Sportowiec na emeryturze

Fot. Kamil Broszko/Broszko.com
Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

Urszula Włodarczyk, Artur Siódmiak, Robert Korzeniowski, Tomasz Majewski i Sebastian Świderski opowiadają o życiu po zakończeniu kariery sportowej. Zapis debaty zorganizowanej przez Fundację „Teraz Polska”. Spotkanie poprowadził Adam Mikołajczyk.

Adam Mikołajczyk: Dla każdego człowieka przejście na emeryturę wiąże się z pewnego rodzaju stresem. Z taką sytuacją możemy mieć do czynienia szczególnie w przypadku sportowców. Po pierwsze dlatego, że emerytura sportowa rozpoczyna się bardzo wcześnie, po drugie – przynosi drastyczną zmianę trybu życia. Czy zgadzają się państwo z taką oceną?

Artur Siódmiak: Życie sportowca składa się z dwóch etapów. Pierwszy wypełnia kariera sportowa, a drugi można nazwać życiem po życiu – do niego trzeba się zacząć przygotowywać dwa – trzy lata przed zakończeniem kariery sportowej. Warto ukończyć studia, choć sport wyczynowy bardzo utrudnia stuprocentową obecność na uczelni. Ja ukończyłem AWF, mam tytuł trenera drugiej klasy, ale trenowanie jako takie nigdy mnie nie pociągało. Obserwowałem trendy wśród młodzieży w Niemczech, Szwajcarii i Skandynawii i postanowiłem po zakończeniu kariery sportowca (co nastąpiło w 2012 r.) założyć Akademię Piłki Ręcznej. Obecnie mam prawie 800 wychowanków ze szkół podstawowych i gimnazjów, co oznacza, że program się sprawdza, a dzieci chętnie biorą udział w zajęciach. W ramach czteroletniej współpracy z Polsatem Sport komentowałem rozgrywki piłki ręcznej reprezentacji narodowej i Ligi Mistrzów.

Kiedy byłem sportowcem, myślałem, że mam wiele zajęć i napięty grafik. W ramach kontraktów z klubami sportowymi miałem zapewniony byt, mieszkanie, pieniądze oraz cały cykl treningowy, a w zamian wymagano ode mnie jedynie wyników. Po zakończeniu kariery sportowej obowiązków jest znacznie więcej. Jako niespokojny duch lubię angażować się w różne projekty, również na rzecz promocji sportu i szeroko rozumianej aktywności fizycznej wśród społeczeństwa. Posiedzę dwa dni w domu i już mnie nosi.

Tomasz Majewski: Na emeryturze sportowej jestem dopiero pierwszy miesiąc, więc jej uroki i cienie będę dopiero poznawać. Życie sportowca wyczynowego jest wygodne i fajne, bo robi to, co lubi, a wszyscy o niego dbają, aby się nie rozpraszał i dbał o formę. Potem następuje przeskok w drugą fazę życia, może nie nudną, ale na pewno inną. Sam jestem ciekaw, jak to będzie, czy nagle przestanie dzwonić telefon i będę wyglądać listonosza, aby z kimkolwiek porozmawiać. Żeby nie natrafić na pustkę, trzeba o życiu po karierze sportowej myśleć już wcześniej. Wielu moich kolegów tego nie robi. Wtedy ten przeskok może być bardzo brutalny i potrzeba będzie wiele czasu, aby to nowe życie dobrze poukładać.

Sebastian Świderski: W moim przypadku było nawet gorzej, bo moja kariera sportowa zakończyła się nagle z powodu kontuzji. Musiałem z dnia na dzień wycofać się z czynnego uprawiania sportu i kilka miesięcy minęło, zanim się pozbierałem. Jestem bardzo wdzięczny rodzinie i przyjaciołom, którzy byli wtedy ze mną i dzięki którym dostałem propozycję pracy trenera, co pozwoliło mi utrzymać kontakt ze sportem.

