Polska nauka wychodzi z lasu

O przyszłości polskiej nauki w kontekście wyzwań współczesnego świata i współpracy z biznesem dyskutowali profesorowie i przedsiębiorcy. Debatę pt.: „Polskie Puzzle. Czy polska nauka idzie w las?” zorganizowała Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim. Przedstawiamy skrót dyskusji.

Redaktor Damian Kwiek,
Polskie Radio 3, prowadzący debatę

Dziś wszystko odnosi się do nauki, wszystkie współczesne problemy odnoszą się do tej sfery. Z badań wynika, że 50 proc. osób po studiach chce założyć własny biznes i uważa, że ma szansę na sukces, ale nie w Polsce. Jakiego człowieka stwarza system edukacji w Polsce? Kim jest niezadowolony absolwent, który nie widzi dla siebie perspektyw?

Dr hab. Konrad Banaszak,
Uniwersytet Warszawski

Szkolnictwo wyższe w skali całego świata jest bardzo różnorodne. Mogę się wypowiedzieć jako pracownik konkretnego uniwersytetu i wydziału. Kształcimy ludzi, którzy potrafią myśleć. Moja koleżanka z roku, która obecnie pracuje w stratosferach sektora ubezpieczeniowego w Polsce, twierdzi, że z myśleniem jest jak z uprawianiem sportu – trzeba ćwiczyć. Na uniwersytecie oferujemy ćwiczenie różnych mięśni myślowych, w zależności od tego, kto jest w czym dobry. Natomiast generalnie uczymy wyławiać ważne fakty, znajdować związki przyczynowo-skutkowe i z zebranych danych tworzyć większy obraz. Bez względu na to, z jakim biznesem mamy do czynienia, są to umiejętności, które zawsze były i będą potrzebne.

Krzysztof Domarecki,
Selena, prezes zarządu

W XXI w. światowa rozgrywka między państwami toczy się głównie w sferze ekonomii, a nie, jak dawniej, w sferze militarnej, politycznej czy ideologicznej. Dziś wiele państw świata przeorientowało swoje zasoby na rywalizację w sferze ekonomicznej. Oczywiście pierwsze zrobiły to Stany Zjednoczone – już kilkadziesiąt lat temu. W tym kontekście nie tylko firmy stanowią o sile danego państwa, ale również inne instytucje, które są ukierunkowane na wzmacnianie gospodarki. Kiedy jestem w Chinach, widzę, jakie delegacje państwowe przylatują i z jakim zapleczem. W ostatnich latach kilka razy obserwowałem oficjalną delegację francuską, na czele z prezydentem Sarkozym. Towarzyszyło mu kilkunastu obecnych i byłych ministrów, przedstawiciele nauki i szkolnictwa oraz przedstawiciele ponad 200 firm. Ważny jest udział naukowców, bo oni są fundamentem budowania pozycji gospodarczej, niezależnie od faktu, że Francja akurat jest krytykowana za swoją słabnącą pozycję gospodarczą. Podobne podejście do delegacji obserwowałem, kiedy przylatywał premier Turcji, już nie mówię o wręcz legendarnych wizytach Angeli Merkel. My dopiero uczymy się nowoczesnej rozgrywki światowej. Władze dopiero poznają reguły gry. Zwłaszcza przez ostatnie siedem lat obserwuję spore przyspieszenie w tym zakresie i poprawę rozumienia, co się liczy, a co nie. Natomiast wciąż w warunkach wewnętrznych nie ma połączenia między nauką a biznesem. Okazało się, że w ciągu 20 lat nie udała się zmiana świadomości na uczelniach. W USA kryterium sukcesu w nauce jest to, czy wynalazek, idea może się przydać w życiu.

