Obrazy traktuję jak żywe istoty

  • Laura Gutowska (fot. autoportret)
    Laura Gutowska (fot. autoportret)

*Mitologia od wieków zajmuje wyjątkowe miejsce w historii sztuki i naturalnie stała się również ważnym punktem odniesienia w mojej twórczości.

*Energię do pracy czerpię ze spotkań z innymi ludźmi. Często to właśnie rozmowa staje się bezpośrednim impulsem do tworzenia.

*Lubię, kiedy w obrazie pojawiają się napięcia i niedopowiedzenia, bo to one uruchamiają wyobraźnię widza i otwierają przestrzeń na indywidualne interpretacje.

*W moim przypadku tworzenie jest bardzo emocjonalne. Jeżeli w jakiś sposób miałabym je scharakteryzować, to powiedziałabym, że jest to ciągła walka, zaś wygranym powinien być obraz.

Z Laurą Gutowską rozmawia Katarzyna Rij.

Katarzyna Rij: Co skłoniło panią do zajęcia się malarstwem?

Laura Gutowska: Malarstwo i rysunek, a szerzej – tworzenie, towarzyszyły mi od najmłodszych lat. Było to dla mnie coś bardzo naturalnego, wręcz wrodzonego, nie potrafiłam się od tego oderwać. Dzięki wsparciu bliskich mogłam rozwijać swoje zainteresowania na zajęciach dodatkowych, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to moja droga. Przełomowym momentem było rozpoczęcie nauki w liceum plastycznym w Nałęczowie. Wtedy upewniłam się, że chcę związać swoją przyszłość zawodową z malarstwem.

Laura Gutowska, „Opowieść o Dafne”, olej na płótnie, 2025 r.

KR: Dlaczego wybrała pani akademię nie w rodzinnej Warszawie, ale w królewskim Krakowie?

LG: Po ukończeniu liceum plastycznego wiedziałam już, że chcę zdawać na malarstwo. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie od dawna mnie fascynowała – jej absolwentki i absolwenci należą do czołówki polskich artystów, co było dla mnie bardzo inspirujące. Choć Warszawa jest moim miastem rodzinnym i mam do niej ogromny sentyment, od 11. roku życia mieszkałam w Nałęczowie. Podejmując decyzję o studiach, postawiłam wszystko na jedną kartę i złożyłam dokumenty wyłącznie do krakowskiej ASP. To było ryzyko, ale opłaciło się – dostałam się i nie żałuję tej decyzji. Akademia w Krakowie okazała się dla mnie wyjątkowym miejscem, nie tylko bardzo wiele się tam nauczyłam, ale też poznałam wspaniałych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję bliski kontakt i na których zawsze mogę liczyć.

Laura Gutowska, „Dafne i Apollo jako czarne słońce”, olej na płótnie, 2025 r.

KR: Dlaczego mitologia stała się pożywką dla pani twórczości?

LG: Mitologia od wieków zajmuje wyjątkowe miejsce w historii sztuki i naturalnie stała się również ważnym punktem odniesienia w mojej twórczości. Jej baśniowa narracja, a jednocześnie zawarta w niej uniwersalna prawda otwierają szerokie pole do interpretacji – zarówno dosłownych, jak i bardziej symbolicznych czy metafizycznych. Nic więc dziwnego, że artyści na przestrzeni wieków tak chętnie do niej sięgali i nadal to robią. Inspirując się dokonaniami dawnych mistrzów, postanowiłam sama zmierzyć się z tematami mitologicznymi. Z czasem okazało się, że ten obszar niezwykle mnie pochłonął. Mitologia wciąż pozostaje żywa i nieustannie odkrywam ją na nowo, odnajdując w niej kolejne znaczenia i inspiracje. Na początku tego roku w Van Rij Gallery w Krakowie miałam wystawę „Lorelei”, na której pokazałam premierowy cykl obrazów, ale też po raz pierwszy moje prace ceramiczne.

