Mit Zakopanego

Zakopane, Krupówki, ok. 1936r.
Zakopane, Krupówki, ok. 1936r.

Wielu twierdzi, że przedwojenne Zakopane w niczym nie przypominało obecnego miasta, odwiedzanego rocznie przez 3 mln turystów. Powiada się, że trudno znaleźć magię dawnego Zakopanego we wszechobecnym w naszych czasach tłoku, w zalewie komercji i taniej chińszczyzny. Czy mit Zakopanego to już faktycznie tylko wyświechtane i nieaktualne wspomnienie?

Mit Zakopanego, letniej, a potem także zimowej stolicy Polski, zrodził się w XIX w. W czasach zaborów dzięki „królowi tatrzańskiemu” doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu, księdzu Józefowi Stolarczykowi, znakomitemu gawędziarzowi i analfabecie Sabale mała góralska wieś stała się znana wśród polskich inteligentów. Z mitem Zakopanego ściśle związana była fascynacja Tatrami. Najpierw zwiedzano te góry latem, obowiązkowo z przewodnikiem górskim. Zaczynano od dolin, bo turystów było jeszcze niewielu. „Wycieczki bez programu”, organizowane przez Tytusa Chałubińskiego, z Sabałą opowiadającym o „zaśnionym wojsku” przy trzaskającej watrze i muzyce, pokazały inteligentom z całego kraju zupełnie inny świat, coś na pograniczu prawdy i legendy. Świat baśniowy i kolorowy, który przyciągał jak magnes. Zaczęli tu przyjeżdżać i budować sobie domy. W miejscowości tonącej w zieleni pól, na tle niebieskiego nieba, z przepięknym widokiem na całe Tatry. Siermiężnej, ale za to bez tłumów. Co ich przyciągało do tego miejsca? Wolność, bo autonomia zaboru austriackiego pozwalała odpocząć od zniewolenia zaboru pruskiego czy rosyjskiego. Piękne góry i dopełniająca je wyjątkowa kultura górali podhalańskich. Jednych – tych chorych na gruźlicę – ratowały przed śmiercią długie spacery i czyste powietrze. Inni włączali się w życie wsi, jak np. Stanisław Witkiewicz, który zaczął projektować wille w stylu zakopiańskim. I chociaż atmosferę tutejszą nazwał Witkiewicz „bagnem”, to kochał Zakopane miłością pięknego człowieka, jakim był. Patrząc swymi niebieskimi oczami na zakopiański świat, widział – jak mało kto – jego zalety i wady. Tutaj wychował się jego syn, tutaj mieszkała część rodziny. Zakopane zachwyciło i innych. Wypoczywał tutaj Henryk Sienkiewicz. Echa jego tatrzańskich sympatii widoczne są w „Potopie” i w „Krzyżakach”. Nad Morskie Oko docierała podczas spacerów piękna Helena Modrzejewska. Walery Eljasz malował obrazy pod wielkim parasolem. Jan Kasprowicz przeżył w drewnianym domu na Harendzie najszczęśliwsze lata swojego życia. Inni chodzili w Tatry, których ciągle im było mało. Do tej taternickiej gwardii straceńców należeli: Mieczysław Świerz, Janusz Chmielowski, Jan Gwalbert Pawlikowski, Mieczysław Karłowicz, Mariusz Zaruski, Józef Oppenheim i wielu innych. Czy można się zatem dziwić, że „choroba zakopianiny” tak mocno zawróciła im w głowach, wywracając do góry nogami ich dotychczasowe życie?

