Prof. Krystyna Skarżyńska: pandemia może się stać wydarzeniem formatywnym, zmieniającym stosunek kolejnych pokoleń do polityki

Pandemia może się stać wydarzeniem formatywnym, zmieniającym stosunek kolejnych pokoleń do polityki
•    Pandemia wymusza na nas zachowanie dystansu fizycznego. Ale to nie to samo, co ograniczenie kontaktów społecznych. Zmieniliśmy reguły i drogi spotkań z innymi ludźmi.
•    Czy w wyniku pandemii pojawiło się w naszych postawach coś zupełnie nowego? Może to być powiązanie przez społeczeństwo polityki z jakością życia „zwykłych obywateli”, uznanie, że polityka ma wpływ na naszą codzienność.
•    Im mniej ktoś ufał innym ludziom oraz im więcej dostrzegał zagrożeń, tym bardziej przestrzegał rządowych zaleceń.
•    Pandemia, podobnie jak i inne nieszczęścia, jakie dotykają społeczeństwa, jest testem władzy. Oceniana jest jej skuteczność, zaangażowanie, ale także zdolności przywódcze, komunikacyjne oraz charakterystyki moralne.
•    Młodzi idą raczej w kierunku wartości nietradycyjnych. Wolność wyboru drogi życiowej i ekspresji różnych tożsamości, świeckość państwa, ochrona środowiska naturalnego są dziś deklarowane przez nich jako wartości częściej niż kilka lat temu.
•    Materializm nie oznacza braku wartości, tylko koncentrację na szczególnej kategorii zasobów, czyli dobrach materialnych. Czasem także szacunek dla tych, którzy mają więcej niż inni, a pogardę dla tych, którzy niczego nie mają.

Z prof. Krystyną Skarżyńską rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Czy koronawirus jest podobny do człowieka, w takim rozumieniu, że tak jak my próbuje przetrwać, potrzebuje energii, próbuje się powielić?

Krystyna Skarżyńska: Jeśli nawiązuje pan do znanej tezy psychologicznej o roli podobieństwa w kształtowaniu się postaw, to raczej wątpię, by dostrzeżenie tak ogólnych podobieństw między człowiekiem a wirusem miało prowadzić do naszej większej sympatii wobec wirusa. Ale wiedza o tym, że jest ekspansywny i zmienia się, może przydać się nam do tego, by utrzymywać czujność, czyli zachowywać zasady bezpiecznego dystansu i nosić maseczki w miejscach publicznych, nawet po szczepieniu. A także – by prowadzić i wspierać badania naukowe.

Prof. Krystyna Skarżyńska / fot. Kamil Broszko

KB: Rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2 zależy od fizycznej bliskości między ludźmi. W konsekwencji walka z pandemią wywróciła do góry nogami podstawowe aspekty naszego funkcjonowania. Kontakty społeczne, czyli sprawa podstawowa dla istot społecznych, zostały zupełnie zachwiane. Czy wobec tak przemożnego wpływu COVID-19 powołano już osobną dyscyplinę: psychologię koronawirusa?

KS: Nie powstała jeszcze odrębna dyscyplina, nawet nie jestem pewna, czy jest taka merytoryczna potrzeba. W 1990 r. opublikowano artykuł „Epidemic psychology: a model” (Strong, 1990), w którym przedstawiono wnioski płynące z kilku dekad badań nad psychologicznymi aspektami różnych epidemii, pokazano wspólne ich fazy i zbadane aspekty. W aktualnie publikowanych tekstach prawie nikt do tego nie nawiązuje.

Na razie raczej gromadzimy dane, niż tworzymy szerokie teoretyczne modele i prognozy. W 2020 r. powstało wiele empirycznych prac psychologicznych na temat tego, czy i jak pandemia kształtuje emocje i zachowania jednostek, lokalnych społeczności i całych społeczeństw. Publikowane dziś profesjonalne artykuły i raporty na temat pandemii odwołują się do teorii i metodologii badań prowadzonych od lat nad psychologicznymi, społecznymi, gospodarczymi i politycznymi efektami różnego rodzaju katastrof naturalnych, takich jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, huragany, powodzie, wielkie pożary, a także poprzednie pandemie, choćby SARS czy AIDS.

