Kopalnia kultury

Muzeum Śląskie, fot. Michał Jędrzejowski
Muzeum Śląskie, fot. Michał Jędrzejowski

O nowoczesnym starym Muzeum Śląskim, fascynującym regionie i ludziach, którzy zawsze umieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości, z Alicją Knast rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Wprawdzie Muzeum Śląskie powstało już 90 lat temu, jednak w obecnym kształcie działa zaledwie od czterech lat. Jak to jest wplatać nową tkankę muzealną w istniejący szkielet zbudowany przez historię i tradycję?

Alicja Knast: Historia Muzeum Śląskiego jest emanacją wydarzeń, jakie miały miejsce w tym regionie. Powstało w 1929 r. i działało przez 10 lat, do wybuchu II wojny światowej. Restytuowano je w 1984 r., a w 2015 r. w związku z otwarciem nowej siedziby mogło przeformułować sposób i zakres działania. Cztery lata temu po raz pierwszy w swojej historii Muzeum objęło budynek specjalnie zaprojektowany na miarę zasług i potrzeb wynikających z realizacji jego misji, w której istotne jest poszerzenie dotychczasowego zakresu działań o gromadzenie i badanie dziedzictwa przemysłowego. Powstała nowa jakość. W ostatnim okresie na muzealnej mapie Polski pojawiło się wiele placówek utworzonych od podstaw, jak chociażby Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie czy Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. W przypadku Muzeum Śląskiego mamy sytuację unikalną. Tu istniejąca od dawna kolekcja i zespół otrzymały nową siedzibę, centralnie usytuowaną w przestrzeni miejskiej, zaprojektowaną z myślą o tej kolekcji i tej instytucji, co sprawiło, że sytuacja placówki zmieniła się o 180 stopni. Było to możliwe tylko na Śląsku, który jest nieprzerwanie regionem w trakcie gwałtownej przemiany, wymyślającym się na nowo i poszukującym nowych obszarów działania. To efekt genius loci, ducha tego miejsca, w którym na lokalność, oprócz elementów właściwych dla Śląska, składają się uniwersalne cechy świata industrii, występującego w wielu szerokościach geograficznych.
Przykład naszego muzeum, posiadającego konkretną kolekcję i zespół wyposażony w określone kompetencje, który musiał odnaleźć się w nowym miejscu, w doskonały sposób odzwierciedla charakter Śląska z jego „wadzeniem się” albo raczej współistnieniem starego z nowym. W takim środowisku idealnie się pracuje, bo z wątków tradycyjnych, historycznych można czerpać inspirację lub naukę i transponować je na współczesne problemy i wyzwania. Dzięki centralnej lokalizacji nagle znaleźliśmy się w oku cyklonu – w środku wydarzeń międzynarodowych, jak szczyt klimatyczny, kongresy gospodarcze lub wielkie imprezy sportowe. To sprawia, że sztuka może włączyć się w dyskusje o znacznie szerszym spektrum. Jednocześnie prezentacje twórcze zyskują nowy kontekst i nowego odbiorcę – uczestnika wydarzeń z innych dziedzin. Wielofunkcyjność nowej przestrzeni pozwala na współpracę z wieloma partnerami na różnych płaszczyznach. Pozwala dobitniej zwrócić uwagę nowych gremiów na wartość tradycji wynikającej z wielokulturowości regionu oraz wartość architektury industrialnej dla naszego dziedzictwa.

KB: Przez lata utarło się – a stereotypy są brutalne i oporne – że Śląsk to industria, a nie kultura. Czy ten pogląd doskwiera?

