Banksterzy to nie u nas

Fot. Związek Banków Polskich
Fot. Związek Banków Polskich

O oszczędnościach Polaków, zarobkach bankierów oraz roli, jaką pełnią banki w życiu każdego człowieka, z Krzysztofem Pietraszkiewiczem rozmawia Kamil Broszko.

 

Kamil Broszko: Po ostatnim międzynarodowym badaniu oszczędzania znów okazało się, że Polacy plasują się na szarym końcu rankingu. Przegrywamy z krajami sporo biedniejszymi oraz z sąsiadami, z którymi łączy nas podobna sytuacja gospodarcza i kulturowa.

Krzysztof Pietraszkiewicz: Polacy nigdy nie mieli silnego nawyku oszczędzania. Przetaczające się przez nasz kraj wojny i rozbiory na naszych ziemiach nie służyły budowie kapitału materialnego, ale także wielokrotnie go rujnowały. Również przed 1989 r. Polska była krajem o niskim poziomie oszczędności w relacji do PKB. Nieufność społeczną do oszczędzania potęgowała wysoka inflacja w latach 1989–1998. Wtedy byliśmy żądni nowych telewizorów, samochodów, pralek, lodówek, a zarobki nie były na tyle wysokie, aby pozwalały na gromadzenie nadwyżek. W ostatnim okresie zaś rujnująca dla postaw prooszczędnościowych okazała się likwidacja otwartych funduszy inwestycyjnych.

Mimo to w ostatnich kilkunastu latach obserwujemy wzrost poziomu oszczędności od 6 do 12 proc. rocznie. Ważne jest, aby oszczędzać na konkretne cele: mieszkaniowe, edukacyjne, zdrowotne. Wzorem Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Francji, Czech, Słowacji, Węgier powinno być premiowane oszczędzanie długoterminowe. W każdym kraju finansowanie rozwoju odbywa się ze środków własnych przedsiębiorców, gmin, ale przede wszystkim z oszczędności milionów obywateli. Warto pamiętać, że budżet państwa to ponad 300 mld zł, a wielkość akcji kredytowej banków i aktywa bankowe to ponad 1600 mld zł. Współdziałanie państwa i samorządów z oszczędzającymi w sektorze bankowym jest ze wszech miar wskazane, dlatego że tylko w takiej synergii możemy zabiegać o stabilny rozwój gospodarczy. Sektor bankowy powinien oferować klasyczne usługi bankowe, ale także i wyrafinowane produkty zabezpieczające przed ryzykiem kursowym. To musi być sektor dobrze regulowany i nadzorowany, wokół którego będzie funkcjonować cała siatka instytucji otoczenia biznesu, stabilizujących finansowanie i procesy restrukturyzacji, takich jak fundusze poręczeniowo-gwarancyjne, fundusze wysokiego ryzyka, wspierające projekty innowacyjne. Wypracowaliśmy już kilka dobrych rozwiązań, chociażby w postaci kredytu technologicznego czy linii poręczeniowych de minimis. Warto korzystać z tych osiągnięć, ponieważ bankowość to wspólne dobro, które powinno służyć polskim obywatelom i stabilnemu rozwojowi naszego państwa.

KB: Zarobki kluczowych menedżerów w bankowości od lat elektryzują opinię publiczną. Jak można wytłumaczyć tak wysokie uposażenia?

KP: W ostatnich latach przy zatrudnianiu kadry do zarządów firm różnych branż stosowano zasadę wysokich wynagrodzeń z bonusami i premiami. Sytuacja taka miała miejsce szczególnie w przypadku firm zatrudniających kilka czy kilkadziesiąt tysięcy pracowników, które często wymagały restrukturyzacji, modernizacji lub uczestniczyły w ostrej walce konkurencyjnej. Kadra kierownicza ponosiła wielką odpowiedzialność za wynik finansowy, zdobycie i utrzymanie pozycji rynkowej, ale także za niwelowanie różnego rodzaju napięć i ataków wymierzonych w restrukturyzowane firmy. W wielu miejscach na świecie i w wielu firmach nadal takie zasady obowiązują. Aczkolwiek w większości nastąpiły radykalne zmiany, szczególnie zaś w instytucjach finansowych, które od dłuższego czasu mierzą się z problemami różnej natury. W polskim sektorze bankowym nie było nigdy ekstrawagancji na wielką skalę, choć trzeba przyznać, że w przypadku niektórych banków z kapitałem zagranicznym takie sytuacje się zdarzały, ponieważ kadra w grupach bankowych była wynagradzana podobnie bez względu na kraj gospodarczej aktywności.