AUTOPROMOCJA

W zrozumieniu wpływu pandemii na życie jednostek i grup pomagają znane teorie psychologiczne, na przykład teoria opanowywania trwogi (TOT; Greenberg, Pyszczynski i in., 1990), która wyjaśnia, dlaczego i jak poczucie zagrożenia czy lęk egzystencjalny zmieniają postawy wobec grupy własnej i obcej oraz dlaczego w sytuacjach zagrożenia życia bardziej wyraziste i silniej bronione są pewne wartości. Teoria konserwacji i ochronnej roli zasobów (Hobfoll, 1989; 1998) pozwala zrozumieć, dlaczego reakcje ludzi na pandemię i inne katastrofy dotykające społeczności zależą od tego, jaką pozycję społeczną zajmujemy i jakie mamy źródła wsparcia społecznego.

Inne teorie tłumaczą postawy i zachowania bagatelizujące prawdopodobieństwo własnego zarażenia się wirusem. Możemy tu wymienić zjawisko tzw. nierealistycznego optymizmu (Weinstein, 1980; 1984; Sanna, 1998). Reakcje emocjonalne i zdrowotne konsekwencje pandemii pomagają zrozumieć ogólne teorie stresu, wsparcia społecznego, a także teorie pewnych psychologicznych dyspozycji czy różnic indywidualnych, takich jak neurotyczność, zapotrzebowanie na stymulację. Ostatnio ukazały się publikacje na temat związków pewnych zespołów przekonań oraz cech osobowości z akceptacją prozdrowotnych postaw i zachowań, w tym – postawy wobec szczepień.

Pandemia wymusza na nas zachowanie dystansu fizycznego. Ale to nie to samo, co ograniczenie kontaktów społecznych. Zmieniliśmy reguły i drogi spotkań z innymi ludźmi, ale pandemia – zwłaszcza w pierwszych miesiącach – wyzwoliła potrzebę rozmowy z różnymi osobami. Telefony, Internet, media społecznościowe – czyli kontakty zapośredniczone – wykorzystywaliśmy częściej niż przed pandemią.

Od kilku dekad, od znanego eksperymentu Stanleya Schachtera nad dodatnim związkiem między lękiem a potrzebą afiliacji (bycia razem z innymi, którzy także czegoś podobnego się obawiają), wiadomo, że są też pewne różnice indywidualne w sile tej potrzeby. Na przykład jedynacy i pierworodni szczególnie potrzebują obecności innych, gdy odczuwają jakiś niepokój; inne osoby częściej wybierają w takich sytuacjach samotność. Jeszcze inne badania, ale i potoczne obserwacje, przekonują, że częstość dobrowolnego kontaktu z innymi (nawet telefonicznego) zwiększa bliskość i wzajemną sympatię, ale też – szczególnie w trudnej sytuacji –  sygnalizuje bliskość więzi, zainteresowanie. I daje wsparcie, co wzmacnia nasz psychiczny i fizyczny dobrostan. Z drugiej strony ciągła obecność nawet kochanych i bliskich nam osób na małej przestrzeni, pozbawienie intymności, wystawienie na stałą obserwację przez domowników – co miało i ma często miejsce podczas pandemii – czynią wielu osobom piekło, wyzwalają złość, zmęczenie, depresję, często agresywne zachowania.

KB: Jak polskie społeczeństwo zareagowało na pandemię?

KS: Pierwszy miesiąc pandemii był pełen lęków, co jest wyjaśniane zarówno nowością, jak i skalą zagrożenia, wzmacnianą przez pełne grozy obrazy z Lombardii i innych miast włoskich czy francuskich. Liczba oficjalnie wskazywanych zachorowań i zgonów z powodu COVID-19 do lata 2020 r. nie była w Polsce szczególnie wysoka, była nawet niższa niż w wielu krajach Europy. Tłumaczymy to obiektywnymi, strukturalnymi charakterystykami naszego społeczeństwa: w Polsce ok. 40 proc. ludności mieszka poza wielkimi skupiskami miejskimi, jest mniej osób powyżej 80. roku życia niż we Włoszech, Francji i Niemczech, charakteryzuje nas mniejsza mobilność (mniej podróżujemy), ale także – nawet w „normalnych”, przedpandemicznych czasach – rzadziej niż społeczności południowej i zachodniej Europy wychodzimy z domu, by spotkać się ze znajomymi, obejrzeć nową wystawę, wysłuchać koncertu czy zjeść kolację w restauracji.