Robert Korzeniowski: Minęło już 12 lat, odkąd zakończyłem karierę sportowca i przeszedłem na „drugą stronę mocy”. Niemal od razu wymyśliłem i przeprowadziłem razem z Telewizją Polską i „Gazetą Wyborczą” akcję Polska Biega. Cała moja dalsza działalność zawodowa dotyczy sportu. Dzisiaj na przykład tworzę ofertę medycyny sportowej w grupie Lux Med. Ludzi sportu cechuje łatwe adaptowanie się do zmian, zdolność do podejmowania nowych wyzwań i poszukiwania nowych kompetencji. W Polsce błędnie nie wykorzystuje się potencjału tkwiącego w medalistach olimpijskich, a przecież państwo płaci im comiesięczne świadczenie, rodzaj emerytury sportowej w wysokości ok. 2,6 tys. zł, więc można byłoby opracować spójny program korzystania z ich umiejętności i możliwości dla promocji sportu i kraju. Pamiętajmy też, że nie wszyscy sportowcy zdobywają medale olimpijskie, więc nie wszyscy dostają emeryturę olimpijską od państwa, ale wszyscy mogliby być społecznie użyteczni.

AM: Jaka jest recepta na dobrą emeryturę sportową: kariera trenera, komentatora sportowego czy działalność biznesowa? A może to zależy od czynników zewnętrznych i własnych możliwości, ambicji, zainteresowań?

Robert Korzeniowski: Każdy z nas ma inną przeszłość, wykształcenie, temperament, potrzeby. Można sobie teoretycznie opracować wiele wariantów na przyszłość, ale nie wolno być rozczarowanym, jeżeli – tak jak w moim przypadku – żaden z nich nie zostanie zrealizowany. Trzeba być czujnym i korzystać z nadarzających się okazji, mając przy tym pokorę wobec nowego życia i otoczenia.

Urszula Włodarczyk: Przez 20 lat miałam bezpośredni kontakt z wychowaniem fizycznym. Po ukończeniu studiów na wrocławskiej AWF zostałam asystentem w Katedrze Lekkoatletyki. Przez kilka lat łączyłam sport wyczynowy z pracą naukowo-dydaktyczną, a w 2003 r. obroniłam pracę doktorską. Byłam prezesem Dolnośląskiego Związku Lekkiej Atletyki. Prowadziłam zajęcia z uczniami szkół podstawowych i z tej działalności długo nie mogłam zrezygnować, widząc zapał dzieciaków. Trenowałam juniorów w siedmioboju lekkoatletycznym. Teraz w Ministerstwie Sportu i Turystyki odpowiadam za sport wyczynowy. Nie ma więc jednej recepty – trzeba być przygotowanym na wszystko.

Artur Siódmiak: Nie powiem nic odkrywczego, ale fajnie jest być sportowcem, szczególnie jak się ma sukcesy. Trzeba tylko uważać, bo szybko spada się z piedestału. Warto być odpornym i na sukcesy, i na porażki. Wybór dalszej drogi zależy od wykształcenia, predyspozycji i własnych preferencji. Niektórzy nadają się na trenerów, inni wybierają karierę działacza sportowego. Nie ma tu jednej recepty. Czasem trzeba też przełknąć gorzką pigułkę, ale do tego jako sportowcy jesteśmy przyzwyczajeni. Moja rada to otoczyć się życzliwymi profesjonalistami.

Sebastian Świderski: Każdy po zakończeniu kariery sportowej ma dylemat, co robić dalej. Łukasz Kadziewicz czy Krzysiek Ignaczak świetnie odnaleźli się jako komentatorzy sportowi, którzy potrafią wyjaśnić zdarzenia na boisku w sposób interesujący i zrozumiały dla przeciętnego widza. Ich komentarz jest bogaty w szczegóły techniczne, ale podany w sposób atrakcyjny, z barwnie opowiedzianą historią czy anegdotą. Widać, że to, co robili na boisku, sprawiało im wielką radość i chcą się tymi przeżyciami dzielić z widzami. Byli spełnieni na boisku i spełniają się teraz przed mikrofonem komentatora.

