet, należy uznać, że najbardziej znaną i najwybitniejszą Polką – choć nie sportsmenką – jest Maria Skłodowska-Curie. Dwa Noble tylko to potwierdzają. Czy możemy na koniec odejść od sportu i podać inne nieoczywiste przykłady kobiet, które były pionierkami w swoich dziedzinach?

Jerzy Bralczyk: Pierwszą na świecie kobietą pełniącą funkcję ministra i ambasadora była Aleksandra Kołłontaj, rosyjska polityczka socjaldemokratyczna i komunistyczna.

Stefan Szczepłek: A ja chciałbym przywołać postać dr Eugenii Lewickiej, która propagowała stosowane w Skandynawii metody leczenia słońcem, powietrzem i ruchem. Prowadziła w Druskienikach park klimatyczny i tam właśnie wiosną 1924 r. poznała marszałka Piłsudskiego, który będąc na wypoczynku, nagle w nocy zaniemógł. Sprowadzono do niego mieszkającą w pobliżu lekarkę, Eugenię Lewicką. Po pewnym czasie ich znajomość stała się bardzo zażyła, w grudniu 1930 r. wyjechali razem na Maderę. Wraz z nimi przebywali tam jeszcze płk lek. Marcin Woyczyński i Mieczysław Lepecki. Z nieznanych powodów Eugenia opuściła wcześniej wyspę. Po przyjeździe do Warszawy odwiedziła ją żona Piłsudskiego, Aleksandra, a spotkanie zakończyło się sprzeczką. Kilka dni później znaleziono Lewicką nieprzytomną w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego na warszawskich Bielanach, gdzie pracowała. Po dwóch dniach Lewicka zmarła, nie odzyskawszy przytomności. Nie wiadomo, czy było to samobójstwo, nieszczęśliwy wypadek, czy umyślne otrucie.

Przyjaciółką dr Lewickiej była Kazimiera Muszałówna, jedna z pierwszych polskich dziennikarek zajmujących się sportem. Uczestniczyła we wszystkich ważniejszych wydarzeniach sportowych. Do historii przeszły jej bezpośrednie komentarze z olimpiady w Berlinie.

Krzysztof Przybył: Tak oto możemy spiąć klamrą naszą pogawędkę, którą zaczęliśmy od historii „małej Polki” w Berlinie.

Olimpijski Konkurs Sztuki i Literatury

Głównym założeniem igrzysk olimpijskich było propagowanie idei „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Stawiając na rozwój ciała i rywalizację między narodami, założono, że sport jest równie ważną płaszczyzną rozwoju człowieka, jak jego edukacja. Postulat artystycznego podejścia do ludzkiego ciała i aktywności fizycznej podjęto dopiero w czasie igrzysk w Sztokholmie w 1908 r. Wtedy po raz pierwszy w historii odbył się Olimpijski Konkurs Sztuki i Literatury, a rywalizację stoczono w pięciu dyscyplinach: architekturze, malarstwie, muzyce, rzeźbiarstwie i literaturze. W 1928 r. w Amsterdamie dokonano dalszego podziału i w kategorii literatury rozróżniano epikę, lirykę i dramat, zaś w dziedzinie muzyki można było zdobyć nagrodę za piosenkę, utwór instrumentalny bądź orkiestrowy. W Olimpijskich Konkursach Sztuki i Literatury Polacy zdobyli łącznie osiem medali. Jedyną polską medalistką była Janina Konarska-Słonimska, która w Los Angeles w 1932 r. zdobyła srebro za drzeworyt „Narciarze”

 

Czytaj także