Rzeźbiarz Zamoyski

Fot. Kamil Broszko/Broszko.com
Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

O niezwykłym artyście na nowo odkrywanym w swoim kraju, o przygodach, podróżach i twórczości Augusta Zamoyskiego oraz o kulisach odzyskania jego kolekcji przez Muzeum Narodowe w Warszawie z Ewą Ziembińską rozmawiają Marzena Tataj i Kamil Broszko.

Marzena Tataj: August Zamoyski, wybitny polski rzeźbiarz, przez lata był nieobecny w naszej zbiorowej świadomości.

Ewa Ziembińska: Zamoyski zdobył w Polsce uznanie krytyki i publiczności już pod koniec drugiej dekady XX w. W czasach PRL-u dostęp do jego dzieł był znacznie utrudniony, bowiem tworzył na emigracji (we Francji i w Brazylii) i tam pozostawała większość jego prac. Nie pomagało też jego arystokratyczne pochodzenie. August Zamoyski jest bardzo ważną postacią w historii polskiej rzeźby, dlatego przez wiele lat my, historycy sztuki i muzealnicy – zarówno z Muzeum Narodowego w Warszawie, jak i Centrum Rzeźby w Orońsku czy Muzeum Literatury w Warszawie – staraliśmy się, aby jego dzieła wróciły do Polski. Tym bardziej że zawsze tworzył z myślą o ojczyźnie. Wielokrotnie dawał temu wyraz w listach i pamiętnikach. Pisał: „Wszystko, co wyrzeźbię, należy do państwa polskiego. […] jest własnością moralną, narodową”. Nie zostawił po sobie testamentu, ale pragnął, aby cała kolekcja znalazła miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie. Na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dokonano ekspertyzy stanu prawnego i fizycznego dzieł zgromadzonych we Francji. Wskazywała ona na konieczność pilnego uregulowania kwestii własności, aby zabezpieczyć kolekcję przed rozproszeniem, zapewnić jej właściwe warunki przechowywania, opiekę i promocję. Zamoyski bardzo przywiązywał się do swoich dzieł i niechętnie się z nimi rozstawał. Wiemy, że dwukrotnie odkupił swoje prace, bo były ważne dla całości jego kolekcji. Dlatego dla wszystkich historyków sztuki i badaczy jego spuścizny było zrozumiałe, że francuska kolekcja stanowi szczególną wartość jako całość – zawiera kluczowe dzieła, szkice do nich, projekty gipsowe i narzędzia, które ukazują proces twórczy. Dzień 15 stycznia 2019 r., kiedy to w Ambasadzie RP w Paryżu podpisano umowę zakupu całej kolekcji Augusta Zamoyskiego przez Muzeum Narodowe w Warszawie, uznać można za przełomową datę w dziejach twórczości artysty. Od tego momentu dla spuścizny rzeźbiarza zaczyna się – wytęskniony przez niego za życia – etap polski.


August Zamoyski odkuwający rzeźbę w swojej paryskiej pracowni, w tle widoczny „Portret Serge’a Lifara”, początek lat 30. XX w. 

MT: Historia pozyskania dzieł Augusta Zamoyskiego pokazuje, na czym polega działalność wyspecjalizowanej jednostki kultury, jaką jest Muzeum Narodowe w Warszawie.

EZ: Pracownicy naukowi Muzeum prowadzą prace badawcze, opracowują ekspertyzy niezbędne w procesie negocjacji dotyczących zakupu, wraz z konserwatorami przygotowują prace do transportu. Niezbędne jest zorganizowanie specjalistycznego przewozu przez firmę zajmującą się pakowaniem i transportem dzieł sztuki. Kolejny etap to konserwacja dzieł sztuki i udostępnianie ich publiczności poprzez organizację ekspozycji w Muzeum wraz z towarzyszącym jej programem edukacyjnym i wydawnictwami, jak katalogi czy albumy.

Kamil Broszko: Jak przebiegał cały proces odzyskania dzieł Zamoyskiego?