Dr hab. Jacek Guliński,
podsekretarz stanu, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

W ciągu ostatniego roku było co najmniej sześć delegacji zagranicznych, w których brali udział rektorzy i jeden z ministrów. Może i racja, że nadal tego mało, ale nie oszukujmy się, że tak nie jest. Chcemy pozyskiwać studentów z innych krajów i kierunki strategiczne są obsługiwane przez tego typu wizyty. Wracając do meritum – trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, z jakiego absolwenta szkolnictwa średniego uczelnia ma uczynić absolwenta szkolnictwa wyższego. Po drugie – szkolnictwo wyższe jest bardzo zróżnicowane kadrą, infrastrukturą, możliwościami badawczymi itd. Dodatkowo na kondycję absolwenta wpływa jego motywacja i czas, który poświęcił podczas studiów na rzeczywiste nabywanie wiedzy. Ostatnie działania określane jako Krajowe Ramy Kwalifikacji są znakomitym pretekstem do weryfikacji programów i efektów kształcenia, do pozbycia się nadmiernych obciążeń czasowych, postawienia na większą pracę indywidualną i zespołową studenta. Zmiana programów, specjalne programy projakościowe, które próbujemy wdrażać, mają służyć temu, by uczelnie rozumiały, że ich renoma, ich pozycja na rynku edukacyjnym będzie zależała od jakości.

Prof. Marek C. Chmielewski,
wiceprezes Polskiej Akademii Nauk

Edukacja szkolna jest rozłożona na łopatki. To rozkładanie trwa od 40 lat. Pani minister Szumilas sugerowała niedawno, żeby uczelnie brały najlepszych. Ale jeżeli tylko 80 proc. wszystkich uczniów zdaje maturę, to ten poziom musi być obniżony. Jeśli jest obniżony, to wybrać najlepszych się nie da. W Stanach Zjednoczonych człowiek z wyższym wykształceniem ma doktorat. Magisterium to nieudany doktorat. Albo młody człowiek kończy na licencjacie i idzie do pracy w przemyśle, albo robi doktorat i nabywa właściwe wyższe wykształcenie. Następnie też trafia do przemysłu, ale już do pionu badawczo-rozwojowego. Bardzo częsty model kariery wygląda następująco: po kilku latach pracy w przemyśle zakłada się własny biznes i wykorzystuje się do tego kontakty nawiązane podczas pracy dla przemysłu. Nasz przemysł nie jest w ogóle zainteresowany nowoczesną myślą badawczą; to głównie duże zakłady, które są kontrolowane przez Skarb Państwa. Słyszałem, jak ich prezesi z dumą przyznawali, że pion badawczo-rozwojowy wyprowadzili za bramy przedsiębiorstwa, albo twierdzili, że gdyby mieli wolne środki, woleliby je przeznaczyć na własną drużynę koszykówki. Aby była współpraca absolwentów z przemysłem, obie strony muszą chcieć tej współpracy. Przemysł w Polsce stanowią najczęściej firmy, które wytwarzają duże ilości prostych związków i sprzedają je tonami. Nie są zainteresowane prowadzeniem badań. Do mojego instytutu na praktykę przychodzi co roku ok. 50–60 studentów politechniki. Tego dawniej nie było. Studenci odbywali praktyki w zakładach, które coś wytwarzały. W tej chwili w obrębie Warszawy nikt nic nie wytwarza. Jest wielu przedstawicieli takich czy innych firm, ale produkcja jest gdzie indziej. Oskarża się rektorów i profesorów, że koncentrują się na impact factor, cytowaniach itd., zamiast współpracować z przemysłem. Nie da się tego zrobić, jeżeli druga strona tego nie chce.

Prof. Łukasz Turski,
Centrum Nauki Kopernik

System polskiej edukacji „produkuje” człowieka niewykształconego. W tej chwili w większości przypadków dyplom jest śmieciowy i gwarantuje śmieciowe zatrudnienie oraz śmieciowe życie. Popełniliśmy gigantyczny błąd. Nie przewidzieliśmy, w jaki sposób udostępnienie możliwości realizacji marzenia o wykształceniu wyższym doprowadzi do demoralizacji tego systemu. W dodatku naprawiamy go w błędny sposób. W tej chwili toczymy dyskusję, czy możliwa jest współpraca między uczelniami i przedsiębiorstwami. To jest ważny problem, ale on nie zostanie rozwiązany, jeżeli nie zrozumiemy, że w XXI w. edukacja powinna oznaczać kształcenie od urodzenia aż po śmierć. Nie ma podziału na edukację powszechną, szkolnictwo wyższe itd. Dominująca rola uniwersytetu w kształceniu społecznym jest przeżytkiem. Ja nie jestem teoretykiem, jestem praktykiem. Moje doświadczenie w ciągu ostatnich 20 lat to 2,2 mln ludzi, którzy odwiedzili Centrum Nauki Kopernik, i ponad 100 tys. ludzi, którzy każdego roku przychodzą do mnie na Piknik Naukowy. Jeśli chodzi o współpracę nauki z biznesem, podam przykład z USA. W Bostonie Cambridge i MIT zetknęły się płotami i nie są w stanie dalej się rozwijać. Zostało jeszcze trochę miejsca nieopodal, na polach golfowych. Biegają tam panowie, którzy mają po 100 mln dolarów w walizkach, w paczkach po 10 mln, na granty badawcze. Młodzi ludzie, którzy tam są, też w krótkich szortach, dostają po 10 mln dolarów. I na 10 rozdanych paczek po 10 mln dolarów 9 wyrzuca się w przysłowiowe błoto, a jedna przynosi 400 mln zysku. Zatem facet, który rozdał te pieniądze, ma 300 mln dolarów zysku. A w Polsce siedziałby w kryminale, bo stracił 90 mln.