Laura Gutowska, „Apollo i Dafne”, ceramika, 2025 r.

KR: Szczególnie wyraźnie widoczna była na tej wystawie figura Dafne. Czy dlatego, że rezonuje z pani osobistymi doświadczeniami?

LG: Mit o Dafne, który stał się głównym punktem wyjścia do powstania tego cyklu, jest dla mnie bardzo osobisty. Wracam do niego częściej niż do jakiejkolwiek innej opowieści. Po raz pierwszy podjęłam ten temat na czwartym roku studiów na krakowskiej ASP, był to zarazem początek całego późniejszego cyklu.

Pamiętam sytuację, kiedy w pracowni odwiedził mnie kolega i zapytał, czy maluję autoportret. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wyjaśnił, że miał na myśli tzw. kompleks Dafne, a sama postać skojarzyła mu się również z moim imieniem.

Historia nimfy, która uciekając przed Apollem, zamienia się w drzewo laurowe, stała się dla mnie niezwykle poruszająca i ostatecznie stała się osią wystawy „Lorelei” w Van Rij Gallery. Zauważyłam, że im bardziej ją analizuję, tym bardziej staje się wielowymiarowa – otwierają się nowe znaczenia i interpretacje.

Dla mnie ten mit to opowieść o lęku, strachu, który chorobliwie paraliżuje przed miłością. Ta historia bardzo silnie ze mną rezonuje, być może rzeczywiście jest w niej coś z autoportretu.

Laura Gutowska, „Pyram i Tyzbe”, ceramika, 2025 r.

KR: Jakie inne inspiracje – wizualne, literackie lub osobiste – towarzyszyły pracy nad tym cyklem?

LG: W moim przypadku inspiracje są bardzo różnorodne. Niewątpliwie wiele pomysłów czerpię z literatury, szczególnie ważnym punktem odniesienia jest dla mnie antyczny poemat „Metamorfozy” Owidiusza, do którego często wracam. Utwór ten opowiada o niezliczonych przemianach zachodzących w mitycznym świecie, a jednocześnie stanowi niezwykle poetycką refleksję nad ludzkimi namiętnościami i emocjami, ukazaną poprzez historie bogów. To dla mnie prawdziwa skarbnica inspiracji. Mam wrażenie, że jego obrazowość niemal sama uruchamia proces tworzenia.

Ogromną rolę odgrywają również podróże, zwłaszcza odwiedzanie galerii i muzeów. Często to właśnie konkretna wystawa staje się impulsem do wyjazdu. Ostatnio byłam w Rzymie, gdzie szczególne wrażenie zrobiły na mnie prace Berniniego, Renata Guttuso i Sandra Chii. Choć spędziłam tam tylko kilka dni, był to bardzo intensywny czas, który przyniósł nowe inspiracje, ale też pozostawił niedosyt. Mam nadzieję, że wkrótce tam wrócę. Energię do pracy czerpię także ze spotkań z innymi ludźmi. Często to właśnie rozmowa staje się bezpośrednim impulsem do tworzenia.

Laura Gutowska, „Dafne”, ceramika, 2025 r.

KR: Wykształciła pani charakterystyczny styl, w którym obrazy przyciągają intensywnością barw i ekspresją postaci, zanim jeszcze ułożą się w pełną opowieść. Jak kształtował się pani indywidualny język artystyczny i co miało największy wpływ na jego rozwój?

LG: Myślę, że mój styl kształtował się stopniowo. W czasie studiów często malowałam akty i martwą naturę. Równolegle rozwijała się moja świadomość malarska, zaczęłam coraz odważniej pracować z figuracją i budować własne kompozycje.

Z czasem coraz wyraźniej kształtowała się też moja wrażliwość kolorystyczna. Początkowo łatwiej było mi operować kolorem w pracach na papierze, później stopniowo wprowadzałam go do malarstwa. Ten moment był dla mnie bardzo odkrywczy, zaczęłam postrzegać kolor jako materię, która nie tylko opisuje formę, ale ją buduje. Dziś mam poczucie, że myślenie kolorem porządkuje proces pracy i pozwala mi odnaleźć klarowność w obrazie.

