Więcej Polski w polskiej gospodarce

Fot. Kamil Broszko
Fot. Kamil Broszko

Marka Polska to nie tylko idea, ale konkretna materia – istnieje i dynamicznie się rozwija, przede wszystkim dzięki polskiemu biznesowi. Aby jej promocja przyniosła efekty, niezbędne jest uporządkowanie dotychczas podejmowanych działań oraz ich konsolidacja i wzmocnienie. Promocją marki Polska zajmuje się dzisiaj wiele instytucji, brak jednak jednego ośrodka decyzyjnego. Tymczasem potrzeba jednego brand managera i jednej strategii jej promocji. Markę kraju trzeba również budować wewnątrz, a nie tylko wobec zagranicznych grup odbiorców – i w tym kontekście bardzo duże znaczenie odgrywa promocja patriotyzmu konsumenckiego. Takie tezy do dyskusji przedstawił Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, podczas  debaty „Jaka strategia dla Polski? Rola patriotyzmu ekonomicznego w rozwoju kraju”, która odbyła się 19 kwietnia br. na Uniwersytecie Warszawskim. Debatę prowadził dr Jarosław Górski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, doradca prezesa Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.

Dyskusja koncentrowała się wokół patriotyzmu ekonomicznego jako narzędzia nie tylko do realizacji strategii rozwoju kraju, ale także do skutecznej promocji marki Polska. Trudno zresztą rozdzielać obie kwestie. Im silniejsza, im bardziej wiarygodna nasza gospodarka, tym lepiej dla marki Polska. Choć oczywiście renomę kraju w świecie buduje nie tylko biznes, ale także naukowcy, sportowcy, twórcy. To jednak atrakcyjność gospodarcza ma tu podstawowe znaczenie. Potrzebne jest zatem pobudzenie potencjału wszystkich istniejących kapitałów: ludzkiego, finansowego oraz innowacyjnego. Stąd też dyskusja wokół marki Polska w znacznym stopniu dotyczyła tego, jak dynamizować rozwój kraju, aby na tej podstawie możliwe było wspieranie jego pozytywnego wizerunku. Potrzebujemy określenia i wzmacniania przewag konkurencyjnych w obszarach, które są ważne i dają duże szanse na osiągnięcie sukcesu. Poniżej przedstawiamy zapis dyskusji.

Prof. Alojzy Nowak (prorektor ds. badań naukowych i współpracy, Uniwersytet Warszawski)

Zdaję sobie sprawę z drogi, jaką przebyła Polska. Jak wyglądała 25 lat temu, a jak dzisiaj. Ale mnie już nie interesują wspomnienia, mnie interesuje, jak nasz kraj będzie wyglądał za 25 lat. Dużo podróżuję po świecie jako nauczyciel akademicki oraz osoba odpowiedzialna za współpracę Uniwersytetu Warszawskiego z innymi jednostki naukowymi. Niestety z tej perspektywy obraz Polski nie rysuje się zbyt różowo. Weźmy choćby za przykład mój ostatni pobyt na Uniwersytecie Paryskim VI i VII. Zaproponowano nam, abyśmy wnieśli do współpracy nasze nowe centra naukowo-badawcze oraz pracę techników, a Francuzi wnieśliby myśl naukową oraz pieniądze.

Na moje pełne oburzenia stwierdzenie, że przecież u nas jest też wielu wspaniałych naukowców z tytułami profesorskimi, mających na swoim koncie prace habilitacyjne, Francuzi stanowczo odpowiedzieli, że nie jest im znana żadna polska grupa naukowo-badawcza. I w tym tkwi nasz problem: faktycznie nie inicjujemy powstania w Polsce międzynarodowych zespołów naukowo-badawczych, w których Polacy pełniliby funkcje liderów.

Wprawdzie w wielu międzynarodowych grupach pracują polscy naukowcy, odnoszący nawet sukcesy, ale nigdzie nie są liderami, lecz tylko anonimowymi wykonawcami określonych fragmentów badań. Tymczasem w nauce ważne jest miejsce tworzenia myśli, a nie miejsce jej realizacji. Nie jest sztuką wyjechać i dołączyć do zespołu. Wyzwaniem dla nas powinno być tworzenie zespołów międzynarodowych tutaj, u nas, aby impuls badawczy pochodził z Polski.

