Obrazy, które opowiadają o polskości

Fot. Kamil Broszko/Broszko.com
Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

O niezwykłej wystawie, która w oryginalny sposób prezentowała Europie najważniejsze dzieła polskiego malarstwa, z Iwoną Danielewicz i Wojciechem Głowackim rozmawiają Marzena Tataj i Kamil Broszko.

Marzena Tataj: 20 stycznia zakończyła się wyjątkowa wystawa polskiego malarstwa w wyjątkowym muzeum. Przez blisko cztery miesiące Luwr-Lens prezentowało najbardziej ikoniczne obrazy polskiego malarstwa XIX i początku XX w. na głośnej wystawie „Polska 1840–1918. Zobrazować ducha narodu”.

Iwona Danielewicz: Na podstawie mojego 40-letniego doświadczenia historyka sztuki i 20 wystaw, które organizowałam, mogę powiedzieć, że nigdy nie doświadczyliśmy tak głębokiego zaangażowania w wydarzenie ze strony partnera francuskiego. Tę intensywność współpracy da się porównać jedynie z wystawą „L’Esprit romantique dans l’art polonais XIXe-XXe siècles”, przygotowaną w 1977 r. przez dra Marka Rostworowskiego w Grand Palais w Paryżu. Owszem, były ważne wystawy: Witolda Wojtkiewicza w Muzeum w Grenoble w 2004 r., Jacka Malczewskiego w paryskim Musée d’Orsay w 2009 r. czy wreszcie „Polska awangarda: Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński” w Centre Pompidou w 2018 r., ale żadna nie była otoczona takim pietyzmem przez stronę francuską i nie znalazła należytego oddźwięku. Kultura polska jawiła się na nich jako odrębna wyspa, której nie potrafiono usytuować w szerszym kontekście. Natomiast oddźwięk prasowy wystawy w Luwr-Lens był nieprawdopodobnie intensywny, wskutek czego została ona uznana przez włoskie pismo „Bell’Europa” za jedną z czterech najważniejszych wystaw malarstwa w Europie w 2019 r.

Wystawa „Polska. Siła obrazu” opowiada o roli malarstwa w kształtowaniu świadomości narodowej Polaków, o zadaniach artysty w XIX stuleciu, a także o znaczeniu ciągłości historycznej dla formowania się zbiorowej pamięci. 

W okresie zaborów (1795–1918) rolę duchowego przewodnika narodu przejęła najpierw poezja romantyczna, a potem sztuka, która stała się substytutem utraconej wolności, depozytariuszką dawnej potęgi państwa. Przekazywała ideę solidaryzmu narodowego oraz była skarbnicą wartości rodzimej kultury i ludowych wzorów. Dzieła prezentowane na ekspozycji przez dziesięciolecia kształtowały zbiorową wyobraźnię Polaków. Twórcy mitologii narodowej chętnie odwoływali się do chwalebnej przeszłości, dlatego o świetności kraju przypomina malarstwo historyczne Jana Matejki. 

 

MT: Czy można powiedzieć, że po tej wystawie wreszcie dostrzeżono i doceniono w Europie polskie malarstwo?

Wojciech Głowacki: W drugiej połowie XIX w. polskie malarstwo było dobrze znane i doceniane we Francji, także na tle francuskiej produkcji artystycznej. Mam tu na myśli choćby dzieła Henryka Rodakowskiego czy Jana Matejki, którzy – wpisując się w trendy europejskie – byli w stanie wybić się na pewną indywidualność. Podobnie było w przypadku Józefa Brandta, który mieszkał w Monachium, a od 1875 r. prowadził tam prywatną szkołę malarską, ciesząc się powodzeniem i uznaniem kolekcjonerów i krytyków. Jego prace były często wystawiane i weszły do kolekcji niemieckich instytucji kultury, które z czasem je wyprzedawały. W kolekcjach muzeów francuskich nie mamy prawie żadnego polskiego dzieła poza obrazem Olgi Boznańskiej i dwiema pracami Bolesława Biegasa w Musée d’Orsay.
Niestety obecnie twórczość naszych XIX-wiecznych malarzy jest w Europie zupełnie zapomniana. Dlatego tak duże nadzieje, poparte bardzo dobrym odbiorem wśród publiczności, pokładamy w wystawie w Luwr-Lens. Co więcej, francuscy partnerzy już wypożyczyli od nas trzy obrazy na kolejną wystawę. Polskie nazwiska powoli zaczynają wchodzić do międzynarodowego muzealnego obiegu.

