Do opery i do tańca

Fot. JIYANG CHEN
Fot. JIYANG CHEN

O zawodzie śpiewaka, genezie kariery i o tym, że dla obywatela świata najbardziej atrakcyjna może być Warszawa, z Jakubem Józefem Orlińskim rozmawia Marzena Tataj.

Marzena Tataj: Co było pierwsze: taniec czy śpiew?

Jakub Józef Orliński: Od dziecka, a dokładnie od ósmego roku życia, śpiewałem w amatorskim chórze Gregorianum. Natomiast zawsze ciągnęło mnie też do aktywności sportowych. Najpierw była wyczynowa jazda na rolkach, nartach, potem deskorolka, snowboard, akrobatyka i w końcu trafiłem na breakdance. Obie pasje – taniec i śpiew – rozwijały się we mnie równolegle od samego początku.

MT: Na ile te dziedziny sztuki przenikają się w pana twórczości?

JJO: Umiejętności taneczne wykorzystuję na co dzień w pracy śpiewaka. Ruch jest niesamowicie ważny w śpiewie. Chodzi o świadomość, co się dzieje z poszczególnymi partiami mięśni i do czego służą. Dzięki niej jestem w stanie dość skutecznie i szybko rozgrzać się, rozśpiewać i przygotować do zadań aktorsko-wokalnych. Niesamowicie cenne są też wytrzymałość i siła, które rozwijałem jako tancerz. Bardzo pomagają wykorzystywać maksimum moich możliwości na scenie. A spektakle trwają nieraz trzy godziny. Cenię wyrobioną przez taniec sprawność, bo pozwala mi dawać z siebie 100 proc. od początku do końca przedstawienia czy koncertu. Taniec nauczył mnie również cierpliwości i dyscypliny, co również jest ważne w mojej pracy. Czasami wykonuję figury taneczne na scenie operowej, o ile oczywiście jest to uzasadnione. Nie lubię stosować trików tylko dlatego, że potrafię. Muszę mieć ku temu powód, argumentację wynikającą z sytuacji w operze czy oratorium.

MT: Jak to się stało, że odkrył pan w sobie głos kontratenora?

JJO: Trudne pytanie. Szczerze mówiąc, każdy mężczyzna, jeżeli chce, może być kontratenorem. To jest bardziej kwestia wyboru niż daru. Darem jest głos, jego kolor, zaś techniki, jaką wykorzystuje kontratenor, można się nauczyć. Miałem to szczęście, że w moim przypadku wszystko wydarzyło się bardzo naturalnie. Śpiewałem w Chórze Chłopięco-Męskim „Gregorianum” jako alt przez wiele lat, od dziecka. Będąc nastolatkiem – już w Zespole Męskim „Gregorianum” – śpiewałem jako kontratenor. Wtedy jeszcze w ogóle nie miałem pojęcia, jak nazywa się ten typ głosu i jaką techniką osiąga się brzmienia, ale podobało mi się śpiewanie i bardzo dużo satysfakcji dawało mi wykonywanie utworów, w szczególności renesansowych. Dlatego próbowałem, eksperymentowałem i starałem się brzmieć jak najlepiej, żeby dobrze wypaść w zespole. Moje kontratenorowe odkrycie zawdzięczam zatem zespołowi Gregorianum oraz jego prowadzącym – Berenice Jozaitis i jej mężowi Leszkowi Kubiakowi – którzy zasiali we mnie pasję do muzyki i wspierali, jak tylko mogli, we wszystkich muzycznych zmaganiach.

MT: Śpiewacy operowi często żyją na walizkach, a do tego stale muszą się troszczyć o kondycję głosu i ciała. Po zakończonym przedstawieniu, wybrzmieniu braw i opadnięciu kurtyny, nieraz zostają sami w hotelowych pokojach. Czy samotność jest cechą tego zawodu?

