Wawrzyniec Konarski: Jeżeli bezpieczeństwo urasta do rangi fetyszu, to zawsze zwycięża z wolnością

  • Fot. Marzena Tataj
    Fot. Marzena Tataj

O wpływie pandemii na politykę, światowym dryfowaniu w stronę autorytaryzmu i o wyzwaniach stojących przed uczelniami wyższymi w dobie nauki zdalnej z prof. Wawrzyńcem Konarskim rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Co pandemia zmieniła w polityce?

Wawrzyniec Konarski: W dobie koronawirusa wzrosła u naszych politycznych reprezentantów pokusa, by zawłaszczać pole publiczne. Ci, którzy rządzą, coraz bardziej chcą, by ich polecenia były wykonywane przez społeczeństwo. Często towarzyszy im właśnie chęć zawężania pola wolnościowego tegoż. Jeżeli mamy takie, a nie inne polecenia wykonywać, mamy ograniczać nasze codzienne kontakty, odbywa się to poprzez ograniczanie naszej wolności osobistej. Z jednej strony trzeba to zrozumieć, ale z drugiej koronawirus – czy też jakieś inne globalne zagrożenie – może być swego rodzaju alibi, zwłaszcza dla tych, którzy myślą o takim ograniczaniu przestrzeni wolności.

Prof. Wawrzyniec Konarski, fot. AFiBV

Co ważne, to już nie jest spekulacja kojarzona z myśleniem spiskowym. Pisze o tym ostatnio choćby Yuval Noah Harari, autor m.in. znanej i opiniotwórczej książki „Sapiens. Od zwierząt do bogów”. Stwierdza on, że pokusa, a następnie tendencja, żeby kontrolować społeczeństwa, będą rosnąć. Ja sam biorę udział w pracach międzynarodowego projektu badawczego Varieties of Democracy, realizowanego z udziałem setek naukowców z całego świata. Z tych badań wynika, że wzrasta liczba państw, w których zaczyna zwyciężać sposób myślenia preferujący specyficznie pojmowaną skuteczność władzy. A władza, która chce być skuteczna, siłą rzeczy będzie przejawiać tendencje autorytarne. Skuteczność pozostaje w silnym związku z pomniejszaniem rangi demokracji, która wymaga konsultowania, respektowania różnych punktów widzenia, pójścia na kompromisy. Natomiast z punktu widzenia rządzących łatwiej kierować społeczeństwem podporządkowującym się władzy. W liczbach wygląda to następująco: mamy dziś na świecie niespełna 30 państw jawnie autokratycznych i około 50 państw dryfujących w kierunku różnych form władzy niedemokratycznej. Ta niebezpieczna tendencja może stać się jeszcze intensywniejsza, jeżeli liczne społeczeństwa na świecie będą poddawać się jednowymiarowej narracji związanej z zagrożeniami o charakterze globalnym. A takim zagrożeniem jest Covid-19.

REKLAMA

KB: W owym badaniu Polska plasuje się w grupie państw oddalających się od demokracji?
WK: Jak najbardziej. Polska znajduje się w grupie państw przesuwających się w stronę autorytaryzmu, podobnie jak inne państwo naszego regionu – Węgry. Czy mamy do czynienia z brakiem refleksyjności rządzących? Wręcz przeciwnie – refleksyjność jest, ale ukierunkowana właśnie na odchodzenie od demokracji, a jednocześnie negowanie tego expressis verbis. W tym celu stosuje się określony typ retoryki: bogoojczyźnianej, historycznej, mocno osadzonej w tradycji, sięgającej do celowo mitologizowanych praktyk i doświadczeń. Dojrzała demokracja kieruje się prawem większości (wszak większości daje legitymację), jednak władza nie uszczupla w niej praw mniejszości. A w polskich warunkach tendencja do ograniczania praw mniejszości jest widoczna, czego przykładem może być retoryka rządzących i hierarchów Kościoła wobec środowisk LGBT, włącznie z ogłaszaniem pewnych obszarów miejskich czy gminnych „strefami wolnymi od LGBT”. To jest właśnie zawężanie pola wolnościowego pewnej grupy polskich obywateli, którzy z tego powodu mogą czuć się zaniepokojeni i poddani presji.

