Europa ma problem z podejmowaniem ryzyka

Fot. Tomek Gola
Fot. Tomek Gola

O miejscu Polski na innowacyjnej mapie świata, kobietach w gospodarce i o przyszłości Europy z Darią Tataj rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Jest pani specjalistką w modnej dziś dziedzinie innowacyjności. Była pani pierwszym i jedynym do tej pory polskim członkiem Rady Zarządzającej Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii, dziś zaś jest szefową doradców Carlosa Moedasa, unijnego komisarza ds. badań, nauki i innowacji. Niewielu Polaków piastuje tak wysokie i odpowiedzialne urzędy w strukturach Unii Europejskiej. Wielkie gratulacje.

Daria Tataj: Dziękuję bardzo. Zawsze na forum międzynarodowym podkreślam, że jestem Polką i jestem dumna z transformacji, którą moje pokolenie z sukcesem przeprowadziło. Żyjemy w określonej rzeczywistości i mamy krótką pamięć historyczną. Moje córki nie potrafią nawet sobie wyobrazić, jak wyglądał świat przed 1989 r., ale ja pamiętam czołgi na ulicach Warszawy i żołnierzy grzejących się przy koksownikach. Pamiętam, że w telewizji w niedzielę nie było „Teleranka”, a pan w czarnych okularach oznajmił, że od tej pory świat będzie czarno-biały. Udało się nam, Polakom, przejść przez bardzo trudny okres transformacji, czyli innowacji. Bo innowacja to transformacja, która odnosi sukces. Innowacja zakończona porażką jest bolesna, ale innowacja zakończona sukcesem boli bardziej, bo powoduje zmiany. A przecież większość ludzi (pracowników w firmach, urzędników w instytucjach czy obywateli) boi się zmian lub wręcz ich nie chce. Często za granicą różni ludzie pytają mnie, dlaczego Polsce udało się przeprowadzić transformację. Oczywiście dlatego, że Polacy innowacyjność mają we krwi. Przytaczam wtedy anegdotę o moim znajomym, wybitnym ekspercie z sektora venture capital, który poszukiwał możliwości inwestycyjnych w Europie Środkowej. Przy okazji pobytu w różnych krajach lubił rozmawiać z taksówkarzami, traktując ich wypowiedzi jako swoisty wskaźnik nastrojów społecznych. Podczas rozmowy z taksówkarzem na Węgrzech, które dwadzieścia parę lat temu uchodziły za kraj wybitnie sprzyjający przedsiębiorczości, usłyszał narzekania na różne aspekty życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Zapytał, co zatem należy zmienić, i usłyszał: „najlepiej nic”. Zupełnie odwrotnie brzmiała odpowiedź polskiego taksówkarza, który na takie pytanie entuzjastycznie odpowiedział, że należy zmienić wszystko.

Polska jest jedynym krajem na świecie, który przez prawie trzy dekady stabilnie się rozwijał, a parametr wzrostu gospodarczego jest jednym z kluczowych kryteriów oceny rozwoju kraju. Oczywiście ważne jest, jak wzrost PKB postępuje – czy w warunkach poszanowania norm współżycia społecznego, respektujących potrzeby i możliwości wszystkich pokoleń, a nie tylko tego najbardziej dynamicznego. Rozwój powinien być dostosowany zarówno do oczekiwań mieszkańców wielkich miast, jak i małych miasteczek, które cierpią z powodu odpływu młodych, zdolnych ludzi. Powinien również mieć na względzie ograniczone zdolności przyjmowania industrializacji przez naszą planetę.

KB: Niestety, pomimo zwiększonych nakładów na innowacje miejsce Polski w rankingach spada.