Prof. Krzysztof Dołowy,
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego

Jeżeli 30–40 lat temu studiowało 10 proc. młodych ludzi, to jedna trzecia reprezentowała bardzo wysoki poziom. Był duży odsetek wybitnych indywidualności, które rywalizując ze sobą – podobnie jak w sporcie – wpływały na wynik całej drużyny. Dzisiaj studiuje 50 proc., ale wybitni stanowią nie jedną trzecią, tylko nadal 3 proc. wszystkich ludzi młodych, wobec czego przestali być widoczni. W roku 1989, w ramach pomysłu na szybki wzrost studiujących, zaczęto „płacić od głowy”. W związku z tym uczelnie przyjmują absolutnie wszystkich, włącznie z analfabetami – wiem, bo sam kształcę na pierwszym roku. Natomiast wyrzucenie takich ludzi ze studiów jest głupotą, którą się popełnia na samym sobie, bo traci się dotację z ministerstwa. Czas z tym skończyć i zrobić elitarne uniwersytety, które będą specjalnie finansowane. Już jesteśmy spóźnieni w tej dziedzinie o 15 lat i wobec tego kształcimy słabo, dostosowując poziom do słabej średniej. Oczywiście perełki się zdarzają i to jest cała przyjemność kształcenia, kiedy nagle spotykamy kogoś, kto myśli samodzielnie i jest dynamiczny. Wracając do przemysłu – w Polsce właściwie go nie ma. Składanie lodówek czy samochodów to nie jest przemysł, który potrzebuje innowacji. Przytoczę własną historię. Byłem kiedyś 27-letnim postdoc na Harvardzie. Zrobiłem doświadczenie, które dało ciekawe efekty. Mój szef ocenił, że mamy możliwość stworzenia leku. Minęły trzy tygodnie. Znalazł się bank, który dał pieniądze, i natychmiast powstała w garażu firma zajmująca się komercjalizacją projektu. W Polsce zakładałem Stowarzyszenie Przyjaciół Festiwalu Nauki. Przez rok wymienialiśmy pisma z urzędem, który nieustannie dopatrywał się błędu. Nie da się funkcjonować w takich warunkach. Zbiurokratyzowane państwo omotało ludzi, żeby nie mogli działać, więc nie działają. Najzdolniejsi studenci wyjadą do Ameryki. Naszym problemem jest to, że nie ma współpracy między uczelnią i przemysłem. Inni mówią, że nie ma przemysłu. Żeby powstał biznes, jego twórcy nie mogą się od początku przebijać przez biurokrację – system musi być uproszczony, jeżeli w ogóle myślimy o tym, żeby w Polsce pojawiły się innowacje. Nie zbliżamy się do tego, bo biurokracja i powolne funkcjonowanie sądów zachęcają, by znaleźć inne miejsce.