AK: Absolutnie nie. Naszą misją jest kreowanie przestrzeni dla dialogu z przeszłością i dokonaniami współczesności w celu głębszego poznawania Śląska, Polski i Europy. Inspiruje nas dziedzictwo Śląska: jego intelektualny i artystyczny dorobek oraz bogata tradycja wielokulturowości. Usytuowanie Muzeum na terenie związanym niegdyś z górnictwem przypomina nam także o znaczącej roli przemysłu w regionie. Byłą kopalnię węgla zamieniliśmy w unikatową kopalnię kultury, udostępniając bogate i różnorodne kolekcje na głębokości 14 metrów pod powierzchnią ziemi. Otwarliśmy Galerię Sztuki Polskiej 1800–1945, Galerię Sztuki Polskiej po 1945, Galerię Śląskiej Sztuki Sakralnej oraz Galerię Plastyki Nieprofesjonalnej. Ogromne zainteresowanie i emocje wzbudza wystawa „Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów”. Wyjątkową w skali kraju kolekcję scenografii teatralnej i filmowej prezentuje Centrum Scenografii Polskiej na wystawie „Laboratorium przestrzeni teatralnych. Przeszłość w teraźniejszości”. Zatem nie odrzucamy dziedzictwa industrialnego, ale je włączamy do programu naszych wydarzeń. Eksponujemy wątki wielokulturowości regionu poprzez ukazanie dziejów niemieckich przedsiębiorców i inwestorów, bez których nie można opowiedzieć historii Górnego Śląska, tak jak nie można przybliżyć historii Katowic bez zaakcentowania roli Żydów i ewangelików. Wprawdzie te tematy nie były przedmiotem namysłu ojców założycieli naszego muzeum, jednak z perspektywy czasu uważamy, że bez tych ważnych wątków opowieść o losach Śląska byłaby niepełna.


Instalacja Chiharu Shioty

KB: Jak dziś traktują państwo dziedzictwo, które wynika z długiej historii placówki?

AK: Jesteśmy jego kontynuatorami. Galeria Sztuki Polskiej 1800–1945 pamięta czasy Tadeusza Dobrowolskiego, pierwszego dyrektora Muzeum. Jako organizator i autor koncepcji programowej tej instytucji rozpoczął gromadzenie pierwszych eksponatów: strojów ludowych, wyrobów rzemiosła artystycznego, obrazów i sztuki sakralnej. Dzięki zaufaniu ówczesnych władz dysponował pokaźnym budżetem na tworzenie kolekcji, co pozwoliło na dokonywanie zakupów u artystów, w antykwariatach lub na krajowych targach sztuki. Powstał wybitny zbiór sztuki polskiej po 1800 r., który należy do Muzeum i nie ma żadnych obciążeń prawnych. Niestety, w czasie II wojny światowej kolekcja została rozproszona. Tadeusz Dobrowolski, przeczuwając konflikt wojenny, już w 1938 r. zapakował kolekcję do skrzyń i wywiózł ją do Lublina. Po wybuchu wojny nowy budynek, którego Muzeum Śląskie nawet nie zdążyło objąć, został zburzony przez okupanta, a zbiory – przywiezione z Lublina do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Część kolekcji uległa zniszczeniu w transporcie podczas bombardowania, a część zgrabiono po zniszczeniu budynku Muzeum Górnośląskiego pod koniec wojny. Do restytucji naszego muzeum w 1984 r. doprowadził dyrektor Lech Szaraniec, który nie tylko skonstruował nowy zespół i zadbał o adaptację nowego budynku, ale przede wszystkim sprowadził z powrotem przedwojenne zbiory placówki. Dzięki temu powróciła najcenniejsza kolekcja obrazów polskiego malarstwa dawnego, która dziś eksponowana jest właśnie na wystawie stałej w Galerii Sztuki Polskiej 1800–1945. Dyrektor Szaraniec postanowił wzbogacać zbiór o kolejne obiekty z tego okresu, a także o prace powstałe po 1945 r. Tak też czynimy dzisiaj.

KB: Obecnie w kolekcjonerstwie sztuka nowoczesna konkuruje ze sztuką dawną, a na Zachodzie nawet wygrywa tę rywalizację. Jak na nową sztukę zapatruje się Muzeum Śląskie?