KB: W naszym kraju przez ponad 20 lat silnie wybrzmiewało myślenie liberalne i demokratyczne, co było zapewne uwarunkowane transformacją ustrojową i żywą pamięcią długiego okresu braku wolności politycznej. Sytuacja zaczęła się odwracać jeszcze przed pandemią Covid-19, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. A koronawirus jeszcze tę zmianę wzmocnił…
WK: Dla nas, homo sapiens, poczucie bezpieczeństwa stanowi jedną z podstawowych wartości, a jeżeli bezpieczeństwo urasta do rangi fetyszu, to zawsze zwycięża z wolnością. Wówczas naturalnym krokiem wielu ludzi jest poszukiwanie wsparcia w postaci silnego przywódcy. Ta tendencja do szukania silnych i przejawiających tendencje autorytarne osobowości jest czymś typowym – widzieliśmy to już w XX w. w Europie. Warto pamiętać, że w okresie międzywojennym jedynym państwem w Europie Środkowo-Wschodniej, które nie uległo tendencjom autorytarnym na taką skalę, jak w pozostałych krajach regionu, była Czechosłowacja. Ta tendencja i sposób funkcjonowania państw i elit rządzących były realizowane z przyzwoleniem znacznej części tamtejszych społeczeństw, również dlatego, że rządzący uciekali się do inteligentnych i przebiegłych metod. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądał model władzy autorytarnej w Jugosławii, Rumunii, Bułgarii czy wreszcie w Polsce, zwłaszcza po roku 1935. W każdym z tych państw obowiązywała narracja polityczna mocno odwołująca się do kwestii autorytetu państwa gwarantującego bezpieczeństwo. Podkreślano, że jedynie silna władza gwarantuje pewną prewencję przed jakimikolwiek tendencjami ekstremalnymi, a więc zarówno przed komunizmem, jak i przed faszyzmem. Dziś wiadomo, że w większości przypadków grupy, które zdobywały władzę, reprezentowały orientację prawicową. W istocie pod płaszczykiem tworzenia balansu stymulowano jeden sposób ideologicznego myślenia.

REKLAMA

KB: Wydaje mi się, że nie tylko autorytaryzm jest swoistym znakiem rozpoznawczym XX w., lecz także rozmaite formy kontroli, recenzji i oporu wobec niego. Wymieniłbym tu mass media, akademie, organizacje pozarządowe, charyzmatycznych liderów. Czy dziś, wobec stwierdzenia dryfu państw w kierunku autorytaryzmu, możemy znów spodziewać się podwyższonej aktywności i skuteczności owych podmiotów?
WK: Oczywiście, takich punktów oporu było wiele. Pod tym względem różnica między Polską w dobie hegemonii partii komunistycznej a obecnym modelem władzy tkwi choćby w statusie i roli Kościoła. W czasach realnego socjalizmu, zwanego przesadnie komunizmem, Kościół katolicki – wówczas, jak powiedzielibyśmy językiem socjologii, socjometryczny gwiazdor – pewne działania władz ostrożnie stymulował, ale większość krytykował. Nie był oczywiście częścią systemu politycznego w rozumieniu formalnoprawnym, lecz praktycznie nią pozostawał. Dość mocno oddziaływał na realia publiczne m.in. za pomocą ośrodków opinii publicznej, takich jak Kluby Inteligencji Katolickiej, czasopisma typu „Tygodnik Powszechny”, „Niedziela” czy „Przegląd Katolicki”. Były to istotne centra opinii publicznej recenzujące władzę, powiązane w mniejszym czy większym stopniu z episkopatem. To wszystko powodowało następującą sytuację: liczne kręgi społeczne nastawione krytycznie do ówczesnego systemu rządów były blisko Kościoła katolickiego jako instytucji oraz jego przybudówek, czyli prasy kościelnej i funkcjonujących przy nim organizacji.