Dr Olaf Gajl,
Ośrodek Przetwarzania Informacji

Nie zgadzam się w kilku punktach. Biurokracja związana z założeniem firmy nie jest główną przeszkodą. Podatki również trzeba płacić w Stanach Zjednoczonych, i tam wcale nie jest to banalne. Natomiast faktycznie brakuje u nas banków z ciekawą ofertą dla startupów. Jeśli chodzi generalnie o edukację, wszystko już zostało powiedziane. Zgadzam się, że mamy za dużo studentów, być może za dużo uczelni, ale mówiąc tak, godzimy się na pewne uogólnienia, które warto doprecyzować. Są bardzo różne przypadki. To, co mnie bardzo boli, to fakt, że większość uczelni oraz szkół wszelakich nawet jeśli stara się uczyć innowacyjności, pomysłowości, kreatywności, nie uczy niestety pracy zespołowej. Praca zespołowa kończy się w przedszkolu, kiedy pani przedszkolanka bawi się z nami w kółko graniaste. Na koniec tej zabawy wszyscy robią „bęc” – i to jest symboliczny koniec nauki współdziałania. Mamy absolwentów, którzy (i to mówi wielu przedsiębiorców) nie umieją pracować w zespole. Trzeba rozumieć, że lider jest potrzebny wszystkim; można go nienawidzić, ale trzeba go wspierać, bo od jego sukcesu zależy nasz sukces. A my mamy odwrotnie – jeżeli mamy lidera, to natychmiast go pogrążymy z wielką satysfakcją. To jest brak umiejętności pracy zespołowej. Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do współpracy nauki z przemysłem. Nam się to po prostu nie opłaca. Ktoś wspominał o dużych korporacjach Skarbu Państwa. Z punktu widzenia prezesa takiego zarządu, jeżeli on planuje swoje działania w perspektywie dwóch czy trzech lat, to dlaczego ma się interesować badaniami, skoro być może jakieś wyniki będą za 10–15 lat. I to jest główny problem. Na uczelni tak naprawdę nie ma większego znaczenia, czy coś się wdroży. Współpraca z biznesem zawsze jest kłopotliwa ze względu na procedury, a indeks Hirscha minimalny, pomijalny.

Prof. Leszek Rafalski,
przewodniczący Rady Głównej Instytutów Badawczych

Część nauki nie współpracuje z biznesem, część współpracuje. Instytuty Badawcze są przykładem współpracy. Natomiast jej skala nie jest satysfakcjonująca. Wynika to z przyczyn, o których mówili moi przedmówcy, ale również z tego, że nie ma zachęt dla przedsiębiorców, np. ulg podatkowych z tytułu venture capital, który jest ryzykowny. Chciałbym wrócić do porównań absolwentów z przeszłości i obecnych. Obecnie studenci negatywnie oceniają zajęcia praktyczne na uczelniach. To jest chyba jedna z istotnych różnic między tym, co było w latach 70., i tym, co jest teraz. Zajęcia praktyczne są najcenniejsze dla studentów, ale są też kosztochłonne, więc uczelnie z nich rezygnują. Ze swojego doświadczenia pamiętam, że właśnie laboratoria na politechnice były najbardziej interesujące i pozwalały się wiele nauczyć. Wcześniej absolwenci byli lepiej przygotowani z matematyki, fizyki, laboratoriów, natomiast dużo słabiej znali języki obce. Obecni studenci (wśród których zdarzają się perełki) są mniej doświadczeni w czynnościach praktycznych. Trzeba ich nauczyć badań w laboratorium. Natomiast ich atutem jest dobra znajomość języka.

Prof. Łukasz A. Turski,
Centrum Nauki Kopernik

Nie będzie miał pan dobrych studentów w laboratorium na uczelni, skoro w szkołach średnich nie istnieją pracownie szkolne, a obecna reforma edukacji powszechnej jest prowadzona pod hasłem „laptopizacji” kraju i „oebookowania” uczelni. Niestety nie da się nauczyć praktycznego działania w pracowni poprzez „lajkowanie” na Facebooku. To jest jak z odśnieżaniem śniegu – nie da się „anlajkować” śniegu, tylko trzeba wziąć szuflę i go usunąć. Tak samo jest z pracowniami szkolnymi – nie ma pracowni, to nie będzie studentów, którzy będą dobrze pracowali w laboratoriach badawczych.

Dr Olaf Gajl,
Ośrodek Przetwarzania Informacji

Instytuty Badawcze są z definicji tymi, którym musi się opłacać współpraca z przemysłem, bo do tego zostały stworzone. W Instytutach Badawczych jest kilkanaście tysięcy naukowców, a w pozostałych instytucjach naukowych ok. 100 tys. No i niestety tym 100 tysiącom już się mniej opłaca współpracować z przemysłem.

