Sukces można osiągnąć, gdy państwo nie przeszkadza

Fot. BiznesAlert.pl
Fot. BiznesAlert.pl

O nowym rozdaniu w geopolityce, repolonizacji gospodarki oraz o rewolucji, która nadejdzie znienacka, z Marcinem Roszkowskim rozmawia Kamil Broszko.

Kamil Broszko: Czy mówienie o silnej Polsce i jej aspiracjach nie trąci demagogią w świecie rządzącej geopolityki, instytucji ponadnarodowych, rozdanych ról?

Marcin Roszkowski: W świecie nie ma nic stałego. Przyzwyczailiśmy się do pewnej koncepcji bezpieczeństwa opartego na dwóch filarach: sojuszu wojskowym NATO i wspólnocie polityczno-gospodarczej, czyli Unii Europejskiej. Oczywiście należy stale wspierać te filary. Jednak na przykładzie reakcji na Brexit albo szczyt NATO widać, że nastawienie państw członkowskich do organizacji międzynarodowych jest bardzo zróżnicowane i same organizacje też się zmieniają. Dziś nie możemy powiedzieć jednoznacznie, że są one doskonałe i będą przez najbliższe 15 czy 20 lat działać tak, jak oczekujemy. Należy dążyć do tego, aby obok utrwalania obecności naszego kraju w tych strukturach samą Polskę czynić silniejszą. Trzeba integrować się z naszymi sąsiadami, wspierać projekty, które nas łączą; identyfikować zagrożenia, które dotyczą danej grupy państw w regionie, i razem na nie odpowiadać. Bardzo dobrym przykładem był szczyt NATO, który pokazał, że państwa wspólnoty euroatlantyckiej potrafią zrozumieć problemy naszego regionu. W samej zaś Unii Europejskiej czeka nas wiele wyzwań dotyczących m.in. spraw społecznych czy przestrzeni energetycznej, a mówiąc bardziej szczegółowo np. kwestii dostawy surowców – niektóre z państw są rozgrywane bilateralnie przez naszego wschodniego sąsiada, który niestety bardzo często wykorzystuje surowce energetyczne do wywierania wpływu politycznego. Przeciwwagą dla tych tendencji jest przykładowo projekt ABC (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne), który oczywiście jest dopiero na samym początku realizacji, ale z wyżej wymienionych powodów należy go wspierać.

KB: Instytut Jagielloński, który pan prowadzi, zajmuje się poszukiwaniem szans rozwojowych dla Polski?

MR: W Instytucie Jagiellońskim oprócz zajmowania się polityką historyczną – która ze względu na fundatora, prof. Wojciecha Roszkowskiego, jest bardzo istotnym elementem – skupiamy się na gospodarce. Zarówno pamięć i historia, jak i stosunki międzynarodowe to dyscypliny zagospodarowane przez wiele różnych instytutów. My zaś skupiliśmy się na analizowaniu, jak uczynić gospodarkę silniejszą, jak rozpoznawać stojące przed nią szanse i zagrożenia. Instytut Jagielloński jest też wydawcą portalu BiznesAlert; udało się nam, po doświadczeniach w administracji publicznej i biznesie, zbudować liczący się serwis ekspercki. Miesięcznie docieramy do ponad 1,5 mln czytelników. Każdego dnia dostarczamy od 40 do 60 informacji, wywiadów, analiz. Budujemy zatem zaplecze do wymiany myśli, a to właśnie jest rynek opinii. W jednym miejscu spotykają się popyt i podaż, a na tej podstawie konfrontowane są pomysły. Od założeń ogólnych przechodzimy do bardzo szczegółowych. Mamy eraz trochę trudny okres, jeżeli chodzi o think tanki, ponieważ wiele organizacji działających na rynku boryka się z „derekrutacją” talentów, które zasilają kadry rządowe. Również z tego powodu istotne jest, aby integrować organizacje zajmujące się analityką.

KB: Obserwujecie między innymi politykę gospodarczą rządu i siłą rzeczy pewnie ją recenzujecie.