Z czasem zaczęli działać tutaj liczni artyści: Stanisław Gałek, Karol Kłosowski, Rafał Malczewski, Roman Olszowski, Kazimierz Brzozowski, Witkacy, Stanisław Sobczyk, Jan Rykała i Stanisław Barabasz. To oczywiście nie wszyscy. Później do tego zacnego towarzystwa dołączyli inni twórcy: Karol Stryjeński – facet z fantazją, projektant skoczni na Krokwi i mauzoleum na Harendzie, Kornel Makuszyński – „słoneczny pan”, Witkacy i Karol Szymanowski. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Witkacy” należał do najbardziej charakterystycznych postaci zakopiańskich tamtych lat. Zawsze daleki od nudy (nursery, jak mawiał), był świetnym malarzem, pisał dramaty i powieści, tłumaczone na wiele języków, publikował też artykuły na tematy artystyczne i filozoficzne. Napisał traktat o narkotykach. Pod wizerunkiem „wariata z Krupówek” kryła się, dostępna dla przyjaciół, wyjątkowa inteligencja, wyrazista postawa życiowa i niepowtarzalna aura, której wyrazem było chociażby spojrzenie Witkacego, mające w sobie ostrość i wdzięk, piękno, ale i odrobinę szaleństwa. Jego Firma Portretowa „S.I. Witkiewicz” znana była w całej Polsce, miała mnóstwo zamówień, bo Witkacy był sławny. Z kolei Karol Szymanowski – drugi z wielkich – był człowiekiem niezwykłej kultury. Było ją widać w sposobie witania się, zapalania papierosa czy zamieszania cukru w filiżance kawy, w stroju i mowie. Karol z Atmy był jednak przede wszystkim wybitnym muzykiem. Znanym na świecie (głównie) i w kraju. Z inspiracji pięknej góralki, Heleny Roj, komponował w Zakopanem utwory muzyczne, w których zawarł elementy muzyki górali podhalańskich. Nie tylko artyści tworzyli wyjątkową atmosferę Zakopanego tamtego okresu. W sezonie wysokim odwiedzali to miejsce polscy uczeni, pisarze i publicyści. Upodobali sobie Dworzec Tatrzański, gdzie wykładali, koncertowali i bawili się najwybitniejsi z nich. Kibicował im i zachęcał do wystąpień dyrektor Muzeum Tatrzańskiego, Juliusz Zborowski, zwany „Samuelem” lub „Bacą”. Sam był autorem wielu książek i kilkuset artykułów o tematyce tatrzańskiej, zaś Muzeum Tatrzańskim zarządzał cudnie i w sposób zupełnie niekonwencjonalny. Stworzył w nim hotel dla uczonych, organizował sesje i konferencje, wydawał „Rocznik Podhalański”, był wielkim człowiekiem pozostającym w cieniu innych wielkich. Niemniej jednak wszyscy, którzy docierali wtedy do Zakopanego, w razie potrzeby swoje kroki kierowali na Krupówki 10, do gabinetu „Bacy”, a ten zawsze pomagał, jak potrafił. A potrafił wiele. Podobnie sprzyjającym miejscem dla artystów stała się willa „Harenda” Marusi Kasprowiczowej. Na ulicach miasta wywieszano liczne plakaty zapowiadające koncerty, wernisaże, wystawy, odczyty i prelekcje. Sztuka przenikała się z góralszczyzną, góralszczyzna z górami. Góry z artystami. Harmonia myśli z harmonią czynów i światów.

Miejscowość też stała się urokliwa. Wypiękniała przede wszystkim w latach 30. Wtedy liczba gości pod Giewontem sięgała kilkudziesięciu tysięcy rocznie, a liczba mieszkańców wynosiła ok. 18 tys., z czego 3 tys. osób stanowiła społeczność żydowska. W 1933 r. Zakopane stało się miastem i jednocześnie najsłynniejszym ośrodkiem leczniczym i wypoczynkowym w kraju. Przyjeżdżała tu bohema artystyczna i inteligencja – wielu artystów po prostu zamieszkało pod Tatrami. O Zakopanem słusznie mówiono, że jest „kulturalną stolicą Polski”. Już wtedy zrodziła się magia Krupówek – ładnej ulicy, na której można było spotkać artystów, narciarzy oraz taterników. Wewnątrz hotelu „Morskie Oko” znajdowała się słynna sala teatralna, w której występowały największe sławy polskiej kultury, takie jak: Helena Modrzejewska, Mieczysława Ćwiklińska, Hanka Ordonówna, Eugeniusz Bodo, Karol Szymanowski, Jan Kasprowicz czy Stefan Żeromski.

Osobną wartością mitu Zakopanego był świat wielkich zdobywców gór. Wiesław Stanisławski, Wincenty Birkenmajer, Sta-nisław Motyka, Wawrzyniec Żuławski „Wawa” i inni wynieśli taternictwo na nieznany dotychczas poziom. Poprowadzili drogi w największych tatrzańskich ścianach: zachodniej ścianie Łomnicy, północnej Małego Kieżmarskiego Szczytu, północnej Żabiego Konia, zachodniej Kościelca, na Jaworowym Murze i na Lodowy z Doliny Czarnej Jaworowej. Góry ich upajały i wyzwoliły trudną do powstrzymania pasję, która nie znała barier i granic. Wielu z nich zginęło, realizując ten „taniec ze śmiercią”, ale nawet to nie zatrzymało kolejnych. Biała koszula, wzorzysty sweter, pumpy oraz plecak stały się wyrazem ówczesnej mody górskiej. Tak ubierał się Witkacy, kiedy zabierał swoją ukochaną Nineczkę w góry.