Tomasz Majewski: Z pozoru wydaje się, że najlepiej pozostać w sporcie i kontynuować tę przygodę w roli trenera. A jednak najlepsi zawodnicy bardzo rzadko zostają trenerami, bo albo nie mają do tego predyspozycji, albo taka rola im nie wystarcza i nie daje spełnienia. Nie wszyscy muszą pozostać w sporcie. Są przecież inne dziedziny życia, w których można szukać swojego miejsca. A wykształcone treningiem sportowym cechy, jak nieustępliwość czy wytrwałość, mogą być pomocne w osiągnięciu nowych celów.


Fot. Kamil Broszko/Broszko.com

AM: Wielu sportowców jeszcze w trakcie swojej kariery (np. Marcin Gortat) lub po jej zakończeniu zakłada fundacje realizujące różne projekty prospołeczne. Jakie są powody takiego działania?

Artur Siódmiak: Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak silny stanowimy wzór do naśladowania dla dzieci i młodzieży. Zawsze mnie to zdumiewało podczas spotkań w szkołach. Dlatego naturalną koleją rzeczy było dla mnie zajęcie się propagowaniem mojej dyscypliny wśród młodych ludzi. Miałem pomysł na Akademię Piłki Ręcznej, założyłem Fundację Akademia Sportu i w niej działam wraz z odpowiednio dobranym zespołem. Jeżeli ktoś, tak jak ja, 20 lat uprawia daną dyscyplinę, to nie sposób powiedzieć nagle: dziękuję, kończę z tym raz na zawsze. Sport przyciąga jak magnes. Poza tym szkoda nie wykorzystać popularności swojego nazwiska, doświadczenia i charakteru w ważnej społecznie sprawie. A taką jest rozwój sportu wśród najmłodszego pokolenia i kreowanie swoich następców.

Tomasz Majewski: Chyba każdy z nas, mistrzów, czuje ciężar odpowiedzialności i zobowiązania wobec swojej dyscypliny. Mam wewnętrzne przekonanie, jak wiele jej zawdzięczam i że będę jej dłużnikiem do końca życia. Nie traktuję tego jak brzemię, ale po prostu frajdę, że jestem przydatny słusznej sprawie. Propaguję sport, który kocham, i mam do tego stuprocentowe przekonanie. Sportowa postawa czy sportowe zachowanie to synonim działania fair play. Bycie sportowcem, mistrzem olimpijskim zobowiązuje.

Warto angażować się w akcje społeczne, warto być ambasadorem uczciwych reguł gry również w życiu. Każdy sportowiec wzrasta w takim poczuciu, że nie może traktować swojej kariery jedynie jako zawód. To szeroko rozumiana praca społeczna i misja do spełnienia.

Urszula Włodarczyk: Trzeba też pamiętać o tym, że sport to zdrowie, i wbijać to ludziom do głowy. Jako sportowcy z tytułami jesteśmy w stanie zachęcić do aktywności fizycznej. Nasz przykład działa na wyobraźnię. Pokazujemy nie tylko, jak wykonać technicznie dane ćwiczenie, ale jesteśmy w stanie ubarwić je historią z naszego zawodniczego życia, a to bardziej motywuje do wysiłku. Prowadziłam zajęcia dla osób, które na początku wzdrygały się na samą myśl o jakimkolwiek ruchu, a na koniec były w stanie przebiec półmaraton.

Sebastian Świderski: Dla wielu jesteśmy „twarzą z telewizora”. Na co dzień dziecko ma kontakt z trenerem czy nauczycielem, który pokazuje ćwiczenia i pilnuje, aby były dobrze wykonane. Ale kiedy przyjedzie mistrz olimpijski, to nagle ten nudny, codzienny trening wygląda atrakcyjnie. Czym innym jest oglądanie Michaela Jordana albo Marcina Gortata w telewizji, a czym innym rozmawianie z nimi na żywo. Nagle staje się jasne, dlaczego po sto razy powtarza się dane ćwiczenie, kiedy zobaczy się na własne oczy człowieka, który też je wykonywał, a teraz jest mistrzem. Wszystko staje się bardziej realne i namacalne. Wszystko zaczyna mieć wyobrażalny sens. Takie spotkania są pożyteczne nie tylko dla młodzieży – mnie one również motywują.