JJO: W tym zawodzie pewnie nieraz czuje się samotność, ale w moim przypadku wygląda to jednak trochę inaczej. Mam to szczęście, że w obsadzie każdego projektu, w którym brałem udział, poznawałem fantastycznych ludzi: śpiewaków, tancerzy, aktorów, instrumentalistów, administrację czy zespół techniczny teatru. Po spektaklu czy show zazwyczaj idziemy większą grupą do kantyny, restauracji lub baru, aby razem świętować.
Jestem niemal stale w podróży i odnoszę wrażenie, że w każdym mieście mam całkiem dobrych znajomych. Gdzie nie polecę, mogę spędzić czas z osobami, z którymi już pracowałem. Moje relacje nie ograniczają się do kontaktów z przedstawicielami świata muzyki klasycznej, mam też znajomych z grona tanecznego rozrzuconych po całym świecie. Dzięki temu mam okazję potrenować z nimi w nowych miejscach i poznać nowych ludzi.
Oczywiście zgadzam się, że w tym zawodzie zdarzają się chwile samotności. Bardzo często podróżuje się samemu. Należy też dbać o instrument, więc nie można sobie pozwalać na wszystko. Przy napiętym grafiku występów trzeba doskonale znać swoje ciało i słuchać, co jest dla niego – czyli dla owego instrumentu – najważniejsze. Czasem oznacza to, że powinniśmy siedzieć cicho i oszczędzać struny głosowe. Na szczęście na razie nie muszę się ograniczać nazbyt często. (śmiech)

MT: Jest pan obywatelem świata. Czy Warszawa nadal jest pana domem?

JJO: Warszawa jest moim rodzinnym miastem i pozostaje moim domem. Byłem już w wielu miejscach na świecie, ale Warszawa jest dla mnie najatrakcyjniejsza. Z wielką chęcią na czas produkcji operowej zatrzymuję się na miesiąc lub dwa w innym mieście, ale moje korzenie wciąż są głębokie. Ważne są dla mnie więzi rodzinne i na razie nie wyobrażam sobie, by mój dom mógł być w jakimś innym miejscu na świecie. Czuję głęboką potrzebę zobaczenia się z moją rodziną, która, bez względu na wszystko, zawsze mnie wspiera. Myślę, że relacje z bliskimi dają mi dużo energii do dalszego działania. 

MT: Pana występ z Michałem Bielem po IX Konkursie Moniuszkowskim w Teatrze Wielkim był dla mnie wielkim przeżyciem. Czułam dumę, że w Polsce kształcą się tak wspaniali artyści. Jaki wpływ na pańską karierę miał udział w Akademii Operowej?

JJO: Przez pięć lat studiowałem na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina u fantastycznej pani profesor Anny Radziejewskiej. Bardzo we mnie wierzyła i włożyła w mój rozwój ogrom pracy; wspierała we wszystkim i nauczyła tego, co najważniejsze, aby przetrwać w zawodzie śpiewaka. Natomiast muszę przyznać, że doświadczenia zdobyte w Akademii Operowej były dla mnie punktem przełomowym. Dostałem się tam w idealnym momencie. Dzięki prof. Radziejewskiej miałem dość dobrze rozwiniętą świadomość tego, co się dzieje z moim głosem, i dlatego byłem w stanie bardzo szybko reagować na uwagi innych nauczycieli czy korepetytorów. W Akademii Operowej, prowadzonej przez rewelacyjną panią Beatę Klatkę, pracowałem z Eytanem Pessenem i Matthiasem Rexrothem. Bardzo pomogli mi w rozwoju wokalnym, ale też ogólnie – w rozwoju artystycznym. Wiele im zawdzięczam i do dziś utrzymuję z nimi kontakt.
Jeżeli chodzi o Michała Biela, to w Akademii Operowej zagraliśmy razem może na jednej lub dwóch lekcjach. Dopiero przed samym wyjazdem do Stanów Zjednoczonych udało nam się wystąpić na konkursie w Bukareszcie, gdzie obaj dostaliśmy nagrody. Od tamtej pory uwielbiam z nim grać. To niesamowicie wszechstronny muzyk i bardzo inteligentna osoba. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc świetnie się dogadujemy. Myślę, że to czuć w naszych interpretacjach i w energii, jaką wysyłamy do naszych słuchaczy. Muszę przyznać, że najbardziej lubię występować właśnie z Michałem. Niesamowicie cenię sobie jego przyjaźń i artystyczną osobowość, dlatego myślę, że przed nami jeszcze sporo wspólnych koncertów.