Paradoksalnie można powiedzieć, że pewne nasze kulturowo-społeczne deficyty w postaci mniej szerokich niż w innych krajach Europy kontaktów społecznych, a także niskie ogólne zaufanie do ludzi – o czym za chwilę powiem więcej – powstrzymały rozprzestrzenianie się epidemii. Przez cały marzec 2020 r. siedzieliśmy w swoich domach, ulice się wyludniły, szybko napełniliśmy lodówki, uzupełniliśmy zapasy cukru, makaronu, mydła i papieru toaletowego. Dzieci cieszyły się, że nie idą do szkoły, dorośli – że nie widują swoich szefów. Tylko dziadkowie od początku płakali, że nie widzą swoich wnuków. Około 80 proc. dorosłych Polaków akceptowało ograniczenia kontaktów, deklarowało, że przestrzega zasady dystansu fizycznego w przestrzeni publicznej i kwarantanny, a także zgadza się na karanie osób nieprzestrzegających rządowych restrykcji (por. raport z badań, Maj i Skarżyńska, 2020). Nie stwierdziliśmy wtedy istotnych związków między deklaracjami przestrzegania restrykcji a poparciem dla rządzącej partii. Nieco mniej skłonni do akceptacji tych zasad byli zwolennicy Konfederacji, najmłodsi badani mężczyźni – między 18. a 24. rokiem życia – oraz  mieszkańcy wsi. Natomiast czynnikiem silnie różnicującym postawę wobec zaleceń i restrykcji związanych z pandemią okazał się poziom zgeneralizowanego zaufania oraz percepcja zagrożenia w otaczającym świecie. Im mniej ktoś ufał innym ludziom oraz im dostrzegał więcej zagrożeń, tym bardziej przestrzegał rządowych zaleceń. Nie głównie dlatego, że rządzący nam je narzucili, ale raczej dlatego, że przy wysokim poziomie zgeneralizowanej nieufności społecznej większość Polaków uznała, że musi samodzielnie chronić siebie i swoich bliskich właśnie poprzez siedzenie w domach i zachowywanie dystansu fizycznego.

KB: Ale przestrzeganie norm rozumiemy dziś trochę inaczej niż rok temu. Czy zmiany naszego postrzegania zjawisk i zmiany postaw będą miały charakter trwały i będą wpływały na funkcjonowanie i relacje również po pandemii?

KS: Pewne postawy społeczne są trwałe i pandemia raczej je wzmacnia, inne – takie jak poziom akceptacji rządowych zaleceń i ograniczeń – wyraźnie się zmieniały w toku jej trwania. Już w końcu maja, czyli po dwóch miesiącach od stwierdzenia w Polsce pierwszych zakażeń, deklarowany poziom przestrzegania restrykcji zmniejszył się o 20 punktów procentowych. Zmienił się także dominujący w świadomości Polaków obszar obaw: przesunął się ze sfery lęku o zdrowie własne i najbliższych do sfery ekonomicznej. Mniej osób deklarowało gotowość pomagania ludziom, nieznanym osobiście rodzinom, instytucjom pozarządowym, a więcej wierzyło w różnego rodzaju spiski. Natomiast poziom zaufania do ludzi oraz percepcja zagrożenia w świecie społecznym pozostają bez wyraźnych zmian od połowy lat 90. XX w. Mniej stabilne niż ogólne zaufanie do ludzi jest zaufanie do władzy – w kolejnych miesiącach pandemii spadało. Coraz więcej Polaków uznawało, że rządzący nie podają rzetelnych informacji o liczbie zarażonych i zmarłych z powodu COVID-19 oraz że wykorzystują pandemię do załatwiania własnych interesów osobistych i partyjnych.

W końcu maja uderzająco wysoka była motywacja kolektywnego bezpieczeństwa: ponad 80 proc. ogólnopolskiej próby dorosłych sądziło, że jest u nas za dużo chaosu, niestabilności i bałaganu, brakuje natomiast dbania o społeczne bezpieczeństwo, przewidywalności i porządku (Skarżyńska, 2020). Twórcy tego konstruktu, Duckitt i Bizumic (2007), uznają wysoką motywację kolektywnego bezpieczeństwa za właściwość grupy (czy szerszej społeczności) bliską grupowemu autorytaryzmowi. W RPA, Nowej Zelandii i USA okazywała się silnie dodatnio związana z poparciem dla autorytarnego przywódcy i niechęcią do obcych, zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia grupy. W Polsce takich związków nie stwierdziłam, ale silniejszej motywacji kolektywnego bezpieczeństwa towarzyszyła wyraźnie mocniejsza akceptacja rządowych restrykcji i wyższy poziom nieufności do ludzi. Gdyby ta potrzeba silnie i na długo zakorzeniła się w naszym społeczeństwie, mogłaby być istotnym źródłem poparcia dla autorytarnych rządów. W końcu maja 2020 r. ujemnie korelowała z liberalną autoidentyfikacją, ale nie wiązała się z poparciem dla poszczególnych partii. Prawdopodobnie dlatego, że zarówno partie rządzące, jak i opozycyjne mówiły wtedy o potrzebie bezpieczeństwa.