Robert Korzeniowski: To prawda, każdy przecież lubi poczuć się superbohaterem. Poza tym noblesse oblige (szlachectwo zobowiązuje). Wchodząc do panteonu świata, przyjmujemy na siebie zobowiązanie, że zachowamy się szlachetnie i fair play, i to niezależnie od tego, w jakiej sferze będziemy działać. To jest dewiza na całe życie.

AM: A jak wygląda prywatne życie sportowca na emeryturze? Jak to jest, kiedy po 20 latach życia na walizkach nagle na stałe pojawia się w domu? Czy sytuacja ta może być źródłem napięcia i stresu?

Artur Siódmiak: U mnie wiele się nie zmieniło pod tym względem. Kiedy byłem czynnym sportowcem, bardzo często wyjeżdżałem na zgrupowania i mecze ligowe – teraz nie ma mnie w domu jeszcze więcej. Na szczęście moja rodzina zdążyła się do tego przyzwyczaić. Co prawda, nie mogłem uczestniczyć w wielu wydarzeniach z życia moich dzieci, jak urodziny czy uroczystości szkolne, ale z drugiej strony, gdybym nie robił tego, co kocham, nie byłbym szczęśliwy.

Tomasz Majewski: Ja zakończyłem karierę dopiero miesiąc temu, więc nie ma jeszcze dużych zmian w trybie życia rodziny. Zacząłem przeglądać swoje rzeczy osobiste i ze zdziwieniem zastanawiam się, po co mi było 100 koszulek treningowych. Czasem z przyzwyczajenia zaczynam wykonywać jakieś ćwiczenie do rzutu kulą, które zawsze wykonywałem o danej porze. Ale zaraz przychodzi refleksja: po co ja to właściwie robię?

Sebastian Świderski: U mnie również nie ma wielkiej zmiany pod względem bywania w domu, bo jako prezes drużyny siatkarskiej ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nadal żyję na walizkach. Kiedy czasem zdarzy mi się wrócić z pracy o wcześniejszej porze, moje dzieci witają mnie pytaniem: „co się stało?”. Ważna jest postawa rodziny, okazywanie zrozumienia. Kiedy współmałżonek jest lub był sportowcem (jak w przypadku mojej żony, która była koszykarką), łatwiej mu zaakceptować charakter tej pracy i to, co się z nią wiąże. Przecież wszystko robimy nie tylko z myślą o sobie, ale też – a może przede wszystkim – z myślą o rodzinie.

Robert Korzeniowski: U mnie pozmieniało się wszystko. Potrzeba było jednej olimpiady, aby podjąć decyzje, które prowadziły do rozwodu i założenia drugiej rodziny. Dojrzewanie sportowe nie zawsze idzie w parze z dojrzewaniem społecznym i osobistym. Pierwszy raz ożeniłem się, gdy miałem zaledwie 22 lata. To był czas ogólnopolskiej euforii – byliśmy kilka miesięcy po wolnych wyborach 1989 r. Potem skupiłem się na treningu, a ważne życiowe decyzje odkładałem. Dzisiaj mam szczęśliwą drugą rodzinę i bardzo dobre relacje z moimi dziećmi z pierwszego małżeństwa. Na podstawie moich osobistych doświadczeń uważam, że życie składa się z dobrze podejmowanych decyzji. Nie zawsze one są proste, nie zawsze są dobrze oceniane przez świat zewnętrzny. Na to też trzeba być przygotowanym. Ja spotkałem się z gigantycznym ostracyzmem, bo w opinii publicznej sportowiec ma obowiązek zdobywać medale. Ma prawo zmienić drużynę, trenera. Czasem ma prawo do nieudanego startu, ale nie ma prawa do zmian w swoim życiu osobistym.