MR: Nasza organizacja ma unikalną cechę – łączy teoretyków, osoby z doświadczeniem biznesowym i ekspertów, których wypowiedzi są codziennie obecne w mediach. Wracając do kierunku polityki gospodarczej rządu: widać bardzo dużą zmianę, która jest realizowana w różnych obszarach. Po pierwsze – co sam dostrzegam w działalności biznesowej – nastała atmosfera zwiększonej uczciwości, zwraca się uwagę na fakt, że etyka jest istotna. Za przykład może tu posłużyć dymisja ministra skarbu (nie chodzi w tym przypadku o nieuczciwość, ale o nieprzeciwdziałanie niewłaściwemu traktowaniu dobra wspólnego). Impulsy przekazywane z góry są bardzo ważne, bo tworzą klimat sprzyjający rozwojowi gospodarki. To widać choćby w ściągalności podatków VAT czy CIT – te wskaźniki wzrosły. Dotychczas małe i średnie firmy obserwowały podmioty zagraniczne, na przykład sieci wielkich firm globalnych, które CIT w ogóle nie płaciły. Patologia była wzmacniana przez lata, do tego stopnia, że nawet poprzedni prezydent postanowił przyznać odznaczenie państwowe przedstawicielom sieci handlowej, którzy uczciwie płacą podatki w Polsce. To jest kompletne wariactwo! W latach 90. uczyliśmy się nowoczesnego rynku i potrzebowaliśmy nowych technologii, nie potrafiliśmy wiele, więc przedsiębiorstwa zachodnie wyprzedzały nas pod każdym względem. Natomiast dziś nie ma już żadnego powodu, by całe sektory – jak energetyka, branża deweloperska czy handel – znajdowały się w rękach podmiotów zagranicznych. Dziś trudno wytłumaczyć, dlaczego ciągle nie potrafimy budować dróg, dlaczego ciągle nie potrafimy wytwarzać wielu produktów i nimi handlować. Jedną ze zmian w obecnym klimacie gospodarczym – choć nikt tego otwarcie nie przyzna – jest tendencja do repolonizacji niektórych sektorów, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Znacząca dominacja zagranicznych koncernów powoduje, że większość marży ląduje za granicą, a to ogranicza wzrost naszej gospodarki.

KB: W Polsce jest sporo think tanków, które generują wiele światłych idei, jednak ich wdrażanie jest nieskuteczne – wiele rozwiązań przepada w niebycie.

MR: Obecnie sytuacja zmienia się nieco na lepsze, choć wciąż nie jest doskonała. Kilka lat temu opublikowaliśmy raport o podatkach, w którym policzyliśmy – według aktualnego stanu gospodarki – rezultaty reformy systemu podatkowego opartego na podatku przychodowym, uproszczeniu ZUS i VAT. Za pomocą liczb opisaliśmy prognozowane skutki wdrożenia koncepcji śp. Krzysztofa Dzierżawskiego z Centrum im. Adama Smitha. Te pomysły są także dziś wykorzystywane przez stronę rządową do opracowania przepisów o jednolitym podatku. Jednym z problemów na linii transferu idei pomiędzy think tankami i rządem jest też jedynie częściowe wdrażanie projektów. Tak jest z podatkiem przychodowym od hipermarketów. Dziś na sieci nałożono przychodowy podatek obrotowy, ale równocześnie – wbrew rekomendacjom niezależnych ekspertów – pozostawiono CIT, co spowoduje, że całe rozwiązanie będzie nieskuteczne. Jeżeli wdroży się tylko niektóre aspekty wybrane z całego systemu, to ów system nie zadziała.

KB: Jednym z pomysłów dla polskiej gospodarki jest skupienie się na nowych kierunkach rozwoju przemysłu i znalezieniu niszy, w ramach której uzyskamy konkurencyjność w skali globalnej. Czy ową przyszłościową branżą może być energetyka?