Czy pojawiło się w naszych postawach coś zupełnie nowego, co zostanie z nami na dłużej? Może to być powiązanie przez społeczeństwo polityki z jakością życia „zwykłych obywateli”, uznanie, że polityka ma wpływ na naszą codzienność. Możliwe jest zwrócenie większej społecznej uwagi na funkcjonowanie państwa w sferze bezpieczeństwa zdrowotnego, polityki edukacyjnej, starannego tworzenia prawa i jego przejrzystości. A w sferze psychicznej – może nastąpi przesunięcie wagi niektórych wartości. Trudno jednak mi wskazać, czy będzie to powrót do tradycji i bezpieczeństwa, społecznego konformizmu, czy raczej zwrócimy się ku umacnianiu bliskich związków, twórczości, pełniejszej ekspresji siebie, otwartości na innych. Popularne dziś psychologiczne teorie osobistych wartości i związanych z nimi przekonań sugerują, że zagrożenie będzie nas pchało ku wartościom konserwatywnym (np. teoria motywowanego poznania społecznego; Jost, Glaser, Kruglanski i Sulloway; 2003). Bardziej optymistyczna jest koncepcja Ingleharta (2003, 2008), która mówi o globalnym trendzie w kierunku wartości świeckich i ekspresji siebie, który wiąże się z rozwojem ekonomicznym i demokratyzacją polityki. Młodzi idą raczej w kierunku wartości nietradycyjnych. Wolność wyboru drogi życiowej i ekspresji różnych tożsamości, świeckość państwa, ochrona środowiska naturalnego są dziś deklarowane przez nich jako wartości częściej niż kilka lat temu.

KB: Uczeni psychologowie już dawno temu odkryli, że umysł ludzki średnio sobie radzi ze złożonością, niejednoznacznością, z szacowaniem prawdopodobieństwa. Czy w minionym roku badano, jaki wpływ na funkcjonowanie poznawcze ma sytuacja owej szczególnej presji?

KS: Wspomniałam wcześniej o wykorzystywaniu pojęcia nierealistycznego optymizmu – czyli błędu poznawczego polegającego na niedoszacowaniu prawdopodobieństwa negatywnych zdarzeń – dla wyjaśnienia negowania skutków pandemii, niepodejmowania prozdrowotnych zachowań, negowania potrzeby noszenia masek i zachowywania dystansu fizycznego lub szczepień. W Polsce pracuje nad tym zespół prof. Dariusza Dolińskiego. Są także badania łączące akceptację różnych teorii spiskowych związanych z pandemią COVID-19 z tzw. niską tolerancją niepewności i potrzebą domknięcia poznawczego, czyli szybkiego redukowania niepewności, gdy trzeba sprawnie znaleźć wyjaśnienie w nowej, niejasnej i wieloznacznej sytuacji, jaką jest także pandemia. Wiadomo, że silna potrzeba domknięcia poznawczego wiąże się zarówno z treścią poglądów politycznych (sprzyja akceptacji poglądów konserwatywnych, por. Jost i in., 2003; Kossowska i Van Hiel, 2003; Kruganski, 2004), jak i z siłą emocjonalnego zaangażowania politycznego (Kossowska, 2005). Także w naszych badaniach konserwatyzm sprzyjał akceptacji rządowych restrykcji, natomiast liberalizm ujemnie korelował z akceptacją ograniczeń. Trzeba jednak dodać, że nie tylko poznawcze charakterystyki konserwatystów i liberałów, ale też ideologiczna identyfikacja z obozem władzy odgrywa istotną rolę, zwłaszcza w późniejszych falach pandemii (por. Maj i Skarżyńska, 2020; Skarżyńska, 2020).

KB: Pani profesor specjalizuje się m.in. w psychologii politycznej. Jak pandemia wpłynęła na nasz ogólny stosunek do władzy?

KS: Pandemia, podobnie jak i inne nieszczęścia, jakie dotykają społeczeństwa, jest testem władzy. Oceniana jest jej skuteczność, zaangażowanie, ale także zdolności przywódcze, komunikacyjne oraz charakterystyki moralne. To władza, a nie indywidualni obywatele, ma obowiązek dbania o stan opieki zdrowotnej w kraju, wykształcenie odpowiedniej do potrzeb kraju liczby pracowników medycznych, zaopatrzenie w leki i środki ochronne. Ma też – czy raczej powinna mieć – przygotowane plany awaryjne, odpowiednie zapasy leków, orientację na temat tego, co dzieje się w świecie, zna także prognozy dotyczące zagrożeń. W języku psychologicznym mówimy, że w okresie pandemii zwiększa się poznawcza dostępność władzy, jej instytucji i poszczególnych osób. Nasze obywatelskie oczy stają się szerzej otwarte na to, co robi władza. A to, co robi – i czego nie robi, a powinna – odnosimy do naszych oczekiwań.