EZ: Prezentowana w Muzeum Narodowym w Warszawie kolekcja została pozyskana z pocysterskiego opactwa w Sylvanès na południu Francji oraz z niewielkiego Muzeum Zamoyskiego, utworzonego opodal w Prieuré des Granges. Hélène Peltier, czwarta żona Augusta, całą spuściznę po mężu przekazała opatowi André Gouze’owi. Kierował on Stowarzyszeniem Przyjaciół Opactwa w Sylvanès i chciał stworzyć centrum artystyczno-muzyczne. Muzeum Zamoyskiego, mające być jego częścią, znajdowało się jednak z dala od zabudowań mieszkalnych, w gęstych lasach, nie dało się tam dojechać utwardzoną drogą. Niezwykłe odosobnienie tak wybitnych dzieł sztuki u wielu osób budziło obawy o dalsze losy rzeźb.
W 1993 r., w stulecie urodzin Zamoyskiego, a 23 lata po śmierci artysty, w Muzeum Narodowym w Warszawie odbyła się retrospektywna wystawa jego prac, przygotowana we współpracy z Hélène Peltier. Z tej okazji wydano dwa katalogi – w językach polskim i francuskim, opracowane przez Zofię Kossakowską-Szanajcę, pierwszą monografistkę Zamoyskiego. Wówczas  pojawiła się nadzieja, że żona zdecyduje się na przekazanie lub odsprzedanie naszemu muzeum wystawianych dzieł. Niestety, tak się nie stało, dostaliśmy jedynie pozwolenie na odlanie w gipsie kilku rzeźb.
Intensywne prace nad podpisaniem umowy zakupu kolekcji rozpoczęły się w 2017 r. Trudność polegała na tym, że rzeźby znajdowały się w opactwie i muzeum we Francji, a prawa autorskie należały do rozproszonej rodziny Hélène Peltier, która była jedyną spadkobierczynią po Auguście Zamoyskim. Polskim negocjatorom oczywiście zależało na zakupie całej kolekcji wraz z prawami autorskimi. Ostateczne rozmowy odbyły się we wrześniu 2018 r. Z ramienia ministerstwa prowadził je dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego za Granicą i Strat Wojennych Jacek Miler, który odegrał kluczową rolę w procesie negocjacji umowy. To on nadał staraniom właściwy bieg i poświęcił im uwagę aż do ostatnich chwil swojego życia, niestety samego aktu podpisania kontraktu już nie doczekał. Spadkobierców Hélène Peltier do sprzedaży Polsce praw do dzieł Augusta przekonały także nasze wieloletnie działania dotyczące promowania jego rzeźb, wydanie albumów w językach polskim i francuskim, prezentowanie prac na wystawach światowych. Francja nawet nie odnotowywała obecności rzeźbiarza tak wielkiego formatu na swoim terytorium, nie mówiąc już o promocji jego twórczości.
W powrocie spuścizny Zamoyskiego do Polski ważną rolę odegrał Andrzej Wat, historyk sztuki mieszkający w Paryżu, syn Aleksandra i Oli Watów. Dzięki jego znajomości z Hélène Peltier archiwum Zamoyskiego – listy i pamiętniki, dokumenty i fotografie – w 2007 r. trafiło do Muzeum Literatury w Warszawie. Druga transza archiwum, także dzięki zaangażowaniu polskich dyplomatów, znalazła się w zbiorach w 2015 r.

MT: Pani również brała czynny udział w procesie odzyskiwania dzieł Zamoyskiego. Jest pani także kuratorem niezwykłej wystawy, podczas której publiczność nie tylko może obejrzeć dzieła, ale także poznać proces ich konserwacji.

EZ: Aranżacja ekspozycji zakupionej kolekcji prac Zamoyskiego wprowadza publiczność w klimat jego pracowni rzeźbiarskiej. Użyliśmy wydruków wielkoformatowych wykonanych według negatywów Eustachego Kossakowskiego, na których widać artystę pośród swoich rzeźb w pracowni w Saint-Clar-de-Rivière. Kossakowski, wybitny fotografik dokumentujący polskie i francuskie życie artystyczne, przyjechał do posiadłości Zamoyskiego w 1968 r. na prośbę siostry, Zofii Kossakowskiej-Szanajcy, która akurat wtedy pisała biografię Augusta. Wykonał zdjęcia artysty, jego posiadłości i wielu rzeźb. Dzięki tej dokumentacji mogliśmy także prześledzić stan zachowania prac. Wiedza ta była bezcenna dla konserwatorów, którzy uzupełniali ubytki, pęknięcia, powstałe w ciągu 50 lat przechowywania w niestabilnych warunkach. Ekspozycja prezentuje nawet skrzynie transportowe, aby pokazać, z jaką pieczołowitością i precyzją trzeba traktować rzeźbę na każdym etapie opieki nad nią, szczególnie wykonaną z wrażliwych materiałów, jak gips i terakota. Transport był niezwykle trudną logistycznie operacją, bo w starym opactwie musieliśmy znosić rzeźby po schodach, a niektóre obiekty, jak choćby granitowa „Rea”, ważyły pół tony. Część dzieł trzeba było przenosić, ciągnąć po podmokłym, gliniastym gruncie.