Polska branża bankowa po 1989 r. przeszła głęboką restrukturyzację i modernizację. We współpracy z klientami wypracowała bardzo dobre wyniki i konsekwentnie budowała własne fundusze. Aby zilustrować ten wysiłek i sukces, warto przytoczyć tutaj kilka liczb. Dwadzieścia cztery lata temu zaczynaliśmy od 2,5 mld zł funduszy własnych, natomiast teraz osiągnęliśmy wynik 170 mld zł. Oznacza to, że ponad 80 proc. wypracowanych każdego roku zysków przeznaczano na fundusze własne, a nie na wypłatę dywidend czy premii. Nastąpiła także technologiczna modernizacja. W 1989 r. w wielu bankach nie było ani jednego komputera, ani jednego faksu – dzisiaj mamy 32 mln rachunków dostępnych przez Internet, a 16 mln klientów codziennie korzysta z systemu płatniczego, który jest jednym z najnowocześniejszych w Europie i na świecie. W 1992 r. z jednej złotówki udzielanego kredytu 31 gr było zagrożonych niespłaceniem, 10 lat później – w czasie kryzysu koreańskiego i rosyjskiego – zagrożonych było 21 gr, zaś w 2008 r., w czasie jednego z największych światowych kryzysów finansowych, niespłacalnością było zagrożonych w Polsce jedynie 7 proc. kredytów. To jest jeden z najlepszych wyników na naszym kontynencie. W ostatnich latach Europę Zachodnią dotknął kryzys gospodarczy i finansowy. W Polsce, dzięki sprawnej gospodarce i dobremu działaniu banków, nie trzeba było dołożyć ani złotówki na dokapitalizowanie sektora bankowego. Co więcej, w ciągu kilkunastu ostatnich lat ów sektor stał się największym płatnikiem podatku dochodowego w Polsce – odprowadził do budżetu państwa ponad 40 mld zł. Fundusze własne banków leżą w polskich skarbcach, gotowe do wykorzystania w działalności kredytowej. Dwadzieścia trzy lata temu mogliśmy udzielić około 40 mld zł kredytu, dzisiaj – około 1400 mld zł kredytu. To jest skala postępu, jaki się dokonał w sferze kapitałowej. Przez ponad 250 lat nie mogliśmy na terenie Polski spokojnie budować potencjału materialnego i kapitału polskich banków. W ciągu ostatnich 25 lat udało się zbudować wspólnym wysiłkiem milionów Polaków, firm i banków wielki i potrzebny krajowi majątek. W społecznej gospodarce rynkowej sprawny, stabilny i dobrze zarządzany sektor bankowy ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju gospodarki i zaufania obywateli do państwa.

Kiedy mówimy o odpowiedzialności za bilion złotych oszczędności Polaków i ponad bilion złotych kredytów, to powstaje pytanie, w jaki sposób należy wynagradzać ludzi odpowiedzialnych za dobre funkcjonowanie i bezpieczeństwo tego systemu. Osobiście uważam, że wynagrodzenia powinny być adekwatne do odpowiedzialności i umiejętności. Trzeba oczywiście uwzględnić wielki poziom obciążeń, jaki towarzyszy tej pracy. Nie wszyscy też wiedzą, że prezesi banków w sposób oficjalny lub dyskretnie wspierają finansowo inicjatywy o charakterze charytatywnym, kulturalnym, sportowym. W ostatnich latach widać wyraźnie, że zróżnicowanie wynagrodzeń jest mniejsze, a bankowość nie jest liderem wysokich uposażeń.

KB: Banki są instytucjami działającymi komercyjnie, czyli pracującymi na własny zysk. Jednak kiedy na skutek złego zarządzania popadają w kłopoty, są wspierane przez państwo w trosce o oszczędności klientów. Zdaniem opinii publicznej odpowiedzialność zarządzających bankami jest zbyt mała.