Teoria ról i wyniki licznych badań dowodzą, że im wyższa pozycja w hierarchii władzy, tym większa przypisywana odpowiedzialność. Nasze badanie z czerwca ubiegłego roku pokazuje, że rzeczywiście Polacy przypisują rządzącym większą odpowiedzialność za poziom zachorowań na COVID-19 niż innym czynnikom, takim jak brak przestrzegania procedur i zaleceń przez obywateli, cechy samego wirusa czy przypadek lub los (Skarżyńska, Urbańska, Radkiewicz, 2021). Poziom przypisywanej odpowiedzialności istotnie wiąże się z identyfikacją partyjną: osoby głosujące na partie opozycyjne istotnie przypisują wyższą odpowiedzialność rządowi, niż czynią to osoby popierające Zjednoczoną Prawicę. Ale także im więcej widzimy przejawów niepraworządności w postępowaniu władzy, tym przypisujemy rządzącym więcej odpowiedzialności za efekty COVID-19. Można powiedzieć, że – jak to zwykle bywa – poczucie więzi z władzą i popieranie jej działają jak środek uspokajający, znieczulają na jej błędy, przekręty, brak empatii. Ale nie całkiem usypiają: z naszego badania wynika, że objawy łamania praworządności dostrzega większość dorosłych Polaków, nie tylko zwolennicy opozycji. Pandemia szerzej odsłoniła władzę, pokazała, jak silnie utożsamia interes partii z interesem państwa lub społeczeństwa (nacisk na majowe wybory), jak wykorzystuje pandemię do realizacji osobistych lub partyjnych interesów materialnych, jak nie potrafi komunikować się z obywatelami, podaje sprzeczne zasady postępowania, nie zna realnej liczby zachorowań, bo ciągle mało testuje. A jednocześnie codziennie ogłasza, jak świetnie sobie radzi z pandemią. Dysonans między codziennymi doświadczeniami obywateli a rządową propagandą sprawia, że rządzący tracą wiarygodność i zaufanie społeczne. Widać to w kolejnych sondażach.

KB: Czy pandemia stanie się podwaliną jakiegoś nowego mitu założycielskiego w polityce bądź punktem odniesienia na wiele lat do przodu, takim jak choćby transformacja ustrojowa?

KS: Pandemia może się stać tzw. wydarzeniem formatywnym, zmieniającym stosunek do polityki kolejnych pokoleń. I nie dotyczy to tylko Polski. Może to oznaczać odideologizowanie realnej polityki, traktowanie jej jako praktycznej działalności prospołecznej. Ale to musiałoby jednak oznaczać zarówno zmianę nastawienia wyborców, co już się dzieje, jak i kandydatów do ważnych urzędów – zamiast nastawionych na osobistą karierę narcyzów winni się o nie starać prospołeczni fachowcy reprezentujący różne dziedziny życia.

KB: Jaki jest dziś status psychologii? Czy po tym, gdy przeżywała „hossę” od lat 50. XX w. –odkrywając wspomniany już podstawowy błąd atrybucji czy dysonans poznawczy – dziś musi ustąpić pola neuronauce, biochemii czy może nawet modelowaniu matematycznemu?

KS: Psychologia dzisiaj nie musi ustępować pola innym naukom. Postęp tych nauk, które pan wymienił, sprawił, że wielu badaczy tworzy interdyscyplinarne zespoły, by rozwiązywać istotne problemy, takie jak np. geneza i leczenie uzależnień, strategie komunikacyjne, błędy myślenia, źródła agresji. Nawet treść poglądów politycznych bywa badana z punktu widzenia genetyki czy lateralizacji – przewagi prawej lub lewej półkuli mózgowej. Psychologia jest wciąż atrakcyjnym kierunkiem studiów, corocznie wybieranym przez setki studentów. Nie tylko dlatego, że w egocentrycznym czy narcystycznym świecie pozwala zrozumieć siebie samego. Raczej dlatego, że jest to dziedzina wiedzy bardzo szeroka, pozwala realizować zainteresowania bardzo różnym osobom: prospołecznym humanistom, osobom nastawionym na łączenie nauki o psychice z medycyną, ale także tym, którzy chcą poznać sposoby skutecznego wpływu, nauczyć się kierowania zespołami, współpracy człowieka ze sztuczną inteligencją, poznawać sposoby rozpoznawania sprawców przemocy i robić profesjonalnie wiele ciekawych rzeczy w życiu. Szerokie zastosowanie wiedzy psychologicznej zwiększa szanse absolwentów na rynku pracy. Nawet jeśli decydują się pracować w innym zawodzie – zostają dziennikarzami, aktorami, menedżerami czy zakładają swoje firmy szkoleniowe, studia fryzjerskie albo projektują modę – wiedza psychologiczna zdecydowanie im pomaga.