KB: Prezentowana na wystawie kolekcja ukazuje pełen przekrój wszystkich etapów twórczości Augusta Zamoyskiego. 

EZ: To jest ogromna wartość tej kolekcji. W sensie formalnym powiększyła ona zbiory Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, które jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie, posiadającym zbiory rzeźby dawnej i współczesnej, w tym wyjątkową kolekcję Xawerego Dunikowskiego. Kolekcja Zamoyskiego została wpisana do oddzielnego, nowo utworzonego inwentarza „Muzeum Rzeźby Zamoyski – MRZ”. Pierwsza pozycja, zarówno w inwentarzu, jak i na wystawie, to niewielka rzeźba z żelaza, nazywana różnie przez samego Augusta –„Krokodyl” albo „Smok”. Stworzył ją jako kilkunastoletni chłopak w majątku rodzinnym w Jabłoniu pod okiem kowala i stolarza, od których uczył się rzemiosła kucia i obróbki drewna. Na wystawie jest też eksponowane inne dzieło z lat chłopięcych – drewniana figurka Matki Boskiej. August nie ukończył regularnych studiów artystycznych, a swój warsztat doskonalił w pracowniach rzeźbiarskich w Niemczech i we Francji. Jego ojciec, hrabia Tomasz Zamoyski, widział inną przyszłość dla syna – wysłał go na studia ekonomiczne do Fryburga. Sam August wspominał, że zdecydował się także na studia filozoficzne w Heidelbergu, który wówczas był silnym ośrodkiem myśli élan vital Henriego Bergsona. Zamoyski sympatyzował z filozofią „pędu życia”, niosącego energię tworzenia. W trudnych osobistych momentach takie podejście z pewnością mu pomagało. Podczas I wojny światowej wstąpił do wojska, ale szybko trafił do niemieckiej niewoli i ciężko zachorował. Jego ciotce, będącej damą dworu w Wiedniu, udało się go uwolnić z obozu jenieckiego i przenieść do Berlina, gdzie jednak miał obowiązek stałego meldowania się na posterunku policji. Podczas przymusowego pobytu w stolicy Niemiec August uczył się bezpośredniego odkuwania w kamieniu u lokalnego rzeźbiarza i kamieniarza. W tym czasie poznał też tancerkę i – jak byśmy dziś powiedzieli – celebrytkę Ritę Sacchetto. Na wystawie możemy podziwiać jej dwa portrety, w tym słynny portret „Łza”. Rita była zafascynowana tańcem Isadory Duncan i eksperymentowała z tańcem formistycznym. Jako kobieta o kilkanaście lat starsza miała ogromny wpływ na 21-letniego Augusta. Wydaje się, że to właśnie dzięki niej Zamoyski ostatecznie podjął decyzję o poświęceniu się rzeźbiarstwu. Rita, mimo sprzeciwu rodziny, została żoną Augusta w 1917 r. i wprowadziła go w świat bohemy artystycznej Berlina i ekspresjonistów niemieckich. Za pośrednictwem Stanisława Przybyszewskiego Zamoyski poznał ekspresjonistów poznańskich z grupy Jerzego Hulewicza, który zaprosił go do publikowania w czasopiśmie „Zdrój” i do udziału we wspólnych wystawach. August związał się z ugrupowaniem artystycznym Bunt, a za jego pierwszą formistyczną pracę zawierającą elementy kubizmu można uznać portret Rogera Raczyńskiego, wykonany w drewnie w 1918 r. Apogeum formizmu i syntetyzmu osiąga Zamoyski w portretach Louisa Marcoussisa i Marii Walterskirchen. W przypadku tej ostatniej pracy posiadamy nie tylko wspaniały dwukolorowy odlew z brązu, ale także szkice do portretu, na których widzimy cały proces twórczy – wyjście od klasycznego ujęcia głowy kobiecej i kolejne stadia uproszczeń tego wizerunku. Bardzo ciekawa jest także seria prac „Ich dwoje”, przedstawiająca ciała kobiety i mężczyzny splecione w mocnym uścisku. Owe prace zostały dopuszczone do pierwszej wystawy Buntu w poznańskiej Zachęcie, która jednak została zamknięta, m.in. z powodu niemoralnych dzieł Zamoyskiego. Krytyka  uznała je za zbyt erotyczne i stanowiące obrazę moralności. Bunt zaprezentował wystawę w innej przestrzeni, co trochę przypominało historię paryskiego Salonu Odrzuconych. Towarzyszący temu skandal utwierdził rodzinę Augusta w decyzji odsunięcia się od niego. Zamoyscy w 1918 r. przenieśli się do Zakopanego i na Skibówkach Rita otworzyła szkołę  tańca formistycznego, zaś August miał pracownię. Zamoyski został założycielem grupy ekspresjonistów polskich, która przyjęła ostatecznie nazwę Formiści. Tworzył ją m.in. z Leonem Chwistkiem, Tytusem Czyżewskim i Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, z którym łączyła go wielka przyjaźń. Kilka lat później zerwał z formizmem i zniszczył część swoich prac.