KP: Bankowość to bardzo szczególny rodzaj przedsiębiorczości, bo w każdym kraju z gospodarką rynkową łączy ona wszystkich obywateli, którzy mają nadwyżki pieniężne, czyli oszczędności, z tymi, którzy mają potrzeby kredytowe. Patrząc z innej perspektywy – bankowość łączy tych, którzy wykonują dziennie miliony międzybankowych operacji (opłacając swoje zobowiązania), z tymi, którzy są właścicielami systemów umożliwiających wykonywanie tych operacji. W Polsce właścicielami banków w ogromnej mierze są fundusze emerytalne i inwestycyjne poprzez pakiety akcji. Bankowość jest największym płatnikiem podatku dochodowego, wypracowanego przez 170 tys. osób zatrudnionych w tym sektorze. Aż 26 proc. podatku dochodowego przekazywanego do budżetu państwa pochodzi z banków. A więc pieniądze dla nauczycieli, służby zdrowia, wojska, policji i administracji pochodzą w istotnej mierze z bankowości. Jest ona swoistym krwiobiegiem gospodarki, ma powiązania z każdym aspektem życia – od kultury po oświatę, żłobek, szpital, fabrykę, prywatne czy państwowe przedsiębiorstwo. Awaria bankowości oznacza kłopoty państwa. Ale też zaburzenia o charakterze politycznym czy niestabilność prawa natychmiast przekładają się na bankowość, na jej bezpieczeństwo i skłonność obywateli do inwestowania. Bankowość odpowiada za miliardy oszczędności i miliardy kredytów, dlatego musi patrzeć na rozwój danego kraju i firm w dłuższej perspektywie niż jedna kadencja władz politycznych. Jest to naszym obowiązkiem, ponieważ odpowiadamy za dorobek życia milionów obywateli, czasem okupiony ogromnym wysiłkiem pracy i poświęceniem całych rodzin. Państwo z uwagą przygląda się bankowości, ale i bankowość monitoruje stan państwa. W portfelach bankowych mamy kilkaset miliardów papie-rów wartościowych polskiego rządu – jeżeli one zaczęłyby tracić na wartości, znaczyłoby, że oszczędności Polaków też są zagrożone. To jest system naczyń połączonych. I ostatnia uwaga: bankowość należy do branż najmocniej regulowanych w każdym kraju, również w naszym. Są to tysiące stron regulacji, wdrażanych każdego roku. Jesteśmy „przeregulowani”, w niektórych obszarach źle uregulowani, a w innych pozbawieni regulacji. Aby bankowość funkcjonowała jak najlepiej, jej kadry muszą działać sprawnie i rzetelnie. Od funkcjonowania bankowości zależy w dużym stopniu nasz dobrobyt i tempo rozwoju polskiej gospodarki.

KB: Czyli pana zdaniem czasem, w stanie zagrożenia stresem finansowym, zasilenie banku pieniędzmi podatników, tj. z budżetu państwa, jest sytuacją uzasadnioną?

KP: Z jednej strony bankowość ma bardzo duży wpływ na rozwój danego kraju, z drugiej – poszczególne państwa istotnie wpływają na kształt określonego sektora bankowego. W Polsce od dwudziestu kilku lat na szczęście nie było potrzeby wspierania sektora bankowego, jednak generalnie uważam, że w szczególnych sytuacjach może to być uzasadnione. Raz jeden, przy zmianie systemu gospodarczego, trzeba było zasilić bankowość obligacjami restruktury-zacyjnymi, aby uchronić depozyty polskich obywateli. W 1989 r. tysiące polskich firm utraciło kontakty kooperacyjne ze swoimi partnerami w Związku Radzieckim, na Węgrzech, w Czechosłowacji czy Bułgarii. Wtedy około 70 proc. polskiej gospodarki połączone było z krajami RWPG. Dzisiaj 70 proc. polskiej gospodarki jest połączone z krajami UE. Natomiast w okresie ostatniego kryzysu światowego polskie banki nie tylko nie potrzebowały wsparcia, ale wręcz zasilały budżet państwa. W tym samym czasie (po 2008 r.) państwa strefy UE przeznaczyły na ratowanie banków ponad 1000 mld euro. Europejski Bank Centralny udostępnił bankom z państw unijnych ponad 1500 mld euro w postaci tanich linii kredytowych. Polski sektor bankowy nie musiał z tej pomocy korzystać i dlatego został uznany w 2015 r. za najlepszy system bankowy na świecie – zdrowy, stabilny, zdywersyfikowany organizacyjnie i własnościowo.