DT: Kilka lat temu, pisząc raport o naszym kraju jako liderze innowacji w Europie Środkowo-Wschodniej, zastanawiałam się, jaką stworzyć narrację dla Polski1. Ten raport i mój wykład na temat innowacji miały zostać przedstawione w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Los Angeles, przed jednym z najważniejszych gremiów amerykańskiego biznesu. Rzeczywiście, z jednej strony specjaliści z zakresu rozwoju regionalnego czy transformacji ustrojowych widzą, że Polska jest krajem wyjątkowym, a z drugiej strony my, Polacy, sami często się piętnujemy, niezadowoleni, że w rankingach innowacyjności zajmujemy ostatnie miejsca. A sedno tkwi w tym, co rozumiemy pod pojęciem innowacji. Możemy to pojęcie traktować bardzo wąsko – jako inwestycje przeznaczane na badania i rozwój, innowacje i ich komercjalizację przez przedsiębiorstwa. Ja jednak proponuję definiować innowację w znacznie szerszym aspekcie. Przez innowacje rozumiem nie tylko nowe produkty, usługi i procesy. Dla mnie to przede wszystkim indywidualne i kolektywne uczenie się poprzez współpracę opartą na zaufaniu. Niewielu specjalistów ma takie podejście, a dla mnie to właśnie jest istota innowacyjności. Kiedy analizujemy sytuację z takiej perspektywy, staje się jasne, że w Polsce udało się zmienić znacznie więcej niż tylko stworzyć sektor przedsiębiorczości (pomińmy w tym momencie fakt, że w rankingach jest on znów postrzegany jako jeden z najmniej innowacyjnych w UE). Samo założenie firmy jest już procesem innowacyjnym. Podobnie jak zwiększanie zatrudnienia, zdolność i gotowość przedsiębiorców, ich pracowników i klientów do tworzenia nowych rozwiązań i ich konsumpcji. W takim rozumieniu innowacje stają się sukcesem całej lokalnej społeczności, nowego rynku. W przypadku Polski innowacje objęły nie tylko sektor przedsiębiorstw, ale też sektor administracji publicznej. Stworzono szereg instytucji demokratycznych, a tworzenie zrębów demokracji jest bardzo trudne. I równie trudno jest zbudować pokolenie, które rozumie istotę tych nowych instytucji. Polskie innowacje dotyczyły także sektora edukacji. Trzydzieści lat temu nasz system edukacji plasował się poniżej średniej krajów OECD, a w roku 2014 był czwartym najlepszym systemem edukacji w Europie i czternastym na świecie. W Europie wyprzedzały nas jedynie Finlandia, Estonia i Holandia, czyli kraje o kilkumilionowej populacji. Znacznie trudniej jest opracować i wdrożyć masowo dobry system edukacji dla kilkudziesięciomilionowego kraju, jakim jest Polska.

Podsumowując ten wątek, mogę stwierdzić, że Polska jest bardzo innowacyjnym krajem. Świetnie nasz sukces pokazuje najnowszy raport Banku Światowego „Lessons from Poland. Insights for Poland”, w którym podkreśla się bezprecedensowo szybki wzrost zamożności społeczeństwa wraz z utrzymaniem społecznej spójności2. Trudno podważyć fakt, że Polska zaledwie przez jedno pokolenie zbudowała system instytucji demokratycznych, zdrowy system finansowy, który jest krwioobiegiem wolnej gospodarki, dynamiczny sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Sama kilkanaście lat temu pracowałam przy wdrażaniu nowego systemu kredytowania małych i średnich przedsiębiorstw w dwóch największych bankach w Polsce. Procedury weryfikacji kredytowej były przystosowane do dużych przedsiębiorstw. Jakże trudno było w tym gąszczu dokumentów odnaleźć się małym i średnim przedsiębiorcom, którzy nie zawsze wiedzieli wtedy, co to jest biznes plan czy zdyskontowane przepływy pieniężne. To pokazuje, jak żmudny był to proces, okupiony wielkim wysiłkiem przedsiębiorców. Dzisiaj z ciekawością obserwuję młode polskie firmy technologiczne, które wyruszają na podbój świata, i bardzo im kibicuję. Z podziwem patrzę na młodych Polaków studiujących na uczelniach zagranicznych, bo radzą sobie tam bardzo dobrze. Mam nadzieję, że będą chcieli do Polski wrócić.

KB: Teraz na polskie problemy patrzy pani z perspektywy Brukseli i Barcelony.

