Nowoczesność albo smutek peryferiów

Fot. Archiwum Autora
Fot. Archiwum Autora

Nowoczesność nie zagraża tradycji i przeszłości. Jest poszukiwaniem nowej formy i treści w świecie, który bez przerwy się zmienia. Bez nowoczesności będziemy biedni i wylądujemy na peryferiach.

Za każdym razem, gdy słyszę słowo „nowoczesność” w wypowiedziach polityków i ekspertów, zastanawiam się, z jaką intencją zostało użyte. Niektórzy rozumieją je pejoratywnie, jako symbol zagrożenia, które zaneguje tradycję, tożsamość i przeszłość, jako zamach na to, co zastane i dane.

Inni z kolei mówią o nowoczesności w kontekście pozytywnej zmiany – aspiracji i przyszłości. Nowoczesnością nazywają rozwiązania, które są najbardziej zaawansowane pod względem idei czy technologii, najnowsze, najbardziej nowatorskie. Łatwo wtedy popaść w entuzjazm i bezkrytyczne popieranie każdej nowinki.

Najmniejsza wreszcie grupa osób traktuje nowoczesność neutralnie, bez wartościowania – jako rozwiązania społeczne, technologiczne, prawne, instytucjonalne, które ułatwiają życie, zwiększają efektywność działania, zapewniają po prostu większą skuteczność. Lub są bardziej sprawiedliwe. Taki sposób rozumienia nowoczesności jest mi najbliższy.

Nowoczesność jest pochodną szybko zmieniającej się rzeczywistości. Dobre rozwiązania, które warto powielać, występują w wielu miejscach świata (w gospodarce i życiu społecznym), także tam, gdzie wydaje się, że ich nie zastaniemy (np. w krajach słabiej rozwiniętych, jak Indie czy Bangladesz).

Najczęściej jednak nowoczesność kojarzy się z cywilizacyjnym „centrum” świata, do którego aspirują kraje peryferyjne – tak rozumiana, wywołuje również lęk. Państwa i politycy boją się nowoczesności, bo jej nie znają, bo obawiają się zmiany, uzależnienia od silniejszych, utraty władzy.

Ten irracjonalny lęk paraliżuje i przeszkadza w rozwoju, choć są wyjątki. Pragmatyczne podejście do nowoczesności w Japonii epoki Meiji czy Korei pozwoliło tym krajom na cywilizacyjny skok. Także wejście Polski do Unii Europejskiej było potężnym impulsem nowoczesności, który teraz jednak wygasa. To, co nowoczesne, szybko staje się normalne; wystarczy podać przykład powszechnych szczepionek czy małżeństw jednopłciowych.

Przestrzegam zarówno przed entuzjazmem, jak i obawami wobec nowoczesności. Ona jest neutralna. Trzeba poznawać różne rozwiązania i mądrze je adaptować. Nowoczesność to właśnie rozsądna adaptacja. Wtedy jest postęp, który nie niszczy tożsamości, rozwój, który zwiększa dobrobyt.

Polska nie ma innego wyboru niż nowoczesność. Historia skazała nas na wtórność, na smutek peryferiów. Ale nie zawsze musi tak być, co pokazują przykłady Danii czy Singapuru. One zmieniły swoją pozycję. Są centrami nowoczesności. Każdy kraj może wymyślić swoją własną, niepowtarzalną nowoczesność społeczną i gospodarczą. My, Polacy, także mamy taki potencjał.


Paweł Rabiej

Członek zarządu Nowoczesnej i prezes fundacji Instytut Nowoczesności

 

Czytaj także