Niezwykły teatr w sercu Tatr

O genezie Teatru Witkacego, twórczym mikroklimacie wyjątkowego miasta oraz o wolności artystycznej z Krzysztofem Najborem rozmawia Kamil Broszko.

 

Kamil Broszko: Jak to się stało, że w Zakopanem powstał teatr?

Krzysztof Najbor: Wszystko zaczęło się 33 lata temu w krakowskiej szkole teatralnej. Tam zebrała się grupa studentów wydziału aktorskiego (Dorota Ficoń, Karina Krzywicka, Piotr Dąbrowski, Andrzej Jesionek, Krzysztof Łakomik, Piotr Sambor i ja) pod wodzą studentów reżyserii Andrzeja Dziuka i Julii Wernio. Założyliśmy nieformalne koło teatralne, w ramach którego realizowaliśmy spektakle poza zajęciami w szkole. Z tego wspólnego działania zrodziła się myśl, aby w Zakopanem założyć własny teatr. Co ciekawe, utworzenie stałego teatru w tym mieście wcześniej się nie udawało. To dziwne, zważywszy na fakt, że miasto już od okresu międzywojennego gościło elitę artystyczną kraju, która przyjeżdżała tu, by wypoczywać, leczyć się i tworzyć. Było to więc miejsce o wyraźnej tradycji artystycznej. Szczególnie inspirowała nas postać Stanisława Ignacego Witkiewicza – człowieka teatru, autora sztuk, twórcy teorii Czystej Formy w sztuce. Oczywiste dla nas było, że jeśli założymy teatr w Zakopanem, to tylko imienia Witkacego. Warto wspomnieć, w jakich czasach zaczynaliśmy. Stan wojenny, choć już w zasadzie zawieszony, jeszcze ciągle w nas tkwił. Polska była szara, rzeczywistość nie dawała żadnych perspektyw. Musieliśmy jednak kierować się przekonaniem, że mamy jedno życie, a skoro przypadło na takie, a nie inne czasy, to nie możemy rozpaczać, po prostu musimy robić swoje. Zdecydowaliśmy się podjąć ryzyko. Po szkole teatralnej nie obraliśmy bezpiecznej ścieżki, lecz przyjechaliśmy do Zakopanego, gdzie zaczęliśmy tworzyć nową scenę teatralną z zamiarem, by stała się częścią dziedzictwa kulturowego tego niezwykłego miasta. Teatr powstał w dawnej siedzibie zakładu wodoleczniczego dra Chramca. Przestrzeń tę dostosowaliśmy do naszych potrzeb.

KB: Jaka była reakcja mieszkańców Zakopanego, turystów i władz na państwa aktywność w owych latach 80.?

KN: Za datę powstania teatru uważamy 24 lutego 1985 r. Tego dnia, w 100-lecie urodzin Witkacego, wystawiliśmy nasze pierwsze przedstawienie – „Witkacy – autoparodia. Niesmaczny góralsko-ceperski skecz. Zakopiańczykom prawdziwym poświęcone”. Do Zakopanego przybyliśmy już w sierpniu 1984 r. Zagraliśmy wtedy 10 przedstawień „Pragmatystów” Witkacego. To był swego rodzaju test, mający sprawdzić, czy ludziom przyjeżdżającym pod Tatry potrzebny jest teatr, czy zechcą oglądać rzeczy trudniejsze, poważ-niejsze. Okazało się, że w Zakopanem jest publiczność, która chce przychodzić do teatru, i nie dotyczy to samych zakopiańczyków, ale również turystów. Teatr w Zakopanem jest potrzebny i warto o niego walczyć. Jeśli zaś chodzi o przyjęcie naszego projektu przez władze partyjne, to dziś mogę stwierdzić, że zrobiły one jedną cudowną rzecz: postanowiły nam – młodym, aktywnym ludziom – nie przeszkadzać, pewnie w przekonaniu, że sami się wykończymy, a nasz zapał zgaśnie. Do nikogo nie szliśmy, nie prosiliśmy, nie żądaliśmy. Zależało nam na dobrej współpracy z dyrekcją sanatorium, która udostępniała nam salę, oraz z zakopiańskim środowiskiem artystycznym. Do udziału w pierwszej premierze zaprosiliśmy też górali.

