Gdy będziesz robił jak wszyscy, będziesz miał jak wszyscy

Fot. Pruszyński Sp. z o.o.
Fot. Pruszyński Sp. z o.o.

Z Krzysztofem Pruszyńskim, prezesem firmy Pruszyński Sp. z o.o., rozmawia Adam Mikołajczyk.

Adam Mikołajczyk: Działalność gospodarczą rozpoczął pan w latach 80. XX w. Pionierzy polskiego biznesu mają swoje legendy – o pierwszej firmie w garażu, o rozwożeniu towaru maluchem… Jak wyglądały pana początki?

Krzysztof Pruszyński: Pierwsze pozwolenie na działalność gospodarczą dostałem w 1985 r. Dzięki niemu mogłem legalnie zajmować się konwisarstwem. Urzędowy dokument uprawniał do sprzedaży wytworzonych wyrobów na targowiskach w województwie białostockim, ale tylko w poniedziałki i czwartki. Szczęśliwie nigdy nie musiałem z tego prawa korzystać – wyroby, których produkcją zająłem się jeszcze w trakcie studiów w warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, trafiały do zorganizowanych sieci dystrybucji.

Zmiany ustrojowe otworzyły przede mną nowe możliwości rozwoju. Wybrałem dekarstwo. Zdałem egzamin czeladniczy, a następnie mistrzowski. Przeniosłem się też pod Warszawę, gdzie popyt na tego typu usługi był znacznie większy niż na moim rodzinnym Podlasiu. W czerwcu 1990 r. wraz z pierwszym pracownikiem skonstruowałem własną maszynę do trapezowania blach, a 16 lipca 1990 r. wybrałem się samochodem marki ZiŁ do Huty im. T. Sendzimira po pierwszy transport blachy – 8 ton stali. Na tyle było mnie stać. Miesiąc później kupiłem 14 ton blachy.

AM: Proszę wymienić kilka strategicznych decyzji biznesowych, które z perspektywy 25 lat ocenia pan jako znaczące dla rozwoju swoich firm.

KP: Jedną z ważniejszych decyzji, która pomogła nam w osiągnięciu sukcesu, był wybór miejsca na budowę siedziby firmy w podwarszawskim Sokołowie. Gdy się tu osiedlaliśmy, około 2000 r., kupiliśmy 3 ha ziemi. W tej chwili zajmujemy już 16 ha. Jak widać, mieliśmy swobodę rozwoju.

Z punktu widzenia prowadzonego przez nas biznesu ważne było również wejście w sektor produktów dla budownictwa wielkokubaturowego (np. hale, centra handlowe, zakłady przemysłowe, budynki użyteczności publicznej). Obecnie, szczególnie w okresach zimowych, gwarantuje to grupie utrzymanie stabilnych przychodów.

Pewne decyzje strategiczne z perspektywy czasu okazały się nietrafione, np. ekspansja na niektóre rynki zagraniczne czy uruchomienie produkcji wybranych wyrobów. Nie zmienia to jednak faktu, że były one ważne. Nawet z porażek można bowiem wyciągać wnioski, które pomagają w rozwoju firmy.

AM: Jakie najważniejsze rady przekazałby pan młodym przedsiębiorcom chcącym osiągnąć sukces?

KP: Najważniejsze, żeby nie mylili przychodu z dochodem. To może spowodować wiele problemów. A jeżeli już uda się komuś odnieść pierwszy sukces, to nie należy się nim zachłystywać, popadać w megalomanię, tylko dalej ciężko pracować. Mam też takie powiedzenie: gdy będziesz robił jak wszyscy, będziesz miał jak wszyscy. Trzeba się odróżnić od otaczającego nas tła. Kreatywność w biznesie jest niezwykle ważna. Poza tym jedną z podstawowych cech gwarantujących sukces jest przywiązanie do realiów. Nie można patrzeć na firmę jak na wirtualny byt, wyłącznie poprzez słupki i wykresy obrazujące jej wyniki finansowe. Przedsiębiorstwo to przede wszystkim ludzie i cała infrastruktura, którą oni zarządzają.