Lata 20. i 30. to odkrycie zimowych walorów Zakopanego i jego okolic. Słynne wycieczki na drewnianych nartach z fokami, krótsze narciarskie spacery i wyjścia na skoki pod Krokwią stały się i przyjemne, i modne. W 1925 r. powstała wielka skocznia na Krokwi, która szybko została sportową wizytówką Zakopanego. Przy Równi Krupowej powstały liczne niewielkie lodowiska, a pod reglami małe skocznie i trasy biegowe. Na Lipkach uwijali się na drewnianych nartach i sankach nowicjusze. Najlepsi, wiadomo, jechali na Kasprowy. Na potrzeby nowego rodzaju narciarstwa powstały specjalne, nowoczesne jak na tamte czasy urządzenia techniczne. W 1936 r., dzięki niestrudzonym i zdolnym polskim inżynierom, zbudowano dla narciarzy kolej linową na Kasprowy Wierch. Wzniesiono ją w rekordowym czasie siedmiu miesięcy. Na Kasprowy wyjechał prezydent Ignacy Mościcki ze swoją świtą. Podobał mu się świat śniegu i nart, co znalazło swój wyraz w stosownym wpisie w księdze pamiątkowej. Wagonik w 20 minut wywoził narciarzy i turystów z Zakopanego w inny, podniebny świat. Dwa lata później zrealizowano kolejną inwestycję dla narciarzy – kolej linowo-terenową na Gubałówkę. Wreszcie w „fisowym” roku 1939 narciarze mogli skorzystać z wyciągu saniowego w Kotle Gąsienicowym. Zbudowano nowoczesne hotele i schroniska, parkingi, a porządne restauracje i kawiarnie zaspokajały najbardziej wybredne podniebienia. Posiady u Przanowskiego i u Trzaski były nieodłącznym składnikiem tamtego świata. Modne stało się także wychodzenie na zawody. Zimą skoki na Krokwi organizowano co tydzień. Mistrzostwa Polski odbywały się rokrocznie od 1920 r. Zakopane w tym okresie dwukrotnie było organizatorem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) – po raz pierwszy w 1929 r., a następnie 10 lat później. Zawody zostały zorganizowane na znakomitym poziomie przez Polski Związek Narciarski i pokazały, jak zdolną mamy młodzież. Sporo mówiono w sportowym świecie o pięknej Helenie Marusarzównie, jej starszym bracie Stanisławie i innych zawodnikach z orzełkiem na ramieniu. Sport stał się kolejnym elementem fenomenu i mitu Zakopanego.

Obok wyczynowców na stokach coraz częściej gościli amatorzy narciarstwa, którzy co roku wpadali na szusy do Zakopanego. Po ówczesnej Polsce jeździł specjalny pociąg „Narty, dancing, brydż”. Wygodny i szybki, z porządnym wagonem sypialnym i solidnie zaopatrzonym restauracyjnym. Jeżdżono nim do Krynicy, Wisły, Zakopanego, Worochty i Sławska. Korzystano namiętnie z uroku naszych pięknych gór. Zjeżdżano, podchodzono i tak w kółko. Wyjątkowo długie i śnieżne zimy wyraźnie sprzyjały narciarzom. W 1939 r. pomiary śniegu na Kasprowym zanotowały rekordową pokrywę 399 cm. Na tym nie koniec. Sieć wygodnych szlaków narciarskich ciągnęła się wzdłuż południowej granicy naszego kraju – od Tatr, poprzez Beskidy, aż po Karpaty Wschodnie, Czarnohorę, Góry Czywczyńskie i dzikie Gorgany. Przy owych szlakach urządzono porządne schroniska. Narciarskie asy pokroju Oppen-heima, Ziętkiewicza, Dudryka i Klemensiewicza pisały znakomite przewodniki dla wielbicieli białego szaleństwa. Narty kupowano u prywatnych zakopiańskich producentów, podobnie jak ubrania. Mimo że narciarstwo było sportem elitarnym i dość drogim, liczba miłośników dyscypliny z roku na rok wzrastała.