AK: Bardzo dobrze. (śmiech) Staramy się w tym względzie zachować równowagę. Ostatnio zakupiliśmy kolekcję szkiców Tadeusza Kantora, gdyż po pierwsze, chcieliśmy mieć w swoich zbiorach prace o  wysokiej wartości artystycznej, a po drugie, nie chcieliśmy dopuścić do rozproszenia tej kolekcji na rynku antykwarycznym. Mogę pochwalić się także niedawnym zakupem szkicu Rafała Malczewskiego. Ale pamiętajmy, że sztuka jest jedna. Jeżeli widzimy wartościowy obiekt na rynku, to staramy się pozyskać go dla Muzeum. Zainteresowanie sztuką w Polsce wiąże się z transformacją ustrojową i bogaceniem się klasy średniej. Na naszym rynku pojawia się coraz więcej profesjonalistów, którzy zajmują się obrotem sztuką i kreują popyt. Cena dzieł zależy od tego, gdzie były wystawiane. Muzea mają największy wpływ na tę cenę, bo im częściej dany artysta jest obecny w kolekcjach muzealnych, tym bardziej jest ceniony na rynku antykwarycznym. Pamiętając, że na nas, muzealnikach, spoczywa ciężar rozpoznania wartości twórcy, musimy mieć odwagę pokazać nazwiska mało znane, a nawet prowadzić współpracę studyjną z początkującymi artystami. Takie działania Muzeum Śląskie prowadzi na wielu poziomach.
Od kilku lat zapraszamy młodych twórców z Polski i zagranicy do udziału w programie rezydencji artystycznych pod nazwą „Performatywny magazyn”. W tym roku poprosiliśmy artystów, by rozwinęli temat „Z perspektywy czasu”. Spośród nadesłanych propozycji do ekspozycji wybraliśmy pracę „Ślad” kolektywu Tajny Projekt, wykorzystującą technikę mappingu. W naszym programie rezydencjalnym mogą wziąć udział absolwenci i studenci wyższych szkół artystycznych oraz artyści sztuk wizualnych i performatywnych, którzy nie ukończyli 35. roku życia. Dzięki niemu młodzi twórcy mogą zdobyć cenne doświadczenie we współpracy ze znaczącą instytucją kultury. Właśnie realizując ten program, ponosimy najwyższe ryzyko współpracy z młodymi, nieznanymi artystami. Innym projektem skierowanym do młodych twórców jest Konkurs o Nagrodę Scenograficzną im. Jerzego Moskala, w którym mogą wziąć udział dyplomanci i debiutujący autorzy scenografii, filmów, widowisk i kostiumów, wykorzystujący możliwości multimediów lub technik wzorniczych.
Z kolei w ramach Galerii Jednego Dzieła proponujemy najwybitniejszym artystom zagospodarowanie przestrzeni naszego hallu, czyli wykonanie instalacji site-specific na temat dotyczący Górnego Śląska. Do tej pory mieliśmy okazję prezentować dzieła Leona Tarasewicza, Daniego Karavana, Carole Benzaken czy Mirosława Bałki. W tym roku dzięki wystawie „Jestem” poznaliśmy autorskie spojrzenie Teresy Murak na Śląsk i jego tożsamość. Na potrzeby wydarzeń odbywających się w naszych przestrzeniach zewnętrznych współpracujemy także z artystami zajmującymi się nowymi mediami.
Jeżeli mamy do przepracowania pewne tematy związane z historią Muzeum czy historią Śląska, to nie jest ważne, czy zrobimy to za pomocą sztuki dawnej, czy współczesnej. Czasem podejmujemy tematy uniwersalne. Przykładem może być wystawa przygotowana przez Andę Rottenberg  „Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow – Wróblewski – Wajda”, która prezentuje twórczość trojga nieżyjących przedstawicieli pokolenia „zarażonych wojną”: malarza Andrzeja Wróblewskiego (1927–1957), rzeźbiarki Aliny Szapocznikow (1926–1973) i reżysera Andrzeja Wajdy (1926–2016). Łączy ich nie tylko zbliżona data urodzenia i wczesna utrata ojca, ale też podobieństwo doświadczeń związanych z miejscem i czasem dojrzewania, które przypadły na okres II wojny światowej w okupowanej Polsce. To, czego byli uczestnikami i świadkami, naznaczyło w sposób bardzo szczególny ich życie i twórczość. Nowe odczytywanie dzieł Aliny Szapocznikow i Andrzeja Wróblewskiego trwa od kilkunastu lat, ich nazwiska są coraz lepiej znane za granicą. Zaś filmy Andrzeja Wajdy cieszą się popularnością na całym świecie od półwiecza. Jednak zderzenie na jednej wystawie dzieł trojga artystów odbyło się po raz pierwszy i stworzyło szansę na ich zreinterpretowanie.