Urszula Włodarczyk: Wydaje mi się, że nie ma sensu podkreślać, że życie sportowca jest szczególnie dotkliwe, jeżeli chodzi o obecność w domu, albo raczej nieobecność. W dzisiejszych czasach nie ma takiego zawodu, w którym pracuje się od godziny 8 do 16. Wszyscy pracują dłużej, w zależności od potrzeb i sytuacji, jeżeli trzeba, wyjeżdżają również w weekendy, doszkalają się, konsultują. Życie sportowca pod tym względem nie różni się od życia każdego człowieka.

AM: Jaka powinna być rola państwa w opiece nad utytułowanym sportowcem?

Robert Korzeniowski: W dyskusji o tym, jak powinien wyglądać sport w Polsce, gubimy wątek prawidłowego włączenia go w system edukacyjny, począwszy od szkoły podstawowej po uczelnię wyższą. To w szkole odkrywa się kompetencje, również sportowe; to tam ujawniają się predyspozycje do konkretnych przedmiotów czy umiejętności prospołeczne i chęć działania, np. w samorządzie szkolnym. Często trenującym dzieciom już w wieku szkolnym odradza się podejmowanie innych, pozasportowych aktywności. „Jesteś sportowcem – skup się na treningu”. A przecież równolegle ze sportem można kształtować inne kompetencje, które mogą okazać się przydatne w dorosłym życiu.

Często krytykuje się, że w czasach PRL-u sportowiec był zatrudniony na etacie w kopalni, milicji czy w wojsku. Tymczasem nie była to zła praktyka. Takie zatrudnienie to forma stypendium sportowego, zapewniającego spokojny trening i prawidłowy rozwój. Po zakończeniu kariery zawodniczej umiejętności sportowca mogą być przydatne w firmach, które były sponsorami takiego stypendium. Spójrzmy, jak wygląda sytuacja w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Francji czy Hiszpanii; jak tam sport jest zintegrowany z biznesem czy instytucjami państwowymi, które potrafią realnie skorzystać z wiedzy i umiejętności sportowca. „Nie zdobyłeś medalu olimpijskiego – nie szkodzi. Będziesz świetnym trenerem w policji”. W Polsce taktuje się nas jak gadżety, którymi można się chwalić, dopóki się nie znudzą. Mam wrażenie, że od sportowca społeczeństwo wymaga jedynie medali i rekordów, zapominając o jego potencjale, często niewykorzystanym poza sportem.

Tomasz Majewski: Zanim zadamy sobie pytanie, w jaki sposób państwo powinno otoczyć opieką sportowca, najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy taka opieka jest w ogóle potrzebna. Dostajemy ogromne wsparcie w trakcie kariery sportowej, ale nie uważam, że trzeba nam matkować po jej zakończeniu. Takie myślenie rozleniwia i powoduje, że część sportowców zupełnie nie jest przygotowana do samodzielnego funkcjonowania poza sportem. W tym roku karierę sportową zakończyli moi wielcy rywale ze Stanów Zjednoczonych – nikt nigdy się nimi nie zajmował. Jeden nadal pozostał w sporcie, drugi zaś świetnie realizuje się w bankowości. Zawsze powtarzałem, że mój okres dzieciństwa zakończył się dopiero z chwilą zakończenia kariery sportowej. Analogia jest uderzająca, bo i w dzieciństwie, i podczas uprawiania sportu zawsze ktoś się nami zajmuje, pomaga. Aż tu nagle kariera się kończy i trzeba radzić sobie samemu. Polskich sportowców trzeba uczyć samodzielności.

Urszula Włodarczyk: To prawda, że sportowców można byłoby świetnie wykorzystać w służbach mundurowych. Jesteśmy silni, wytrenowani, odporni na stres. Te walory mogą być bardzo przydatne w wojsku, policji czy straży. Oczywiście znam także byłych sportowców, którzy świetnie radzą sobie w bankowości, firmach komputerowych czy marketingu, często na wysokich stanowiskach.