Sami wynajmowaliśmy pokoje, trochę pomagali nam rodzice i również dzięki nim mogliśmy spokojnie pracować i budować teatr. Istotny był moment, kiedy nasz pomysł został zaakceptowany przez opiniotwórczych zakopiańczyków. Tu wielką rolę odegrali malarz Tadeusz Brzozowski i rzeźbiarz Władysław Hasior. Pierwsze lody zostały przełamane, zaczęła przychodzić do nas publiczność, a władze zakopiańskie musiały zaakceptować fakt, że istniejemy. Powoli przechodziliśmy kolejne stopnie zaawansowania administracyjnego; początkowo byliśmy samodzielną grupą i krok po kroku osiągnęliśmy obecny kształt organizacyjny.

KB: Jak narodziła się koncepcja teatru i jak rozwijały wybory repertuarowe?

KN: Cała grupa założycieli wykuwała ideę teatru w trudnych rozmowach, jak mawiał Witkacy, „w rozmowach istotnych”. Wiele godzin dyskutowaliśmy o tym, jaki teatr chcemy robić, jakie pokazywać w nim przedstawienia. W teatrze nie ma demokracji, musi być silna osobowość prowadząca. Taką osobowością jest Andrzej Dziuk. W dużej mierze urzeczywistniliśmy jego wizję, oczywiście omawianą wspólnie. Nawiązuje ona do tradycji polskich teatrów, takich jak Reduta Osterwy czy scena Grotowskiego. Z takiego myślenia o teatrze wyniknął repertuar. Od początku bardzo ważny był dla nas postulat, że teatr powinien się tworzyć tu i teraz, w Zakopanem i w konkretnym momencie historii, w konkretnym czasie, w latach 80., 90., po roku 2000 i teraz, w 2016 r. Chcąc związać teatr z miastem i regionem, od początku istnienia w naszym repertuarze proponowaliśmy przedstawienia związane z Zakopanem, z Tatrami, z Podhalem, np. „Na przełęczy” czy „Człapówki – Zakopane”. Czasy się jednak zmieniają. Zawsze staramy się wybierać sztuki, a raczej tematy, aktualne, związane z momentem, w którym znajdujemy się my, nasza publiczność, Zakopane i cała Polska. Nie ograniczamy się do dzieł Witkacego, graliśmy przedstawienia takich autorów, jak William Szekspir, Arthur Miller, Julian Tuwim, Albert Camus. Dobieramy repertuar na podstawie naszej oceny, naszego rozpoznania świata, tego, co jest ważne w danej chwili.

KB: Wracając do samego miasta, do Zakopanego, trzeba powiedzieć, że narosło wokoło niego wiele mitów, wynikających z odbywającej się tam działalności artystycznej. Czy będąc twórcą kultury, czuje się pan osadzony w specyficznym tyglu, czy też jest to dla pana miejsce jak wiele innych – po prostu miasto, w którym chodzi się do pracy?

KN: Pod koniec września odbył się w Zakopanem tygodniowy festiwal – szóste Zakopiańskie Prezentacje Artystyczne „Pępek Świata”. Nazwa wydarzenia to również ironiczne określenie miasta, którego po raz pierwszy użył Rafał Malczewski i które do dziś pozostaje aktualne. Wszak wiele wydarzeń rozgrywających się w Zakopanem komentuje cała Polska. Wszyscy Polacy, którzy przyjeżdżają do Zakopanego, mają wiele uwag, jak miasto powinno wyglądać, jak je uzdrowić, jak ulepszyć. Cokolwiek wydarzy się w Zakopanem, pisze o tym ogólnopolska prasa. Ta sytuacja trwa od lat 20. XX w. do chwili obecnej. My w tym „pępku świata” pracujemy, żyjemy, to jest nasz wybór; staramy się, aby Teatr Witkacego był miejscem, w którym przebywający w Zakopanem znajdą kulturę wyższą – scenę zawodową, artystyczną, oferującą przedstawienia dla szerokiej rzeszy ludzi. By nie musieli ograniczać się do Krupówek, reklam, dyskotek, neonów – wiecznej zakopiańskiej niedzieli. Zaś Teatr Witkacego ma skłonić do zatrzymania się. Tym momentem zamyślenia może być przedstawienie, koncert, wystawa sztuk plastycznych. Do naszego teatru można przyjść jak do schroniska. Tu zawsze znajdzie miejsce i zostanie ugoszczony ten, kto zajmuje się metafizycznym pępkiem, swoim i świata.

KB: Dziś wiele się toczy dyskusji na temat modeli finansowania kultury. Jakie jest pana zdanie w tej kwestii? Jaki model finansowania realizowany jest w Teatrze Witkacego?