ID: Mamy w Polsce poczucie niedosytu, że nasza sztuka nie jest szeroko znana, choć porusza ciekawe tematy, dotyczące dramatycznej historii narodu. Pragnienie wolności i nadzieja na przywrócenie państwa polskiego zawsze dominowały w polskiej kulturze i sztuce, a obecnie zyskują zainteresowanie zagranicznych odbiorców. Główne europejskie centra kultury – w Paryżu, Wiedniu czy Berlinie – zostały już dogłębnie spenetrowane, więc widz coraz śmielej rozgląda się za ofertą innych, mniej popularnych turystycznie ośrodków. I nagle nasz prowincjonalizm, w najlepszym tego słowa znaczeniu, staje się atutem, powiewem świeżości, zagadką, intrygującą niewiadomą. Nagle okazuje się, że Polacy, Bałtowie, Czesi czy Węgrzy, ludzie z obrzeży głównych nurtów twórczych Paryża, Monachium, Wiednia i Berlina, tworzyli wyrazisty, niepowtarzalny klimat artystyczny – odwołujący się do światowych trendów symbolizmu, neoromantyzmu i wczesnego modernizmu, a jednak odmienny. I ta odmienność jest teraz naszą siłą. 
Publiczność w Luwr-Lens przyznawała, że mało wiedziała o naszym kraju, jego położeniu geograficznym i historii. Nie wiedziano, że mamy morze i góry, że utraciliśmy państwowość na ponad 100 lat i odzyskaliśmy ją dopiero w 1918 r., a po II wojnie światowej znów zmienił się kształt naszych granic. Francuscy koledzy pracujący przy organizacji wystawy zostali tak uwiedzeni i zaciekawieni naszą historią, że przyjeżdżali prywatnie, by zwiedzić Polskę. W tej kotłowaninie emocji i nastrojów, która obecnie zawładnęła całym światem, również Francją i Polską, spotkanie z piękną i wartościową sztuką daje prawdziwe ukojenie. Piękno zawsze obroni się samo.

Kamil Broszko: Dlaczego wybór padł na Lens, nowoczesny oddział słynnego paryskiego Luwru położony w górniczym regionie na północy Francji?

WG: Muzeum Luwr-Lens nieprzypadkowo zostało wybrane na miejsce wielkiej retrospektywy polskiego malarstwa XIX w. Region ten jest silnie związany z polską emigracją od czasów powstania styczniowego. W 1919 r. podpisano umowę między Polską a Francją o przyjęciu do pracy polskich górników na północnym wschodzie Francji. Dlatego dziś region zamieszkuje milionowa polska diaspora. Lens to 30-tysięczne miasto, które już od 50 lat nie ma nic wspólnego z górnictwem. Nadal jednak odczuwa się w nim ducha polskości: słychać na ulicy polskie słowa, często spotyka się Francuzów o polskich nazwiskach. Najsilniej przetrwała tutaj polska kultura ludowa i właśnie na nią francuscy muzealnicy położyli szczególny nacisk w identyfikacji wizualnej wystawy i materiałach promocyjnych czteromiesięcznego sezonu polskiego, który obfitował w pokazy kulinarne, konferencje, koncerty (m.in. Jakuba Józefa Orlińskiego i Marcina Maseckiego). Zorganizowano też festiwal muzyki Fryderyka Chopina oraz przegląd filmów Krzysztofa Kieślowskiego, Andrzeja Wajdy i Andrzeja Żuławskiego. 


 „Stary dom”; Ferdynand Ruszczyc (1870–1936); 1903 r.; olej, płótno; Muzeum Narodowe w Warszawie, „Helenka z Poronina”; Władysław Jarocki (1879–1965); 1913 r.; olej, płótno; Muzeum Narodowe w Warszawie.

