Nasz Vincent

FOT. BREAKTHRU FILMS, TRADEMARK FILMS/TWÓJ VINCENT
FOT. BREAKTHRU FILMS, TRADEMARK FILMS/TWÓJ VINCENT

O niezwykłym XIX-wiecznym artyście i niezwykłym współczesnym dokonaniu artystycznym z Dorotą Kobielą, scenarzystką i reżyserką, która razem z mężem Hugh Welchmanem stworzyła pełnometrażowy film animowany „Twój Vincent”, rozmawia „Teraz Polska”.

Teraz Polska: Jaki jest pani Vincent?

Dorota Kobiela: Wokół żadnego innego artysty nie narosło tyle mitów i legend, co wokół Vincenta van Gogha. Bywa określany jako męczennik, lubieżny satyr, szaleniec, geniusz lub próżniak. Jednak jego prawdziwa natura wyłania się z licznych listów, różnie interpretowanych. Wydawał się mieć tego świadomość, bo w jednym z ostatnich listów napisał: „Mogą za nas mówić jedynie nasze obrazy”. Dlatego chciałam, żeby jego obrazy „przemówiły”.

Dla mnie jest jasne, że Vincent nie był szaleńcem. Podobnie myśli Hugh. Dlatego nie chcieliśmy budować opowieści o szaleństwie. Tajemnicza śmierć Vincenta była szokującym wydarzeniem po podróży, którą odbył, i po tym, czego dokonał w ciągu ośmiu krótkich lat. Jednocześnie musieliśmy zmierzyć się z powszechnie panującym mitem, że van Gogh był udręczonym, wiecznie cierpiącym, szalonym artystą. To prawda, że w wieku 28 lat Vincent był nieudacznikiem, który stracił trzy posady z rzędu, mieszkał w szopie w górniczym rejonie Borinage w Belgii i nie miał nic oprócz kilku książek oraz braku pomysłu na życie. Ale 10 lat później stał się największą artystyczną sensacją Paryża.

Całe życie staram się łączyć moje dwie wielkie pasje – malarstwo i film. Wpadłam więc na pomysł, aby stworzyć film malowany. Miałam wtedy 30 lat, czyli mniej więcej tyle, ile miał Vincent, kiedy zaczął malować. Moją inspiracją było nie tylko jego malarstwo, które uwielbiam, ale przede wszystkim jego filozofia życia. Od lat zmagam się z depresją, dlatego zafascynowała mnie silna wola Vincenta, który potrafił pozbierać się po klęskach, jakich zaznał za młodu, i poprzez sztukę znalazł sposób, żeby czynić świat piękniejszym. Kiedy sama przeżywałam trudne chwile, jego listy były dla mnie natchnieniem. Tak zrodził się ten film. Początkowo zamierzałam cały film namalować samodzielnie. Jednak kiedy projekt rozrósł się do rozmiarów filmu pełnometrażowego, okazało się, że zadanie napisania scenariusza i wyreżyserowania obrazu jest ogromne – musiałam skupić się na koordynowaniu pracy 125 malarzy. Mimo to namalowałam kilka ujęć filmu.

TP: Pierwotny pomysł zakładał film krótkometrażowy.

DK: Kiedy Hugh stał ponad trzy godziny w kolejce, żeby dostać się na wystawę van Gogha, dotarło do nas, jak silnie przemawiają jego obrazy do dzisiejszego odbiorcy. Postanowiliśmy odważyć się na film pełnometrażowy. Uznałam, że ten pomysł można zrealizować w formie „wywiadów” z obrazami Vincenta, wzbogaconych o animacje malarskie oparte na tworzonych przez niego krajobrazach. Stworzyłam zwiastun, żeby bardziej szczegółowo opracować metodę produkcji zgodną z moją koncepcją. Został bardzo dobrze przyjęty, nabrałam więc przekonania, że projekt może przemówić do różnych odbiorców. Nasz pomysł takiej wizualizacji spotkał się z uznaniem znawców filmu, animatorów i kinowej publiczności.