DT: Rzeczywiście od niedawna mieszkam i pracuję w Barcelonie. Śledzę z bliska problemy Katalonii. W październiku ubiegłego roku odbyło się tam referendum, w którym jego uczestnicy w 90 proc. opowiedzieli się za niepodległością i odłączeniem od Królestwa Hiszpanii jako Republika Katalonii. Każdy naród ma swoje dziedzictwo historyczne i kulturowe, swoją tożsamość narodową. Jako Polka, mając na względzie historię naszej niepodległości, bardzo szanuję marzenia wolnościowe Katalończyków. Jednak musimy pamiętać, że żadne państwo – czy siedmiomilionowe, jakim byłaby Katalonia, czy 38-milionowe, jakim jest Polska – nie jest w stanie funkcjonować niezależnie jako byt państwowy i ekonomiczny. W naszej geolokalizacji po prostu nie ma sensownej alternatywy wobec członkostwa w Unii Europejskiej.

W książce „Europe’s Crises” (Kryzysy Europy), wydanej w Wielkiej Brytanii przez Polity Press, której jestem współautorką, pokazujemy złożone oblicze nakładających się kryzysów, w tym podstawowy – kryzys marzenia pokolenia, które wyrosło po II wojnie światowej. Różne generacje Europejczyków mają różny stosunek do Europy lat 40. czy 50. To naturalne, że następne pokolenie próbuje swoich sił niejako w kontrze do poprzedniego. Ale w zdrowej demokracji jest miejsce dla zrównoważenia tych sił. Kryzys Europy jest kryzysem tożsamości. Trudno poradzić nam sobie z napływem uchodźców czy migrantów. Z jednej strony podziwiam barwne, wielokulturowe ulice Barcelony, a z drugiej strony wstrząsnął mną ubiegłoroczny atak terrorystyczny, jakiego dokonano na jednej z najpiękniejszych ulic Europy – La Rambli, opodal placu Katalońskiego. Wzbudził on strach, frustrację, protest nie przeciwko konkretnym osobom czy organizacjom, ale przeciwko całym grupom etnicznym. Z takich nastrojów społecznych musimy zdawać sobie sprawę i musimy się z nimi zmierzyć, bo – czy tego chcemy, czy nie – jest to naturalna ludzka reakcja. Myślę, że słowa papieża Franciszka („Uchodźcy nie są problemem. Są darem”) wyznaczają drogę katolikom i chrześcijanom. Szczególnie Polacy nie powinni zapominać, że jeszcze niedawno to my wyjeżdżaliśmy do Europy i spędzaliśmy całe noce pod ambasadami, starając się o wizę. Empatia i współczucie na poziomie indywidualnym i na poziomie kraju są dowodem istnienia prawdziwego przywództwa. Podziwiam postawę kanclerz Angeli Merkel, która miała odwagę przedstawić jasne stanowisko, wdrożyć je i zapłacić cenę polityczną. W czasach, kiedy system społeczny i polityczny jest stale atakowany przez narodowców, ekstremistów lub sztuczną inteligencję (jak w przypadku ostatnich wyborów prezydenckich w USA, które były narażone na ustrukturyzowane ataki farm botów), jednostka, która potrafi głosić poglądy wypływające z głębokiego humanizmu, budzi mój szacunek. Kobiety liderki płacą ogromną cenę za odwagę. W naszym świecie nadal obowiązuje myślenie patriarchalne i utrwalone stereotypy. Dyskryminację płci widać gołym okiem na przykładzie różnic w zarobkach za tę samą pracę albo liczby kobiet w zarządach i radach nadzorczych czy w rektorskich togach. Może nawet bardziej niebezpieczne są uprzedzenia subtelne, z których zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie zdają sobie sprawy, bo są jak matryce wtopione w nasze DNA poprzez kulturowe wzorce. Kiedy patrzę na moje trzy córki, które inaczej niż ja w ich wieku postrzegają świat i siebie w tym świecie, jestem zadowolona, że pamięć historyczna jest taka krótka. Dziś wydaje nam się, że kobiety od zawsze miały prawo do głosowania, a przecież w Szwajcarii kobiety po raz pierwszy poszły do wyborów w 1971 r.