Natomiast dzisiaj mamy nominalnie istniejącą wielość tego typu struktur, będących, powiedzmy, dostarczycielami recenzji różnych sfer życia publicznego. Jednak owe struktury są w znacznym stopniu upartyjnione, wiele z nich to grupy eksperckie, ekspozytury fundacji pochodzących z innych krajów, think tanki itp. Istnieją one równolegle do siebie, niemniej stosunek władzy do nich oraz do ich opinii i recenzji warunkuje zasada trybalizmu politycznego. To nie jest dobra tendencja, ponieważ mądra władza, nieważne jakiej proweniencji, powinna wsłuchiwać się w opinie nie tylko swoich pochlebców, lecz także najzagorzalszych krytyków. W polskich warunkach władza nie ma z reguły zwyczaju opierać się na wiedzy podmiotów z nią niesympatyzujących, nawet wtedy, gdy jest to wiedza zweryfikowana i obiektywnie użyteczna. W Polsce wielki problem stanowi brak silnych i wpływowych struktur doradztwa, które nie byłyby identyfikowane z orientacjami czy partiami politycznymi. Brakuje tradycji traktowania ich jako rezerwuaru różnych poglądów na sprawy publiczne, dostarczających każdej władzy zobiektywizowane recenzje. Nasze życie doradcze jest bardzo mocno, powiedziałbym, plemienne. Przez to mamy niestety kłopot z ciągłą rewitalizacją negatywnego poglądu, wciąż silnie obecnego w naszym życiu publicznym, którego symbolem jest fraza „mierny, bierny, ale wierny”. Marzy mi się, aby rządzący potrafili – korzystając z krytycznych opinii – zabezpieczyć się przed błędami, popełnianymi w sposób niejako naturalny. Tymczasem w Polsce wciąż dominuje poszukiwanie komfortu własnego, a nie oczekiwanie na bodźce o charakterze intelektualnym, mające skłonić rządzących do myślenia. A przecież korzystanie z negatywnych recenzji swojego postępowania sprzyja autokorekcie. Jeżeli tej autokorekty nie ma, to z upływem czasu taka struktura polityczna traci społeczne poparcie.

-------------------

REKLAMA

Jeśli chcesz, by Twoja firma mogła oznaczyć produkty i usługi Godłem „Teraz Polska”, weź udział w Konkursie „Teraz Polska”. Skontaktuj się z organizatorem! (tel. 22 826 01 91, e-mail: konkurs@terazpolska.pl)

-------------------

KB: Specjalizuje się pan profesor m.in. w Irlandii. Sytuacja w tym kraju to dla mnie studium brutalnej wojny między krajanami, do której doprowadziły podziały polityczne. Niektórzy głoszą tezę, że jeżeli podział między Polakami będzie się pogłębiał, to zgotujemy sobie drugą Irlandię Północną. Czy ocenia pan tę perspektywę jako realną?
WK: W przypadku Irlandii musimy mieć na uwadze dwa wydarzenia rozciągnięte w czasie. Pierwszym była wojna domowa, do której doszło w latach 1922–1923, czyli na początku istnienia nominalnie niepodległego państwa irlandzkiego, wielokrotnie określanego później jako „republika”. Jednak faktycznie było to brytyjskie dominium. Należy pamiętać, że termin „republika” w odniesieniu do Irlandii nie ma charakteru formalnoprawnego, ponieważ niepodległa Irlandia (jej południowa część) nie jest republiką w rozumieniu konstytucyjnym. Nazwa owa wynika z ustawy przyjętej w 1949 r., a zostanie wprowadzona do konstytucji, gdy nastąpi zjednoczenie wyspy. Drugim przykładem wojny domowej w Irlandii jest oczywiście okres tzw. Kłopotów. Dotyczy on dramatycznych wydarzeń z lat 1968–1998 w Irlandii Północnej, a więc części wyspy Irlandia wchodzącej w skład Wielkiej Brytanii. Ta druga wojna domowa miała fatalne skutki. Śmierć w wyniku trwających 30 lat zamieszek, skrytobójstw, zamachów bombowych itd. poniosło ponad 3500 osób. To oczywiście dramatyczne dziedzictwo, do dzisiaj jeszcze nieprzepracowane mentalnie przez samych Irlandczyków. W tym kontekście brexit stał się niebezpiecznym precedensem przerywającym proces pojednania Irlandczyków między sobą. Historycznie wykształciły się dwa podziały. Jeden to podział wewnątrz Irlandii Północnej – między katolikami i protestantami. Z kolei następstwem drugiego jest próba odtworzenia więzi pomiędzy obiema częściami Irlandii. Ten proces trwał przez ostatnie ponad 20 lat i miał pozytywne rezultaty. Dzisiaj Boris Johnson wycofuje się z wcześniejszych wypowiedzi, że Irlandia Północna będzie traktowana inaczej, przede wszystkim z perspektywy formalnoprawnej i handlowej. To tyle, jeżeli chodzi o rozróżnienia, a są one ważne, gdyż mówiąc o wojnie domowej w kontekście irlandzkim, musimy uporządkować pojęcia.