AM: Prowadzi pan ogromną firmę, ale równocześnie spełnia ona cechy firmy rodzinnej.

KP: Jestem przywiązany do takiej formy prowadzenia biznesu. Innej nie znam. Nigdy nie musiałem starać się o pozyskanie kapitału poprzez sprzedaż części udziałów. To dobrze, ponieważ prawdopodobnie miałbym problem z odnalezieniem się w konfiguracji innej niż obecna.

AM: Wiele przedsiębiorstw rodzinnych, które powstały na początku lat 90. XX w., mierzy się dziś z wyzwaniem sukcesji. Czy w jakiś szczególny sposób przygotowywał pan następców do przejęcia dorobku?

KP: Oczywiście chciałbym, aby moje dzieci przejęły prowadzenie biznesu. Nie wiadomo jednak, czy one będą tego chciały. Tak więc do tego tematu podchodzę spokojnie. Tym bardziej że na emeryturę jeszcze się nie wybieram. Poza tym do pewnego rodzaju sukcesji już doszło. Jeden z moich synów jest szefem oraz głównym właścicielem spółki Extral, producenta profili aluminiowych, która wyrosła z Grupy Pruszyński. Firma ta doskonale sobie radzi na rynku, a ja nie angażuję się w jej funkcjonowanie.

AM: Przeczytałem, że przywiązuje pan szczególną rolę do właściwego traktowania pracownika w firmie. Czy właściciel zarządzający przedsiębiorstwem zatrudniającym ponad tysiąc osób może mieć na to wpływ?

KP: Przykład zawsze idzie z góry. Dlatego jeżeli ja utrzymuję dobre relacje z ludźmi, z którymi na co dzień pracuję, to oni takie zachowania przenoszą dalej. Staram się również wsłuchiwać w głosy, które informują, co się dzieje w poszczególnych częściach firmy, na wszystkich jej poziomach. Jestem też dumny z tego, że naszej firmy nie dotyczą takie kwestie jak np. umowy śmieciowe. Nie widzę powodów, aby kogokolwiek dyskryminować, proponując  gorsze warunki pracy. Takie podejście stosuję od dawna i ono się sprawdza.

AM: Jakie są pana najważniejsze poglądy gospodarcze, dotyczące liberalizmu, wysokości podatków, interwencji państwa w gospodarkę?

KP: Państwo powinno trzymać się jak najdalej od naszego biznesu. Skoro nic nam nie dało, niech też za wiele nie zabiera. Podatki powinny być tak skonstruowane, aby nikomu nie opłacało się kombinować i próbować unikać ich płacenia.

AM: Czy patriotyzm ekonomiczny może mieć realny wpływ na rozwój gospodarczy kraju?

KP: Tak. Spójrzmy na Niemców, o których zawsze się mówiło, że kupują przede wszystkim swoje produkty. Nasz zachodni sąsiad to dziś nie tylko europejska, ale globalna potęga gospodarcza. Myślę, że warto iść w ich ślady.

AM: Czy silna marka kraju jest przydatna przedsiębiorcy? Wiele polskich firm na niektórych rynkach nie komunikuje pochodzenia, co najwyżej podkreśla, że wyroby są „made in EU”.

KP: Nasze produkty są coraz częściej doceniane przez klientów, zarówno w kraju, jak i za granicą. Jestem przekonany, że promowanie polskiego pochodzenia marki może przynieść sukces biznesowy.

AM: Jest pan laureatem Godła „Teraz Polska”, a dziś – jeśli mogę użyć takiego określenia – prawdziwym przyjacielem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego. Skąd ta sympatia?

KP: Godło „Teraz Polska” to dobre narzędzie promocji polskiej gospodarki. Samo w sobie jest silną marką. Otrzymanie wyróżnienia to prawdziwa nobilitacja dla przedsiębiorstwa. To nagroda, która nie trafia w przypadkowe ręce, czego pilnuje profesjonalna i kompetentna kapituła.
 

 

Czytaj także