KB: Może dziś kluczem do wzrostu innowacyjności i rozwoju Europy jest zwiększenie roli kobiet?

DT: Carlos Moedas uruchomił niedawno pilotaż nowego instrumentu finansowego Europejskiej Rady Innowacji, polegającego na tym, że spośród wybranych wstępnie 80 projektów wyłonione zostaną najlepsze pod względem potencjału globalnego wzrostu i zdolności do radykalnej innowacji – to one otrzymają wielomilionowe wsparcie. Program jest przeznaczony dla firm, które mają szansę stać się tzw. jednorożcami, czyli firmami o kapitalizacji minimum 1 mld euro. Wyboru dokona ciało eksperckie zdominowane przez kobiety (którego również będę członkiem). I nie jest to przypadek, tylko świadoma decyzja odwrócenia proporcji, które zazwyczaj funkcjonują w gremiach venture capital czy private equity.

Włączenie kobiet w życie gospodarcze jest również ogromną innowacją społeczną i biznesową. Dziesięć lat temu zostałam wybrana przez magazyn „Fortune” i Amerykański Departament Stanu – jako jedna z 17 liderek biznesu z całego świata – do programu mentoringu z Pat Fili-Krushel, wiceprezes Time Warner. Wtedy po raz pierwszy z bliska zetknęłam się z procesem zarządzania kapitałem ludzkim w wielkiej korporacji. Kiedy czytałam artykuły w „Harvard Business Review”, zawsze towarzyszyła mi pewna doza podejrzliwości: co to za korporacyjna propaganda?! Dopiero dzięki Pat mogłam się przyjrzeć, jak na co dzień działają programy wspierające przywództwo kobiet czy programy dbania o młode talenty. Kiedy zauważono, że pewne grupy społeczne nie osiągają wyników adekwatnych do inwestycji w ich rozwój i edukację, wiele firm i instytucji zaczęło wprowadzać specjalne programy skierowane właśnie do nich. Owe trzy grupy to najczęściej kobiety, mniejszości narodowe oraz mniejszości seksualne. Ich członkowie częściej rezygnują z kariery zawodowej, bo spotykają się ze zjawiskiem szklanego sufitu. Dlatego koncern Time Warner dofinansowywał edukację dzieci lub opiekę nad rodzicami, co oczywiście w rezultacie było korzystne dla firmy, bo pracownicy mogli więcej czasu poświęcać pracy. Pat zauważyła jednak, że w rodzinach latynoskich kobiety nie tylko opiekują się swoimi dziećmi i łożą na ich edukację, ale także wspierają rozwój dzieci swoich sióstr czy braci. W tej grupie etnicznej rodzina jest szerokim pojęciem. Postanowiła doprowadzić do zmiany polityki firmy, by rozszerzyła pakiety menadżerskie o dofinansowanie opieki nad tzw. osobami zależnymi pracowników. Dzięki temu pracownice Time Warner przekonały się, że pracodawca rozumie ich rolę w rodzinie i ją docenia.

W owym czasie byłam wykładowcą w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Po powrocie z USA zmieniłam program nauczania i włączyłam do niego przykłady z koncernu Time Warner. Kiedy je przytaczałam, moi studenci – a w 90 proc. byli to mężczyźni (absolwenci PW) – patrzyli na mnie z autentycznym zdziwieniem. Opowiadałam również moją historię. Jako studentka tej szkoły biznesu założyłam jedną z pierwszych w Polsce internetowych sieci kobiet Women MBA Networking. Od tamtego czasu minęło 20 lat. Byłam bardzo dumna, odbierając tytuł Kreatora Innowacji 2014 za innowacje społeczne, czyli stworzenie polskiego oddziału Vital Voices – organizacji, która inwestuje w kobiety poprzez programy mentoringowe takie jak ten, w którym sama uczestniczyłam – oraz za wkład w tworzenie Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT).

KB: No właśnie, współtworzyła pani pierwszą instytucję europejską, która miała na sztandarach innowacyjność.