Kolor buduje harmonię, ale jednocześnie daje możliwość wprowadzania napięć i dysonansów, które wzmacniają ekspresję. Podobnie faktura farby czy ślad pędzla nie są u mnie wcześniej zaplanowane, wynikają bezpośrednio z procesu malowania i konstruowania formy. W mojej praktyce istotne jest łączenie problemów czysto malarskich z warstwą znaczeniową. Zależy mi na tym, aby obraz był jednocześnie opowieścią i autonomicznym doświadczeniem wizualnym.

KR: Jak ważna jest dla pani interakcja widza z dziełem? W jaki sposób obecność odbiorcy wpływa na jego ostateczny kształt i znaczenie?

LG: Interakcja widza z dziełem jest dla mnie bardzo ważna, choć nie w sensie narzucania jednej, konkretnej interpretacji. Podczas malowania skupiam się przede wszystkim na szczerości wobec samej siebie – na obrazie, temacie i emocjach, które są mi bliskie. Mam poczucie, że autentyczność jest wyczuwalna i to właśnie ona pozwala odbiorcy nawiązać z pracą własną relację.

Z mojego doświadczenia wynika, że kontakt z obrazem zaczyna się od odczucia, intuicyjnej, emocjonalnej reakcji, a dopiero później pojawia się potrzeba zrozumienia, szukania znaczeń czy budowania narracji. Lubię, kiedy w obrazie pojawiają się napięcia i niedopowiedzenia, bo to one uruchamiają wyobraźnię widza i otwierają przestrzeń na indywidualne interpretacje.

Choć proces twórczy odbywa się w samotności, spotkania z odbiorcami są dla mnie niezwykle cenne. Rozmowy i interpretacje widzów często mnie zaskakują i inspirują, pokazując nowe perspektywy. Obecność odbiorcy nie zamyka znaczenia dzieła, lecz je poszerza, nadając mu kolejne warstwy i kierunki odczytania.

KR: Najpierw tworzyła pani głównie prace malarskie. Co sprawiło, że zainteresowała się pani ceramiką?

LG: Od kiedy pamiętam, obok malarstwa pasjonowała mnie również rzeźba. Przez pewien czas skupiłam się jednak głównie na rozwijaniu swojej praktyki malarskiej. W ramach poszukiwań twórczych całkowicie zachwyciłam się ceramiką. W moim przypadku pozwala mi ona połączyć rzeźbę z malarstwem – postacie i figury, które pojawiają się w moich obrazach, staram się uchwycić także w formie przestrzennej. Myślę, że te dwa obszary wzajemnie się przenikają i wpływają na siebie. Cieszę się, że postanowiłam zmierzyć się z tą techniką, sprawia mi to satysfakcję, choć jednocześnie jest dużym wyzwaniem. Ceramika, w przeciwieństwie do malarstwa, wymaga więcej cierpliwości. Forma przed pierwszym wypałem musi całkowicie wyschnąć, a sam proces wypalania jest długi i rozłożony w czasie. Najtrudniejsze bywa powstrzymanie ciekawości i zaakceptowanie tego, że na efekt trzeba po prostu poczekać.

Dodatkowym wyzwaniem jest nieprzewidywalność, gdyż nigdy nie da się w pełni kontrolować końcowego rezultatu. Z drugiej strony właśnie ten element zaskoczenia jest bardzo ekscytujący, szczególnie w momencie otwarcia pieca po wypale.

KR: Czy trudności, które pojawiają się w procesie twórczym, traktuje pani jako przeszkodę czy raczej jako element budujący dzieło?