KB: Niedawno brytyjskie media opublikowały e-maile pracowników Royal Bank of Scotland, w których uzgadniane są działania mające doprowadzić do upadłości firmę klienta banku. Czy teoretycznie taka patologia jest możliwa na naszym podwórku?

KP: Ta sprawa będzie z pewnością dokładnie wyjaśniana, ale trzeba powiedzieć, że zachowanie banku wobec klientów wynika często z regulacji nakładanych na cały sektor. Nakładanych niespodziewanie, bez czasu na wdrożenie i przebudowę modelu biznesowego, nawet z ryzykiem przyspieszania na przykład okresu spłaty zobowiązań przez kredytobiorców. Royal Bank of Scotland mógł być zmuszony do takiego zachowania wprowadzonymi regulacjami lub procesem jego restrukturyzacji i zaczął mobilizować klientów do szybszego regulowania zobowiązań. Niestety jest to łańcuch naczyń połączonych. Nagła zmiana warunków działania banku wpływa na jego postawę wobec klientów, z tym że dla klienta nie zawsze ten proces kończy się happy endem. Na szczęście takich sytuacji w Polsce nie mieliśmy i nie mamy, ale wycofywanie finansowania klientom, którzy nie dotrzymują umów, weszli w fazę kłopotów, zdarzało się, zdarza i zdarzać się będzie. Także w polskich warunkach. Banki muszą dbać o bezpieczeństwo depozytów.

Regulacje systemu bankowego są spowodowane przyjętą polityką państwa, którą czasem trzeba dostosować do zawartych porozumień międzynarodowych. Może być tak, że bank centralny lub rząd musi dokonać korekty polityki monetarnej i regulacje te przekładają się na sektor bankowy, a ten ostatecznie przenosi je na realną gospodarkę. Aby nie dochodziło do drastycznych wahań i uderzeń w przedsiębiorstwa, buduje się specjalne fundusze poręczeń i gwarancji oraz fundusze restrukturyzacyjne, co daje firmom czas na dostosowanie się do nowej sytuacji. Podam przykład. Pewna metoda produkcji została zastąpiona nowocześniejszą, np. mniej dotkliwą dla środowiska naturalnego, lub kończy się podaż określonego surowca i przedsiębiorstwo przeżywa kryzys działania, aż nieuchronna jest jego likwidacja. Pozostaje jedynie ratować jak najwięcej kapitału materialnego i intelektualnego firmy. Do tego właśnie potrzebne są specjalne programy restrukturyzacyjne. Sam bank nie podoła takiemu zadaniu, musi współdziałać z różnego rodzaju instytucjami państwa – rządowymi lub samorządowymi. Działania podjęte z odpowiednim wyprzedzeniem powodują, że proces likwidacji nie budzi już tak wielkich obaw ani pracowników, ani właścicieli. Dobry właściciel firmy wie, że bank jest jego sprzymierzeńcem, pod warunkiem że ma z nim stały kontakt, zna plany rozwojowe, systemy zabezpieczeń; wtedy finansowanie przebiega prawidłowo. Bankom zależy na tym, aby przedsiębiorcy korzystali z kredytów i terminowo je spłacali. Niszczenie firm to droga donikąd. Czasami jednak bank musi powiedzieć klientowi – w dobrze pojętym wspólnym interesie – że trzeba zakończyć działalność, która generuje lub będzie generować straty.

KB: Aktualny rząd miał pomysł na podatek bankowy. W jakiej fazie jest obecnie ten projekt?