Kolejny ważny problem to niedofinansowanie nauki. Podam taki przykład: Uniwersytet Waterloo w Kanadzie to jeden z czołowych uniwersytetów kanadyjskich w dziedzinie matematyki, inżynierii i informatyki.

Najważniejszym kryterium oceny naukowców są uzyskane patenty, wdrożone i skomercjalizowane badania, a dopiero na końcu brane są pod uwagę publikacje naukowe. U nas wręcz przeciwnie – według obowiązujących przepisów najważniejsze w ocenie pracownika naukowego są publikacje. Kiedy zapytałem, ile czasu zajmuje tam przejście od podjęcia badań do ich wdrożenia, dostałem odpowiedź, że to zależy, czy członkowie grupy badawczej mówią tym samym językiem. Jeśli tak, wtedy praca zajmuje około 7–10 lat, w przeciwnym przypadku może trwać nawet 15–20 lat. I nie chodzi tu o język angielski, ale o jednolity zbiór pojęć.

W wielu miejscach na świecie nauka finansowana jest w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Ale śmiem wątpić, aby polskie firmy były zainteresowane taką współpracą. Po pierwsze, nie mamy na tyle bogatych firm, a po drugie, nie ma tradycji finansowania badań w polskim biznesie. Firmy wolą kupić gotową technologię, gdyż taki wybór oszczędza czas i pieniądze. To droga dobra na krótką metę, gdyż prawdziwie ceni się tylko te narody, które wnoszą oryginalną, nowatorską myśl do dziedzictwa światowego. Dlatego potrzebny jest system, który stworzyłby wybitnym jednostkom odpowiednie warunki rozwoju, zająłby się ich finansowaniem i obsługą ich projektów.

Prof. Krzysztof Opolski (Wydział Nauk Ekonomicznych UW)

Odbyłem ostatnio rozmowę z młodzieżą studiującą na Uniwersytecie Rzeszowskim. Wszyscy deklarowali chęć wyjazdu z kraju. To mną wstrząsnęło. Jednym z priorytetów polskiej gospodarki powinno być wypracowanie mechanizmów, które pozwoliłyby zatrzymać polską młodzież w kraju lub skłonić ją do powrotu z zagranicy.

Jeżeli chcemy postawić na narodową innowacyjność, musimy sobie odpowiedzieć, czy kieruje nami motywacja romantyka czy racjonalisty. Polska gospodarka jest gospodarką imitującą – przeobrazić ją w lidera technologicznego będzie bardzo trudno. Musimy wypracować strategie o charakterze selektywnym, określając nasze kompetencje i przewagi konkurencyjne, a także wyznaczając obszary, w których osiągnięcie pozycji lidera jest realne.

Bez wątpienia takim obszarem jest polska kultura, gdzie od lat mamy mocną i konsekwentnie umacnianą pozycję. Kultura wyzwala ciekawość i może zdobyć przychylność dla naszego kraju i naszych produktów i usług.

Przyłączam się również do postulatu rektora Nowaka, aby stworzyć szkołę elit i promować ludzi sukcesu, uzyskując w ten sposób pozytywny efekt demonstracji. Warunkiem pojawienia się elity jest wyrównanie szans ogółu społeczeństwa, aby było ono gotowe odpowiadać na zapotrzebowanie innowacyjnej gospodarki. I to jest prawdziwie trudne zadanie do wykonania. Biję się w piersi – być może bardzo dobrze uczymy studentów, ale nie rozwijamy umiejętności komunikacyjnych i zdolności twórczego myślenia. Wynika to między innymi z faktu, że nauczycielom akademickim nakazuje się prowadzić wykłady, a nie warsztaty.

Janusz Komurkiewicz (członek zarządu Fakro)

Firma Fakro powstała 25 lat temu. Jesteśmy wiceliderem światowego rynku okien dachowych i schodów strychowych. To, co nas wyróżnia, to krótki czas dostaw, elastyczność  oferty i innowacyjne produkty, rozwijane we własnym laboratorium badawczym oraz we współpracy z licznymi instytutami.

Kiedy rozpoczynaliśmy działalność, na początku lat 90., polskie pochodzenie naszych towarów nie pomagało nam w walce z zagraniczną konkurencją. Teraz trend się odwrócił i już śmiało możemy etykietować okna choćby Godłem „Teraz Polska”, bo ta informacja nam pomaga.