Rzeźby Augusta Zamoyskiego: „Krokodyl” („Smok”); żelazo kute; Jabłonie, ok. 1912 r., Akt „Pochylona”; marmur biały, gips; Rio de Janeiro,  ok. 1941–1943, „Ich dwoje XIII” („Tango”); drewno lipowe;  ok. 1922–1923.

MT: Na zdjęciach widzimy, że Zamoyski był postawnym, silnym mężczyzną. Można także napotkać wzmianki o jego wyczynach sportowych.

EZ: Zamoyski był niezwykle barwną postacią. Trzeba pamiętać, że rzeźbił w drewnie tylko w okresie formizmu. Później uważał je za zbyt miękki i mało szlachetny materiał dla rzeźbiarza. To kamień stał się dla niego wyzwaniem, z którym chciał się mierzyć. Tłumaczył, że „opór granitu budzi prawdziwą wolę, a powolna glina usypia”. Dbał o tężyznę fizyczną, dzięki której mógł dłutem ujarzmiać kamień. Uprawił wiele sportów – regularnie biegał, jeździł na nartach i rowerze. Do historii przeszedł jego zakład z 1925 r. z pewnym Argentyńczykiem o przejazd rowerem z Paryża do Zakopanego w określoną liczbę dni. Zamoyski pokonywał dziennie 130 km i wygrał zakład, zaś uzyskane środki finansowe pozwoliły mu na dostatnie życie przez kilka miesięcy. W tym samym roku zdobył pierwsze miejsce w biegach narciarskich na 30 km. Zachowały się też archiwalne zdjęcia z Paryża, na których widzimy rzeźbiarza uprawiającego jogging na Polach Elizejskich.

KB: Zamoyski chciał się stać artystą światowym?

EZ: Tak. W 1921 r. wybrał się do Nowego Jorku z zamiarem zorganizowania wystawy i uzyskania tamże zamówień na swoje rzeźby. Niestety, te plany nie powiodły się. Po zerwaniu z formizmem opuścił Zakopane i wiosną  1924 r. przeniósł się do Paryża, a w twórczości zwrócił się do form klasycznych. Rozstał się z Ritą, założył pracownię na paryskim Montparnassie i rzeźbił. Kupił sportowe bugatti, którym wjeżdżał wprost do swojego mieszkania i parkował tuż przy łóżku. Utrzymywał kontakty z polskimi artystami tworzącymi w Paryżu i wystawiał swoje prace w paryskich galeriach i na Salonach: Jesiennym, Tuleryjskim i Niezależnych. Ze względu na znajomość języków obcych z łatwością wszedł do międzynarodowej socjety. Związał się ze śpiewaczką Manetą Radwan, która miała arystokratyczne pochodzenie. Fakt ten pomógł w ponownym nawiązaniu relacji z ojcem. Hrabia Tomasz Zamoyski zapisał synowi majątek rodowy w Jabłoniu. W tym okresie August podróżował pomiędzy Paryżem i Jabłoniem, który umiejętnym gospodarowaniem wyprowadził z długów. W pałacowej palmiarni zorganizował pracownię, zaś pozowały mu wiejskie pracownice: Nastka, Franka i Wierka. Odniósł sukces na wystawie w Instytucie Propagandy Sztuki w 1936 r., a „Głowa Wierki” z czarnego  granitu została nagrodzona złotym medalem na Wystawie Światowej w Paryżu w 1937 r. Jeden z recenzentów stwierdził, że „nawet gdyby Zamoyski nie wyrzeźbił więcej niczego innego, to jedna »Głowa Wierki« by wystarczyła, aby uznać go za wielkiego artystę”.