Ja wybrałam inną drogę: będąc czynnym zawodnikiem, studiowałam na wrocławskiej AWF, a po zakończeniu studiów pracowałam nadal na uczelni jako asystent, prowadziłam zajęcia ze studentami. Cały czas oczywiście byłam siedmioboistką, reprezentantką Polski na mistrzostwach i olimpiadach. Nie była to łatwa droga, ale wybrałam ją świadomie.

Artur Siódmiak: Umiesz liczyć – licz na siebie. Sportowiec jest jak tabula rasa. Po 20 latach kariery sportowej potrafimy jedynie trenować, nie mamy żadnego doświadczenia zawodowego. A przecież sportowiec może być dobrym pracownikiem, chociażby korporacyjnym. Dobrze radzimy sobie ze stresem, który towarzyszy zarówno sukcesom, jak i porażkom. Łatwo przyswajamy nowe rzeczy i pokonujemy trudności. Dobrze byłoby, aby powstał system umożliwiający odbycie stażu w różnych firmach, prywatnych czy też państwowych.

Sebastian Świderski: Państwo powinno dawać wędkę, a nie rybę. Powinno stwarzać możliwości. I ten proces powinien zaczynać się już w szkole. Polski Związek Piłki Siatkowej realizuje program upowszechniania sportu wśród dzieci i młodzieży, tworząc Siatkarskie Ośrodki Szkolne. Do współpracy zaproszono byłych siatkarzy, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem zawodniczym na najwyższym poziomie wspierali nauczycieli WF i trenerów szkolnych.

AM: Czy wspierał państwa doradca lub menedżer, który pomagał w prowadzeniu kariery sportowej i potrafił podpowiedzieć, co robić po jej zakończeniu?

Urszula Włodarczyk: Od razu na początku mojej drogi sportowej miałam wielkie szczęście trafić na takich trenerów, którzy pilnowali, abym nie zawaliła szkoły. Na każde zgrupowanie szkoła musiała wyrazić zgodę. Uczelnia również była powiadamiana o moich startach, dostawałam zgodę na przesunięcie sesji egzaminacyjnej. Ale znam i złe przykłady, kiedy trener potrafił postawić zawodnikowi ultimatum: albo trenujesz, albo studiujesz. Takie postępowanie jest być może zrozumiałe w przypadku zawodnika klasy mistrzowskiej z szansami na medale. Ale wobec młodych zawodników jest niedopuszczalne i ogranicza ich wszechstronny rozwój.

Sebastian Świderski: Jeżeli u sportowca pojawiają się spore pieniądze, natychmiast wyrastają jak grzyby po deszczu doradcy i „przyjaciele”, którzy obiecują je odpowiednio zainwestować i dopilnować tej inwestycji, „skoro 300 dni w roku spędzasz poza domem”. W ten sposób fiaskiem zakończyły się cztery z moich pięciu projektów. Jeżeli chcesz odnieść sukces w biznesie, musisz sam wszystkiego pil-nować. Trzeba pamiętać, że pieniądze mogą się szybko pojawić, ale mogą jeszcze szybciej zniknąć. Dobry doradca, prawdziwy przyjaciel, rzetelny trener powinien wbijać to do głowy młodemu sportowcowi. Kariera nie trwa całe życie, a czasem może niespodziewanie się zakończyć, choćby z powodu kontuzji.

Krzysztof Przybył: Podsumowując nasze spotkanie, chciałbym podkreślić, jak ważne jest uświadamianie sportowcom, szczególnie tym odnoszącym międzynarodowe sukcesy, że życie nie kończy się wraz z zakończeniem kariery sportowej i warto mieć plan na następny etap. Należy również zastanowić się, kto powinien współpracować ze sportowcem w tym względzie. Warto byłoby uruchomić program z udziałem Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego, w ramach którego w sposób usystematyzowany i planowy mistrzowie olimpijscy mogliby budować swoje kariery pozasportowe, z korzyścią dla promocji sportu wśród młodzieży i aktywności fizycznej społeczeństwa.

 

 

 

Czytaj także