Z radością dzielę się sukcesem

Fot. Festiwal Transatlantyk
Fot. Festiwal Transatlantyk

O najważniejszych nagrodach, tajnikach pracy kompozytora oraz o aktywności politycznej artystów z Janem A.P. Kaczmarkiem rozmawia Kamil Broszko.

 

Kamil Broszko: Stał pan na scenie Kodak Theatre i odbierał Oscara, najważniejszą nagrodę filmową na świecie. Czy w tym kontekście tytuł Wybitnego Polaka przyznawany przez Fundację „Teraz Polska” może jeszcze robić na panu wrażenie? A może właśnie robi – poprzez grę na nostalgicznej strunie?

Jan Kaczmarek: Ogromne znaczenie mają dla mnie nagrody przyznawane najbliżej domu. Dlatego że najtrudniej je dostać. To trochę leży w polskim charakterze, że chętniej nagradza się obcych. Gdy zatem spotkam się z uznaniem rodaków czy kogoś bliskiego – jest to moment podwójnie istotny. Wszak zawsze szukamy potwierdzenia własnej wartości przede wszystkim wśród najbliższych.

KB: Pana działalność artystyczna przysparza chwały Polsce. Nie denerwuje pana, że tak łatwo społeczeństwo, grupy, a nawet poszczególne osoby grzeją się w blasku indywidualnego sukcesu?

JK: Przeciwnie! Z radością dzielę się swoim sukcesem. Czuję się Polakiem w 100 proc. i z dumą to podkreślam. Proszę pamiętać, że przyjechałem do Ameryki, kiedy miałem już 36 lat, byłem więc człowiekiem ukształtowanym przez Polskę. Stąd przywiozłem do USA cały mój podstawowy mentalny algorytm. Oczywiście nauczyłem się w Ameryce wiele i jestem ogromnie wdzięczny temu krajowi. Pozwolił mi osiągnąć sukces, na który pewnie nie miałbym szans, gdybym nie wyjechał. Ameryka ma tę wspaniałą cechę, że niesamowicie dopinguje. Tam rzeczy niemożliwe stają się możliwe i w jakiś magiczny sposób ludziom rosną skrzydła. Tak przynajmniej jest w muzyce i innych dziedzinach kreatywnych.

KB: Pana dzieło „Emigra – symfonia bez końca” to utwór poświęcony emigracji. Czy łatwiej komponować, kiedy temat odwołuje się do własnych przeżyć, czy może odwrotnie – kiedy zachowuje się dystans?

JK: Do pewnego momentu w życiu odczuwałem satysfakcję z pokonywania barier i ograniczeń, jakie niesie za sobą film – trzeba wpisać się w strukturę już zdefiniowaną i znaleźć dźwięk, który buduje tenże film, daje mu dodatkową jakość. Natomiast dosyć niedawno zalała mnie fala umiłowania wolności. (śmiech) Najlepszym przykładem jest właśnie „Emigra”. Z instytucji kulturalnej, mianowicie z Muzeum Emigracji w Gdyni, trafiło do mnie zamówienie, które poza tematem nie stwarzało żadnych ograniczeń. Taka praca daje mi dziś największą radość. Lata pracy w Hollywood i w ogóle w filmie sprawiły, że oprócz radości pojawiło się również zmęczenie. Taki akt wolnego umysłu jak „Emigra”, akt ekspresji, który nie podlega ograniczeniom marketingowym, prawom rynku, prognozom finansowym, ma inny walor i ma w tej chwili dla mnie ogromną wartość.

KB: Jest pan uznanym w świecie kompozytorem, który ukończył studia prawnicze. Czy kiedykolwiek słyszał pan uwagi związane z brakiem formalnego wykształcenia, a może nawet miał kompleksy?

JK: W czasach, gdy mieszkałem w Polsce, przed rokiem 1989, mogłem słyszeć podobne uwagi. Wtedy był specyficzny klimat. Ostatnie dni socjalizmu w kraju przeplatały się ze swoistym biurokratycznym sentymentem obecnym w ludzkich umysłach. W owych czasach ludzie bez dyplomu akademii muzycznej nie mieli odwagi komponować na orkiestrę symfoniczną. Natomiast ja pojechałem do Ameryki, gdzie nie było już takich ograniczeń. Tam wolność ekspresji i typowa amerykańska energia sprawiają, że robimy, co chcemy, o ile umiemy przekonać innych, że to ma sens. Skoro ktoś powierzył mi utwór i sfinansował jego nagranie przez orkiestrę symfoniczną, to ja ten utwór napisałem. Najpierw oczywiście musiałem się uczyć, podpierać podręcznikami i współpracą z doświadczonymi kolegami. Minęło parę lat i wykształciłem się sam. Wiadomo bowiem, że wykształcenie polega na wysiłku skupionego umysłu, który krok po kroku przyswaja nowe reguły i odkrywa nowe terytorium wiedzy. Podążając tą drogą, stałem się kompozytorem muzyki symfonicznej – bez kompleksów, bo nie ma powodu. Tego nauczyła mnie Ameryka. Dlatego kiedy rekomenduję studentom czy młodym kompozytorom, jak żyć, sugeruję im wyjazd na jakiś czas, zderzenie się z inną cywilizacją, z innymi wyzwaniami; sugeruję próbę, która naturalnie nas weryfikuje, a czasem uskrzydla.

KB: Czy artyści ryzykują więcej, zajmując jednoznaczne stanowisko polityczne?