Szczycimy się też wsparciem na rodzimym rynku, bo polski konsument chętnie sięga po nasze wyroby, dzięki czemu z sukcesem odpieramy zagraniczną konkurencję. Jest to silny fundament zagranicznych podbojów. Potrzebne jest też wsparcie państwa, kiedy firma wychodzi na obce rynki i staje się dużym eksporterem. Zaczyna wtedy być zauważana przez duże międzynarodowe koncerny i naprzeciwko niej staje potężny kapitał, który robi wszystko, aby nie dopuścić jej do swojego rynku. To bardzo brutalna i bezwzględna walka, której nie sposób wygrać samotnie. Potrzebna jest pomoc prawna i polityczna ze strony państwa. 

Nasze doświadczenia z 25 lat działalności gospodarczej zebraliśmy w książce pt. „Wspólnie budujemy naszą zamożność”, w której wykazujemy, że każdy z nas, solidarnie, ma wpływ na zamożność społeczeństwa, co jest jednoznacznie skorelowane z wielkością PKB na jednego mieszkańca.

Janusz Cieszyński (doradca w gabinecie politycznym ministra, Ministerstwo Rozwoju)

„Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” opiera się na pięciu filarach, wzniesionych na fundamencie sprawnej administracji. Pierwszy filar to reindustrializacja, a dokładniej nazywając – neoreindustrializacja, czyli wskazanie tych gałęzi przemysłu, które dadzą polskiej gospodarce silną pozycję w kraju i pozwolą na osiągnięcie międzynarodowego sukcesu. Postawiliśmy na branże, w których Polska może osiągnąć przewagi konkurencyjne, czyli przemysł lotniczy, zbrojeniowy, części samochodowych, stoczniowy, chemiczny, meblarski, IT, spożywczy. Poza tym określiliśmy regionalne inteligentne specjalizacje, silne w danych regionach kraju.

Drugim filarem programu jest rozwój innowacyjnych firm, gdyż to wpłynie bezpośrednio na rozwój całej gospodarki. W tym celu zostanie opracowana m.in. „Konstytucja biznesu” oraz zostaną zreformowane instytuty naukowo-badawcze. Innowacyjna gospodarka to wysokopłatne miejsca pracy i większe zyski budujące polski kapitał, który stanowi podstawę kolejnego filaru. Kapitał dla rozwoju będzie tworzony z oszczędności Polaków, środków europejskich, Polskiego Funduszu Rozwoju oraz ze środków instytucji międzynarodowych (dysponujących tanimi liniami kredytowymi). Dzięki temu rząd będzie w stanie w najbliższych latach przeznaczyć na inwestycje bilion złotych. W ramach Polskiego Funduszu Rozwoju zostaną zintegrowane następujące instytucje: KUKE, BGK, PARP, PAIiIZ, ARP oraz PIR.

Czwartym filarem jest internacjonalizacja, czyli rozwój polskiego eksportu. Dla wielu produktów innowacyjnych rynek krajowy jest za mały, a zysk może się pojawić dopiero po wejściu na rynki zagraniczne, na zasadzie efektu korzyści skali. Trzeba postawić na silną markę Polska, wsparcie eksportu oraz reformę dyplomacji ekonomicznej. Jakkolwiek dla ekspansji gospodarczej nadal kluczowe pozostają rynki europejskie, zwiększone zostaną działania na perspektywicznych rynkach: azjatyckim, afrykańskim i północnoamerykańskim.

Ostatni, piąty filar planu to zrównoważony rozwój regionalny i społeczny, realizowany poprzez pakt dla obszarów wiejskich, skuteczną politykę regionalną oraz edukację, bo inwestycja w dzieci jest inwestycją w przyszłość, a dzietność w Polsce jest jedną z najniższych w Europie. Bez wyciągnięcia Polski z dołka demograficznego nie ma co mówić o rozwoju kraju. Warto też postawić na edukację zawodową skorelowaną z potrzebami rynku pracy w danym regionie.

