Promotor Polskiej Wódki

Fot. Stowarzyszenie Polska Wódka
Fot. Stowarzyszenie Polska Wódka

Z Andrzejem Szumowskim, prezesem Stowarzyszenia Polska Wódka, rozmawia Adam Mikołajczyk.

Adam Mikołajczyk: Jak ocenia pan dzisiejsze umiejscowienie Polski na gospodarczej mapie świata? Czy spełniły się założenia promocji gospodarczej, które pan współtworzył, pracując w latach 90-tych. w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą ?

Andrzej Szumowski: Dokładniej rzecz ujmując, w ministerstwie pracowałem w latach 1990–1994. Następnie zajmowałem się przygotowaniem strategii informacyjnej państwa przed naszą akcesją do Unii Europejskiej i odpowiadałem za promocję UE w Polsce. Miałem wtedy zaszczyt współpracować z panią minister Danutą Hübner, która kilka lat później została pierwszą polską komisarz w UE. Równie ważna dla mojej kariery była funkcja doradcy ministra Włodzimierza Cimoszewicza, w ramach której zajmowałem się promocją gospodarczą realizowaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Wracając do istoty pytania, na początek przytoczę powiedzenie Winstona Churchilla: „Jeżeli masz wizje –- idź do psychiatry”. A mówiąc poważnie, uważam, że trzeba mieć wizje, marzenia, plany, nawet te szalone, bo i one mogą się spełnić. Komu w latach 50-tych. śniło się, że w 1969 roku r. człowiek stanie na księżycu? Podobnie, ani ja, ani moi koledzy nie marzyliśmy na początku lat 90-tych., że Polska będzie miała tak silną i ugruntowaną pozycję w Europie i na świecie. Naszym wielkim sukcesem po drugiej wojnie światowej była odbudowa kraju ze zniszczeń i wykorzenienie analfabetyzmu. Nie mnie oceniać, niech to zrobią przyszłe pokolenia, ale sądzę, że nasi potomkowie uznają lata 1989 –- 2016 za najwspanialszy okres w rozwoju Polski. Przeszliśmy rewolucję w zakresie ustrojowym, gospodarczym, społecznym, rozwoju nauki, zainteresowania świata polską kulturą. To wszystko składa się na wizerunek naszego kraju i fundamenty rozwoju.

Przytoczę pewną historię. Otóż 11 listopada 1988 r., w dniu święta narodowego, będąc w Nowym Jorku (dokąd, jak wielu Polaków, wyjechałem po studiach „za "chlebem”"), uczestniczyłem w spotkaniu z Janem Nowakiem - Jeziorańskim i Wacławem Jędrzejewiczem, biografem Józefa Piłsudskiego. Działo się to w polskiej dzielnicy, na Greenpoincie w Brooklynie. Pamiętam słowa Nowaka - Jeziorańskiego: „Proszę państwa, w ciągu najbliższych 10 lat nic takiego nie wydarzy się na Kremlu, co miałoby jakikolwiek pozytywny wpływ na sytuację w Polsce”. Dziesięć lat później spotkałem go na konferencji w hotelu Marriott w Warszawie i przypomniałem mu jego słowa wypowiedziane w 1988 roku. Odpowiedział: „Proszę pana, wówczas nie było nikogo poważnego na świecie, kto mógłby przewidzieć zdarzenia, jakie nastąpiły w Europie po 1989 r., a zostały zapoczątkowane w Polsce”.

Żyjemy w czasach historycznych, w czasach wielkich przemian. Szybko przyzwyczajamy się do dobrego, zapominając, jak startowaliśmy. Polska nigdy nie wyglądała tak pięknie jak teraz i zapewne nigdy nie będzie rozwijać się tak dynamiczne jak w ciągu ostatnich 25 lat. Choć z drugiej strony mawia się: nigdy nie mów nigdy.

AM: Wielu ekspertów mówi, że nasz wizerunek nie nadąża za rzeczywistością. Kiedy w 2012 r. przyjechali do nas kibice na turniej piłki nożnej Euro 2012 (po raz pierwszy w historii tak licznie), byli zaskoczeni, że mamy Internet bezprzewodowy i czyste, nowoczesne hotele.