JK: Myślę, że ryzykują mniej niż inni. Artysta właśnie dlatego ma swego rodzaju obowiązek dzielenia się opinią polityczną, bo może to robić trochę bardziej bezkarnie. Dla mnie wielkim wzorem do naśladowania jest Ignacy Jan Paderewski, który – jak wiadomo – od polityki nie stronił. Oczywiście jego sytuacja w sensie ewentualnych dylematów była bardzo prosta, bo on walczył o niepodległość Polski. Trudno o bardziej szlachetną motywację i bardziej czytelne intencje uprawiania polityki. Polityka zawsze była skomplikowana, jemu też przypadła w udziale seria rozczarowań. Być może dlatego, że polityka jest jednym wielkim kompromisem, zaś artysta nieraz z trudem się w nim odnajduje. Mnie interesuje polityka w takim sensie, że człowiek świadomy powinien wiedzieć, w jakim świecie żyje. Nawet jeśli nie ma wpływu na bieg wypadków, powinien wiedzieć, jakim prawom podlega i jakie siły determinują funkcjonowanie świata. Nie ma nic gorszego od błogiej nieświadomości i status pasywnego przedmiotu, płynącego z falą, której nie rozumie.

KB: Panu zdarza się wypowiadać politycznie, na przykład krytykować neoliberalizm czy system korporacji. W Polsce to tematy dosyć niszowe, nikt się tutaj tym nie zajmuje, co najwyżej jakiś margines mainstreamu…

JK: To prawda i to mnie boli. Wiem, dlaczego tak jest. Polska stosunkowo niedawno weszła w kapitalizm i usiłuje go za wszelką cenę bronić, nie dostrzegając zagrożeń dla demokracji. Te zagrożenia widzę właśnie w neoliberalizmie i w globalnym kapitale, który bezlitośnie wykańcza wszystko, co słabsze. A my, Polacy, powinniśmy być ostrożni i sprytni w sposobie poruszania się po scenie międzynarodowej, mamy zaś tendencję do ufania, że wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję, że będziemy się szybko edukować. Świat elegancji, Wall Street i dobrze ubranych dżentelmenów nie zawsze jest przyjazny aspirującym państwom i społeczeństwom na dorobku – takim jak my, Polacy.

KB: Od jakiegoś czasu jest pan znany nie tylko jako kompozytor i zdobywca Oscara, ale także jako organizator i człowiek firmujący swoim nazwiskiem Festiwal Transatlantyk. Czy uważa pan, że wydarzenia są w dzisiejszych czasach najlepszą formą komunikacji ze społeczeństwem i najlepszym sposobem edukowania społeczeństwa?

JK: Ludzie bardzo lubią się spotykać w kontekście kultury, lubią oglądać filmy i słuchać muzyki w warunkach festiwalowych, co oznacza, że jest to narzędzie skuteczne. Ja wybrałem ten sposób komunikowania się ze społeczeństwem, żeby przełamać klasyczną samotność twórcy i kompozytora, który zwykle pracuje w małej grupie osób i w czterech ścianach. Miałem duży głód wymiany myśli na szerszym forum. Z drugiej strony czułem się w obowiązku przywieźć do Polski pewne idee. Stąd w ramach festiwalu odbywają się dyskusje na ważne tematy społeczne, zwłaszcza widziane z globalnej perspektywy. Uważam, że jest to potrzebna wiedza; tego typu rozmowy wzmacniają nasze społeczeństwo. Z ambicji zbudowania festiwalu idei społecznych i kulturowych zrodził się Festiwal Transatlantyk, który od zeszłego roku odbywa się w Łodzi. Jako kompozytor uznałem, że kiedy się uzbroi owe idee w kontekst emocjonalny, jaki daje film czy muzyka, to stają się one bardziej nośne i łatwiej je komunikować.


Jan A.P. Kaczmarek 

kompozytor, twórca i dyrektor Festiwalu Transatlantyk. Laureat Oscara za muzykę do filmu „Marzyciel”, nominowany do Złotych Globów i nagrody Brytyjskiej Akademii Filmowej. Jest dzisiaj jednym z najwybitniejszych w świecie kompozytorów muzyki filmowej. Autor muzyki do kilkudziesięciu filmów, twórca symfonicznych utworów koncertowych, komponował też dla czołowych amerykańskich teatrów. Otrzymał nagrodę Drama Desk za najlepszą muzykę teatralną roku w Nowym Jorku. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jest członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej i Europejskiej Akademii Filmowej. Twórca i dyrektor Festiwalu Transatlantyk. Laureat Konkursu „Wybitny Polak”, organizowanego przez Fundację „Teraz Polska”.

 

 

 

 

 

 

 

Czytaj także

  • Fot. Marcin Żurawicz

    Lubię pomagać

    O prowadzeniu biznesu społecznego, działaniu w skali globalnej oraz promowaniu Polski z Moniką Jabłońską rozmawia Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
  • Fot. Robert Baka

    Kocham ją i nienawidzę

    O muzyce, buncie i trudnej relacji z Polską z Muńkiem Staszczykiem rozmawia Anna Siedlińska.

     

    WIĘCEJ
  • Fot. Jan Holoubek

    Poza teatrem nie chcę przywdziewać masek

    O ukochanym mieście, niezwykłym małżeństwie oraz o tym, ile wart jest aktor pozbawiony widowni, z Magdaleną Zawadzką rozmawia Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
  • Wojciech Siudmak/Fot. Archiwum prywatne

    Jak odkrywałem kosmos

    Pewnego zimowego wieczoru na początku lat 50. na przy kościelnym placu w zasypanym śniegiem Wieluniu odkryłem piękno nieba i ogrom kosmosu.

    WIĘCEJ