LG: W moim przypadku tworzenie jest bardzo emocjonalne. Jeżeli w jakiś sposób miałabym je scharakteryzować, to powiedziałabym, że jest to ciągła walka, zaś wygranym powinien być obraz. Czasem maluję kilkanaście obrazów jednocześnie. W ten sposób próbuję uniknąć „zmęczenia” obrazu. Zaczynam od pomysłu, nieraz tworzę szkic. Po kilku godzinach malowania jestem nawet zadowolona. Później jednak obraz zaczyna wyglądać zupełnie inaczej, niż planowałam. Narasta we mnie irytacja. Odkładam go. Odnoszę wrażenie, że obrazy najbardziej lubią być oparte o ścianę w pracowni. Mają wtedy szansę odpocząć i malują się same. Traktuję je czasem jak żywe istoty .

Wracam do nich po kilku tygodniach, gdy już zdążyłam oprzeć o ścianę następne. Odpoczynek nam służy. Zwykle wiem wtedy, co dalej zrobić. Czasami zastanawiam się, skąd w moim malarstwie tyle emocji i ekspresji. Zapewne wynika to z wewnętrznej ciekawości. Chcę, żeby oczywiste było nieoczywiste. Maluję w zgodzie ze swoją naturą.

KR: Jak przestrzeń, w której pani pracuje, wpływa na praktykę twórczą?

LG: Od niespełna roku mam możliwość pracować w przestrzeni stworzonej specjalnie dla mnie. Po studiach wróciłam do rodzinnego domu w Nałęczowie i początkowo zaadaptowałam jeden z pokoi na pracownię. Z czasem udało mi się wybudować osobny budynek w ogrodzie – pracownię, która w pełni odpowiada moim potrzebom. W nowym miejscu mam świetne światło i warunki do realizowania wielkoformatowych obrazów, co daje duże możliwości rozwoju i rozmachu. Planuję teraz dwu-, trzy-, a nawet czterometrowe obrazy, a śnią mi się jeszcze większe obiekty. Jestem przekonana, że ich stworzenie to tylko kwestia czasu.

To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie, czuję się w nim swobodnie i bezpiecznie, co bezpośrednio przekłada się na moją praktykę twórczą. To przestrzeń, w której naprawdę lubię przebywać i pracować, a pracuję wiele godzin dziennie.

KR: Jakie projekty zajmują panią teraz? Gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli oglądać pani prace?

LG: Obecnie przygotowuję się do udziału w projekcie „Women Art Power 2”, organizowanym przez Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej w Radomiu. Kuratorem wystawy jest Paweł Witkowski, a w wydarzeniu biorą udział znakomite artystki, takie jak Martyna Czech, Agata Kus, Monika Drożyńska, więc tym bardziej się cieszę, że zostałam zaproszona. Wernisaż zaplanowany jest na 30 maja, a wystawa potrwa do 6 września 2026 r. Równolegle pracuję nad wystawą indywidualną, która odbędzie się w czerwcu w Galerii Art Hub Rydzowa w Łodzi.

KR: Musimy wspomnieć także o dużej indywidualnej wystawie w Van Rij Gallery, w historycznej fabryce porcelany w Ćmielowie.

LG: To duże wyzwanie, ponieważ mam do wyłącznej dyspozycji ponad 600 m kw. przestrzeni wystawienniczej. Zapowiadają się więc intensywne i bardzo ciekawe wiosna i lato.

----------------------------------

Laura Gutowska (ur. 1997 r., Warszawa) ukończyła Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, gdzie studiowała w pracowni prof. Grzegorza Bednarskiego. Obecnie jest doktorantką w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych i Sztuki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Zajmuje się głównie malarstwem, stopniowo poszerzając swoją praktykę artystyczną o ceramikę. Mieszka i tworzy w Nałęczowie.

Została nominowana do 14. Konkursu Gepperta (2023), była finalistką 2. Lubelskiej Wiosny Malarstwa i 5. Ogólnopolskiego Konkursu Malarskiego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Brała udział w licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych. Artystka jest reprezentowana przez Van Rij Gallery.

Czytaj także

Najciekawsze artykuły i wywiady wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.