Z prawdziwą satysfakcją oglądałem akcelerator gier wideo, który powstał w Cieszynie jako wspólne przedsięwzięcie Agencji Rozwoju Przemysłu, Uniwersytetu Śląskiego oraz powiatu cieszyńskiego. Zamiejscowy Wydział Artystyczny Uniwersytetu Śląskiego kształci w Cieszynie wyspecjalizowaną kadrę na kierunku projektowanie gier i przestrzeni wirtualnej. Powiat cieszyński zapewnia odpowiednią infrastrukturę, a Agencja Rozwoju Przemysłu wspiera projekt finansowo. Celem akceleratora jest zapewnienie opieki mentorskiej i finansowania oraz pomoc w pozyskiwaniu środków, inwestora czy wydawcy.

Osoba korzystająca z jego usług dowie się, jak prowadzić księgowość, uzyska pomoc w tłumaczeniu gier. Akcelerator ma sprawić, by w Polsce nie brakowało specjalistów na rynku gier wideo. A jest to branża z dużym potencjałem, o czym może świadczyć choćby fakt, że 5 proc. polskiego eksportu do USA stanowi sprzedaż gry „Wiedźmin 3”.

Siła marki kraju tkwi w dobrym polskim produkcie. W „Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” wskazujemy produkty, którymi jesteśmy w stanie konkurować na rynku międzynarodowym, m.in. drony, cyberbezpieczeństwo, elektryczne samochody i autobusy. Rolą państwa jest wspieranie internacjonalizacji. W 13 lokalizacjach polski eksport rósł w ciągu 17 lat średniorocznie o 20 proc. I właśnie tam chcemy otwierać placówki handlowe, zaś polskie linie lotnicze powinny docierać do tych miejsc.

Dr Alicja Adamczak (prezes Urzędu Patentowego RP)

Podstawowym fundamentem rozwoju innowacyjności jest edukacja. Niewłaściwie ustawiony proces edukacji na każdym etapie rozwoju człowieka jest główną przyczyną opóźnień innowacyjności w Polsce.

Wprawdzie od kilku lat na uczelniach wyższych przekazywana jest studentom wiedza z zakresu ochrony własności intelektualnych, ale nie w samej ochronie tkwi sedno problemu. Potrzebna jest ustawiczna nauka kreatywnego myślenia od najmłodszych lat – począwszy od gier i zabaw w wieku przedszkolnym aż po programy skierowane do studentów i biznesu. Obserwujemy w Polsce z jednej strony skłonność do plagiatowania, a z drugiej – nieposzanowanie własnej twórczości i niewystępowanie o jej ochronę (co może skutkować tym, że za chwilę będziemy zmuszeni kupować licencje na własne rozwiązania).

Innym ważnym problemem do uregulowania jest ochrona prawa polskich naukowców i placówek naukowo-badawczych biorących udział w badaniach finansowanych ze środków zagranicznych do wyników swojej pracy.

W tej chwili szacuje się, że 80 proc. wartości aktywów firmy to wartości niematerialne i prawne. Należy uczyć przedsiębiorców, jak ważna jest taka ochrona tych aktywów na rynkach obcych, aby lokalni wytwórcy lub dystrybutorzy nie naruszali ich praw. Jesteśmy na 15. miejscu (na 200 klasyfikowanych krajów) na świecie pod względem udzielonego prawa do wynalazków oraz na 13. pod względem liczby znaków towarowych. W Unii Europejskiej Polska jest na ósmym miejscu z liczbą 75 patentów przypadających na milion mieszkańców. Na pierwszym miejscu są Niemcy z liczbą 186 patentów. Za nami jest 20 państw UE – to budujące.

Dr Grzegorz Brona (prezes Creotech Instruments SA)

Moja firma Creotech Instruments realizuje wiele projektów dla przemysłu kosmicznego. W tej chwili nasze podzespoły satelity lecą na Marsa w ramach misji ExoMars, realizowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną i rosyjski Roskosmos. Choć istniejemy zaledwie od trzech lat, rozwijamy się bardzo szybko, m.in. dzięki wsparciu finansowemu Agencji Rozwoju Przemysłu, która nie pomaga już jedynie największym graczom na polskim rynku, ale zauważa także mniejsze, innowacyjne podmioty. Mimo sukcesów mojej firmy jestem rozżalony po ostatnich rozstrzygnięciach konkursu Europejskiej Agencji Kosmicznej na dofinansowanie projektów badawczych. Polska, jako członek tej agencji, płaci niemałą składkę członkowską, która powinna niejako wrócić do polskiej gospodarki w postaci zamówień realizowanych przez polskie firmy. Tymczasem w tym roku konkurs wygrały firmy z Hiszpanii i Portugalii, które założyły w Polsce dwuosobowe przedstawicielstwa lub znalazły partnera polskiego pro forma, w ten sposób wysysając pieniądze z polskiej składki. Projekt mojej firmy przepadł, gdyż – jak się dowiedzieliśmy – technologia, nad którą zamierzaliśmy pracować, będzie wprowadzana na rynek dopiero za pięć lat, i to przez inną firmę. W takich przypadkach przydałby się lobbing polskiego rządu, bo przecież w Europejskiej Agencji Kosmicznej zasiadają przedstawiciele wielu państw dbający o interesy swoich przedsiębiorców.