KN: Przez cały okres istnienia nasz teatr zdobywał kolejne stopnie administracyjne i to przekładało się oczywiście na finansowanie. Najpierw byliśmy stowarzyszeniem samodzielnym przy Towarzystwie Miłośników Teatru im. Heleny Modrzejewskiej. Obecnie jesteśmy instytucją Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego i to marszałek przyznaje nam dotację na działalność statutową teatru. Są to środki na tyle wystarczające, że możemy się ogrzać i wypłacić pracownikom podstawowe pensje. Oczywiście w swojej dotacji Urząd Marszałkowski uwzględnia również pewną kwotę na działalność artystyczną. Często nasz teatr zwraca się do Urzędu z wnioskiem o dodatkową dotację celową, jak na przykład ostatnio na Zakopiańskie Prezentacje Artystyczne „Pępek Świata”. Wtedy decyzja o przyznaniu dodatkowych pieniędzy leży w gestii marszałka. Natomiast wszystkie pozostałe koszty, związane z produkcją nowych spektakli, wydarzeń, koncertów czy wystaw, realizujemy poprzez pozyskanie środków od sponsorów. Każda złotówka ofiarowana teatrowi przekłada się na możliwość wyprodukowania spektaklu lub zaproszenia artysty. Oczywiście znaczny procent przychodu wynika ze sprzedaży biletów. Przez pierwsze dwa lata istnienia teatru realizowaliśmy praktykę, wedle której swoje gaże uzależnialiśmy od frekwencji i liczby przedstawień. Dzisiaj, dzięki dotacji, są to stałe kwoty. Bez sponsorów, bez pomocnych firm i osób prywatnych Teatr Witkacego miałby duże trudności (mimo pełnej sali i publiczności, która płaci za bilety). Dziś się tak porobiło w kulturze, że chyba tylko teatry narodowe mogą się utrzymać z dotacji państwowych. Cała reszta musi starać się pozyskiwać środki. Co nie zmienia faktu, że owe dotacje na kulturę są niezbędne.

KB: Kultura musi dziś walczyć o środki finansowe metodą rynkową. Czy to może wpływać na jej erozję i obniżenie roli społecznej?

KN: W latach 80.,czyli w początkowym okresie działania naszego teatru, w czasach, kiedy pieniądz nie miał wartości, był inny duch w narodzie. W teatrach, na koncertach, ale również w kościołach szukało się wolności. Wtedy dla publiczności to były ważne miejsca. Później nastał kapitalizm. Człowiek zaczął liczyć własne pieniądze. Dyrektorzy baczniej przyglądali się kosztom produkcji spektakli. Teraz teatry czy instytucje kulturalne mają więcej trudności. Sponsorzy wolą przeznaczyć pieniądze na przykład na sport, który oferuje bardziej konkretną reklamę. A małe teatry? Cóż one mogą zaoferować w porównaniu z wypełnionym po brzegi stadionem? Co najwyżej informację w programie wydarzenia albo notatki dziękczynne. Inny odwieczny problem wiąże się z dylematem, czy wydać pieniądze na kulturę wysoką, czy chore dzieci, czy może na wojsko, czy potrzebujących. Ktoś, kto rozumie potrzebę koncertu czy wystawy, próbuje pomóc, ale łatwiej wydawać pieniądze tam, gdzie jest wyższa stopa zwrotu.

KB: Tym bardziej że teatr może być kontrowersyjny – to obszar wolności twórczej, więc zdarzyć się może wszystko.

KN: Zgadza się. Sponsor często nie wie, na co pieniądze zostaną wykorzystane. Może powstanie dzieło, pod którym nie będzie się chciał podpisać. I jeszcze jedna istotna kwestia, która dotyczy wielu teatrów, czyli – jak to nazywam – odciąganie publiczności. Wielkie imprezy z darmowym wstępem są z jednej strony osiągnięciem naszych czasów, a z drugiej – nożem w plecy dla kultury wysokiej. Widzowie są przyzwyczajeni, że skoro można za darmo oglądać rozrywkę, to nie warto płacić za kulturę.

KB: Czy po ponad 30 latach pracy czuje się pan spełniony jako aktor? Czy to był dobry wybór, by się w tym zakopiańskim „pępku świata” osadzić i tutaj, pod górami, realizować koncepcję osobistą?