NARÓD BEZ PAŃSTWA
Tuż przed zaborami tereny Rzeczypospolitej zamieszkiwali nie tylko Polacy, ale także Rusini, Litwini, Żydzi, Tatarzy, Karaimi, Ormianie, Niemcy. Tę etniczną, kulturową i językową różnorodność kraju pod zaborami zilustrowali m.in. Aleksander Grodzicki i Aleksander Gierymski. W czasie zaborów dwór szlachecki stanowił przestrzeń kultywowania języka i obyczaju, rodzaj pomostu między przeszłością a teraźniejszością. Z dworów wywodzili się uczestnicy powstań, siedziby te pełniły też funkcję szpitali, dawały schronienie żołnierzom i uciekinierom. Stały się ostoją tożsamości narodowej, co widać m.in. w pracach Ferdynanda Ruszczyca czy Stanisława Kamockiego. Polacy szybko uświadomili sobie jednak, że walki z zaborcą nie da się wygrać bez udziału całego społeczeństwa. Sztuka zainteresowała się ludem jako źródłem odrodzenia kultury, skarbnicą autentycznych, pierwotnych wartości wspólnotowych i moralności. Zaowocowało to bogatą ikonografią życia wsi, jej barwnych obyczajów i obrzędów religijnych. Jacek Malczewski sięgał po wątki z tradycji ludowej, a życie górali tatrzańskich i Hucułów przedstawili m.in. Władysław Ślewiński, Władysław Jarocki, Kazimierz Pautsch, Kazimierz Sichulski i Teodor Axentowicz. Stanisław Lentz stworzył zaś sugestywny wizerunek robotników.

 

MT: Muzeum w Lens to nowoczesny budynek ze szkła i aluminium wtopiony w otaczającą zieleń, a posadowiony na 20-hektarowym terenie po kopalni.

ID: Otworzono je w 2012 r., aby pomóc w rewitalizacji niezamożnego regionu Francji – Nord-Pas-de-Calais. Muzeum stało się centrum kulturalnym regionu, przyciągającym odbiorców sztuki z Belgii, Wielkiej Brytanii, Luksemburga i Niemiec. Ponad półmilionowa publiczność odwiedza rokrocznie galerię stałą, która prezentuje 250 obrazów, rzeźb i obiektów z paryskiego Luwru. Ambicją Luwr-Lens są również wystawy związane z historią i sztuką regionu Nord-Pas-de-Calais. A ponieważ zamieszkuje go milionowa polska diaspora, pewnego dnia kierownictwo Luwr-Lens zwróciło się do Muzeum Narodowego w Warszawie z propozycją wspólnej wystawy. Francuscy kuratorzy – Marie Lavandier i Luc Piralla – przylecieli do Warszawy, by się dowiedzieć, jak wyglądała sztuka w kraju, który nie miał swojej państwowości politycznej i z którego wywodzą się potomkowie mieszkańców ich regionu. 
I oto stanęliśmy przed wyzwaniem: chcieliśmy pokazać, jak sztuka polska, wypełniona tradycją i wątkami historycznymi, wyrażała ducha narodu, a jednocześnie nieustannie podążała za nurtami europejskimi. Nie byliśmy przecież samotną wyspą na ocenie sztuki, a polscy artyści studiowali w całej Europie. Zaproponowaliśmy zatem opowieść o kraju, który przez 123 lata był wymazany z mapy świata, a jednak przetrwał, również dzięki sztuce. Naszym francuskim kolegom przygotowaliśmy kompendium wiedzy o historii narodu i malarstwa, ale pozostawiliśmy wolną rękę w dokonaniu wyboru prac i zbudowaniu wokół nich narracji – skierowanej przecież do zagranicznego odbiorcy. Tak narodziła się wystawa o tworzeniu ikon polskości i narodowych mitów. A także o roli, jaką obrazy odgrywają w budowaniu poczucia wspólnoty narodowej. 
Po trzech latach przygotowań, 25 września 2019 r., otworzono wystawę „Polska 1840–1918. Zobrazować ducha narodu”. Nie mogłaby się ona odbyć bez współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie i Muzeum Narodowym w Poznaniu, Muzeum Okręgowym w Toruniu, Zamkiem Królewskim w Warszawie i Zamkiem Królewskim na Wawelu oraz Fundacją im. Raczyńskich i prywatnymi kolekcjonerami, którzy użyczyli dzieł. I tak po raz pierwszy od ponad 150 lat pojawił się we Francji obraz „Reytan – upadek Polski”, który Jan Matejko namalował w 1866 r. Mimo oporów ze strony paryskiej emigracji, spowodowanych polityczną wymową dzieła, obraz został pokazany w 1867 r. na Salonie w Paryżu i otrzymał złoty medal. Do swoich zbiorów zakupił go cesarz Austrii Franciszek Józef I, a w 1918 r. rząd polski odkupił płótno i przekazał je Zamkowi Królewskiemu w Warszawie. Właśnie „Reytan” otwierał polską wystawę w Luwr-Lens. Towarzyszyła mu nie mniej słynna „Melancholia” Jacka Malczewskiego, wypożyczona dzięki życzliwości Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu. Dzieła te były mocnym akordem, zapowiadały tematykę i rangę artystyczną wystawy.