KB: Czy sztuczna inteligencja będzie najlepszym psychologiem?

KS: Z tego, co wiem dzisiaj o sztucznej inteligencji, nie wynika, by była dobrym psychoterapeutą lub  badaczem. Ale już teraz może psychologom pomagać, na przykład zbierać ważne wstępne dane o pacjencie, wskazywać, gdzie można znaleźć pomoc psychologiczną w konkretnej trudnej sytuacji, czy gromadzić bibliografię. Jest wykorzystywana w psychologicznej edukacji, choćby na temat roli uprzedzeń i stereotypów, czy w praktycznej psychologii pracy – na przykład podpowiada, jak działać w sytuacjach fizycznego zagrożenia. W Polsce wiedza o wykorzystywaniu sztucznej inteligencji jest raczej mała. Oswajanie z różnymi jej formami, pokazywanie zastosowań, zalet i słabości, a także takie jej modyfikowanie, by człowiek łatwiej mógł i chciał z niej korzystać – to także jest ważny dzisiaj kawałek psychologii, obecny w programie studiów psychologicznych.

KB: Mówi się o przedstawicielach dzisiejszej generacji Z, że podstawową formą istnienia jest dla nich obecność w sieci, serwisach społecznościowych itp. Czy da się wyjaśniać ich postawy i zachowania przy użyciu obecnej psychologii, czy to wirtualne istnienie będzie wymagało jakichś nowych badań i teorii?

KS: Owszem, sieć dla młodych jest ważna, ale dla większości z nich nie jest podstawową formą istnienia. Dowodzą tego chociażby dość powszechne dziś narzekania na brak rzeczywistych kontaktów, tęsknota za dotykiem, wspólnym bieganiem, byciem razem z setkami innych na koncercie, wspólnym śpiewaniem czy tańcem. Nawet chodzenie do szkoły – po roku oglądaniu kolegów na ekranie komputerów i smartfonów – stało się obiektem marzeń wielu dzieciaków i nastolatków. Młodzi potrzebują natychmiast pokazać innym, co ciekawego robią, jak się czują, czego nie lubią – to prawda. Ale to ciągłe „sprawozdawanie” raczej jest dodatkiem do ich przeżyć w realu i okazją do czerpania lajków, czyli aprobaty dla tego, co robią, z kim i gdzie są czy jak wyglądają. Młodzi robią to samo, co i my robiliśmy – a może i dalej robimy w całkiem dojrzałym wieku – tylko przy pomocy innych środków. Szybciej i szerzej informują zewnętrzny świat o sobie, co często bywa powodem ich kłopotów, ale też sprawnie i skutecznie potrafią potrzebne im informacje ze świata zdobywać. Potrzeby bliskości, aprobaty, uznania są uniwersalne.

Nie widzę konieczności tworzenia „nowego paradygmatu psychologii” dla zrozumienia najmłodszych generacji. Po prostu wykorzystują nowoczesne formy komunikacji dla realizacji tych samych potrzeb, które starsze pokolenia zaspokajały inaczej. Problemem jest raczej brak głębszego kontaktu między generacjami, z których każda ma poczucie swojej odrębności i wyjątkowości, czy zrozumienia podobieństwa i pewnej specyfiki realizacji potrzeb młodych przez starszych i vice versa.

Moi studenci – aktualnie pracuję z osobami na IV i V roku studiów – błyskawicznie znajdują w Internecie potrzebne im wiadomości na każdy omawiany temat. Dlatego wolą dyskusję, tworzenie projektów badań, spory o to, co warto dzisiaj badać i jak to badać, prezentacje materiałów, które sami zgromadzili, niż samo omawianie przeczytanych lektur; staram się, by na zajęciach była względna równowaga tych form pracy. Są pomysłowi w wyborze formy prezentacji tematu czy problemu, natomiast trudniej przychodzi im konstruowanie dłuższej wypowiedzi pisemnej. To z jednej strony efekt komunikacji przy pomocy e-maili i SMS-ów, a z drugiej – mało mają doświadczeń (zarówno w szkole średniej, jak i na uniwersytecie) z pisaniem czegoś „od siebie”, wyrażaniem i argumentowaniem własnego zdania, ale także dokonywaniem uogólnień i syntez kilku przeczytanych tekstów.