Krzysztof Domarecki,
Selena, prezes zarządu

Wszędzie na świecie biznes jest zainteresowany innowacjami czy szerzej – ideami wywodzącymi się z nauki. Ale tylko taki biznes, który ma właściciela z krwi i kości (bez względu na to, czy to jest fundusz inwestycyjny, czy prywatny inwestor). Selena funkcjonuje w branży materiałów budowlanych. Mamy w R&D zatrudnionych 30 osób, często doktorów. Natomiast generalnie w Polsce bardzo duża część przemysłu – jaki by on nie był, wytworzony czy wypracowany przez tzw. Polskę Ludową – została po 1989 r. na fali skrajnie naiwnego liberalizmu i różnych interesów sprzedana za granicę. W tamtym czasie niemal całkowicie skończyła się współpraca nauki z przemysłem. Firmy zagraniczne, kupując polski przemysł, kupiły rynek, bo tylko to de facto je interesowało. Zniesiono praktycznie wszystkie bariery dla penetracji międzynarodowego rynku pod hasłem otwierania gospodarki. Nie było możliwości swobodnego i szybkiego rozwoju polskiego kapitału, polskiej własności. Zwróćcie państwo uwagę na takie przykłady jak Japonia, Korea, Brazylia, Kazachstan – tam rozwija się lokalny kapitał, bo istnieje pewien zdrowy poziom barier protekcjonistycznych. Korea kiedyś była państwem rolniczym, 50 lat temu jej dochód narodowy był niższy niż Polski, dzisiaj Korea jest w G20, a Polska nie. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że zostaliśmy zindoktrynowani koncepcją totalnego liberalizmu. To nie było w naszym interesie. I dlatego innowacje nie będą odgrywały kluczowej roli w rozwoju Polski przez co najmniej najbliższe 30 lat. Zmiana proporcji w strukturze własności kapitału to rola polityki rządu. A on niestety nie jest do tego mentalnie gotowy. Należałoby powiedzieć tak: kolejne 20 lat w Polsce powinniśmy pracować nad zwiększeniem wielkości i wartości polskiego kapitału naszej gospodarki, bez tego nie będzie innowacji oraz współpracy nauki z biznesem.

Prof. Henryk Skarżyński,
Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu

Polska uczelnia kształci różnych absolwentów, w zależności od wielu czynników, m.in. typu uczelni. Mnie jest bliski obszar nauk medycznych, dlatego o nich się wypowiem. Absolwenci generalnie są dość dobrze przygotowani. System nauki dobrze weryfikuje wiedzę i częściowo również umiejętności. Natomiast system ten równocześnie bardzo słabo sprawdza predyspozycje. A to oznacza, że końcowa jakość jest bardzo różna. Absolwent kończy uczelnię i nie wie, gdzie trafi. Wszystko jest dziełem przypadku. Jeśli trafi do zespołu, który go wchłonie i nada mu pewien sznyt, w ciągu pięciu czy sześciu lat trwania specjalizacji stanie się znakomitym lekarzem. Ale jeżeli nie uzyska takiego wsparcia, stanie się sfrustrowanym młodym człowiekiem, który być może niepotrzebnie skończył medycynę – dość kosztowny kierunek nauki. Przyglądam się absolwentom z różnych uczelni. Nasz instytut absorbuje psychologów, pedagogów, inżynierów i lekarzy. Dzięki tej mieszance mogę obserwować przygotowanie i dalszy rozwój absolwentów różnych specjalności. Generalnie przychodzą dobrze przygotowani do pracy naukowej. Rozumieją naukę lepiej niż moje pokolenie, kończące studia kilkadziesiąt lat temu. Natomiast muszą dostać szansę rozwoju zawodowego. Myślę, że gdybym miał zespół doświadczony klinicznie, to nigdy bym nie zbudował światowego centrum słuchu. To, że taka jednostka powstała – unikalna w skali światowej, pod względem naukowym, dydaktycznym i klinicznym – zawdzięczam ludziom młodym, którzy uwierzyli, że kierunek działania jest ważny, że mogą się w nim odnaleźć i zrealizować.