 „Planty o świcie”; Stanisław Wyspiański (1869–1907); 1894 r.; olej, płótno; kolekcja prywatna, depozyt w Muzeum Narodowym w Krakowie.

MAŁE OJCZYZNY
W czasach zaborów nośnikiem uczuć patriotycznych stał się również rodzimy krajobraz, co wiązało się ze zwrotem ku małym ojczyznom. Mazowieckie równiny czy Kresy zostały spopularyzowane przez malarstwo Juliusza Kossaka, Józefa Brandta, Józefa Chełmońskiego, Jana Stanisławskiego i Leona Wyczółkowskiego. Widoki Wawelu i krakowskich Plant Stanisława Wyspiańskiego to symboliczny manifest artysty oczekującego na odrodzenie się kraju i społeczeństwa. Przymusowe wysiedlenia, zsyłki na Syberię, zakaz używania języka polskiego w miejscach publicznych, urzędach i szkołach powodowały, że dom rodzinny zyskał rangę symbolu trwale związanego z niezawisłością i poczuciem odrębności narodowej Polaków. Tę aurę prywatnej, bezpiecznej przestrzeni uchwycili m.in. Józef Mehoffer i Konrad Krzyżanowski. Z kolei nurt czystego pejzażu, odznaczający się nowoczesnym podejściem do zagadnień światła i barwy, reprezentowali Jan Stanisławski, Julian Fałat i Aleksander Gierymski.

 

MT: Można rzec: crème de la crème polskiego malarstwa…

WG: Z pewnością, bo jakkolwiek tematem wystawy było zobrazowanie historii Polski, to główny klucz wyboru dzieł stanowiła wartość artystyczna. Oczywiście obrazy Matejki i Rodakowskiego doskonale wpisały się w opowieść o chwalebnej przeszłości polskiego narodu i triumfach naszego oręża.
Osobny wątek tworzy wspólna historia Polski i Francji oraz przenikanie się sztuki obu krajów w XIX w. Na jednej ze ścian zaprezentowaliśmy obraz Paula Delaroche’a, a po przeciwnej stronie zobaczyć można było wczesnego Matejkę i Józefa Simmlera, którzy inspirowali się bezpośrednio dziełami tego francuskiego malarza. Z kolei u Leona Wyczółkowskiego i Olgi Boznańskiej silnie obecne były inspiracje impresjonizmem. Boznańska wystawiała zresztą swoje prace na arenie międzynarodowej, wśród takich twórców jak Pierre Bonnard czy Maurice Denis. Do tematyki francuskiej nawiązywały również obrazy Wojciecha Kossaka i Piotra Michałowskiego ilustrujące historię wojen napoleońskich, dających nadzieję na odzyskanie przez Polskę niepodległości. 
Wystawa ukazuje, jak motywy narodowe tworzą sztukę i w jaki sposób się objawiają – realistycznie, jak u Józefa Chełmońskiego, oraz symbolicznie, jak u Jacka Malczewskiego. Malarstwo przeżywało fascynację folklorem i ludowością, stopniowo podążając ku uwolnieniu spod ideowego ciężaru wydarzeń (choćby powstań listopadowego czy styczniowego), które zaważyły na naszych dziejach w XIX w. Wielokulturowość, fascynację ludowością, pejzaże, poszukiwanie nowoczesnej formy można było oglądać na obrazach Leona Wyczółkowskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Wojciecha Weissa, Józefa Mehoffera, Juliana Fałata, Aleksandra Gierymskiego. 
Wystawa kończyła się prezentacją dzieł skupionych na formalnych aspektach sztuki, autorstwa Ferdynanda Ruszczyca czy Stanisława Wyspiańskiego. A zamykał ją monumentalny „Rycerz wśród kwiatów” Wyczółkowskiego z 1904 r., wypożyczony z Biblioteki Polskiej w Paryżu. Obraz ten jest niczym zapowiedź jasnej przyszłości, w której husarz nie walczy już o wolność i niepodległość, ale – ubrany w złotą zbroję, ukazany na tle ukwieconego pola i panoramy Tatr – jest tylko postacią z legendy o wolnej Polsce. Równocześnie trzeba podkreślić, że dzieło nawiązuje do głównych nurtów artystycznych panujących wówczas w Europie.