KN: Osiągnąłem pewną wolność artystyczną. Tworzymy nasz teatr od ponad 30 lat. Wziął się on z wielogodzinnych rozmów młodych ludzi, przekonanych, że właśnie taki konkretnie teatr chcą robić. Że da im to poczucie spełnienia. Nie wybrałem, jak wielu innych aktorów, miasta z tramwajami. Dziś nie podlegam naciskom, nie jestem niewolnikiem cudzych dążeń. Jedynym suwerenem, który mną rządzi, jest publiczność spektaklu, w którym gram. Witkacy zawsze chciał tworzyć teatr artystyczny – nie polityczny, nie kabaret, nie teatr biegnący za modą na jakiś tytuł. My tu mówimy o rzeczach, o których się mówi pod górami: o kondycji człowieka, o zmaganiu się z przyrodą, z duszą, z Bogiem, o problemach, które są odwieczne. To daje wolność i dlatego nie żałuję. Poza tym od dziecka lubiłem przyjeżdżać do Zakopanego i chodzić po górach. Życie w tym miejscu to spełnienie mojego marzenia.

Każdą naszą nową realizację, każde przedsięwzięcie staramy się tak planować, żeby były także rozwojowe dla nas jako aktorów. Działając konsekwentnie, zbudowaliśmy markę Teatr Witkacego, która ma swoją renomę, rozpoznawalność i logo. Wiadomo, jakiego poziomu można się po nas spodziewać. Poprzeczka jest wysoko zawieszona. Nigdy nie mieliśmy tzw. organizacji widowni. Przychodzą tu ludzie, którzy potrafią znaleźć teatr na Chramcówkach, nie boją się myśleć i szukają metafizycznych przeżyć. Teatr zawsze był sztuką elitarną i to jeszcze lepiej pokazały czasy współczesne. Wracając do mojego spełnienia, ja robię swoje i mój teatr robi swoje. Dla nas zawsze była ważna zespołowość. Chcemy przyjmować nowych ludzi, ale takich, dla których teatr jest najważniejszy, świadomych konsekwencji pracy w Zakopanem. Dziś aktorzy teatralni są rozproszeni, grają w wielu miejscach, realizują się w wielu obszarach naraz. Zaś my, oddaleni od wielkich centrów, diabelskich błyskotek, siłą rzeczy jesteśmy skupieni na esencji naszej pracy. Tak się jawimy ludziom – jako jedna z ostatnich teatralnych wysepek, gdzie czuć zespół, wspólną robotę. A dodatkowo osobistą satysfakcję wzmacnia fakt, że zmieniliśmy również rzeczywistość fizyczną kawałka Zakopanego, bowiem na przestrzeni lat wokoło naszego teatru robiło się coraz ładniej, a dziś jego budynek i otoczenie pokazuje się turystom: „O, tu jest Teatr Witkacego!”.


Krzysztof Najbor

aktor i reżyser, ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego w Krakowie w 1985 r. Współtworzył Teatr Witkacego, z którym związany jest od początku istnienia. Prowadzi zajęcia teatralne w Państwowej Podstawowej Szkole Artystycznej w Zakopanem.

 

 

 

 

 

 

 


 

 

Czytaj także

  • Kino kulinarne (Fot. Mikołaj Zacharow)

    Sztuka jak ocean

    Ponad 200 filmów, 55 premier, 63 tys. widzów oraz Edward Norton, Lucrecia Martel i wielu innych wybitnych twórców z całego świata – tak w skrócie wyglądała tegoroczna edycja...

     

    WIĘCEJ
  • Wyspa Młyńska i jej najbliższe otoczenie to dziś tętniący życiem fragment miasta (Fot. FOTODRON.PRO)

    Rzeka urzeka

    Bydgoska Wyspa Młyńska zachwyca. Jeszcze niedawno niebezpieczna i zarośnięta chaszczami, dziś jest rekreacyjnym sercem miasta i obowiązkowym punktem...

     

    WIĘCEJ
  • Fot. Międzyzdroje

    Międzyzdroje Morze atrakcji

    Szum morza, ciepły piasek, barwne zachody słońca, piękno przyrody – to Międzyzdroje, położony na wyspie Wolin nadmorski kurort, który co roku gości tysiące turystów z całego świata.
     

    WIĘCEJ
  • Sztolnia „Królowa Luiza”

    Zabrze w sercu Śląska

    W okresie międzywojennym snuto wobec Zabrza poważne plany. Miało emanować siłą i nawiązywać do idei miasta ogrodu.

    WIĘCEJ