DT: EIT było marzeniem prezydenta Komisji Europejskiej José Manuela Barroso. Chciał stworzyć w Europie instytucję na miarę słynnej amerykańskiej uczelni MIT, zdolnej kształcić nowe pokolenie Europejczyków, które będzie w stanie odpowiedzieć na wyzwania XXI w. Nowa instytucja miała być budowana w oparciu o tzw. trójkąt wiedzy, czyli sieci łączące najlepsze europejskie instytuty badawcze, uniwersytety i przemysł. Przez sześć lat byłam członkiem wykonawczym Rady Zarządzającej EIT. Czuję się jednym z jego architektów zwłaszcza dlatego, że moje polskie korzenie i doświadczenie gospodarczej transformacji pomogły mi przekonać koleżanki i kolegów z EIT, by do trójkąta wiedzy dodać czwarty moduł – przedsiębiorczość. W 2008 r. było to działanie pionierskie w europejskiej polityce innowacji. Dzisiaj doradzam rządom różnych państw, które chcą włączyć innowacyjną przedsiębiorczość do głównego nurtu swojej polityki. Analizując sukces EIT i tworzonych przez niego Centrów Wiedzy i Innowacji, z ogromną satysfakcją patrzę przede wszystkim na firmy tworzone w tym sieciowym ekosystemie. Potrafiły zebrać 600 mln euro z zewnętrznych funduszy wysokiego ryzyka, stworzyły ponad 6 tys. miejsc pracy bezpośrednich, a na każde z nich przypada 14 miejsc pośrednich. I to jest dopiero początek, bo tam, gdzie model oparty jest na strukturze sieciowej, a spoiwem tych sieci jest przedsiębiorczość, następuje wzrost według modelu wykładniczego, charakteryzującego się tym, że początkowo przebiega wolniej, aż do pewnego punktu przesilenia, za którym następuje przyrost lawinowy. Piszę o tym w mojej książce „Innovation and Entrepreneurship. A Growth Model for Europe Beyond the Crisis” (Innowacje i przedsiębiorczość. Nowy model rozwoju dla Europy po kryzysie), wydanej w Nowym Jorku, z przedmową samego Manuela Castellsa, laureata Nagrody Holberga3. W ubiegłym roku odbyła się prezentacja książki we Włoszech i w Belgii. W tym roku książkę zaprezentowała hiszpańskim czytelnikom królewska Fundacja Cotec, a w lutym odbyła się jej premiera w Dubaju, podczas Szczytu Innowacji pod patronatem króla Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Europa ma nieprawdopodobny potencjał naukowy, ale też problem z postawą wobec ryzyka. Wynika on ze świadomego politycznego wyboru kilku pokoleń optujących za funkcją państwa opiekuńczego, a nie modelem społecznym, w którym obywatel odpowiada za swoją przyszłość od momentu wyboru szkoły czy kierunków studiów. Państwo opiekuńcze jest wartością Europejczyków, ale z drugiej strony dobrobyt usypia innowacyjność i gotowość podejmowania ryzyka. Problem w tym, że często nawet najbardziej technologicznie zaawansowane rozwiązania nie są w stanie przekuć wiedzy na pieniądze. Społeczeństwo oczekuje, że przedsiębiorca posiadający patent osiągnie zyski, które w skali makro przełożą się na rozwój gospodarczy kraju i wzrost liczby miejsc pracy. W Europie często nie ma społecznego przyzwolenia na poniesienie porażki. Zaś w Dolinie Krzemowej porażki są tak samo wartościowe jak sukcesy, bo świadczą o gotowości poniesienia ryzyka i zdobytym doświadczeniu.

KB: A jak to wygląda w Chinach, których gospodarka wystrzeliła właśnie zgodnie z modelem wykładniczym? Czy z chińskich doświadczeń płynie nauka dla Europy?