KB: Na czym polega fenomen Śląska?

AK: Odkąd pełnię funkcję dyrektora Muzeum Śląskiego, biorę udział w intensywnym procesie poznawania regionu. Mam okazję obcować z nietuzinkowymi ludźmi i obserwować ich reakcje na pewne zjawiska. Zauważyłam, że na Śląsku o sprawach tożsamości rozmawia się tylko w zamkniętych, najściślejszych kręgach rodziny lub osób bliskich, a nigdy na forum publicznym. Choć dla wszystkich jest to problem niezmiernie istotny. Niezależnie od tego, czy ktoś mieszka tutaj z dziada pradziada, czy jest częściowo Zagłębiakiem, a częściowo Ślązakiem, czy przyjechał z innego miejsca Polski, aby znaleźć swoją ziemię obiecaną. Na Śląsku problem tożsamości buzuje.
Śląskości nie powinniśmy definiować wyłącznie poprzez menu, strój, stosunek do religii czy etosu górnika. Istotą tego regionu jest tolerancja i otwartość na nowego, innego. Parada równości w Katowicach jest prawdziwym świętem dla wszystkich. Potrafimy zacisnąć pasa i otworzyć się na nowe wyzwania. Uniwersytet Śląski jest jedną z najbardziej odważnych uczelni pod względem stopnia wdrażania „Konstytucji dla nauki”. Z kolei Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach może pochwalić się oceną parametryzacji A i A+ dla wszystkich wydziałów, co jest wyjątkowym osiągnięciem w skali całego kraju. Ta uczelnia zmieniła się z propagandowej w elitarną i egalitarną jednocześnie. Zdają na nią adepci grafiki i projektowania z całego kraju. Istotnym wyzwaniem jest zorganizowanie na nowo samej metropolii, tym bardziej, że nie można w tym przypadku skorzystać z żadnych wzorców in extenso, ale trzeba wymyślić aglomerację miejską od nowa.
Górny Śląsk szanuje tradycję, ale jest otwarty na zmiany i nowości, bo wie, że w kreatywności tkwi jego siła. Nie boi się podejmowania ryzyka, jest ciekawy nowego. Tak było zawsze i tak będzie. Ryzyko inwestorskie w XVIII w. spowodowało, że region ten zmienił się z rolniczego na przemysłowy. Pamiętajmy, że jako obszar pogranicza był przedmiotem rozmaitych działań politycznych i wojennych, co powodowało zmiany jego przynależności państwowej w różnych okresach. Śląsk to tygiel narodowo-kulturowo-gospodarczy, w którym zawsze będzie bulgotało. Ale nie boję się o Katowice i o Śląsk, bo z perspektywy historii ten region zawsze umiał się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Choć czasem trwało to długo, jak w latach 90., kiedy to nawarstwiły się różne procesy: transformacja ustrojowo-gospodarcza, reforma administracyjna czy dekarbonizacja wynikająca z reformy górnictwa.
Kopalnia Węgla Kamiennego „Katowice” została zamknięta w 1999 r. W 2004 r. zdecydowano, że na jej terenach powstanie Muzeum Śląskie, Centrum Kongresowe i budynek NOSPR. Placówki te mają unikatowe położenie pomiędzy dwiema drogami szybkiego ruchu, dzięki czemu są dobrze skomunikowane z całym regionem i całym krajem, a poprzez szybki dostęp do dwóch lotnisk – nawet z całym światem. Efekty tej odważnej decyzji widać dopiero dzisiaj, kiedy zbieramy owoce naszych starań.


Wystawy: "Światło historii" i "Perspektywa wieku dojrzewania"

KB: Czy jest coś, co przeszkadza Śląskowi w jego rozwoju?