W Polsce niebezpieczna staje się dziś mowa nienawiści. Jest ona wynikiem narastających napięć społecznych, w tym braku poszanowania praw mniejszości i stosowania retoryki konfrontacyjnej przez rządzących. Akcentuje się to, co dzieli Polaków. To zaś oznacza niebezpieczną tendencję, która może skutkować nie tylko mową nienawiści, lecz także czynami nienawiści. Czyny nienawiści w głęboko podzielonym społeczeństwie to nic innego, jak surogat wojny domowej w ludzkich umysłach, a przy jej nasileniu – wojna domowa per se. Możemy powiedzieć, iż zasadne są obawy wielu przedstawicieli polskiej opinii publicznej, że istnieje rosnąca tendencja manifestowania mowy nienawiści i że może to rodzić poważne konsekwencje, włącznie z zachowaniami o charakterze przemocy. Obawy te wynikają ze złego stanu polskiej demokracji, w której zdarza się brak poszanowania praw mniejszości, a władza jest przekonana, że to, co robi, jest dobre i słuszne.

KB: W 2013 r. zwyciężył pan profesor w Wielkiej Maturze Polaków, publicznym teście wiedzy, realizowanym przed kamerami i transmitowanym przez telewizję. Co ciekawe, był to egzamin z nauk ścisłych i biologicznych, zaś pan specjalizuje się przecież w naukach humanistycznych.
WK: Faktycznie wygrałem w tym teście, w czym upatruję największego fuksa w moim życiu. To było dla mnie wielkie zaskoczenie, niemniej bardzo miłe.

KB: A czy należy ten wynik traktować jako swoistą pochwałę wszechstronności wykształcenia i szerokiej wiedzy, co może być istotnym przesłaniem, szczególnie w dobie specjalizacji?
WK: W dużym stopniu oparłem się na wiedzy nabytej na wcześniejszych etapach edukacji, ale również – co zawsze warto wykorzystywać – na refleksyjności i umiejętności wyciągania wniosków. Jako homo sapiens powinniśmy pamiętać o tym, że cechą człowieka dobrze wychowanego i wykształconego od dawna była i nadal powinna być umiejętność dyskusji na różne tematy, często odległe od jego specjalizacji. Uważam za wartościowe to, że dobry specjalista w swojej dziedzinie, lekarz czy prawnik, posiada wiedzę o muzyce, literaturze, malarstwie. To są sprawy poniekąd naturalne i trzeba o nich pamiętać, czyli cały czas rozwijać proces samokształcenia, który nie powinien się ograniczać do naszej specjalizacji, lecz odwoływać do szerszej wiedzy. Otwartość i szerokie horyzonty myślowe to cechy ludzi inteligentnych. Potrzebny jest jednak balans: wszechstronność i specjalizacja nie powinny się rozwijać jedna kosztem drugiej. Jestem zwolennikiem otwartości na osiągnięcia i dorobek ludzi reprezentujących różne dziedziny zawodowe. Właśnie po to, aby dbać o własny rozwój.

KB: W dobie galopujących zmian, rozwoju technologii i przeobrażeń społecznych uczelnie stanęły przed potężnym wyzwaniem rozwojowym. Do tego doszedł Covid-19, a wraz z nim konieczność przyspieszonej cyfryzacji. Jak pan zdefiniowałby dzisiaj swoje najważniejsze założenia strategiczne związane z zarządzaniem uczelnią?
WK: Akademia Finansów i Biznesu Vistula ma specyficzną sytuację, bo jesteśmy niesłychanie umiędzynarodowieni. Mamy studentów ze 100 krajów. Skala reprezentacji kultur całego świata przekładała się na to, że interakcje osób, ich spotkania i oddziaływanie na siebie na terenie uczelni były i wciąż mają być naszym wielkim atutem, a zarazem chlebem powszednim. Oprócz intensywnego procesu nauczania mieliśmy jednocześnie możliwość konfrontowania naszych wyobrażeń i naszej wiedzy z rzeczywistością studiujących u nas młodych ludzi z całego świata. Specyfiką było to, że organizowaliśmy – a właściwie studenci organizowali, za naszą zgodą i aprobatą – festiwale kulturalne. W dalszym ciągu studenci działają w ponad 20 klubach narodowych, uczestniczą w międzynarodowych projektach biznesowych, naukowych, dziennikarskich, mają znaczące sukcesy sportowe. Wszystko to dostarcza kapitalnych atutów naszej akademickiej wspólnocie.