MT: Proszę opowiedzieć o znaczących dla pana występach i nagraniach.

JJO: Każdy swój występ uważam za lekcję, za pewnego rodzaju krok na mojej drodze artystycznej. A zadziało się na niej już całkiem sporo. Na początku przez trzy lata bezskutecznie starałem się o przyjęcie na studia muzyczne w Warszawie, później przegrywałem i wygrywałem konkursy, uczestniczyłem w projektach zagranicznych i w Akademii Operowej, wyjechałem do USA i studiowałem w Juilliard School, koncertowałem w Stanach Zjednoczonych i Europie, pojawiałem się w prasie codziennej, magazynach muzycznych, modowych i tanecznych, pracowałem przy sesjach zdjęciowych i produkcji wideoklipów, występowałem w telewizji, a w końcu nagrałem dwie solowe płyty wydane przez Warner Classics & Erato oraz wystąpiłem gościnnie na kilku innych albumach.

MT: Zdradzi nam pan swoje plany i marzenia?

JJO: Mam ich wiele, ale nie chcę za dużo zdradzić. O wszystkich planach, którymi mogę się podzielić z publicznością, można przeczytać na mojej stronie internetowej, moim profilu na Instagramie i na Facebooku. Dlatego zapraszam do zajrzenia i sprawdzenia, co, kiedy i gdzie się dzieje.


Jakub Józef Orliński

(ur. 8 grudnia 1990 r. w Warszawie) – polski śpiewak (kontratenor) i tancerz breakdance. Jest synem malarki Bogny Czechowskiej-Orlińskiej (założycielki Fundacji „Słoneczna Akademia”), sam uczęszczał do liceum plastycznego. Karierę wokalną zaczynał w chórze Gregorianum, z którym koncertował w kraju i za granicą. Jest absolwentem Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, gdzie studiował w klasie śpiewu prof. Anny Radziejewskiej. Od 2012 r. był także uczestnikiem Akademii Operowej Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie, a od 2015 r. studentem Juilliard School, gdzie kształcił się pod kierunkiem Edith Wiens. W 2011 r. uzyskał wyróżnienie na I Międzynarodowym Konkursie Muzyki Dawnej w Poznaniu, w 2012 r. zdobył I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie im. Rudolfa Petraka w Žilinie na Słowacji oraz nagrodę specjalną na VI Europejskim Konkursie Śpiewu Operowego „Debiut” 2012 w Weikersheim w Niemczech. W 2015 r. zdobył I nagrodę Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Marcelli Sembrich-Kochańskiej w Nowym Jorku, a w 2016 r. – II nagrodę w kategorii głosów męskich podczas IX Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki. W 2016 r. został zwycięzcą Grand Finals w konkursie Metropolitan Opera National Council Auditions. Po występach w Carnegie Hall i w Alice Tully Hall w Lincoln Center w Nowym Jorku zebrał pozytywne recenzje m.in. w „New York Timesie”. Wyróżniony przez „The Telegraph” jako jeden z 10 najbardziej czarujących artystów operowych świata. W 2019 r. odebrał nagrody Opus Klassik oraz Gramophone Classical Music Award dla najlepszego młodego artysty. Jakub Józef Orliński odnosił także sukcesy jako tancerz breakdance, co czasami wykorzystują twórcy operowi. Zdobył czwarte miejsce w konkursie Red Bull BC One Cypher Poland, drugie miejsce w Stylish Strike – Top Rock i drugie miejsce w The Style Control. Występował również w reklamach i kampaniach znanych marek i koncertów jako tancerz, model i akrobata.

Czytaj także