KP: W trakcie ostatnich wyborów do opinii publicznej przeniknęło wiele nieprawdziwych informacji dotyczących krajowego sektora bankowego. Chciałbym jeszcze raz mocno podkreślić fakt, że banki są największym płatnikiem podatku dochodowego w Polsce, a ponad 80 proc. wypracowanych zysków jest inwestowanych w kraju. Pod względem dostępności finansowania jesteśmy na 17. pozycji na 175 badanych krajów. Raport Ministerstwa Gospodarki i PARP pokazał, że dostęp do finansowania w Polsce jest na bardzo wysokim poziomie, więc nie jest przeszkodą w rozwoju polskiej gospodarki. Przedsiębiorcy nie są pewni, jakie są plany państwa – czy Polska przystąpi do strefy euro, a jeśli tak, to na jakich warunkach. Pytanie jest ważne, bo stabilny kurs euro ma dla nas wymierne znaczenie. Jesteśmy wielkim eksporterem – wartość eksportu to 170 mld euro. Przedsiębiorcy nie inwestują również dlatego, że nie mają własnej strategii rozwoju i wiarygodnych doradców w tej materii. Jednocześnie mają oni w bankach ponad 240 mld zł depozytów, więc często nie potrzebują kredytów.

Bankowcy sami analizują rynek przedsiębiorstw, aby dojrzeć dobre projekty i je wspomóc odpowiednim finansowaniem. W Polsce działa 640 banków, z tego kilkadziesiąt ogólnokrajowych, więc przedsiębiorca ma z czego wybierać. Projekty innowacyjne, o wyższym ryzyku, wymagają dodatkowego wsparcia w postaci funduszy poręczeń i gwarancji lub budowania konsorcjum, żeby nie narażać oszczędności zgromadzonych w jednym banku na ewentualne straty. Muszę przyznać, że takiego stabilnego systemu poręczeń i gwarancji nie mamy, a przypadki źle udzielanych gwarancji ze strony Skarbu Państwa kończyły się wieloletnimi dochodzeniami i procesami.

Wracając do kwestii podatku bankowego: przyjmowaliśmy go ze zrozumieniem, ponieważ oczywiste jest, że dla realizacji niektórych programów społecznych może być uzasadnione wyższe opodatkowanie przedsiębiorstw czy wyższy PIT. Bankowcy proponowali podwyższenie podatku CIT dla swojego sektora – niestety to rozwiązanie nie zyskało aprobaty. Przestrzegaliśmy rząd, że wprowadzone opodatkowanie aktywów bankowych, szczególnie kredytowych, spowoduje zmniejszenie tempa podaży kredytu dla gospodarki. Zaś w takiej gospodarce jak polska, gdzie wielkość kredytów dla przedsiębiorstw jest znacząco niższa (w relacji do PKB) niż w innych krajach, taki podatek będzie wywoływał zmniejszenie tempa rozwoju gospodarczego kraju. Tak stało się przecież na Węgrzech.

KB: Społeczny odbiór rynku bankowego nie jest najlepszy. W publicystyce co chwilę czytamy o banksterach, a ostatnio również o polisolokatach, które zniszczyły życie miliona polskich rodzin.

KP: Jest w tym wiele przekłamań i uproszczeń wynikających przede wszystkim z niewiedzy. Pojęcie banksterów, zaczerpnięte z literatury czy filmu, przeniesione na polski grunt jest po prostu ogromnym nadużyciem. Pewne instytucje, które w Stanach Zjednoczonych nazywają się bankami, nigdy w Polsce nie zostałyby tak nazwane. One nie mają licencji bankowych, nie są pod nadzorem bankowym. To spółki konsultingowo-prawne emitujące papiery wartościowe na rynku kapitałowym. W wyniku ich działalności ludzie tracili oszczędności swojego życia. Z tym nie mieliśmy i nie mamy do czynienia w Polsce. Nasza bankowość nie zdestabilizowała budżetu państwa ani nie przyczyniła się do podwyższenia długu publicznego. Co do polisolokat – to jest produkt ubezpieczeniowy, a nie bankowy. Były nabywane i będą, ponieważ Polacy lubią ulgi podatkowe oraz instrumenty, którymi mogą inaczej zarządzać niż zwykłą lokatą bankową. Dlatego firmy ubezpieczeniowe za pośrednictwem banków ciągle sprzedają takie produkty za kilka miliardów rocznie. Ważne jest, aby te produkty trafiały do właściwych osób. Związek Banków Polskich wspólnie z Polską Izbą Ubezpieczeń wydał w tej sprawie stanowcze rekomendacje. Jeśli chodzi o mieszkaniowe kredyty walutowe (mówiąc ściśle: kredyty w walucie obcej denominowane lub indeksowane do złotego), to byłem pewnie pierwszą osobą w Polsce, która w 2005 r. wystąpiła o wprowadzenie ograniczeń albo wręcz zakazanie ich sprzedaży. Obecnie stanowią one problem dla niektórych klientów, ale za kilka czy kilkanaście lat może się okazać, że nadal będą bardziej opłacalne niż kredyty złotowe. Oczywiście pewna grupa klientów walutowych kredytów mieszkaniowych zapłaci kilkanaście procent więcej, niż zakładała, a to za sprawą nagłej zwyżki kursu franka szwajcarskiego. Rata bilansowana jest jednak spadkiem stóp procentowych do wartości ujemnych. W kłopocie są ci, którzy przeinwestowali, nabywając kilka mieszkań lub mieszkania zbyt duże, obarczone wielkimi kredytami. Zmiana kursu walutowego franka to również problem dla banków. Nie ma takich mądrych w Polsce i Europie, którzy by w 2005 r. przewidzieli wojnę na Ukrainie, powstanie Państwa Islamskiego czy „wiosnę ludów” w Afryce Północnej. Ogromne zmiany geopolityczne spowodowały nacisk na politykę monetarną Szwajcarii i ten mały kraj musiał podejmować nadzwyczajne działania.