 „Patrol powstańczy”; Maksymilian Gierymski (1846–1874); ok. 1873 r.; olej, płótno; Muzeum Narodowe w Warszawie.

POWSTAŃCZA RZECZYWISTOŚĆ
Dla Polaków w XIX w. historia stanowiła realną siłę kształtującą losy jednostek i narodów. Dramatyczne wydarzenia z okresu powstania styczniowego i zsyłek na Syberię znalazły odzwierciedlenie w cyklach graficznych Artura Grottgera. Dla Maksymiliana Gierymskiego, Józefa Chełmońskiego czy Jacka Malczewskiego doświadczenia powstań narodowych stały się wezwaniem do porzucenia romantycznego heroizmu i zwrotu ku naturalistycznym kompozycjom o tematyce współczesnej. Bezimienni powstańcy 1863 r., zesłańcy syberyjscy, więźniowie polityczni, oddaleni od ojczyzny i bliskich, stają się figurami ludzkiej nędzy, poniżenia i samotności.

 

KB: Zastanawiam się, czy zagraniczna publiczność była w stanie odczytać symbolikę i znaczenie polskich dzieł.

ID: Wystawa wymagała od widza teoretycznego przygotowania, aby mógł zrozumieć jej zamysł i wymowę. Dlatego każdą sekcję ekspozycji opisano w językach francuskim, angielskim i polskim, tłumacząc uwarunkowania historyczne. Ponadto każde dzieło było opatrzone osobnym komentarzem. 
Koledzy z Francji zdecydowali się zestawiać prace tematycznie, a nie chronologicznie czy według nurtów artystycznych, jak to się zwykle dzieje. I tak w jednej z sal zaprezentowano coś na kształt portretu rodzinnego. Zestawiono autoportrety malarzy: Fałata, Boznańskiej, młodego Weissa z maskami, które przywdziewa jako artysta, i Anny Bilińskiej, zamówiony przez znanego kolekcjonera Ignacego Korwin-Milewskiego. Obok zawieszono dzieła Witkiewicza, Brandta i Gierymskiego, pokazujące wszystkie warstwy społeczne narodu polskiego, od szlachty po chłopów, i mniejszości narodowe. Francuzom szczególnie świeże w naszym malarstwie wydały się odniesienia do góralszczyzny. Interpretowali je jako poszukiwanie prymitywizmu – nurtu obecnego wtedy w malarstwie europejskim.


„Melancholia”; Jacek Malczewski (1854–1929); 1890–1894; olej, płótno; Fundacja im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu.

U PROGU XX W.
Polski modernizm z przełomu XIX i XX stulecia był zjawiskiem wielowarstwowym, pełnym napięć i sprzeczności. Zrodziły się wówczas programy zrywające z narodowym posłannictwem sztuki. Niemniej ciągle obecne były dawne symbole i alegorie, takie jak figury Polonii, husarzy, Stańczyka i powstańców, a rolę przewodników zbiorowej pamięci przejęli Jacek Malczewski, Stanisław Wyspiański i Leon Wyczółkowski. Natomiast Stanisław Przybyszewski, Wojciech Weiss, Władysław Ślewiński i Witold Wojtkiewicz zerwali z ideami sztuki narodowej, konfrontując się z nurtem symbolizmu, nabizmu, protoekspresjonizmu, estetyzmu i dekadentyzmu, art nouveau, brytyjskiego ruchu odrodzenia sztuk i rzemiosł. 

