Pamięć o pochodzeniu to podstawa tożsamości

Fot. Marcel Eisma
Fot. Marcel Eisma

Z Teresą Indelak-Davis, konsul honorową w Seattle, współzałożycielką Polsko-Amerykańskiej Izby Handlowej na Wybrzeżu Północno-Zachodnim USA, współorganizatorką Polskiego Festiwalu w Seattle, rozmawiają Anna Karahan i Kamil Broszko.

Anna Karahan: Kiedy wyjechała pani z Polski i jak trafiła do Seattle?

Teresa Indelak-Davis: Wyjechałam na początku lat 80., kiedy byłam jeszcze studentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był to okres, w którym rozpoczęły się strajki okupacyjne i wydawało się, że nie ma w Polsce szans na niezależne życie i możliwości rozwoju zawodowego. I dlatego z moim ówczesnym narzeczonym postanowiliśmy wyjechać do Wiednia. Nie mieliśmy żadnego planu, wiedzieliśmy tylko, że gdy sytuacja w Polsce się poprawi, to wrócimy. Jednak wkrótce wprowadzono stan wojenny i o powrocie do kraju można było zapomnieć. Zaczęliśmy więc starać się o możliwość wyjazdu do jednego z krajów, które wtedy przyjmowały emigrantów (Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, RPA). Złożyliśmy wnioski i otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź z USA. Skorzystaliśmy z programu łączenia imigrantów ze sponsorami i znaleźliśmy się w mało zaludnionym stanie Wyoming. Rozpoczęło się typowe emigracyjne życie – szkoła językowa i dorywcza praca. Po dwóch latach poznaliśmy osobę, która zaproponowała nam przeprowadzkę do Seattle i pomoc w znalezieniu pracy. Spakowaliśmy nasze rzeczy i znowu ruszyliśmy w nieznane.

Jak wiadomo, Ameryka to kraj otwierających się możliwości. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, myślę, że edukacja i asymilacja z amerykańskim środowiskiem od samego początku były kluczem do naszego sukcesu. Dzięki temu, że znaleźliśmy się w środowisku, które wymagało od nas usamodzielnienia się, znajomości języka, konkretnego zawodu, musieliśmy się zmobilizować do działania. Udało się również dzięki życzliwości i otwartości tutejszych mieszkańców. Oczywiście wymagało to wiele pracy, czasu i nauki, udziału w dodatkowych kursach uzupełniających, pozwalających nadrobić braki w znajomości języka angielskiego czy w przedmiotach ścisłych. Dzięki podjętym wysiłkom ukończyłam studia na kierunku Communications & Public Affairs na Uniwersytecie Waszyngtońskim w Seattle, uzyskując najpierw licencjat, a potem magisterium. Edukacja w USA zajęła mi około 10 lat, bo oczywiście w międzyczasie pracowałam zawodowo, wychowywałam synów, prowadziłam dom i udzielałam się społecznie.

AK: Jak rozpoczęła się pani przygoda z firmą Microsoft?

TID: Kluczowe dla działalności zawodowej było zdobycie wykształcenia, które otworzyło przede mną rozmaite możliwości. W tym właśnie czasie rozpoczął się boom w branży IT. Powstał Microsoft i inne firmy informatyczne, które zaczęły zatrudniać na ogromną skalę. Pomyślałam, że to jest wielka szansa i nie mogę być obojętna na zmiany cywilizacyjne, technologiczne i gospodarcze.

Za pierwszym podejściem nie dostałam się do Microsoftu. Brakowało mi doświadczenia w branży IT – fakt, że pracowałam już wcześniej m.in. w lokalnej stacji telewizyjnej CBS Network, okazał się niewystarczający. Postanowiłam więc zatrudnić się w mniejszej firmie software’owej, która była 500-osobowym startupem. Tam przez dwa i pół roku zdobyłam potrzebne doświadczenie, a następnie ponownie ubiegałam się o etat w Microsofcie. I tak w 1997 r. rozpoczęła się moja 15-letnia przygoda z gigantem z Redmond. To bardzo ważne doświadczenie w moim życiu. Microsoft to firma, która dba o rozwój swojego pracownika; zmiany stanowiska czy działu co dwa lata, praca w międzynarodowym, wielokulturowym środowisku bardzo mobilizują do samorozwoju i doskonalenia swoich kompetencji zawodowych.

W 2002 r. zostałam poproszona o przeniesienie się do Monachium, aby poprowadzić tam dział PR i Citizenship Programs dla Europy Centralnej i Wschodniej. Ta trzyletnia delegacja pozwoliła mi powrócić po wielu latach do Europy i odkryć ją na nowo. Mimo że w ciągu tych 20 lat emigracji jeździłam od czasu do czasu z wizytą do Polski, dopiero mieszkając ponownie na Starym Kontynencie, mogłam poznać jej realia i zmiany, które nastąpiły w czasie mojej nieobecności.