Używanie mocnych sformułowań pod adresem polskich bankowców jest po prostu nieprzyzwoite. Nie można oczywiście wykluczyć przypadków wprowadzenia klienta w błąd, ale takie sprawy załatwia się polubownie lub na drodze sądowej. Natomiast wszystkich klientów, którzy rzetelnie regulują zobowiązania, informujemy, że ich rata kredytu nie musi być większa. Wystarczy wniosek z ich strony. Stworzono specjalny fundusz socjalny w wysokości 600 mln zł, aby pomóc kredytobiorcom kredytów mieszkaniowych, zarówno frankowych, jak i złotowych. Jesteśmy gotowi do utworzenia specjalnego funduszu asekuracji, na wypadek gdyby waluty obce miały tendencje do jakiejś intensywnej aprecjacji. Rozmawiamy z klientami na temat restrukturyzacji ich zadłużenia, z czego korzysta kilka tysięcy ludzi rocznie. Zdajemy sobie sprawę, że mieszkanie jest nie tylko dobrem o wielkiej wartości ekonomicznej, ale także ma pewną wartość czysto społeczną. Każda rodzina, każdy człowiek zasługuje na dach nad głową.


Krzysztof Pietraszkiewicz 

polski bankowiec, ekonomista, od 2003 r. prezes Związku Banków Polskich. Autor szeregu rozwiązań prawnych i organizacyjnych dla polskiego sektora bankowego. Od 1991 r. członek Rady Fundatorów Fundacji „Promyk Słońca”. Jest również członkiem Kapituły Konkursu „Teraz Polska”. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Odznaką Honorową za Zasługi dla Samorządu Terytorialnego.

 

 

 

Czytaj także

  • Fot. Marcin Żurawicz

    Lubię pomagać

    O prowadzeniu biznesu społecznego, działaniu w skali globalnej oraz promowaniu Polski z Moniką Jabłońską rozmawia Kamil Broszko.

    WIĘCEJ
  • Fot. Robert Baka

    Kocham ją i nienawidzę

    O muzyce, buncie i trudnej relacji z Polską z Muńkiem Staszczykiem rozmawia Anna Siedlińska.

     

    WIĘCEJ
  • Fot. Andrzej Georgiew

    O sztuce władzy i o władzy sztuki

    O aktorstwie uwikłanym w stereotypy i politykę, relacjach między popkulturą i klasyką oraz o fenomenie serialu „Glina” z Jerzym Radziwiłowiczem rozmawiają Kamil Broszko i Marzena Tataj.

     

    WIĘCEJ
  • Fot. Archiwum Zbigniewa Wodeckiego

    Przypadek sprawił, że zacząłem śpiewać

    Zakochany w swoim mieście skrzypek, który chciał być popularny. Po 40 latach muzycznej kariery po raz kolejny podbija serca publiczności.

     

    WIĘCEJ