 

KB: Wystawa w Lens miała pokazać Francuzom, narodowi zaawansowanemu w sztuce, że na rubieżach Europy też powstawały dzieła na wysokim poziomie artystycznym. Ale prezentując te same obrazy na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie, mamy zgoła inny cel – budowanie tożsamości narodowej. Nowa odsłona wystawy została nazwana „Polska. Siła obrazu”.

WG: Sukces wystawy w Luwr-Lens przekonał nas, że warto te najbardziej ikoniczne obrazy, najważniejsze dla XIX-wiecznego malarstwa, w podobny sposób pokazać polskiej publiczności. Zgromadziliśmy około 100 dzieł. Będzie to rzecz niesłychana i najwyższej wagi – w jednym miejscu i czasie móc doświadczyć spotkania z najbardziej znanymi dziełami polskiego malarstwa. Duże to dla nas wyzwanie, bo dzieła i kontekst zna każdy Polak. Ale układ i sposób prezentacji będą innowacyjne, dlatego objaśniamy je w katalogu i w komentarzach w każdej sali wystawy.

ID: A ja mam nadzieję, że warszawska wystawa wzbudzi emocje i dyskusje, że każdy z nas poczuje się dumny ze swojej polskości i z dzieł naszych przodków, którzy wytrwali w czasach politycznego niebytu. Ich twórczość chwyta za serce po dziś dzień. Chcemy, aby nasza wystawa stała się głosem w dyskusji o narodzie i pojmowaniu jego roli. My z pewnością tego pojęcia nie traktujemy wąsko, szowinistycznie.

Wystawa „Polska. Siła obrazu”
17 kwietnia–25 sierpnia 2020 r., Muzeum Narodowe w Warszawie
Współpraca: Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Muzeum Okręgowe w Toruniu, Zamek Królewski w Warszawie, Zamek Królewski na Wawelu, Fundacja im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, prywatna kolekcja Sylwii i Tomasza Gardeckich
Kuratorzy: Iwona Danielewicz (MNW), Agnieszka Rosales Rodríguez (MNW), Marie Lavandier (Musée du Louvre-Lens), Luc Piralla-Heng Vong (Musée du Louvre-Lens)
Współpraca: Wojciech Głowacki

 

 

Czytaj także

  • Włądysław Hasior podczas

    Władysław Hasior – mistrz skojarzeń i wyobraźni

     „Wszystkie wielkie zjawiska artystyczne (Cimabue, sakralna sztuka ludowa, stare zegary, zbroje, rzeźba…) to źródła, z których kradnę wszystko, co może wzbogacić moją pracę, tak by z kolei moje prace miały wartość szczerego, intymnego listu miłosnego i najtrwalsze ma być samo wrażenie z odczytania, a nie ich moc fizyczna”.

    WIĘCEJ
  • Fot. Galeria Opera

    Wystawa prac Władysława Hasiora w Galerii Opera

    Władysław Hasior – jak sam twierdził – „nigdy nie chorował na nowoczesność”. To jeden z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich twórców współczesnych. Prowokujący indywidualista, przyrównywany do Rauschenberga i Warhola, uznawany za prekursora polskiego pop-artu. Od 19 grudnia 2019 r. do 8 marca 2020 r. w Galerii Opera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej prezentowano prace Władysława Hasiora z kolekcji Muzeum Tatrzańskiego. Wystawiono około 50 asamblaży oraz rysunków i szkiców scenograficznych, wypożyczonych na czas ekspozycji do stolicy.

    WIĘCEJ
  • Fot. TOMASZ MARKOWSKI

    Dama ponownie zaprasza

    Przy ul. Pijarskiej w Krakowie znów możemy podziwiać „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. W 26 salach ekspozycyjnych na dwóch piętrach wyremontowanego Pałacu Muzeum Książąt Czartoryskich ponownie znalazła swoje miejsce najcenniejsza polska kolekcja sztuki. 

    WIĘCEJ
  • ARCHIWUM KAROLINY PILARCZYK

    Chcę być najlepsza. Taki mam plan na życie

    O trudnych początkach i latach wyrzeczeń, osiągnięciu mistrzostwa w drifcie i o tym, że w motosporcie nigdy nie można osiąść na laurach, z Karoliną Pilarczyk rozmawia Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
Najbardziej aktualne informacje o nowościach i promocjach
w naszym sklepie wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.