     
   

AK: Proszę opowiedzieć o genezie pani działalności na rzecz Polonii i Polski.

TID: Jeszcze przed wyjazdem do Europy, w ramach pracy dla Microsoftu, angażowałam się w różne akcje związane z pomaganiem i wspieraniem polskiej społeczności w Seattle: akcje charytatywne, tworzenie programów artystycznych, wspieranie lokalnego centrum polonijnego, redagowanie gazetki polonijnej czy pomoc w tłumaczeniach dokumentów.

Jednak najwięcej dzieje się w ostatnich pięciu latach, kiedy to Seattle umocniło swoją pozycję na mapie świata jako globalne centrum wynalazków naukowych, branży technicznej, lotniczej i medycznej, co jest w głównej mierze wynikiem działalności Microsoftu i Boeinga.

Właśnie wtedy zaczęły pukać do naszych drzwi delegacje i misje gospodarcze z wielu rejonów Polski, m.in. z województwa pomorskiego, podkarpackiego, małopolskiego. Istniejące wcześniej organizacje polonijne zajmowały się kulturą, nauką i oświatą, brakowało jednak osób ze znajomością nowoczesnych zagadnień biznesowych. W wyniku takiego zapotrzebowania w 2011 r. założyliśmy Polsko-Amerykańską Izbę Handlową Pacific Northwest, w której piastowałam funkcje wiceprezesa i prezesa, zaś obecnie jestem członkiem zarządu. Przyjmowaliśmy różnego rodzaju delegacje, w skład których wchodzili ministrowie, ambasadorowie i inni przedstawiciele dyplomacji. Umawialiśmy spotkania z gubernatorem, burmistrzem czy też przedstawicielami największych lokalnych firm (Microsoft, Boeing, Amazon, Starbucks i Weyerhaeuser) oraz z reprezentantami wydziałów handlu i inwestycji agencji lokalnych i innych izb handlowych.

Ta działalność została zauważona i doceniona wraz z zaistnieniem potrzeby stworzenia przedstawicielstwa Konsulatu RP w rosnącej metropolii Seattle oraz powołania konsula honorowego. Procedury trwały kilka lat i w efekcie we wrześniu 2014 r. zostałam mianowana konsulem honorowym RP w Seattle. Moim zadaniem jest działanie na rzecz rozwoju przyjaznych stosunków oraz współpracy gospodarczej, kulturalnej i naukowo-technicznej między Polską a Stanami Zjednoczonymi Ameryki, sprawowanie opieki konsularnej nad obywatelami polskimi przebywającymi w okręgu konsularnym stanu Waszyngton oraz promowanie pozytywnego wizerunku kraju i wyjazdów turystycznych do Polski. Kontynuuję więc działalność społeczną, którą prowadziłam do czasu uzyskania nominacji, ale tytuł jest o tyle ważny, że daje możliwość bezpośredniego dotarcia do osób decyzyjnych w wielu firmach, do przedstawicieli miasta, powiatu, stanu; istotny jest również wtedy, gdy przyjeżdżają do Seattle przedstawiciele innych krajów. Jako członek korpusu dyplomatycznego otrzymuję zaproszenia na takie spotkania i mam okazję promować Polskę w dziedzinie biznesu, nauki, wymiany kulturalnej czy naukowej.

I tak działamy w Seattle. Polonia tutaj nie jest wielka, ale prężnie działa grupa osób bardzo zaangażowanych, współpracowników i przyjaciół. Niektórzy działacze są aktywni w naszym polonijnym środowisku już ponad 50 lat. Staramy się równocześnie zaangażować do współpracy młodych Polaków przybywających do naszego miasta.

AK: Czy wielu Polaków przyjeżdża do Seattle w ostatnim czasie?

TID: Tak, i to jest nowa fala emigracyjna. Najczęściej są to przyjazdy z wyboru, w większości związane z wcześniej otrzymanymi ofertami pracy, powiązanymi z całym pakietem relokacyjnym opłaconym przez firmę. To młodzi, wykształceni ludzie, fachowcy, którzy docierają do Seattle ze względu na ogromny rozwój przemysłu technologicznego, medycznego, lotniczego; osoby przyjeżdżające bezpośrednio z Polski, zaraz po studiach, znalezione gdzieś w Internecie przez „łowców głów”, czasem mieszkające już wcześniej za granicą, w Europie, Australii albo w innych stanach Ameryki. Dzięki ich przyjazdom nasza społeczność się rozwija, dochodzi też do świetnej integracji młodego pokolenia z lokalnymi liderami polonijnymi.