Dr Jacek Szczytko,
Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego

Cieszę się, że zabrałem głos po prof. Skarżyńskim, bo jest moim bohaterem. Dlatego że nie czekał na odgórne regulacje, umożliwiające cokolwiek, tylko zaczął pracę u podstaw. Chcia-łem tu podać przykład Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie uruchomiono zupełnie nowe tryby kształcenia. Zajmujemy się m.in. inżynierią nanostruktur i wykorzystaniem fizyki w biologii, chemii i medycynie – to są wszystko nowe rzeczy. Nie czekaliśmy na lepszych absolwentów ze zreformowanych podstawówek i szkół średnich. Uważam, że trzeba rzucać koło ratunkowe młodym ludziom, którzy teraz przychodzą studiować, trzeba ratować ich dusze. Trzeba dać im możliwość kształcenia, o jakim marzyli. Nasi studenci w toku studiów nie praktykują bezpośrednio w przemyśle, ale współpracujemy z instytutami, w których prowadzi się praktyczne badania. Generalnie myślę, że wszystkie postulaty, które padły podczas tej debaty, są możliwe do zrealizowania. Trzeba tylko mieć odważnych rektorów i odważnych dziekanów. Trzeba uczyć jak najlepiej, żeby absolwenci mogli się odnaleźć we współczesnym świecie i być konkurencyjni. Jesteśmy otwarci na firmy, które będą miały ciekawe tematy prac licencjackich. Współpraca z nami nie będzie wiele kosztowała – tyle, ile praca ze studentem.

Prof. Henryk Skarżyński,
Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu

W wystąpieniu powitalnym prof. Alojzy Nowak powiedział, że potrzeba cierpliwości. Setki pomysłów się rodzą, jeśli jeden z tych pomysłów zakończy się sukcesem, to będzie dobrze. My boimy się współpracy z przemysłem i biznesem. Nie dlatego, że boimy się przedstawicieli samego biznesu, ale dlatego, że taka współpraca zostanie odebrana jako podejrzana. Łatwiej jest nawiązać kontakt z kimś z zewnątrz niż z Polski. Przed 10 laty przeprowadziliśmy operację medyczną, której powodzenie ujawniło rynek dotyczący setek milionów ludzi. Nam zależało na tym, aby jak najszybciej związać się z jakimkolwiek partnerem, bo to nas niosło w górę, w sensie publikacji, pozycji naukowej, cytowań i wszystkich istotnych mierników. W medycynie pojawiła się polska szkoła o znaczeniu międzynarodowym, natomiast nie powstał przy tej okazji polski biznes. Jest problem z podejmowaniem odważnej współpracy, działań i inicjatyw. Obserwuję pewne obawy w środowisku, że można być o wszystko podejrzanym. Wiele osób może zrezygnować z działalności w Polsce i chętnie zainteresuje się działalnością za granicą. Chciałbym jeszcze wrócić do tematu finansowania projektów naukowych. Mamy coraz większe możliwości, ale wydaje się, że polska nauka nie jest na nie przygotowana. Właśnie pojawiła się wielka szansa. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaproponowało program StrategMed, w którym oferuje finansowanie na poziomie ok. 800 mln zł, z pierwszą transzą 360 mln. Podczas spotkania informacyjnego badacze pytali, dlaczego jest tak mało czasu na napisanie wniosków. W założeniu ten program dotyczy naukowców, którzy mają dobre pomysły i szukają pieniędzy na ich realizację. Jeżeli środowisko uważa, że ma za mało czasu na opracowanie wniosku, to znaczy, że jest nieprzygotowane. Działalność naukowa w Polsce jest coraz lepiej finansowana. Nigdy wcześniej nie było takich środków jak obecnie.