AK: Śląsk wyróżnia dążenie do progresu, do brania się z problemami za bary. Niestety, przeszkodą jest brak uwspólniającej koncepcji rozwoju regionu, która uwzględniałaby przywiązanie do tradycji części społeczeństwa i jednocześnie ukierunkowywała na stały rozwój, zgodnie z dążeniami innych grup mieszkańców. Rolą Muzeum jest znajdowanie wspólnego mianownika w każdym momencie rozwoju regionu. Według nas jest nim właśnie otwartość na nowe, konstruktywne podejście do wyzwań i uwzględnianie potrzeb regionu.
Zwróćmy uwagę, że mieszkańcy przemysłowego Śląska od zawsze byli bardziej narażeni na rozmaite schorzenia: od urazów po choroby krążenia i układu oddechowego. Właśnie dlatego mamy tutaj wspaniałą kardiochirurgię, transplantologię i oparzeniówkę. Dowodzi to, że umiemy dostosować się do sytuacji i wynikających z niej potrzeb, a z każdej porażki staramy się wynieść naukę i przekuć ją w sukces.

KB: Jak zwyciężać w rywalizacji o uwagę widza, kiedy tak wiele prostych i atrakcyjnych treści funkcjonuje w przestrzeni publicznej? I czy nie jest deprymujące, gdy się tę walkę przegrywa?

AK: Kiedy z wysiłkiem organizujemy ważne wydarzenie, a gromadzimy na nim garstkę widzów, to przychodzi chwila zwątpienia. Musimy pamiętać, że nie zawsze tematyka wydarzenia determinuje zainteresowanie odbiorców. Dla frekwencji ważne są z pozoru prozaiczne czynniki, jak dzień tygodnia, pora roku, a nawet pogoda za oknem. Czasem w oprowadzaniu kuratorskim uczestniczy kilka osób, ale nie możemy się tym zrażać, musimy cały czas iść do przodu. Zmienia się styl życia ludzi, zatem trzeba dostosowywać swój przekaz do wymagań współczesnych odbiorców. W marketingu codzienność wypala człowieka, ale sukcesy uskrzydlają i pozwalają nadal zmagać się z tą codziennością. Nie zawsze frekwencja jest najważniejsza, czasem wystarczy, aby konkretny temat wybrzmiał w przestrzeni polskiej kultury i historii Górnego Śląska.
Z takim przeświadczeniem podeszliśmy do wystawy „Niezapomniane”, która powstała dzięki benedyktyńskiej pracy kuratora dra Pawła Parysa z Działu Historii Muzeum Śląskiego. Rola kobiet w powstaniach i wydarzeniach okołoplebiscytowych jest praktycznie nieznana. Dzięki wielu badaniom źródeł historycznych udało się wydobyć z zapomnienia postaci kobiet, które wpłynęły na XX-wieczną historię Górnego Śląska. Nasze bohaterki działały w sztabach przy dowódcach, a także w propagandzie czy w pomocy medycznej. Warto dodać, że wystawie towarzyszy pierwszy na Śląsku muzealny pokój zagadek o nazwie „Skrytka powstańców”. Oczywiście wiemy, że wystawa nie zgromadziła tak licznej publiczności jak ekspozycja o hip-hopie, ale zaniechanie tego ważnego tematu byłoby niewybaczalnym błędem z punktu widzenia naszej misji kształtowania świadomości narodowej i wiedzy historycznej o Śląsku. Wielu specjalistów uznało ją za osiągnięcie epokowe. Podobnie zresztą jak wspomnianą wystawę „Zajawka” o śląskim hip-hopie w latach 1993–2003, przedstawiającą pamiątki powyciągane z piwnic i szuflad, które uchroniła przed śmietnikiem – historii i dosłownym. Hip-hop został przeszczepiony na polski grunt na początku lat 90. Za jego pomocą przemówili młodzi ludzie, torując sobie drogę do lepszej pozycji społecznej. „Zajawka” opowiadała o początkach fascynacji hip-hopem, pokazała pierwszą dekadę jego rozwoju, pierwsze utwory i problemy typowe dla pionierów w każdej nowej dziedzinie. Wystawa ta była cenna również dla nas, gdyż pokazała, że lata 90. nie były czarną dziurą w historii Śląska, ale również wtedy rozwijały się procesy ważne dla społeczności tego regionu.

KB: Czy zagląda pani do księgi gości, aby dowiedzieć się, co ludzie myślą o Muzeum?