MR: Na początku powiem o potencjalnych zagrożeniach. Jeżeli weźmiemy pod uwagę największe firmy na świecie, może z wyjątkiem tych chińskich, które są państwowe czy półpaństwowe, to widać, że większość podmiotów innowacyjnych osiąga sukces nie dlatego, że państwo je wspiera i finansuje, lecz dlatego, że im nie przeszkadza. Nie ma komisji do spraw wspierania nowego iPhone’a. Firma zlikwidowała w swoim nowym modelu wejście słuchawkowe nie dlatego, że przyjęła stosowny grant od amerykańskiego rządu, lecz z powodu swoich badań i strategii. Ingerencja państwa w innowacyjność może być też zagrożeniem. W energetyce zbliża się wielka rewolucja. Przez następne 5, 10 czy 30 lat będziemy świadkami swoistego przewrotu kopernikańskiego w tej branży. Ze względu na zmiany technologiczne bardzo duże problemy będą miały wielkie koncerny, które sieciowo dostarczają energię. Energetyka się rozproszy, rozproszą się jej źródła, które będą się niezależnie od siebie bilansowały w ramach systemu. Każdy będzie mógł wytwarzać część energii dla siebie, ewentualnie oddawać nadwyżki do sieci, co więcej, będzie mógł magazynować energię, zatem cały system będzie efektywniejszy. Moim zdaniem zmiany, które dotyczą górnictwa czy klasycznej energetyki, w Polsce dokonają się szybciej, niż nam się wydaje, nie dlatego, że Unia Europejska zakaże nam gospodarki opartej na węglu i ceny CO2 sięgną przykładowo 100 euro za 1 MWh, lecz ze względu na fakt, że wcześniej nastąpi rewolucja technologiczna. Samochód elektryczny stojący pod blokiem czy w garażu jest baterią. Ta bateria może się ładować, gdy w ramach taryfy dobowej ceny energii są najniższe, i może zasilać sprzęt, kiedy ceny wzrastają. Samochód jako rzecz przynależna do świata transportu jest równocześnie przyczynkiem do decentralizacji energetyki. Każdy będzie mógł energię długotrwale przechowywać, a jej magazynowanie zdewastuje obecny porządek energetyczny na świecie. Jeżeli każdy będzie mógł położyć sobie na dachu fotowoltaikę, a w swoim samochodzie zgromadzić energię, wówczas jej ceny poszybują w dół. Dziś nie potrafimy tej energii w wydajny sposób magazynować, dlatego jej koszty jeszcze nie spadają. Na obniżenie cen wpłynie również fakt, że będziemy mogli energię odzyskiwać ze strumienia odpadów. Teraz marnujemy w Polsce ok. 40 proc. śmieci (ok. 4 mln ton rocznie), z których można odzyskać energię. Z nich może powstać kompost, biomasa itd. Reasumując, w dziedzinie energetyki czeka nas w najbliższym czasie bardzo dużo zmian.

KB: Czyli rewolucja nastąpi nie dlatego, że największe organizmy międzynarodowe, komercyjne czy ponadpaństwowe, nam ją zaimplementują, lecz dlatego, że nie będą w stanie jej przewidzieć, obwarować i przyblokować.

MR: Zgadza się. Rewolucje technologiczne nie czekają na to, co powiedzą giganci, którzy z powodu zbyt rozbudowanej struktury nie są w stanie nadążyć za zmianami. Państwowe koncerny energetyczne, warte dziś kilkadziesiąt miliardów złotych, czeka fala spadków. Ich system przeminie.

KB: Jakie jest podejście obecnego rządu do małych i średnich przedsiębiorstw? Ostatnio pojawiają się informacje o planach zwiększenia obciążeń dla tego sektora.

MR: Nie można w pełni wyeliminować szarej strefy. Nie można podnosić podatków dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw, bo doprowadzi to do zablokowania ich rozwoju, a to one są siłą napędową polskiej gospodarki. Szykanowanie MŚP nie może się skończyć dobrze. Jeżeli faktycznie zostaną wprowadzone zmiany, które uderzą w ten sektor, nie będzie można nic dobrego powiedzieć o autorach owych zmian. Czym innym jest uszczelnianie systemu podatkowego tak, żeby wszyscy w ramach jednych zasad równo konkurowali, a czym innym jest prześladowanie przedsiębiorców, którzy nie mogą wyjść za granicę z cenami transferowymi, nie mogą odprowadzić zysku, bo zawsze tu w Polsce dopadnie ich urzędnik.

KB: Jednym z kluczowych obciążeń jest ZUS. Czy jest w ogóle szansa, by zreformować tę instytucję?

MR: Jeżeli chodzi o ZUS, jest to worek bez dna, w którym nie ma żadnych pieniędzy odłożonych na nasze emerytury. Wszystko jest rozliczane na bieżąco i cały czas budżet dopłaca różnicę. To system, który jest gruntownie skorumpowany i zepsuty. To wielkie państwowe oszustwo, wobec którego nikt nie jest w stanie powiedzieć: sprawdzam. Nasze pokolenie nie może liczyć na żadne wypłaty z ZUS, bowiem ta instytucja nie przetrwa.


Marcin Roszkowski

polski ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, prezes Instytutu Jagiellońskiego, współzałożyciel serwisu BiznesAlert.pl, inwestor w sektorze energetyki. W 2005 r. z rąk ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego otrzymał Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2008 r. został odznaczony Wielkim Krzyżem portugalskiego Orderu Zasługi.

 

 

 

Czytaj także