Andrzej Sadowski (prezydent Centrum Adama Smitha)

Dobrze byłoby uzyskać w Polsce taki stan systemu prawno-podatkowego, który sprawiłby, że innowacyjność stanie się naturalnym procesem gospodarczym, jaki można zaobserwować w wielu miejscach na świecie. Nie trzeba będzie jej wtedy wymuszać rozmaitymi rządowymi dekretami. Bez zmiany jakości systemu nie wyobrażam sobie, aby samymi pieniędzmi można było dokonać takiego zwrotu.

Przypomnijmy choćby historię Niemców, którzy po zjednoczeniu w 1990 r. postanowili zainwestować kilka bilionów euro, aby zniwelować różnice cywilizacyjne występujące w byłej NRD. Operacja ta nie zakończyła się powodzeniem – w części wschodniej nadal jest dwukrotnie wyższe bezrobocie, a ludzie masowo emigrują do części zachodniej. 

Dlatego uważam, że nie pieniądze są najważniejsze, ale sprawne państwo, proste procedury administracyjne, które pozwolą choćby na podłączenie energii do fabryki w ciągu 28 dni (jak w Niemczech), a nie w ciągu 133 dni, jak to się dzieje obecnie w Polsce. Priorytetem jest zmiana jakości systemu, a nie kolejna strategia rozwoju.

Sławomir Majman (prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych)

Zanim wyruszymy w świat z przekazem o naszym kraju, sprawdźmy, co sami o nim wiemy. Kto w Polsce wie, że jesteśmy na pierwszym miejscu w UE pod względem eksportu netto artykułów przemysłu spożywczego? Kto wie, że jesteśmy potęgą w produkcji podzespołów lotniczych czy sprzętu AGD?

Patriotyzm gospodarczy zaczyna się od dumy i uznania własnych przymiotów. Ja jestem dumny, że określenie Polnische Wirtschaft nie oznacza już w Niemczech polskiej niegospodarności, ale jest przytaczane z uznaniem. Jestem dumny, że w Wałbrzychu – po zapaści, która przyszła w latach 90., i zamknięciu kopalń węgla – otworzono Wałbrzyską Specjalną Strefę Ekonomiczną, w której narodził się przemysł motoryzacyjny. Cieszy mnie każdy międzynarodowy sukces polskiej przedsiębiorczości; z dumą obserwuję dokonania Fakro, Seleny czy Pesy i wiem, że twórcy tych firm są pełni pasji i wiary we własny sukces.

Sprawia mi też wyjątkową przyjemność, gdy do Polskiej Agencji Informacji I inwestycji Zagranicznych przychodzą przedstawiciele Departamentu Handlu USA lub Departamentu Handlu i Przemysłu Wielkiej Brytanii z zaproszeniem dla polskich przedsiębiorców do inwestowania na rynku amerykańskim lub brytyjskim. Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Toruńskim wartość polskiego kapitału produkcyjnego zaangażowanego poza  Polską wzrosła pięciokrotnie w ciągu ostatnich czterech lat. W krajach europejskich takich jak Niemcy, Czechy czy Francja nasz kapitał czuje się zupełnie jak u siebie.

Dzięki rządowym programom proeksportowym: GoChina, GoAfrica, GoIndia czy GoASEAN, coraz odważniej zapuszczamy się także na inne kontynenty. Tam bez parasola rządowego nasz biznes nie będzie w stanie wiele zdziałać.

Paweł Rabiej (ekspert ekonomiczny, partner ThinkTank, członek zarządu Nowoczesnej)

W ostatnich latach odwiedziłem 50 krajów świata, aby zrozumieć, jak buduje się dobrobyt, szczęście obywateli, ład polityczny i rozwój gospodarczy.