AK: Odbiór społeczny jest dla nas bardzo ważny, przejmujemy się nim i w przypadku jakichkolwiek uchybień zawsze staramy się je naprawić. W naszej księdze gości zamieszczono wiele ciepłych opinii, jednak przede wszystkim chciałabym przywołać pewne wyjątkowe dla mnie wydarzenie. W 2014 r. w uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej 190-lecie Kopalni Węgla Kamiennego „Katowice” pod wieżą szybu Warszawa II wzięli udział byli górnicy kopalni, jej ostatni dyrektor, władze miasta, luminarze życia społecznego i ja, jako dyrektor Muzeum Śląskiego istniejącego już wówczas na terenie tejże kopalni. Po zakończonej uroczystości podszedł do mnie jeden z górników i powiedział: „Tej kopalni nie mogło się przytrafić nic lepszego”. Ucieszyłam się wtedy z tej opinii, ale nie towarzyszyła temu większa refleksja. Dopiero z czasem zrozumiałam, jak ważne dla niego i dla mnie były to słowa. Obserwowałam także osoby, które pracowały wcześniej w KWK „Katowice”, a teraz były zatrudnione w Muzeum w służbie ochrony. Kopalnia nie jest zwyczajnym zakładem pracy. To niezwykłe miejsce gromadzące społeczność osób pracujących w szczególnie niebezpiecznych warunkach oraz ich rodziny. To również miejsce naznaczone silnymi emocjami, powodowanymi przez katastrofy górnicze, śmierć czy kalectwo kolegów. Kopalnia daje poczucie socjalnego bezpieczeństwa dla całych rodzin, zapewnia wczasy pracownicze i kolonie dla dzieci, organizuje wspólne grzybobrania i barbórki. I w społeczności, która się wokół niej tworzy, zostawia trwały ślad.
Muzeum pozwala nie tylko zachować ten ślad, ale stworzyć nowe, pozytywne konotacje. Kiedy to zrozumieliśmy, ze szczególną troską zaczęliśmy utrwalać i budować więź z tą społecznością. Szczególnie wzruszyła nas potrzeba ludzi, abyśmy byli depozytariuszem pamięci o ich miejscu pracy, choćby tylko dlatego musimy pieczołowicie pielęgnować dziedzictwo przemysłowe tego miejsca. W jednej z książek o historii Kopalni „Katowice” zostałam wymieniona jako jej kolejny dyrektor… To najlepiej pokazuje, jak bardzo ludzie cenią fakt, że to unikatowe miejsce nie zniknęło z mapy miasta, ale istnieje nadal, pełniąc nową funkcję użyteczności publicznej. Industrialny charakter kopalń Silesia czy Kleofas również został zachowany, lecz dziś w ich miejscu funkcjonują galerie handlowe, co nie pozwala mieszkańcom utrzymać poczucia więzi z ważnym dla nich miejscem. Muzeum Śląskie nie chce być jedynie ciekawym punktem na mapie miasta, ale chce istnieć w sercach ludzi. To dążenie jest drogowskazem dla tej instytucji.



Alicja Knast

od 2014 r. dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach, z wykształcenia muzykolog. Od 1995 r. związana z sektorem muzealnym. Karierę zawodową rozpoczęła w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Była głównym kuratorem Muzeum Fryderyka Chopina (2009–2012) i dyrektorem generalnym wystawy głównej w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin (2012–2014). W latach 2014–2016 była dyrektorem Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Wykładowca na London Metropolitan University (2005–2006), pracownik naukowy University of Plymouth (2005–2008). Stypendystka m.in. Museumvereniging w Amsterdamie i Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Członek Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM), Rady Uczelni Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, Rady ds. Muzeów i Miejsc Pamięci przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Autorka publikacji z dziedziny instrumentologii, psychologii muzyki oraz strategii uczenia się implicite i muzealnictwa. Odznaczona przez króla Szwecji Karla Gustawa Królewskim Orderem Gwiazdy Polarnej I klasy (2011). Laureatka Nagrody im. Cypriana Norwida (2011), Red Dot Award (wraz z Ico Migliorem i Marą Servetto, 2011) oraz odznaką honorową „Zasłużony dla kultury polskiej” (2015). W 2019 r. odebrała tytuł Promotora Polski przyznawany przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

 

Czytaj także