KB: Publicyści definiują nieraz dzisiejszy świat jako pozbawiony wartości, materialistyczny, pełen nihilizmu. Dodatkowo kryzys związany z pandemią ma jeszcze pogłębiać owe słabe parametry współczesnego społeczeństwa.

KS: Świat był i jest nasycony wartościami. Społeczeństwa stają się bardziej wewnętrznie zróżnicowane, chociażby z powodu migracji, społecznego i ekonomicznego rozwarstwienia, różnic w znajomości innych kręgów kulturowych niż własny. Materializm nie oznacza braku wartości, tylko koncentrację na szczególnej kategorii zasobów, czyli dobrach materialnych. Czasem także szacunek dla tych, którzy mają więcej niż inni, a pogardę dla tych, którzy niczego nie mają. W czasach klęsk żywiołowych, także w aktualnej pandemii, gromadzenie i obrona własnych dóbr materialnych zyskują na wartości. Psychologicznie jest to zrozumiałe, nie tylko dlatego, że zamożni ludzie lepiej radzą sobie również w pandemii – mniej boją się utraty pracy czy drożyzny. Dla wielu osób zgromadzone dobra materialne są podstawą samooceny. Są też wysoko cenione w społeczeństwie nastawionym na bezpieczeństwo. Jeżeli jestem zamożny, to także jestem ceniony, a jeżeli widzę, że jestem ceniony, rośnie też moja samoocena. A wysoka samoocena stanowi istotną ochronę przed lękiem egzystencjalnym, który w obecnej pandemicznej sytuacji (zwłaszcza przy 20 tys. nowych zachorowań i setek zmarłych każdego dnia) dotyka miliony ludzi.

Chociaż cykliczne badania World Values Survey pokazują, że w rozwiniętych demokracjach wartości bezpieczeństwa, w tym również materialne, tracą swój priorytet na rzecz autoekspresji i osobistego szczęścia, to jest możliwe, że utrzymująca się pandemia zahamuje nieco owe zmiany. Przypominam, że wiosną 2020 r. ok. 80 proc. dorosłych Polaków chciało większego bezpieczeństwa, stabilności, porządku. Nie jestem pewna, czy Polacy raczej chcą zyskać bezpieczeństwo drogą solidarnego wspólnego wysiłku wzmacniającego państwo i jego opiekuńcze funkcje, czy wolą iść drogą indywidualnych starań o bezpieczeństwo własne i rodziny. Przy niskim zaufaniu do państwa droga indywidualistyczna może wydawać się lepsza. A może jednak ostatni rok przekona społeczeństwo, że sami – nawet bardzo bogaci, zaradni, zdolni, szanowani przez innych – z pandemią, smogiem czy katastrofą klimatyczną nie wygramy?

Wprawdzie sporo badań prowadzonych w różnych miejscach świata pokazuje – przynajmniej w pierwszej fazie pandemii – gotowość społeczeństwa do „jednoczenia się pod wspólną flagą”, to jednak w Polsce tego nie widzę. Pandemia sprzyja polaryzacji wartości i ich uskrajnianiu. Tłumaczę to następująco: w sytuacji egzystencjalnego lęku podkreślanie przywiązania do podzielanych we własnej grupie wartości jest ważnym buforem tego lęku. Podobnie jak wysoka samoocena, ekspresja cenionych wartości i ich obrona (co wiąże się także z dystansowaniem się, krytyką, a nawet agresją wobec tych, którzy je podważają) redukują lęk przed śmiercią. Pozwalają bowiem wierzyć, że jesteśmy – z naszym systemem wartości, światopoglądem – cząstką większej, trwalszej niż nasze życie wspólnoty. Gdy ona przetrwa, jakaś ważna część naszego ja pozostanie żywa w ludzkiej pamięci. Badania wywodzące się z teorii opanowania trwogi (Greenberg, Pyszczynski i in., 1990) dowodzą, że gdy dopuszczamy do naszej świadomości naszą śmiertelność – eksponujemy i gloryfikujemy nasz światopogląd, jesteśmy dobrzy i wyrozumiali dla swoich, natomiast nasilają się uprzedzenia wobec obcych, czyli tych, którzy cenią wartości odmienne od naszych. Pandemia nie tylko nie zatrzymała masowych ulicznych protestów wobec zakazu aborcji, ale nawet wyostrzyła ich formę i zwiększyła liczebność uczestników, bowiem lęk związany z koronawirusem, niekonieczne w pełni uświadamiany przez manifestujących, zwiększył potrzebę wyrazistej ekspresji wartości, które zostały tym zakazem pogwałcone. Wartości tak podstawowych, jak prawa człowieka, wolność, godność, prawo do szczęścia. Zwolennicy zakazu również poczuli potrzebę wyrażenia i wzmocnienia własnych wartości, zwłaszcza że zachęcił ich do tego wicepremier Kaczyński. Jedni i drudzy atakowali przeciwników, broniąc tego, co ratuje ich podzielane grupowo wartości, pozwala ocalić sens ich życia i społeczną tożsamość. Przy silnej polaryzacji nie ma rozmowy, jest tylko coraz głośniejszy krzyk z obu stron. I tak się dzisiaj dzieje niemal w każdej ważnej dla Polaków sprawie.