AS: Faktycznie, można zgodzić się z tezą, że nasz wizerunek nie dogania realiów, aczkolwiek uważam, że nie należy przejmować się zdziwieniem gości zagranicznych, że nie ma u nas dachów krytych strzechą, lecz mamy dobre hotele, w których personel mówi po angielsku. Każdy rozsądny turysta interesuje się przed podróżą krajem, do którego jedzie, a dzisiaj – w dobie Internetu – zdobycie informacji nie jest wielką sztuką. Wizerunek (jak prawo) nie nadąża za rozwojem społecznym, gospodarczym, cywilizacyjnym. Inna sprawa, że na reputację pracuje się latami, i wszyscy obywatele Rzeczpospolitej (świadomie, lub nie) mają w tym udział. Każdy Polak jest ambasadorem kraju. Oficjalnie, za budowę wizerunku odpowiadają przede wszystkim rząd, dyplomacja i odpowiednie agencje. Ktoś kiedyś policzył, że aż 66 instytucji państwowych ma w swoich statutach wpisane kreowanie wizerunku Polski. Nikt też nie zdejmie odpowiedzialności za obraz kraju z organizacji pozarządowych, fundacji, stowarzyszeń, a także firm (jest ich w Polsce 2 mln), które najczęściej nawiązują własne relacje z zagranicznymi partnerami. Trzeba także pamiętać o 16 milionach zagranicznych turystów odwiedzających Polskę w ciągu roku. Każdy z nich po powrocie do domu opowiada o swoich wrażeniach z pobytu, o tym, co widział, jakich ludzi spotkał, a tym samym skutecznie promuje nasz kraj (o ile oczywiście pobyt był udany).

Wizerunek Polski na świecie nie odpowiada jeszcze naszej rzeczywistości, powinien być znacznie lepszy. Wykonaliśsmy w tej mierze gigantyczną pracę –- już nikt w Ameryce nie opowiada Polish jokes, nikt w Niemczech nie myśli pejoratywnie o Polnische Wirtschaft, Poland rzadziej jest rozumiane jako Holland. Polska stała się miejscem, które promieniuje na Europę i świat. Oczywiście pomogły nam w tym różne wydarzenia, takie jak wybór Karola Wojtyły na papieża, powstanie Solidarności, obrady Okrągłego Stołu, wejście Polski do NATO i do UE. To były momenty, kiedy reflektory świata zostały zwrócone na nasz kraj. Równie istotne dla naszego wizerunku było uniknięcie recesji podczas światowego kryzysu gospodarczego. Byliśmy jedynym dużym krajem (tzw. zieloną wyspą), którego z jakiegoś powodu kryzys nie dotknął.

 

AM: Obecny rząd ogłosił „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, w którym zakłada się, że marka kraju będzie tworzona poprzez silne marki produktów eksportowych. To jest chyba dobra wiadomość dla polskiej wódki?

AS: Z przyjemnością poprę każdą strategią, która ma na celu budowanie pozytywnego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej, nie tylko w wymiarze gospodarczym. Pamiętajmy, że na tworzenie wizerunku wpływ ma nie tylko gospodarka, nie tylko markowy eksport czy rozpoznawalne na świecie produkty, ale też poziom wiedzy społeczeństwa, atrakcje przyrodnicze, turystyczne, kuchnia narodowa, poziom kultury kraju, nasz charakter narodowy. Najpiękniejszy kraj, w którym mieszkają smutasy i nudziarze, nie będzie dobrze postrzegany na świecie. À propos markowego eksportu – polska wódka jest jak dotąd jedynym polskim globalnym produktem eksportowym rozpoznawalnym na rynkach całego świata. Wszystkie najbardziej znane kraje mają swój alkohol, którym się szczycą i który promują. Z Francji jest koniak i szampan, ze Szkocji – whisky, z Meksyku – tequila, z Grecji – ouzo. W Polsce mamy wódkę, która jest znana na całym świecie, a także miody i nalewki godne promocji i wsparcia.

AM: W tym roku mija 10. rocznica powołania Stowarzyszenia Polska Wódka. Jego celem jest reprezentowanie interesów branży oraz promocja polskiej wódki w kraju i za granicą.

AS: Tak, te cele – mówiąc górnolotnie – są wypisane na sztandarach naszej organizacji. Tworząc Stowarzyszenie, uznaliśmy, że polska wódka wymaga tego, aby profesjonalnie i skutecznie ją promować i chronić jej interesy w kraju i za granicą. Wzorowaliśmy się na istniejących już organizacjach, takich jak Scotch Whisky Association i Gin and Vodka Association w Wielkiej Brytanii oraz Cognac Association we Francji. O polskiej wódce 10 lat temu mówiono w kraju z pewnym zażenowaniem, nie uznawano jej za produkt, którym można się chwalić. Wtedy usilnie poszukiwano polskiej Nokii, która była symbolem innowacyjności i rozpoznawalności na świecie. Wskazywałem, że to właśnie wódka może mieć taki status. Potwierdził to nawet Wally Olins, guru brandingu narodowego, który podczas konferencji w Sejmie RP w listopadzie 2004 r. powiedział, że jedyną polską produktową marką globalną jest wódka Wyborowa. Przez minione 10 lat Stowarzyszenie zmieniło postrzeganie polskiej wódki przez Polaków, w tym również decydentów odpowiadających za promocję w ministerstwach: gospodarki, rolnictwa, kultury czy turystyki. Udało nam się uzyskać zrozumienie i istotne wsparcie, dzięki czemu mogliśmy zaproponować wykorzystanie marki Polska Wódka do promowania kraju na świecie.