KB: Dzieła to jedno, ale na jego wizerunek wpływały również rozmaite nietypowe aktywności, na przykład udział w roli jurora w konkursie piękności.

EZ: Mówiłam, że to niezwykle barwna postać. (śmiech) Zamoyski zasiadał w jury konkursu Miss Europy. Co ciekawe, w skład tego gremium wchodzili także czeski abstrakcjonista František Kupka i malarz Kees van Dongen. August Zamoyski podkreślał piękno wiejskich dziewcząt z Podlasia, widząc w nich ideał kobiecego ciała, a rzeźbę przedstawiającą Reę, boginię płodności, uważał za swoje credo artystyczne. Do pierwszych szkiców pozowała Franka, z którą łączyły go także relacje intymne. Rea w marmurze i w brązie powstała dopiero w Brazylii. August, jak sam wspominał, nie mógł tam odnaleźć ideału piękna kobiety, wrócił więc do szkiców zrobionych w Jabłoniu. Nawiasem mówiąc, choć w Brazylii poślubił piękną malarkę Isabel Paes Leme, nie znamy jej żadnego portretu.

MT: Artysta tak bardzo troszczył się o swoje rzeźby, że w krytycznej chwili potrafił je… zatopić.

EZ: Kiedy wybuchła II wojna światowa, Zamoyski przebywał z Franką w Paryżu. Wrócił do Jabłonia, aby ukryć dzieła. Kamienne rzeźby zatopił w przydomowym stawie, a gipsowe ukrył w sianie na strychu. Wszystkie te prace przetrwały wojnę. Kiedy artysta przebywał w Brazylii, dostał wiadomość z Jabłonia, że staw wysycha, odsłaniając rzeźby. Ponieważ sam nie mógł się sprawą zająć, zaproponował Stanisławowi Lorentzowi, dyrektorowi Muzeum Narodowego w Warszawie, aby podjął się wyłowienia tych rzeźb, i obiecał w zamian połowę z nich Muzeum. W ten sposób instytucja w 1949 r. pozyskała kilka dzieł Augusta Zamoyskiego. Warto w tym miejscu powiedzieć, że pierwszą rzeźbę, „Ewę” z czarnego granitu, Muzeum zakupiło bezpośrednio od Zamoyskiego już w 1936 r., zaraz po Biennale w Wenecji. Znalazła ona swoje stałe miejsce na dziedzińcu, tuż obok wejścia.
Zamoyski wrócił sam do Francji, licząc, że wojna szybko się skończy. Gdy Niemcy stanęli pod Paryżem, postanowił uciec do Ameryki. Podczas pakowania rzeźb jedna z nich spadła mu na nogę. W szpitalu spędził wiele dni, a gdy wyszedł, nie było już mowy o zabieraniu ze sobą twórczego dorobku. Spakował „Głowę Wierki” („To moja legitymacja” – mówił) i gipsowy odlew, w którym ukrył dolary. Udało mu się dostać na statek płynący do Brazylii, która miała być tylko przystankiem w podróży, a został tam 15 lat.

MT: W Brazylii stoją trzy pomniki autorstwa Zamoyskiego, a w Polsce – tylko jeden.

EZ: Tak, w Krakowie przed kościołem oo. Franciszkanów znajduje się pomnik Adama Sapiehy, którego szczegóły Zamoyski uzgadniał z kardynałem Karolem Wojtyłą. Ułożenie rąk Sapiehy wzorował na własnym geście. Rzeźbę nazwał „Modlitwa”, a starając się uchwycić skupienie w modlitwie, zrobił jej kilka wersji, zakrywając rękami więcej lub mniej twarzy.
Wśród dzieł, które pozostawił po sobie w Brazylii, najsłynniejsze są właśnie pomniki. Monument przedstawiający Assisa Chateaubrianda stoi przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Rio de Janeiro, zaś pomnik Chopina, ufundowany przez Polonię brazylijską - na tamtejszej plaży Praia Vermelha. Jego uroczyste odsłonięcie miało miejsce w piątą rocznicę wybuchu II wojny światowej. Monument przedstawia kompozytora zwróconego ku morzu, z ręką przy uchu, jakby nasłuchującego wieści z kraju. Trzecim pomnikiem jest „Nu”, duża rzeźba z brązu ukazująca nagą kobietę, w Muzeum Sztuki w Pampulha w Belo Horizonte.