Na ulicach Zakopanego można było spotkać mistrzów nart. Wieczorami schodzili z gór. Widywano tutaj króla Krokwi Stanisława Marusarza. Zawsze pewnego siebie, niosącego zawadiacko skokówki na ramieniu. Widywano opalonego i eleganckiego Bronka Czecha, najwszechstronniejszego z naszych narciarzy. Uwagę przykuwali Franciszek Bujak, pierwszy zimowy olimpijczyk z Zakopanego; młodziutki Jasiu Kula, ze skokówkami od Zubka; Zosia Stopkówna, piękna góralka, świetna taterniczka i alpejka z Sekcji Narciarskiej; Helena Marusarzówna – wyższa od Zosi i zjawiskowo piękna; Zosia Beckerówna; a także Józef Zubek – wysoki góral, znakomity biegacz narciarski. Na nartach jeździli prezydenci, ministrowie i premierzy, ratownicy TOPR i góralscy przewodnicy. Miejscowi i pozamiejscowi. Wszelkiej maści i pochodzenia arystokraci i inteligenci, ale też pseudointeligenci i grafomani. Pisarze i poeci. Niebieskie ptaki i bumelanci. Przemysłowcy i proletariat. Miejscowi Żydzi i górale. Szanowani ludzie i ci przeciętni. Nawet panienki lekkich obycza-jów zakładały narty, a po zjazdach opalały się nago w górach, jak wspominał Malczewski. Ten sam Malczewski straszył „zakopianiną”, twierdząc, że prędzej czy później każdego dopadnie. Kasprowicz pisał o Lodowym, o „olbrzymie rozbłękitnionym na błękitnym niebie”. Niekwestionowane uroki Tatr zimą, świat skoków i szusów utrwalił na kliszy filmowej Adam Krzeptowski, tworząc „Biały ślad” i „Zmarłe echo”. Nawet słynny malarz, filozof i pisarz Stanisław Ignacy Witkiewicz „Witkacy” lubił narty. Tak samo Rafał Malczewski i inni artyści zakopiańscy tamtego okresu. Kornel Makuszyński, znany publicysta, jeździł na nartach na pobliskich Lipkach, nieopodal centrum Zakopanego, a pomiędzy szusami chodził do domu na obiad i pisał trochę złośliwe, ale przez to urocze felietony o Zakopanem. Stworzył też definicję tego, czym jest Zakopane: „Z jednej strony Tatry, z drugiej Gubałówka, a pomiędzy – deszcz”. Narty były trendy, stały się ważnym elementem nowego stylu życia.

Piękny to był czas. Zakopane stało się kurortem na skalę światową. Równym Chamonix we Francji, Davos i St. Moritz w Szwajcarii i Garmisch-Partenkirchen w Niemczech. Pełnym ciekawych ludzi, artystów. Miastem dobrze ułożonym i z charakterem. Pewne ścieżki chwały oraz ślady fascynacji i fantazji międzywojennego pokolenia są nadal widoczne. Choćby w willach „Oksza” i „Koliba”, filiach Muzeum Tatrzańskiego, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie i Muzeum Kornela Makuszyńskiego zachowała się cząstka tamtego świata. Tak samo w licznych małych pracowniach i galeriach zakopiańskich artystów. Konkluzja tego tekstu może być tylko jedna: każdy ma takie Zakopane, na jakie zasłużył. Przyjeżdżając tutaj, warto poszukać mitu Zakopanego w muzeach, na licznych wystawach, ba, nawet wieczorem na Krupówkach. Jeżeli zadamy sobie trochę trudu, być może tę magię miejsca odnajdziemy. Nie jest to wcale łatwe, ale przecież zawsze warto próbować…

 

 


Wojciech Szatkowski

Muzeum Tatrzańskie

 

 

Czytaj także

  • Kino kulinarne (Fot. Mikołaj Zacharow)

    Sztuka jak ocean

    Ponad 200 filmów, 55 premier, 63 tys. widzów oraz Edward Norton, Lucrecia Martel i wielu innych wybitnych twórców z całego świata – tak w skrócie wyglądała tegoroczna edycja...

     

    WIĘCEJ
  • Wyspa Młyńska i jej najbliższe otoczenie to dziś tętniący życiem fragment miasta (Fot. FOTODRON.PRO)

    Rzeka urzeka

    Bydgoska Wyspa Młyńska zachwyca. Jeszcze niedawno niebezpieczna i zarośnięta chaszczami, dziś jest rekreacyjnym sercem miasta i obowiązkowym punktem...

     

    WIĘCEJ
  • Fot. Tadeusz Poźniak/Archiwum Urzędu Miasta Rzeszowa (Kładka dla pieszych)

    Miasto, które (się) uczy

    Urbanista Richard Florida, pisząc o regionach i miastach, ukuł pojęcie learning regions.

    WIĘCEJ