Tak się szczęśliwie złożyło dla Stowarzyszenia Polska Wódka, że organizacja powstała w momencie, kiedy w Brukseli debatowano nad unijną definicją polskiej wódki. Powstała koszmarna definicja, która jest dla mnie obrazą dla tradycji, nie ma nic wspólnego z historią produktu i technologią wytwarzania. Przegraliśmy batalię, ale wtedy po raz pierwszy za polską wódką ujęły się media, władze i polska dyplomacja. Nad jej przyszłością zapłakali także producenci. Dzięki temu przyjęto w kraju ustawowe określenie polskiej wódki, uwzględniające oznaczenie geograficzne, odwołujące się do historii, tradycji i kultury naszego narodu. Była to, o ile wiem, jedna z nielicznych ustaw uchwalonych jednogłośnie. 

AM: Kiedy dwa lata temu byłem na światowych targach turystycznych World Travel Market w Londynie, ze zdziwieniem spostrzegłem, że najwięcej ludzi interesowało się turystycznym szlakiem whiskey w Irlandii. Wiem, że Stowarzyszenie patronuje otwarciu muzeum wódki na warszawskiej Pradze.

AS: Do tej pory nie było takiego miejsca w Polsce, gdzie można byłoby zapoznać się z całą tradycją polskiej wódki. Dlatego postanowiliśmy powołać Akademię Polskiej Wódki, której częścią będzie właśnie muzeum. Odwiedzający, zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy, będą mogli zapoznać się z całym dziedzictwem tego trunku, a potem z pewnością staną się jego ambasadorami, tak jak ambasadorami francuskiego wina, koniaku, szampana czy calvadosu są Francuzi, a szkockiej whisky –- Brytyjczycy. Każdy Anglik potrafi snuć godzinne opowieści o whisky, wskazać destylarnie, w których można zobaczyć cały proces produkcji i przekonać się, jak smakuje. My także będziemy mieli takie magiczne miejsce, gdzie zaprezentujemy wódkę w ultranowoczesnej odsłonie i historycznym aspekcie. Połączymy wódkę z polską, tradycyjną kuchnią, której ona zawsze towarzyszyła podczas biesiad. To cudowne określenie, którego nie ma chyba żaden naród na świecie. Biesiada, czyli forma uroczystego spędzania czasu w miłym towarzystwie przy suto zastawionym stole, gdzie uczestnicy toczą dysputy na błahe i poważne tematy, zaś od stołu wstają ukontentowani i w dobrych nastrojach. Taką atmosferę chcemy stworzyć w muzeum, które ma dokumentować przeszło 600-letnią historię i tradycję wytwarzania wódki na ziemiach polskich. Mieścić się będzie na terenie dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek „Koneser”. Otwarcie jest planowane na 2017 r. Chcielibyśmy, aby powstał klaster muzeów warszawskich, które będą się wzajemnie promowały. Liczymy na biura informacji turystycznej w Warszawie, liczymy na polską dyplomację, na Polską Organizację Turystyczną, wreszcie na zainteresowanie mediów, aby wieść o tym wyjątkowym miejscu poszła w świat. 

AM:  Czy może pan zdradzić więcej szczegółów dotyczących muzeum?

AS: Co nieco mogę już ujawnić. Pokażemy historię wódki od jej początków, sięgających końca XIV w., kiedy to na polskich ziemiach pojawiła się technologia destylacji i alembik, czyli urządzenie do destylacji, stosowane do dzisiaj przy produkcji whisky. Słowo „alembik” pochodzi z języka arabskiego, tak samo jak słowo alkohol –- al-kuhl. Przedstawimy dzieje wódki w kontekście polskiej kultury i tradycji, ukażemy jej obecność w polskiej sztuce, a zwiedzanie kończyć się będzie możliwością degustacji. Szczególnie podkreślimy wagę definicji polskiej wódki i rolę gorzelni w procesie wytwórczym, unikatowy kunszt pracy gorzelnika, wywodzący się z historii i tradycji. Będziemy też oferować pamiątki związane z polską wódką, w tym książki o jej dziejach. 

AM: Na światowym rynku wódek trwa ostra konkurencja, w szczególności silnym zagrożeniem dla nas jest wódka rosyjska. Czy Rosja czynnie lobbuje na rzecz swojej wódki?