Dr Jacek Szczytko,
Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego

Chciałbym z innej strony spojrzeć na współpracę nauki z biznesem. Bardzo mnie cieszą badania, według których aż 60 proc. studentów chce po zdobyciu dyplomu zakładać własny biznes. Wydaje mi się, że potrzebny jest cały system wspomagający odwagę młodych ludzi, a także ogromne wsparcie i zrozumienie ze strony państwa, różnych ministerstw. Konieczne jest zlikwidowanie barier wejścia do biznesu. Natomiast jako naukowiec chciałem podkreślić, że borykamy się również z przeszkodami, które utrudniają nam prowadzenie badań. Wszyscy chcą, żebym robił takie same badania jak w Szwajcarii, Ameryce, Anglii. Jednak kiedy potrzebuję kupić jakąś drobną część do laboratorium, np. sprzęt optyczny, to muszę przechodzić całą skomplikowaną procedurę przetargową. Współpracuję ze studentami w ramach koła naukowego. Mieli dwa świetne pomysły, dotyczące drukarki 3D i opakowań na żywność. Zaprosiłem ich do laboratorium. Dali mi listę zakupów. Minęło pół roku, a ja jeszcze nie kupiłem połowy potrzebnych rzeczy. To jest bez sensu. Traktuje się nas trochę jak aferzystów, którzy wydadzą ogromne pieniądze. A ja nie mogę kupić najtańszego sprzętu na Allegro, kiedy jest mi potrzebny, bo muszę przejść przez skomplikowaną procedurę przetargową, czekać trzy miesiące i w końcu zapłacić więcej. Nauka potrzebuje prawdziwego wsparcia ze strony legislacyjnej, a nie teoretyków, którzy decydują, że fajnie będzie wyglądało 26 stron sprawozdania z tabelką i zestawieniem wydatków na nanotechnologie, z podziałem na zadania badawcze.

Krzysztof Domarecki,
Selena, prezes zarządu

Jeśli chodzi o współpracę nauki z biznesem, infrastruktura służąca wspieraniu innowacyjnych projektów naukowych w Polsce przez ostatnie pięć lat bardzo się poprawiła. Ja sam, będąc właścicielem prywatnego biznesu, również inwestuję w fundusze venture capital, które są nastawione na inwestowanie właśnie w takie małe rozwojowe startupy naukowo-technologiczne. I chcę powiedzieć, że obecnie jako fundusz mamy znacznie więcej pieniędzy niż dobrych pomysłów możliwych do znalezienia w tym kraju. Niestety większość ludzi pochodzących z nauki pracuje zdecydowanie zbyt wolno z naszego punktu widzenia. Biznes tak nie może pracować. Natomiast liczba osób, które działają szybko, mają konkretne pomysły i są w stanie dotrzymać kroku biznesowi, szybko rośnie. A my możemy się pochylić, wesprzeć, dać pieniądze, sprzęt kupujemy w trzy dni, nie w trzy miesiące, nie jesteśmy ograniczeni żadnymi barierami administracyjnymi, bo jesteśmy prywatną instytucją. Działamy na własne ryzyko.

Prof. Alojzy Nowak,
prorektor Uniwersytetu Warszawskiego

Z większością opinii się zgadzam. Myślę, że w podsumowaniu trzeba wspomnieć raz jeszcze dokonania prof. Skarżyńskiego, który odniósł wielki sukces, i pod względem publikacyjnym, i pod względem praktycznym. Zgadzam się, że ogólny poziom polskich uczelni nie jest najwyższy, ale zasięg szkolnictwa wyższego też nie jest bez znaczenia. Posłużę się tu pewnym przykładem. Kiedyś uczyłem na dobrym amerykańskim uniwersytecie. Dojeżdżałem autobusem. Kierowca po ok. dwóch miesiącach zapytał mnie, dokąd tak jeżdżę codziennie. Odpowiedziałem, że na uniwersytet. A on odpowiedział mi: „to dobry uniwersytet, ja też go ukończyłem”. Wtedy zrozumiałem jedną rzecz. Wyższe wykształcenie nie przeszkadza, natomiast brak wyższego wykształcenia – czasami tak. Niemcy odnoszą sukces w gospodarce opartej w szczególności na przemyśle. A obecnie zasadniczą rolę w jego rozwoju odgrywają badania. Dlatego niemiecki przemysł zakłada szkoły. Wracając do Polski i sytuacji w szkolnictwie wyższym – myślę, że jesteśmy różni. Wszyscy staramy się robić tak, żeby studenci byli jak najlepiej przygotowani. Mniej więcej 10 lat temu wszyscy absolwenci chcieli pracować w korporacjach. W ostatnich trzech latach ok. połowa badanych studentów stwierdziła, że chciałaby założyć własną firmę. To jest w pewnym sensie sukces naszego uczenia w dziedzinie ekonomii i zarządzania, że przechodzimy od kształcenia pracobiorców do kształcenia pracodawców.

 

 

 

 

Czytaj także