DT: Chińska kultura jest kolektywna. Byłam w Chinach dwukrotnie. Za pierwszym razem miałam okazję odwiedzić tuzin najlepszych uniwersytetów w Chinach i Hongkongu. Spotykałam się też z przedsiębiorcami, aby zrozumieć, na czym polega nieprawdopodobny gospodarczy sukces Chin. Odpowiedź jest z pozoru prosta. Chińczycy specjalizują się w „innowacjach kosztowych”, co oznacza, że potrafią wyprodukować daną rzecz o wiele taniej (czynnik jakości często sprowadzając na dalszy plan). W Europie takie działania nazywamy kradzieżą myśli technicznej, a w najlepszym razie kopiowaniem. W Chinach jest powodem do dumy, że inżynierowie za ułamek ceny potrafią zbudować produkt o porównywalnej funkcjonalności. Krótko mówiąc, chińscy przedsiębiorcy potrafią wdrożyć szybko i skutecznie amerykańskie i europejskie pomysły, dostosowując je do uwarunkowań chińskiego rynku. Powróćmy do podstawowego pytania: co jest celem innowacji? Czy zwiększenie nakładów na badania i rozwój, czy opracowanie i opatentowanie absolutnie nowatorskiej metody lub pomysłu? A może zaspokojenie konkretnej potrzeby konsumentów? Innowacje czy przedsiębiorczość nie są celem samym w sobie. W centrum procesu powinien być człowiek, wspólnota ludzi, społeczeństwo. Trzeba zawsze odpowiedzieć na pytanie, gdzie tworzy się wartość z punktu widzenia firmy i potrzeb jej klientów, jak i z punktu widzenia gospodarki i potrzeb obywateli. Jako szefowa doradców komisarza Moedasa dyskutuję wraz z moimi znakomitymi kolegami o wizji strategicznej dla Europy. Coraz mocniej wyrażane są poglądy, że nauka i innowacje mają być utylitarne, wręcz misyjne. Uważamy, że system nauki i innowacji w Europie powinien obecnie przejść wielką transformację: od tworzenia instytucji do tworzenia kultury instytucji, od inwestycji w technologie i naukę do inwestycji w ludzi i dla ludzi. „Przyszłość Europy. Otwarta nauka. Otwarte innowacje. Otwarci na świat” – tak po polsku brzmi tytuł książki, którą wydaliśmy w maju zeszłego roku. W Polsce również obok polityki krótkoterminowej, która daje odpowiedź, co i jak robimy, powinna istnieć polityka długoterminowa, która daje odpowiedź, dlaczego coś robimy.

KB: Jaka przyszłość rysuje się przed Europejczykami?

DT: Świat dzisiaj wygląda zupełnie inaczej niż choćby 10 lat temu. Masowo upowszechniły się nowe formy relacji międzyludzkich, związane z rozwojem cyfrowych technologii mobilnych. Jednostka potrafi się masowo komunikować. Każdy z użytkowników mediów społecznościowych może stać się globalnym mikrocentrum tworzenia myśli, polityki, ruchów społecznych. Prof. Manuel Castells w swojej książce „Communication Power” pokazuje, jak od jednego SMS-a zaczęła się Arabska Wiosna Ludów. Dzisiaj internetowa społeczność ma zdolność wypowiadania się na każdy temat, ma także zdolność sprawczą. Szczególnie ważne jest to dla rozwoju miast, które są swoistymi laboratoriami tworzenia polityki wspólnie z obywatelami. Dobrym przykładem może tu być Barcelona lub Amsterdam, które już od lat w nowatorski sposób podchodzą do procesu współpracy z mieszkańcami, do myśli urbanistycznej, do procesów smart city. Warto zauważyć, że tak jak w biznesie większe sukcesy będą odnosić firmy, które swoje produkty współtworzą ze swoimi klientami (tzw. user-driven innovation), tak większy sukces odniosą te miasta, regiony czy państwa, których włodarze będą potrafili wspólnie z obywatelami tworzyć politykę. Nie chodzi tu o konsultacje społeczne, które znamy z praktyki unijnej czy krajowej. Bliższe temu modelowi są budżety partycypacyjne, wprowadzane już przez polskie miasta. Barcelona idzie dalej, tworzy laboratoria innowacji – Fab Laby, które prowadzą różne programy edukacyjne i badawcze mające na celu odrodzenie mikrospołeczności miejskich. Chodzi o reaktywację rzemiosła i małej wytwórczości, aby z powrotem do miast sypialni wprowadzić życie. Okazuje się, że są ludzie, którzy chcą produkować lokalnie, i są grupy konsumentów chętnych korzystać z oferty lokalnych wytwórców. Podobną sytuację mamy na przykład na rynku muzycznym. Model biznesowy długiego ogona (ang. long tail), polegający na sprzedaży internetowej dużej liczby produktów niszowych, spowodował, że w warunkach dominacji wielkich koncernów medialnych każdy muzyk może wydać swoją płytę i odnieść sukces komercyjny. W ten sposób koegzystują wielkie koncerny, małe wytwórnie i pojedynczy muzycy. Podobnie rzecz ma się z miastami. Nadal niezbędne są sektory, które musza być zarządzane przez zhierarchizowane struktury samorządowe, ale powinny dojść do głosu również ruchy miejskie, aby mieszkaniec czuł się podmiotem, a nie przedmiotem działań włodarzy. Wszak miasto jest dla ludzi, więc nowoczesny kapitalizm musi doceniać i szanować prawo jednostki do poszukiwania szczęścia.