Grupowa tożsamość młodego pokolenia, świadomość bliskości światopoglądowej, tworzy się i umacnia właśnie przez masowe protesty, ich specyficzną formę, język, poczucie humoru i przede wszystkim przez poczucie uczestnictwa w odrębnym, pokoleniowym doświadczeniu: bezkompromisowej, odważnej obronie praw kobiet, ale i innych wolności oraz prawa do godnego życia w przyjaznej, otwartej na różnorodność, tolerancyjnej Polsce. Masowy protest jest rzeczywiście dla tego pokolenia wyjątkowym, nowym doświadczeniem. Z jednej strony – opresyjnym, z drugiej – dającym radość z bycia razem i nadziei na zwycięstwo, pokazanie swojego sprawstwa. Ale wartości, o które toczy się walka, cenią nie tylko młodzi ludzie. Mogą więc być one podstawą jakiejś szerszej, międzypokoleniowej społecznej tożsamości. To, czy tak się stanie, zależy nie tylko od tego, czy progresywni młodzi zobaczą, że starsi od nich obywatele podzielają „ich” wartości i cele (wydaje się, że już to widzą, bowiem w kolejnych protestach otrzymują wsparcie od starszych osób), ale i od tego, w jakim stopniu starsze i bardziej „centrowe” pokolenia będą zdolne i chętne, by – uznawszy odmienność ekspresji – zobaczyć podobieństwo wielu wartości. To nie różnice pokoleniowe głównie polaryzują dziś polskie społeczeństwo. Mury między Polakami budują ci, którzy różnym światopoglądom nadają skrajnie różne, arbitralne i ogólne oceny moralne. Barierą dla społecznej spójności jest więc moralizacja różnic w wartościach i światopoglądach. A także separacyjne tendencje liderów opozycji, którzy sprawiają wrażenie, że ich grupowe lub indywidualne ego jest ważniejsze niż zatrzymanie autorytarnej władzy.
----
Prof. zw. dr hab. Krystyna Skarżyńska – psycholog społeczny, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się analizą zachowań oraz postaw społecznych i politycznych, zwłaszcza w kontekście zadowolenia z życia i ze społeczno-politycznego status quo. W latach 2014–2016 kierowała projektem badawczym pt. „Akceptacja agresji w życiu społecznym i politycznym. Rola struktur poznawczych, indywidualnej agresywności i czynników sytuacyjnych”, finansowanym ze środków NCN. Autorka licznych publikacji w czasopismach naukowych. Napisała kilkanaście książek, m.in. „Spostrzeganie ludzi” (1981), „Psychospołeczne aspekty decyzji alokacyjnych” (1985), „Konformizm i samokierowanie. Struktura wartości i funkcje” (1991), „Człowiek a polityka. Zarys psychologii politycznej” (2005). „My. Portret psychologiczno-społeczny Polaków z polityką w tle” (2020). Pod jej redakcją naukową ukazały się takie książki, jak „Orientacje społeczne jako element mentalności” (1990), „Understanding Social Change. Political Psychology in Poland” (2006), „Konflikty międzygrupowe” (2008), „Demokracja w Polsce. Doświadczanie zmian” (2004), „Przekonania w życiu jednostek, grup, społeczności” (2009), „Między przeszłością a przyszłością. Szkice z psychologii politycznej” (2009), „Między ludźmi… oczekiwania, interesy, emocje” (2012). Jest członkiem Rady Naukowej Instytutu Psychologii PAN i Rady Programowej Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego (MISO).

Prof. Krystyna Skarżyńska / fot. Kamil Broszko

 

Czytaj także

Najciekawsze artykuły i wywiady wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.