MT: Jakie życie Zamoyski wiódł w Brazylii?

EZ: Najpierw zamieszkał w Rio de Janeiro, potem w São Paulo. Uczył tam studentów rzeźbić metodą kucia bezpośredniego. Uważał, że nie należy robić gipsowych modeli rzeźby, ale od razu wykuwać ją w kamieniu. Czytając pamiętniki, możemy odnieść wrażenie, że mimo sukcesów artystycznych August Zamoyski nie czuł się dobrze w Brazylii. Tęsknił za krajem i w 1955 r. postanowił wrócić do Europy. Zamknął się u dominikanów w klasztorze w Paryżu i stworzył tam pracownię rzeźbiarską. Kiedy poznał Hélène Peltier, dużo młodszą od siebie profesor literatury rosyjskiej na Uniwersytecie w Tuluzie, zdecydował się opuścić klasztor, wziąć ślub i zamieszkać na południu Francji w Saint-Clar-de-Rivière.

MT: Na wystawie można zobaczyć wiele rzeźb o tematyce religijnej.

EZ: Zacznijmy od niewielkiej, ale bardzo ważnej rzeźby „Ból istnienia”. Przedstawia dwóch żołnierzy, jeden niesie na rękach ciało zmarłego przyjaciela. Ułożenie ciał nawiązuje do „Piety” Michała Anioła. August pracował zresztą nad własną pietą, lecz jej nie ukończył. W zarysie widzimy głowę Matki Boskiej zwróconą ku górze, co nawiązuje do jego następnej niedokończonej rzeźby – „Wniebowstąpienia”. Jedną z ostatnich rzeźb Zamoyskiego było „Zmartwychwstanie”, dzieło, które przeznaczył na swój nagrobek.


Rzeźby Augusta Zamoyskiego: „Portret Serge’a Lifara”; granit czarny bretoński (kersantyt?); Paryż, La Ciotat, 1933 r., „Portret Marii Walterskirchen”, transpozycja formistyczna; brąz patynowany, bielony w górnej części; 1923 r., „Rhea” („W półmroku tego świata”, „Ziemia”, „Ceres”); Rio de Janeiro, 1943–1944

KB: August Zamoyski miał niemal średniowieczne poglądy na warsztat rzeźbiarski. Pisał, że „kto chce zostać rzeźbiarzem, najpierw musi być kowalem. Kto pragnie pracować w kamieniu, niech dwa lata spędzi w kamieniołomie i pozna swój materiał”.

EZ: August dysponował ogromną siłą fizyczną, niezbędną do kucia, ale była ona połączona z delikatnością w obchodzeniu się z kamieniem. Posiadł niezwykłą finezję, dzięki której umiał wydobyć niuanse kamienia, aby osiągnąć pożądany efekt. Wybierał kamienie, które zachwycały żyłkowaniem czy ziarnistością, a następnie umiał te walory wykorzystać w rzeźbach. Większość rzeźb wykuł sam. Ponieważ znał się na kowalstwie, wiele narzędzi do obróbki kamienia również wykonał samodzielnie. Lubił wyzwania. Szukał coraz twardszego surowca, jak granit, bazalt czy dioryt. Przywoływał teorie renesansowe, m.in. Michała Anioła, według której rzeźba jest ukryta w kamieniu, a rzeźbiarz powinien ją z kamienia wydobyć.
Zamoyski uczył kucia bezpośredniego studentów w Brazylii. Chciał również utworzyć katedrę owej metody na Politechnice Warszawskiej i prowadził w tej sprawie rozmowy podczas pobytu w Polsce w 1956 r. Wygłosił też kilka wykładów, m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie. Projektu nie udało się sfinalizować, ale Zamoyski zobowiązał się do przyjmowania polskich studentów na praktyki w swojej pracowni w Saint-Clar-de-Rivière. Jednym z pierwszych był Józef Fukś, którego kilka prac wróciło do Polski razem z kolekcją Zamoyskiego.


Ewa Ziembińska

historyk sztuki, kustosz Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie. Członek zespołu negocjacyjnego zakupu kolekcji Augusta Zamoyskiego, kurator wystawy „Zamoyski ocalony. Prezentacja kolekcji zakupionej do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie oraz pokaz konserwatorski” w MNW.

Czytaj także