KB: Czy świat urządzony przez kobiety byłby inny?

DT: Tak, na pewno. Pytanie, czy byłby lepszy. To, że ktoś jest kobietą, nie oznacza, że będzie lepszym liderem czy politykiem. Z drugiej strony badania pokazują, że jeżeli rady nadzorcze czy zarządy dużych firm są obsadzone w odpowiedniej liczbie (minimalnie krytycznej) przez kobiety, to firmy te osiągają lepsze wyniki finansowe w długim terminie. Podobnie w innowacjach – nie ma możliwości tworzenia innowacji bez różnorodności. Zespoły jednorodne pod względem wykształcenia, doświadczenia zawodowego, pochodzenia społecznego, narodowościowego, kulturowego rzadko są kreatywne w porównywalnym stopniu do zespołów różnorodnych. Element twórczego fermentu pojawia się dopiero wtedy, kiedy do zespołu wchodzi obcy, inny. Regis McKenna – ikona Doliny Krzemowej, współtwórca m.in. reklamy pierwszego komputera personalnego Apple Macintosh, wyemitowanej jeden jedyny raz, odwołującej się do powieści Orwella „Rok 1984” – przekonał mnie, że różnorodność jest elementem kluczowym w procesie kreacji. W tej właśnie reklamie sportsmenka ucieka przed armią quasi-robotów. Aby kobiety stawały się dobrymi liderkami, potrzebne jest odpowiednie wsparcie na drodze rozwoju osobistego i zawodowego. Po powrocie z programu mentoringu z Pat Fili-Krushel miałam wielką potrzebę podzielenia się zdobytymi doświadczeniami z Polkami. Założyłam więc fundację, która wprowadziła w Polsce program Vital Voices, czyli organizacji skupiającej 40 tys. liderek na całym świecie, które odbyły szkolenia mentoringowe. Vital Voices Poland przeprowadziło takie szkolenia dla kilkuset Polek, Ukrainek, Gruzinek. Mam zaszczyt należeć do elitarnego grona Vital Voices Fellows, czyli grupy 100 kobiet na świecie, które potrafiły zmieniać rzeczywistość innych kobiet liderek. Moja mentorka powiedziała, że nigdy nie osiągnęłaby pozycji wiceprezesa Time Warner, gdyby nie wsparcie, które otrzymała od innych kobiet. Sama, czując się liderką, staram się wspierać inne kobiety. Jeżeli tylko kobiety będą się wspierać, to można oczekiwać wielu obiecujących zmian w świecie, który – jak nigdy wcześniej – jest absolutnie nieprzewidywalny, bo procesy trwające dawniej przez lata dziś zachodzą w tempie milisekund.


Dr Daria Tataj

doradca strategii, przedsiębiorczyni, współtwórczyni Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii. Jest również doradcą Światowego Forum Ekonomicznego i Europejskiej Agencji Kosmicznej. Przewodnicząca RISE High-Level Policy Group for Research, Innovation and Science – grupy niezależnych ekspertów ds. badań, innowacji i polityki naukowej, doradzającej komisarzowi UE ds. badań naukowych i innowacji.

 

Czytaj także