Przedstawię najważniejsze wnioski. Zbyt mało rozmawiamy w Polsce o strategii długofalowej, a wszyscy na świecie uczestniczą w globalnym wyścigu i wszyscy szukają swoich przewag konkurencyjnych. Niestety, w 2006 r. zlikwidowaliśmy Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, dobrze więc, że powstał rządowy „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” określający, jak Polska ma budować swoją przewagę konkurencyjną, z uwzględnieniem warunków geograficznych, gospodarczych oraz kapitału ludzkiego. Do tego oczywiście potrzebne jest sprawne państwo, co nie znaczy, że będzie „zapuszczać ucho i oko” w sprawy obywateli, ale będzie pomocne i sprawcze. Drugi warunek to włączające instytucje gospodarcze, czyli takie, które udostępniają przestrzeń do działania wszystkim obywatelom, a nie tylko elitom.

Wzrost gospodarczy, jaki osiągnęliśmy w ciągu ostatnich 26 lat, nie jest zasługą mądrości polityków, ale zaradności przedsiębiorców, którzy nie bali się ryzyka i rozwijali swoje firmy, przyczyniając się tym samym do rozwoju kraju.

Kolejny ważny czynnik postępu to dobrze funkcjonujące sieci społeczne, inaczej mówiąc: mocne usieciowienie gospodarki wzmocnione prospołeczną postawą firm, wyrażającą się we wzajemnym wspieraniu na rynkach zewnętrznych zgodnie z zasadą przyjaznej konkurencji.

Dobrze, że plan Morawieckiego porusza także kwestie związane z marką Polska, bo silne instytucjonalne wsparcie polskich marek za granicą nie było priorytetem działań poprzednich rządów. Mimo to od kilku lat obserwujemy znaczną i znaczącą ekspansję polskich firm – najwyższy czas, aby im w tym pomóc.

Nie bez znaczenia w budowaniu marki narodowej jest aspekt patriotyzmu konsumenckiego. Polacy lubią polskie produkty, bo są dobre i tanie. Trzeba ten trend wzmocnić choćby poprzez kampanie społeczne pokazujące ekonomiczne korzyści, jakie może odnieść z takich postaw kraj i jego obywatele. Dobrym przykładem może być Godło „Teraz Polska”, które – umieszczone na produkcie – zwraca uwagę konsumentów na jakość i pochodzenie.

Nie sprzedawajmy polskiego talentu i kapitału na zewnątrz, stwarzajmy w kraju szanse na rozwój dobrym polskim pomysłom, a najlepszym pomagajmy się internacjonalizować.

Łukasz Goździor (dyrektor Fundacji Marka dla Polski)

Po 26 latach wolności gospodarczej czas najwyższy uporządkować sprawy promocji polskich produktów i usług, polskiej kultury i turystyki. Oczywiście pewne działania promocyjne są podejmowane, ale niestety w sposób nieskorelowany i chaotyczny. „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” odwołuje się do pojęcia silnej polskiej marki, jednak nie podaje szczegółów, jak tę markę kreować i nią zarządzać.

Niezwykle ważny będzie głos przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces za granicą i są gotowi podzielić się swoimi doświadczeniami z innymi. Dobrym przykładem takiego działania może być Hiszpania, gdzie z inicjatywy przedsiębiorców przed wyjściem do UE zbudowano strategię komunikacji marki kraju. Zgadzam się z Pawłem Rabiejem, że potrzebne jest także uświadamianie konsumentom ich wpływu na rozwój rodzimego rynku i wzmacnianie gospodarki kraju poprzez świadomy wybór polskich produktów. Jednak według mnie kluczowe są zmiany instytucjonalne, utworzenie funkcji brand managera marki Polska. Mamy wiele instytucji odpowiedzialnych za pewne obszary marki. Instytut Adama Mickiewicza zajmuje się promocją kultury, Polska Organizacja Turystyczna odpowiada za turystykę, są także agencje Ministerstwa Rozwoju odpowiadające za sprawy gospodarcze. Premier Morawiecki zapowiedział powołanie jednej agencji w ramach ministerstwa, ale dobrze byłoby, gdyby wszystkie aspekty marki (kultura, dyplomacja publiczna, turystyka), które są w tej chwili pod kuratelą innych ministerstw, były zarządzane przez jedną instytucję. Taką drogę wybrały m.in. Hiszpania, Korea Południowa, Estonia czy Słowenia, w ten sposób korzystając z synergii działań na wielu polach.