Pandemia mocno utrudnia proces nauczania, działalność kulturalną, socjalną i popularyzatorską. Mimo to szybko i sprawnie wprowadziliśmy nauczanie zdalne. Na początku wiązało się to z niepokojem części kadry, dziś efektywnie realizujemy nauczanie w formule hybrydowej. Wykorzystujemy fakt, że nasza uczelnia jest szkołą o profilu biznesowym, z mocnym zaznaczeniem kompetencji informatycznych. Od strony czysto technicznej i organizacji dydaktyki nasze działania są skuteczne. Natomiast to, co również było naszą domeną, czyli bogate i różnorodne interakcje społeczne, teraz cierpi. Wraz z całą kadrą nie ustajemy w poszukiwaniach rozwiązań, które pozwoliłyby nam utrzymać głęboką więź ze studentami z ponad 100 krajów, zapewnić im dobre wykształcenie i możliwość konkurowania z najlepszymi na rynku pracy. Obecnie pracujemy nad takim modelem strategii rozwoju naszej uczelni w następnych latach, który umożliwi nam utrzymanie wysokiej pozycji wśród szkół wyższych w Polsce. To teraz nasze największe wyzwanie i z tego powodu ostatnio gorzej sypiam.

Wawrzyniec Konarski (ur. 3 listopada 1957 r. w Warszawie) – polski politolog, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor uczelniany i rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. Zajmuje się zagadnieniami systemów politycznych, partii i systemów partyjnych, historią i współczesnością nacjonalizmów europejskich, a także etnopolityką i ruchami etnoregionalistycznymi w Europie oraz historią i systemem politycznym Irlandii. Wykładał na wielu uczelniach zagranicznych, m.in. w Finlandii, Danii, Irlandii, Chorwacji, Hiszpanii, RFN, Chile, USA, na Białorusi, Ukrainie, Słowacji i Węgrzech. Wcześniej pracował jako wykładowca w Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Jagiellońskim, Szkole Głównej Psychologii Społecznej i Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza. Jest byłym wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych i wiceprzewodniczącym Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim.

 

Czytaj także

Najciekawsze artykuły i wywiady wprost na Twoją skrzynkę pocztową!

Administratorem Państwa danych osobowych jest Fundacja Best Place Europejski Instytut Marketingu Miejsc z siedzibą w Warszawie (00-033), przy ul. Górskiego 1. Z administratorem danych można się skontaktować poprzez adres e-mail: bestplace@bestplaceinstitute.org, telefonicznie pod numerem +48 22 201 26 94 lub pisemnie na adres Fundacji.

Państwa dane są i będą przetwarzane w celu wysyłki newslettera, na podstawie prawnie uzasadnionego interesu administratora. Uzasadnionymi interesami administratora jest prowadzenie newslettera i informowanie osób zainteresowanych o działaniach Fundacji.

Dane osobowe będą udostępniane do wglądu dostawcom usług IT w zakresie niezbędnym do utrzymania infrastruktury IT.

Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres istnienia prawnie uzasadnionego interesu administratora, chyba że wyrażą Państwo sprzeciw wobec przetwarzania danych w wymienionym celu.

Uprzejmie informujemy, iż przysługuje Państwu prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, do ich sprostowania, do usunięcia, prawo do ograniczenia przetwarzania, do sprzeciwu na przetwarzanie a także prawo do przenoszenia danych (o ile będzie to technicznie możliwe). Przysługuje Państwu także możliwość skargi do Urzędu Ochrony Danych Osobowych lub do właściwego sądu.

Podanie danych jest niezbędne do subskrypcji newslettera, niepodanie danych uniemożliwi wysyłkę.