AS: Od kilku lat Rosjanie pracują nad stworzeniem definicji rosyjskiej wódki, gdyż podobnie jak my uważają, że ważne jest oznaczenie rodzimego produktu. Wódka, jako gatunek alkoholu narodziła się w Polsce, więc my jesteśmy matecznikiem, wzorcem, do którego inni starają się dostosować. Choć oczywiście wielu wprowadza swoje modyfikacje, dotyczące surowca lub sposobu produkcji. Rzeczywiście toczy się między Polską i Rosją spór historyczny i wizerunkowy, kto był pierwszy i czyja wódka jest lepsza. Rosyjski produkt jest dobry, ale to my byliśmy pionierami, więc konsumując wódkę, pamiętajmy, że nie pijemy jakiś tam alkohol, ale spotykamy się z „czystą” tradycją. Paradoksalnie spór o pierwszeństwo i jakość, pomaga obu stronom, bo zwraca uwagę mediów, dzięki czemu można przekazać więcej treści o dziedzictwie i historii. 

AM: Zakładam, że wybierając alkohol na prezent czy do domu, z oczywistych względów zdecyduje się pan na polską wódkę. Czy lubi pan również inne polskie produkty i kieruje się zgodnie z ideą patriotyzmu konsumenckiego? Czy pochodzenie towaru powinno mieć znaczenie dla klientów?

AS: Jak najbardziej tak! Polacy, jako świadomi patrioci powinni wybierać polskie produkty z kilku powodów. Po pierwsze, jest to przejaw współczesnego patriotyzmu. Na szczęście nie ma dziś potrzeby ginąć za ojczyznę, ale można łatwo przyczynić się do budowania jej siły. Trzeba korzystać z produktów wytworzonych z polskich surowców, w Polsce, przez Polaków, w oparciu o polską myśl technologiczną. Tak dużo mówi się o polskim jabłku, a tymczasem nadal spożywamy więcej soku pomarańczowego i grejpfrutowego niż jabłkowego. Już dawno minęły czasy, kiedy „zagraniczne” znaczyło „lepsze”. To, co produkuje nasz przemysł spożywczy, w lwiej części zostało wyhodowane na naszej ziemi i trafia w nasz smak. Nasze przetwórstwo rolno-spożywcze jest najnowocześniejsze w Europie  i ma bezdyskusyjną jakość. Powinniśmy być dumni z polskich produktów! Ten patriotyzm powinien być zakodowany gdzieś w umyśle, jako bezwarunkowy odruch. Kupuję nie dlatego, że „dobre, bo polskie”, ale dlatego, że „dobre i polskie”. Chcę w tym miejscu oddać cześć i należny honor Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, która od 26 lat realizuje program promocji polskich produktów i usług. Godło „Teraz Polska” widnieje na najlepszych polskich wyrobach jako pieczęć gwarancji jakości. Trzymam kciuki za dalszy rozwój tej inicjatywy, która spełnia rolę marki narodowej.


Andrzej Szumowski 

absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Podyplomowych Studiów Public Relations w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Karierę zawodową rozpoczął w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. W 1994 r. objął funkcję pełnomocnika zarządu Agros Holding S.A.. W 1997 r. został mianowany podsekretarzem stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. W roku 1998 był doradcą szefa Kancelarii Prezydenta RP. Do 2001 r. sprawował również funkcję doradcy prezesów spółek Polkomtel S.A. oraz Agros Holding S.A. W 2001 r. objął stanowisko dyrektora komunikacji, a później dyrektora public affairs w Agros Holding S.A. W latach 2002 – 2005 był doradcą ministra spraw zagranicznych. W roku 2003 został powołany na wiceprezesa zarządu Wyborowej SA. Andrzej Szumowski jest prezesem Stowarzyszenia Polska Wódka od momentu jego powstania w 2006 r.


Polska Wódka

oznaczenie geograficzne nadawane markom wódki otrzymywanym z etanolu pochodzenia rolniczego, powstającym wyłącznie z tradycyjnych zbóż (żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa, pszenżyta) lub ziemniaków uprawianych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Cały proces jej produkcji i rozlewu musi zostać przeprowadzony na terenie Polski. Może ona dodatkowo być leżakowana dla nadania jej szczególnych właściwości organoleptycznych. W świetle polskiego prawa nazwę Polska Wódka może nosić jedynie wódka nie zawierająca dodatków innych niż woda, oraz wódka smakowa o nadanym dominującym smaku innym niż smak surowców użytych do jej wyrobu, zawierająca naturalne środki aromatyczne, a w szczególnych przypadkach barwniki, o maksymalnym poziomie cukru wyrażonym jako cukier inwertowany nieprzekraczającym 100 gramów na litr czystego alkoholu. Polska jest czwartym co do wielkości rynkiem wódki na świecie (po Rosji, USA i Ukrainie).

Czytaj także