Waldemar Dubaniowski (dyrektor PWC, były ambasador RP w Singapurze)

Rozwój zaczyna się w głowie. Singapur to przykład kraju, w którym w ciągu jednego pokolenia udało się zbudować markę gospodarczą, startując z poziomu biednej rybackiej wioski. Budżet roczny wynosił 400 dolarów na mieszkańca, teraz osiągnął wartość 55 tys. dolarów. Odniesiono sukces nie dzięki złożom ropy czy złota, ale twardemu postanowieniu i żelaznej konsekwencji w działaniu. W tym celu stworzono skuteczną, kompetentną administrację, która odbywa obowiązkowe praktyki w biznesie, aby rozumieć lepiej jego potrzeby. Założono strategię długofalową, daleko wykraczającą poza jedną kadencję parlamentarną.

Niestety Polsce nie udało spopularyzować żadnego produktu na rynku globalnym. Jedynymi prawidłowo kojarzonymi z Polską markami są… wódka i Chopin. I właśnie uznawana na całym świecie polska kultura mogłaby być awangardą otwierającą nam rynki gospodarcze wielu krajów. Mogłaby spowodować, na zasadzie konotacji, zaciekawienie i życzliwe zainteresowanie konsumentów polskimi produktami przemysłowymi czy rolno-spożywczymi. 

Krzysztof Przybył (prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego)

W zglobalizowanym świecie wielkie korporacje działają na wszystkich kontynentach, mają udziałowców z różnych krajów, zasilają podatkami budżet niejednego państwa. Jednak kiedy firma staje się światową potęgą, to i tak jej rozwój – niezależnie od struktury właścicielskiej –najbardziej służy gospodarce kraju, w którym powstała i ma siedzibę.

Ktoś mądry powiedział, że z patriotyzmem jest tak, jak z pieniędzmi – trzeba skupić się na robieniu, a nie na mówieniu. Cóż dopiero rzec o patriotyzmie ekonomicznym, skoro splatają się w nim zarówno wartości, jak i pieniądze? Zrozumienie tej zasady – nieraz trudne dla analityków – nie nastręcza problemów statystycznym Polakom. Dowodzą tego sondaże, zgodnie z którymi z roku na rok coraz więcej naszych rodaków docenia korzyści, jakie daje wspieranie polskich producentów poprzez decyzje zakupowe. Trzeba tutaj dodać, że świadomy wybór rodzimych produktów wynika również z dumy. Patriotyzm konsumencki nie polega na tym, by z czegoś rezygnować, a jedynie na tym, by z dwóch równie dobrych produktów wybierać krajowy.

Jarosław Górski (Wydział Nauk Ekonomicznych UW, doradca prezesa Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego)

Polska potrzebuje strategii odpowiedzialnego rozwoju, a to oznacza również, że potrzebuje odpowiedzialnego tworzenia marki Polski. Odpowiedzialnego, czyli długofalowego, konsekwentnego i metodycznego.

Nie należy zapominać, że budowa marki kraju to skomplikowany proces zarządczy wymagający sprawnych rozwiązań instytucjonalnych, strategii, budżetu i mechanizmów ewaluacji. Marka Polska to nie tylko znak „made in Poland”, czyli potrzebne narzędzie wspierania eksportu, ale przede wszystkim uogólniona reputacja kraju pomagająca w wielu dziedzinach ważnych dla rozwoju, o których była mowa podczas debaty. Nauka, innowacyjność, przemysł, turystyka, inwestycje przychodzące i wychodzące, wreszcie migracje ludności – z jednej strony są nośnikami przekazu o Polsce, z drugiej strony, aby były źródłem rozwoju Polski, powinny móc korzystać z dobrego wizerunku kraju. Przez ponad ćwierćwiecze Polska tworzyła swoją nową historię sukcesu społecznego, ekonomicznego i politycznego, która tworzy dobry punkt wyjścia do kompleksowego projektu tworzenia naszej marki narodowej. Marka Polska powinna snuć atrakcyjną opowieść o tym, czym jest Polska i dlaczego warto być z nią za pan brat.

 

 

 

Czytaj także