TP: Już sama praca nad scenariuszem okazała się zadaniem tytanicznym…

DK: Pierwszy szkic scenariusza napisałam po polsku, potem należało go przetłumaczyć, co było dość kosztowne i zajęło sporo czasu. Skoro film zamierzaliśmy realizować po angielsku, uznałam, że kolejne wersje scenariusza będą już powstawać w tym języku. Stąd duża rola Hugh, który został moim współscenarzystą. Łącznie powstało pięć wersji scenariusza. Najtrudniejsze było przerobienie oryginalnego pomysłu na scenariusz 80-minutowego filmu. Jestem bardziej reżyserką niż pisarką. Nie mogłam napisać standardowej biografii w stylu „Pasji życia”, ponieważ chciałam ująć tylko takie sceny, które nawiązywały do obrazów Vincenta. Zanim powstał scenariusz, napisałam wiele historyjek. Opowiadały o zdarzeniach z życia artysty, były zaczerpnięte z konkretnych obrazów, niektóre dotyczyły wyłącznie okresu holenderskiego albo okresu bohemy artystycznej na paryskim Montmartrze. Ale pierwszy konkretny scenariusz dotyczył ostatnich dni jego życia. W tym okresie tworzył cudowne obrazy, również portrety ludzi, z którymi miał regularny kontakt pod koniec życia. Byli to doktor Gachet, jego tajemnicza córka Marguerite, którą Vincent namalował trzy razy, a mimo to jej twarz zawsze pozostawała ukryta, czy Adeline Ravoux, piękna córka właściciela gospody, w której artysta zmarł. Wszystkie te postaci występują w naszym filmie. Najważniejszą zmianą naszej koncepcji było ukierunkowanie się na pełnometrażową fabułę. Podjęliśmy decyzję o zastosowaniu dwóch koncepcji wizualnych: dialogi miały być prowadzone w malarskim stylu Vincenta, natomiast wspomnienia rozmówców miały być czarno-białe. Głównym bohaterem został Armand Roulin, młody lekkoduch, który otrzymuje od swojego ojca Josepha Roulina – listonosza, przyjaciela Vincenta van Gogha – zadanie specjalne. Ma pojechać do Paryża i osobiście dostarczyć Theo van Goghowi list od jego brata, który właśnie popełnił samobójstwo. Armand nie może znaleźć Theo, gdyż ten, załamany po śmierci Vincenta, zmarł niedługo po nim. Zaintrygowany wydarzeniami, Armand chce się dowiedzieć, dlaczego Vincent wybrał moment największej chwały, aby odebrać sobie życie. Udaje się więc do cichej wioski Auvers-sur-Oise, w której Vincent spędził ostatnie dni swojego życia. Armand zaczyna swoje śledztwo, prowadząc liczne rozmowy z ludźmi z Auvers, Paryża i Arles. Dochodzi do zaskakujących ustaleń. Jednocześnie zaczyna rozumieć pełne nieoczekiwanych zwrotów życie Vincenta i doceniać jego ogromną pasję.

TP: Faza realizacji filmowej była równie intensywna, jak praca nad scenariuszem?

DK: „Twój Vincent” został nakręcony najpierw jako typowy film aktorski, a następnie każda klatka została ręcznie przemalowana. Efekt końcowy to połączenie gry aktorskiej i kunsztu malarskiego animatorów, którzy wszystkie postacie odtworzyli za pomocą farby olejnej. W roli Vincenta zadebiutował na ekranie Robert Gulaczyk, aktor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Wszyscy aktorzy pracowali na specjalnie stworzonych planach wzorowanych na obrazach van Gogha lub na tle tzw. green screenu. Sceny aktorskie były kręcone w studiach Three Mills w Londynie oraz w studiu CeTA we Wrocławiu. Operatorami byli Łukasz Żal (nominowany do Oscara za zdjęcia do filmu „Ida”) i Tristan Oliver („Fantastyczny pan Lis”, „Uciekające kurczaki”). Opracowanie dzieł van Gogha i przekształcanie ich na język filmu zajęło nam prawie rok. W filmie „grają” 94 obrazy Vincenta van Gogha, które zostały włączone do filmu w postaci bardzo zbliżonej do oryginałów, i 31 obrazów wykorzystanych częściowo lub w formie znacznie przekształconej. Malarze pracowali nad takim przekształceniem wizerunku aktorów, aby z jednej strony zachować ich istotne cechy, a z drugiej nadać im wygląd i charakter postaci portretowanych na oryginalnych obrazach. Następnie malarze-animatorzy „przemalowywali” klatki filmowe zgodnie ze stylem (w zakresie pociągnięć pędzla, kolorystyki czy impastów) na podobrazia o wymiarach 67 × 49 cm i animowali je poklatkowo. W tym celu opracowałam (wspólnie z Tomaszem Wochniakiem i Piotrem Dominiakiem) specjalne stacje robocze animacji malarskiej (PAWS), które pozwalały malarzowi skupić się na malowaniu i animacji bez potrzeby analizowania oświetlenia czy technologii. Dzięki temu udało się zachować jednolitość wyników prac wszystkich 97 stacji PAWS zlokalizowanych w trzech studiach filmowych w Polsce i Grecji. Na jedną sekundę filmu składają się wykonane w wysokiej rozdzielczości 24 zdjęcia 12 ujęć obrazu. Po wykonaniu fotografii należało wykonać tzw. deflickering, czyli stabilizację ekspozycji każdej klatki, i dokonać korekty kolorystycznej, aby wyrównać nasycenie wszystkich ujęć. Efekt końcowy to 65 tys. zdjęć prawdziwych obrazów olejnych poddanych animacji.


FOT. BREAKTHRU FILMS, TRADEMARK FILMS/TWÓJ VINCENT

TP: Dlaczego sceny wspomnień ujęte są w stylu czarno-białym?