AK: Od 23 lat Seattle ma swój Festiwal Filmu Polskiego, a od kilku lat Polonia organizuje nowe wydarzenie – Polski Festiwal, przybliżający naszą kulturę, powiązany z prestiżowym projektem kulturalnym Festál, organizowanym pod patronatem władz Seattle.

TID: Rzeczywiście Festiwal Filmu Polskiego jest jednym z najdłużej działających festiwali tego typu w Stanach Zjednoczonych, a  od czterech lat organizujemy również Polski Festiwal w Seattle Center. Jego celem jest krzewienie kultury polskiej, tradycji i współczesnych osiągnięć na forum całego miasta i stanu. Nie chcieliśmy tego festiwalu robić tylko dla siebie, ale dla społeczeństwa amerykańskiego, międzynarodowego. Oczywiście my jako organizatorzy też się świetnie przy tym bawimy.

Dzięki temu festiwalowi chcemy stworzyć obiektywny obraz Polski – przybliżać nie tylko folklor czy polską kuchnię, ale przedstawić szerszą ofertę. W zeszłym roku prezentowaliśmy zarówno muzykę klasyczną, jazzową, jak i taniec. Zorganizowaliśmy pokazy gotowania, pieczenia, wystawy, spotkania z interesującymi Polakami. Zazwyczaj urządzamy też stanowisko informacyjne, gdzie można dowiedzieć się więcej na temat Polski i Polonii.

Nasz festiwal znany jest z tego, że ma niezwykłą energię, dlatego chętnie odwiedzają go zarówno VIP-y, jak i pozostali mieszkańcy miasta. Zwykle w Seattle Center pod wieżą Space Needle pojawia się około 10 tys. osób. Staramy się więc przygotowywać wszystko z pasją i radością, tak by przyjmowanie gości miało rozmach właściwy polskiej tradycji.

Chciałabym też, by w przyszłości udało się nam zmniejszyć odległości geograficzne, które dzielą Polskę i Seattle. Myślę o stworzeniu jeszcze szerszych, dodatkowych form wymiany. Nasze miasto współpracuje regularnie m.in. z Gdynią. Jest to współpraca biznesowa i szkolna, polegająca na wzajemnej wymianie studentów. Stan Waszyngton zainicjował też roczne szkolenia dla uczniów szkół średnich, które przybliża wiedzę związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej. Kilka lat temu do tego programu dołączyli również uczniowie szkół w Gdańsku i Bolesławowie. W ramach wymiany doradcy, czyli amerykańscy jurorzy, przyjeżdżają do Polski, by oceniać i konsultować projekty przygotowywane w czasie warsztatów Washington Business Week przez uczniów w Polsce.

To są przykłady naszych sukcesów związanych z działalnością polonijną w Seattle, z których bardzo się cieszymy, bo nawet po 20–30 latach emigracji nie można zapomnieć o swoich korzeniach. Uważam, że są one podstawą naszej tożsamości i pozwalają rozwijać „gałęzie” naszych możliwości na przyszłość.

KB: Jak Polonia i Amerykanie postrzegają Konkurs „Wybitny Polak” oraz jego laureatów?

TID: Edycja Konkursu dla Zachodniego Wybrzeża USA ruszyła w 2015 r. Aktywnie promujemy wyłanianie kandydatów z naszego środowiska oraz wizerunek Konkursu. Pierwszy laureat, pan Witold Aleksander Herbst, mieszkający w okolicy Seattle, jest znany jako bohater i ceniony w środowisku polonijnym i amerykańskim. Nagroda Wybitny Polak w kategorii Osobowość raz jeszcze dała możliwość oddania honoru i podziękowania 96-letniemu byłemu pilotowi Dywizjonu 303 za całokształt jego osiągnięć. Uroczystość jej wręczenia odbyła się podczas Festiwalu Polskiego w Seattle Center. Wcześniej miałam przyjemność osobiście przywieźć statuetkę do Seattle z Los Angeles. Uczestnictwo w obradach regionalnej kapituły Konkursu jest dla mnie wielkim zaszczytem.

KB: Jak ocenia pani tę inicjatywę i skutki dla promocji wizerunku naszego kraju za granicą?

TID: Polacy żyjący za granicą mają niezwykły wkład w życie swojego środowiska, w miejscu zamieszkania i pracy, choć nieraz tego nie zauważają. Wiele wybitnych osób mieszkających w naszym mieście odnosi duże sukcesy w swojej dziedzinie, zaś Konkurs daje możliwości, aby to docenić i wyróżnić w skali świata. Powodów do dumy dostarczają osiągnięcia rodaków niemal we wszystkich dziedzinach oraz  kreowanie wizerunku kraju poprzez pozytywne przykłady. Inicjatywa daje nam platformę, dzięki której możemy promować sukcesy Polaków mieszkających w naszym regionie, na Wybrzeżu Północno-Zachodnim Stanów Zjednoczonych.

 

Czytaj także