DK: Z dwóch powodów. Po pierwsze, uznaliśmy, że widzowie nie wytrzymają takiej intensywności kolorów przez pełne 90 minut. Budowa filmu zakłada cofanie się do wspomnień, co dało nam możliwość wprowadzenia innego stylu dla scen reminiscencji. Po drugie, nie chcieliśmy tworzyć dzieł Vincenta, które w rzeczywistości nigdy nie powstały. Większość wspomnień dotyczy tych sytuacji w życiu artysty, w których nie malował. Gdybyśmy próbowali sami stworzyć je w stylu van Gogha, musielibyśmy przyjąć jakieś założenia, samodzielnie zdecydować, jak mógłby je namalować. Posunęlibyśmy się za daleko. Ponadto, szukając informacji, przejrzeliśmy bardzo wiele fotografii z epoki. To były oczywiście czarno-białe zdjęcia, co stanowiło inspirację dla stylu, w jakim wpletliśmy wspomnienia w akcję filmu.

TP: A skąd tytuł „Twój Vincent”?

DK: Powodów jest kilka. Ten projekt to dzieło miłości. Praca nad nim zajęła mi siedem lat, podczas których sił dodawały mi miłość do jego malarstwa i szacunek dla jego woli walki. Zresztą nie tylko ja musiałam kochać van Gogha. Jak już mówiłam, nasi malarze stworzyli 65 tys. klatek filmowych namalowanych farbą olejną. Każda sekunda filmu to 10 dni pracy, każda klatka to niezliczone pociągnięcia pędzla. Takie zadanie wymaga ogromnego poświęcenia. Ponadto tytuł jest odniesieniem do typowego zakończenia listów, które pisał do brata. Kończył je słowami: „Twój kochający Vincent”. Zdecydowaliśmy się podjąć ryzyko i stworzyć pierwszy ręcznie malowany pełnometrażowy film animowany, ponieważ ludzie na całym świecie naprawdę kochają Vincenta. Mam nadzieję, że film będzie dla widzów inspiracją do osobistego spotkania z jego obrazami. Obejrzało go już 5 mln widzów na całym świecie. Cieszę się, że dzięki mojej pracy Vincent trafił do większej rzeszy odbiorców. On na to zasługuje. Chcę, żeby każdy mógł powiedzieć o nim: „mój Vincent”.


Dorota Kobiela

reżyserka i scenarzystka, absolwentka Akademii SztukPięknych w Warszawie, czterokrotna laureatka stypendium ministra kultury i sztuki za wybitne osiągnięcia w dziedzinie rysunku i malarstwa. Dzięki inspiracji przyjaciół zainteresowała się filmem i sztuką animacji, a chęć zgłębienia tych dyscyplin przełożyła się na studia w Warszawskiej Szkole Filmowej na kierunku reżyseria. Zanim powstał pełnometrażowy film animowany „Twój Vincent”, Kobiela miała już na swoim koncie kilka krótkometrażówek: „List” (2004), „Kochaj mnie” (2004), „Sz. P. Miś” (2005),„Serce na dłoni” (2006), „Szkice Chopina” (2011) i „Mały listonosz” (2011), który zdobył wiele nagród i wyróżnień, m.in. nagrodę na festiwalu filmowym 3D Film Festival w Los Angeles.

„Twój Vincent” to pierwsza pełnometrażowa animacja malarska, wyreżyserowana przez Dorotę Kobielę i Hugh Welchmana. Współautorami scenariusza są Kobiela, Welchman i Jacek Dehnel. Za produkcję odpowiadały polska firma BreakThru Films oraz brytyjska Trademark Films. Film przywołuje na ekran malarstwo van Gogha, a jednocześnie opowiada o życiu artysty, pełnym pasji i dramatów, oraz o jego tajemniczej śmierci. Każda z 65 tys. klatek została ręcznie namalowana na podobraziach malarskich w technice olejnej. W projekcie wzięło udział 125 zawodowych malarzy z całego świata, którzy pracowali w Polsce i Grecji. Film zdobył uznanie krytyków i publiczności, co potwierdzają liczne nagrody z Europejską Nagrodą Filmową na czele, i niebagatelne wpływy ze sprzedaży na całym świecie. Do stycznia 2018 r. obejrzało go ponad 5 mln ludzi w 132 krajach. „Twój Vincent” jest już najbardziej dochodowym filmem w historii polskiej kinematografii. Na całym świecie zarobił do tej pory ponad 20 mln dolarów, najlepsze wyniki osiągając w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie (5,7 mln dol.), Chinach (2,7 mln dol.) oraz Korei Południowej (2,1 mln dol.). Tym samym pobił dotychczasowy rekord sprzedaży polskiej produkcji należący do „Idy” (15,3 mln dol.).

Opracowano na podstawie materiałów prasowych filmu „Twój Vincent”.

 

Czytaj także